sobota, 4 października 2014

"Saved by you" - Rozdział 13.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 13. 





~~~




Do końca miesiąca kurowałam się w domu. Babcia mi nie odpuszczała, ciągle uparcie twierdziła, że jestem chora. Może było w tym trochę prawdy, jakieś tam zmęczenie oraz osłabienie odczuwałam.
W czasie mojej nieobecności sporo się uczyłam. Znajomi odwiedzali mnie codziennie. Najwięcej wizyt złożyła mi Nanami. Codziennie zdawała mi szczegółowe relacje ze swojego życia. Miło było tego słuchać, nie zaprzeczę.
                Dziewczynom udało się wyciągnąć zabieganego Tsukiego. Trochę pozrzędził, aż w końcu stwierdził, że go zaraziłam. Dostał jakiegoś tam kataru, ale bez przesady, żebym to ja była przyczyną jego choroby! Najlepiej zgonić wszystko na mnie.
               
- Ojć, przepraszam! – krzyknęła jakaś dziewczyna, gdy wpadła na mnie w progu drzwi.
- Nie szkodzi. – skinęłam łebkiem.

                Po krótkim dialogu zajęłam swoje miejsce. Po niedługiej chwili do klasy weszła Futaba. Wokół niej unosiła się dość nieprzyjemna atmosfera, więc wolałam się nie wychylać. Z pewnością znów któryś z chłopaków coś wykombinował, no i teraz Izumi jest jaka jest.

- Dzień dobry wszystkim. – przywitał się wchodzący do sali Isei.
- Więc są już prawie wszyscy. – wtrącił nasz wychowawca.
- Tsukiego dzisiaj nie będzie. – dodał czarnowłosy – Rozchorował się, leży z gorączką w domu…

                I w tej chwili oczy wszystkich spoczęły na mojej osobie.

- T-to chyba moja wina… - powiedziałam niechętnie.
- Wątpię. – zaśmiał się – Biegał mokry od treningów gdzie popadnie to ma.
- To może go odwiedzimy? – zaproponowała Nanami. Wcześniej jej nie zauważyłam… Była zbyt cicho.
- Ja mogę iść! – krzyknęła Saki.

                W końcu wyszło na to, że ja również będę musiała odwiedzić rozchorowanego blondyna.




~~~




- Co wy tu robicie…? – zapytał, zapraszając nas do środka.
- Przyszliśmy Cię odwiedzić. – oznajmiła Nanami.
- Spoko. – usiadł na sofie.
- Jak się czujesz? – zapytałam, zajmując miejsce obok niego – Skoro masz gorączkę, to powinieneś leżeć w łóżku i odpoczywać!
- Nie dramatyzuj, wystarczy mi taaki odpoczynek. – włączył telewizję.
- Coś czuję, że ta „choroba” jest tylko Twoim wymysłem. – powiedziała Saki.
- Sądzicie, że to kłamstwo…? – zmarszczył brwi.

                Przez najbliższą godzinę staraliśmy się zapędzić Tsukiego do łóżka, jednak starania poszły na marne. Jeżeli zostawiło się go choćby na moment, po powrocie już gdzieś zniknął. A podobnież Ci „chorowici” ludzie są ospali, zmęczeni i nie mają na nic siły… Bujda!
                Niedługo po poddaniu się, towarzyszki zaczęły się zbierać. Nanami musiała przygotować obiad dla siebie oraz brata, a Saki nie podała żadnej konkretnej przyczyny. Gdy dziewczyny opuściły mieszkanie, postanowiłam wrócić do blondyna.

- Pomyślałam, że przydadzą Ci się notatki z dzisiejszej lekcji, więc…

                Zatrzymałam się, gdy zobaczyłam Tsukiego głaszczącego małego, białego psiaka.

- Więc się obudziłeś, co? – zaśmiał się, na co pupil uroczo zaszczekał, a następnie pomerdał ogonkiem.

                Ja-jaki cudowny!

- O, Yumi. – spojrzał na mnie – Myślałem, że poszłaś z dziewczynami.
- Miałam taki zamiar, ale przypomniałam sobie o notatkach.
- Jakich notatkach? – kichnął.
- Na zdrowie. – lekko wywinęłam kąciki ust ku górze – Pomyślałam, że przyda Ci się nadrobienie lekcji, więc zrobiłam dla Ciebie notatki streszczające dzisiejsze zajęcia. – podałam kilka kartek blondynowi.
- Ooo, świetne! – powiedział przeglądając notatki – To miłe z Twojej strony.
- Od jutra uczymy się wspólnie, pamiętaj!
- Racja… Gorączka pewnie do jutra mi przejdzie, więc powinienem być w szkole.

