niedziela, 26 października 2014

"Saved by you" - Rozdział 14.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 14. 


~~~




                Po przekroczeniu progu drzwi od razu pobiegłam na górę, by móc założyć na siebie coś suchego. Nawet jeśli Tsuki mnie odprowadził, do końca drogi użyczając mi swej parasolki, to i tak nie uchroniłam się przed deszczem. Nie mam zamiaru jutro obudzić się z katarem, więc postaram doprowadzić się do dobrego stanu w jak najkrótszym czasie.
                Nie chcąc nic przeciągać, włosy spięłam w luźny kok, a przemoczone ubrania wrzuciłam do pralki. Ubrałam ciepłą piżamę, a następnie poszłam do kuchni. Z lodówki wyjęłam pierwszy lepszy jogurt, który pochłonęłam w ekspresowym tempie. Puste opakowanie wyrzuciłam do kosza. Po umyciu rąk wróciłam do swojego pokoju.
                Z regału zdjęłam jedną z książek, którą całkiem niedawno polecił mi Terru. Opowiada ona historię dorosłego mężczyzny, całkowicie ukaranego przez los. Zdany jest on