                Biały psiaczek usiadł mi na kolanach. Wyglądał, jakby oczekiwał, aż zacznę go głaskać.

- Jak się wabi? – zapytałam, podnosząc zwierzaka.
- Shiro.
- Pasuje mu. – odparłam z uśmiechem.
- On ma swój czuły punkt… - zaczął opowiadać, przysuwając się do mnie – Gdy podrapiesz go po brzuchu, o tutaj, zacznie machać łapami i mruczeć.

                Tsuki podrapał pieska w brzuch, na co ten wesoło zaszczekał.




- Jest taki uroczy…
- Pomyślałem o nim to samo, gdy pierwszy raz go zobaczyłem. – przeciągnął się – Tamtego dnia mój ojciec… - nagle przerwał. Wyraz twarzy blondyna uległ zmianie. Teraz wyglądał bardziej na przybitego, niż radosnego.

                Czyżbym przywołała nie najlepsze wspomnienia…?

- Wszystko w porządku…? – zapytałam niepewnie.
- Hm? – mruknął zamyślony – Ah, tak, jak najbardziej. – wymusił śmiech – W pewien deszczowy dzień mój ojciec przyniósł go ze sobą. Znalazł go w kartonie na środku ulicy, więc nie mógł przejść obok niego obojętnie.
- Czasami ludzie bywają okrutni…
- Prawda. – przymknął oczy – Czasem aż za bardzo…

                Nie wiem dlaczego, ale nagle zrobiło mi się przykro. To tak, jakbym zrozumiała ukryte znaczenie jego słów, choć nie mam o nim najmniejszego pojęcia. Być może to dzięki emocjom, które chłopak ukazuje…

- Robi się późno, chyba powinnam iść. – powiedziałam – Mam nadzieję, że do jutra wydobrzejesz!
- Też na to liczę. – poniósł się z łóżka – Siedzenie tutaj samemu jest naprawdę nudne i męczące…
- Nie wątpię. – zaśmiałam się.

                Blondyn odprowadził mnie do drzwi frontowych. Pożegnałam się z chłopakiem, a następnie wyszłam z jego mieszkania. Czuje się o wiele lepiej po rozmowie z nim. Jednak naprawdę się obawiam, że rozpoczęciem zwykłego tematu przywołałam nieprzyjemne wspomnienia.




~~~




                Jak każdego poranka, zjadłam śniadanie, ubrałam się, przygotowałam, a następnie wyszłam do szkoły. Pełna podekscytowania dążyłam do celu melodyjnym krokiem. Ciekawe, co takiego może być przyczyną mojego nadzwyczajnie dobrego samopoczucia.
                W połowie drogi zatrzymałam się, ponieważ obok niewielkiej kawiarni dostrzegłam znajomą mi postać. Chłopak rozmawiał z jakąś dziewczyną, jednak ta czynność została dość szybko przerwana. Nastolatek zignorował towarzyszkę, po czym zaczął iść w moją stronę. Gdy tylko mnie zauważył, spojrzał na mnie zaskoczony.

- Yumi-san, hm? – przejechał dłonią po niezwykle jasnych kosmykach włosów – Wszystko wskazuje na to, że na mnie czekasz. W czym mogę Ci pomóc?
- Zauważyłam Cię, więc postanowiłam poczekać. – wyjaśniłam.
- Po co?
- Żebyśmy mogli iść razem.
- Po co? – ponowił pytanie, unosząc do góry jedną brew.
- Eee… Czy to problem?

                Nie odpowiedział. Zaczął iść w stronę szkoły. Uznałam to za jednoznaczną odpowiedź, więc nie chcąc go doganiać, zaczęłam powoli podążać za nim. Przez większość drogi słyszałam tylko dźwięk obijających się podeszw butów o chodnik. Przy bramie szkoły blondyn zatrzymał się, a następnie lekko obrócił w moją stronę. Chwilę się we mnie wpatrywał, po czym zachichotał. Poszedł przed siebie, a ja zostałam w tyle, wpatrując się w martwy punkt ze zmieszanym wyrazem twarzy.
                Do klasy weszłam równo z dzwonkiem. Przy biurku wychowawcy stały trzy, prawdopodobnie starsze ode mnie osoby. Jedną z nich był blondynek, który jest dla mnie kompletną zagadką. Raz jest miły, pomocny, a następnie całkowicie zmienia charakter tylko po to, by pomieszać mi w głowie…
                Wszyscy musieli zająć swoje miejsca i siedzieć cicho. Wygląda na to, że ta trójka ma coś ważnego do ogłoszenia.

- Czy to nie są przypadkiem członkowie samorządu szkolnego? – zapytała Fuuka.
- Tak. – pan Hanabusa potwierdził.
- Co taka elita ma nam do powiedzenia? – zażartował Yoshida.
- Coś, czego osoba o Twoim poziomie intelektualnym nie będzie w stanie zrozumieć. – odparł Hirose, mając obojętny wyraz twarzy. W klasie zapadła cisza.
- Skoro uważasz, że jesteśmy zbyt głupi, po co tu jesteś? – zapadło kolejne pytanie ze strony klasy.

                Nie byli oni zbyt przyjaźnie nastawieni co do tej trójki. Zdążyłam już zauważyć, że Hirose ma trochę niewyparzony język, ale czy to jest powód takiego zachowania mojej klasy?

- Ponieważ w tej klasie jest nadzieja. – westchnął – Znalazłem jedną dość interesującą osobę, więc chcę ją do składu.
- Masz na myśli samorząd?
- Tak. – odpowiedział, nie pozwalając profesorowi dokończyć.
- Mogę wiedzieć, kto to taki? – zapytał zaskoczony.
- Współczuję jego ofierze… - westchnęła jedna z dziewczyn.
- Ona. – wskazał ręką na mnie.

                Panu Hanabusie aż przechyliły się okularki. Ukradkiem oka spostrzegłam, że Nanami zrobiła lekko naburmuszoną minę. Reszta niestety… wyglądała, jakby było im mnie żal.

- Je-jesteś pewien? – nauczyciel nie chciał uwierzyć w wybór blondynka.
- Jak najbardziej. – odpowiedział krótko.
- Skoro tak uważasz…
- Czy sprawię problem, jeśli zabiorę ją teraz do pokoju samorządu?
- Raczej nie… Dziś nic szczególnego robić nie będziemy.
- W takim razie idealnie. – przymknął oczy.

                Po chwili przywołał mnie jednym ruchem dłoni. Zabrałam swoją torbę, a następnie podążyłam za nim w stronę drzwi. Stojąc w progu usłyszałam tylko ciche westchnięcia.

- Biedulka… - powiedziała któraś z dziewczyn – Więc to ona jest jego nową ofiarą.
- Przestańcie… - przerwała im Nanami – On wcale nie jest zły.

                Reszty nie zdołałam usłyszeć, ponieważ Hirose zamknął drzwi.

- Podsłuchiwanie jest nie w porządku, nie uważasz? – dołączył do pozostałej dwójki – No chodź. – ponaglił mnie.
- Wiem, że to nie jest dobre, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego oni mają do Ciebie „takie” nastawienie…
- Zapytaj ich. – rzucił krótko – To najlepsza opcja, prawda?
- Niby tak, ale… - zastopowałam – Co, jeśli nie będą chcieli mi powiedzieć?
- Wówczas oznaczać to będzie, że sprawa ta Cię nie dotyczy.
- Rozumiem…
- Czyżby? – nawiązał ze mną kontakt wzrokowy – Dobra, wy wracajcie. – zwrócił się do kolegów – Ja pójdę z nią i postaram się wyjaśnić część rzeczy.
- Jasne. – odpowiedzieli jednocześnie.
- Wyjaśnić? – zapytałam – Co takiego?
- Zobaczysz.

                Chłopak złapał mnie za rękę, a następnie pociągnął za sobą. Przemieszczaliśmy się przez korytarze w milczeniu. Wkrótce przeszliśmy do drugiego budynku szkoły, gdzie wstęp mają tylko wyznaczone osoby. Zaprowadził mnie do pokoju, którego jeszcze na oczy nie widziałam.

- Usiądź. – wskazał na sofę – Pewnie już zdążyłaś się domyślić, o co chodzi.
- Nie do końca… - zaprzeczyłam.
- Rany… - ziewnął – Postanowiliśmy przyjąć Cię do samorządu szkolnego.
- Mnie? – otworzyłam szerzej swoje patrzałki.
- Owszem. – przymknął oczy – Oczywiście masz prawo odmówić, do niczego nie jesteś zmuszana. – lekko się uśmiechnął.
- Ale czy oby na pewno się nadaję…? – zapytałam dla pewności.
- Po dłuższej analizie przez resztę członków odpowiedź jest jednoznaczna.

                Spoglądałam na niego wyczekując dokończenia.

- To znaczy, że nikt nie ma z tym problemu. – zmarszczył brwi.
- Więc to tak…
- Jesteś w stanie teraz dać odpowiedź, czy może potrzebujesz trochę czasu na przemyślenie?
- To byłoby nie w porządku, gdybym teraz powiedziała „nie”… W końcu wy musicie być bardzo zajętymi osobami, a jeszcze mieliście za zadanie analizowanie mojej osoby oraz członkostwa… To pewnie zajęło sporo czasu, a gdybym teraz nie zgodziła się na dołączenie, ten stracony czas poszedłby na marne… - spojrzałam na ścianę.
- Hmmmm… - Satoru uśmiechnął się wesoło – Nie pomyliłem się, Ty naprawdę jesteś interesującą osobą.
- Tak myślisz? – zrobiłam zmieszany wyraz twarzy.
- Kto wie. – wzruszył ramionami – Mam rozumieć, że jednak dołączysz?
- Tak…
- Okej, skoro to już wszystko, możesz wracać na lekcje. – przeciągnął się, a następnie opuścił pokój.

                He? I to już wszystko? Doprawdy… Jego osoba jest dla mnie kompletną zagadką…




~~~




                Gdy od Sali, w której aktualnie lekcje miała moja klasa, dzieliło mnie zaledwie dziesięć kroczków, zadzwonił dzwonek. Po chwili z pomieszczenia zaczęły wychodzić dziewczyny. Po ujrzeniu mnie, od razu przybiegły. Chwilę później dołączył do nich Isei, a kolejną chwilę później, Tsuki.

- Co was tak martwi? – zapytałam niepewnie – Przecież to nic złego…
- Ale Satoru jest…!
- Widzicie, nawet ona nie uważa go za złą osobę. – przerwała Nanami.
- Mogę wiedzieć, o co chodzi…?
- Yumi. – zaczęła Futaba – Dobrze wiesz, że z każdej kwestii jesteśmy zgodne. – wzięła głębszy wdech – Ale w tej sytuacji nie mogę zgodzić się ani z Tobą, ani z Nanami.
- Dlaczego?
- Satoru to manipulant. – zmarszczyła czoło – Jest inteligentny, to fakt. Ale właśnie ta cecha daje mu niezmiernie ogromną ilość możliwości. On jest osobą, z którą nie powinnaś mieć kontaktu.
- Wszystko wyolbrzymiacie! – krzyknęła brązowowłosa, dzięki czemu wszyscy ucichli.
- Nanami…? – krótkowłosa, ze zdziwienia, zrobiła jeden krok w tył.
- Mówicie o nim takie rzeczy, a nawet go nie znacie…! – przygryzła wargę – Mówicie, jaki to on jest okropny, jaki to z niego manipulant… Ale w takim razie kim wy jesteście, skoro nazywacie go „drugą Kumi”, podczas gdy prawie nigdy nie mieliście z nim styczności, a nawet nie znacie go osobiście?!

                Nikt nie odpowiedział. Brązowowłosa zdenerwowała się i oddaliła od nas. Nikt nie zdążył jej zatrzymać, ponieważ w mgnieniu oka zniknęła za ścianą.

- Nie chcę być niemiła, ale… - zaczęłam niepewnie – Ona ma rację. – zamknęłam oczy, a następnie zaczęłam podążać drogą, którą jeszcze niedawno przemieszczała się moja przyjaciółka.

                Zatrzymałam się na skrzyżowaniu korytarzy. Wzięłam głęboki wdech, a po tym westchnęłam ze zrezygnowaniem. W klasie układało mi się tak dobrze, jednak teraz, przez to, że poparłam tę „mniejszą” część grupy, wszystko może się posypać. Ale… Doskonale wiem, że dobrze zrobiłam. I w sumie tego nie żałuję.




~~~




                Postanowiłam pójść do domu dłuższą drogą. Po drodze zatrzymałam się przy niewielkim zbiorniku wodnym. Oparłam się o barierkę, a następnie zaczęłam obserwować pływające rybki, jednocześnie myśląc nad dzisiejszym dniem.
                Po chwili zaczęło kropić. Spojrzałam w górę. Aż roiło się od szarych chmurzysk. Obawiałam się, że nie zdążę dobiec do domu, zanim zacznie padać. Pomimo tego zaczęłam biec do domu.

- No ładnie! – poprawiłam torbę – Ledwo co wyleczyłam się z choroby, a kolejna jest tuż za mną!

                Biegłam mamrotając coś pod nosem. Nagle usłyszałam znajomy głos wykrzykujący moje imię. Odwróciłam się za siebie. Spoglądałam na chłopaka, łapiąc niewielkie wdechy.

- Co Ty tu jeszcze robisz? – zapytał, spoglądając na zegarek.
- Chciałam trochę pomyśleć nad dzisiejszym dniem, więc postanowiłam pójść tą dłuższą drogą, ale zanim zdążyłam się zorientować, zaczęło kropić.
- Dalej Cię męczy sprawa z tym nieporozumieniem? – nawiązał ze mną kontakt wzrokowy – Nie musisz się martwić, wszyscy przemyśleli swoje zachowanie. – lekko się uśmiechnął – Razem z Nanami jutro możesz spodziewać się przeprosin.
- Naprawdę?

                Deszcz zaczął padać o wiele mocniej.

- Nie stój tak. – stanął obok mnie, zasłaniając mnie parasolką – Odprowadzę Cię do domu. – zaśmiał się – Gdzie mieszkasz?
- Całkiem blisko. – odwzajemniłam gest.
- W takim razie chodźmy.
- Dziękuję Ci, Tsuki.

                I zaczęliśmy iść.




~~~

6 komentarzy :

  1. Nie było mnie blogu dwa tygodnie! Dzisiaj wchodzę, patrzę 2 rozdziały :D Pochłonęłam je błyskawicznie.
    Scena w domu Tsukiego i moment pod parasolką - cudo <3 Jestem tylko ciekawa sekretu chłopaka odnośnie jego ojca.
    A co do Satoru... Naprawdę jest jakiś podejrzany. Czemu mam przeczucie, że BARDZO mocno namiesza? O.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba =D Ostatnio mam wrażenie, że strasznie zawalam i rozdziały wieją nudą.
      Co do Satoru nic nie zdradzę, nie będę spojlerowała. =D

      Usuń
  2. Przyznam szczerze, że przeczytałam już wczoraj, ale nie skomentowałam od razu, bo musiałam ochłonąć. Ochłonąć, bo się lekko zdenerwowałam, że znów o moim Ieiu jest tyle co nic :C Już straciłam nadzieję, że poświęcisz mu tu więcej czasu :C

    Co do Tsukiego się nie wypowiadam, bo wolę Iseia niż jego, ale z kolei jego wolę od Satoru :p

    Satoru z kolei - dziwny typ. :p Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że to jakiś podejrzany typ... Zboczeniec czy coś xD Wiem, wiem, głupia teoria, ale jest podejrzany, a nic innego nie przychodzi mi na myśl :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soreczka, wszystkiego po trochu XDDDD
      Nigdy nie trać nadziei, pamiętaj!

      Mamy chyba różne typy facetów xD Nie no, ja mam zrąbany gust, czasem moje jedno upodobanie jest sprzeczne z tym drugim, dlatego ciężko mi wybrać tego, który mi najbardziej odpowiada :D

      Zboczeniec. Skisłam XDD
      Starałam się go zrobić na swój wzór z charakteru, w sumie mi wyszło, bo ja też taka trochę nie ten, czasem nazywają mnie zbolem, ale no ej :CCC Nawet Ty musisz?! xD

      Ale Ty całkiem nieźle radzisz sobie z takim zdenerwowaniem/niezadowoleniem, gdy coś w jakimś czymś nie idzie po Twojej myśli.
      Ja, powiem tak dla przykładu, rozwaliłam szklankę o ścianę, gdy w pewnym anime mój kochany bohater został zabity. :C i wtedy też całkowicie przerwałam oglądanie, ale ja jestem inna. xd

      Usuń
    2. Na swój wzór? :o no to przepraszam, nie wiedziałam, że jesteś ZBOCZKIEM (żarcik) xD Ale spoko, mnie też tak kolega nazywa xp

      No to nieźle musi wyglądać to Twoje czytanie i oglądanie :D uważaj żebyś kiedyś kompa przez okno nie wyrzuciła xD

      Usuń
  3. Ten Satoru jakoś mi nie gra... Mam co do niego złe przeczucia :D A i sama już nie wiem co myśle o Tsuki xD W jednej chwili jestem zauroczona jego troskliwością a za chwilę wszystko zostaje zburzone xD

    PS. Na moim blogu pojawiło się kilka nowych rozdziałów, jeśli będziesz miała ochotę to zajrzyj ;) www.rosewood-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic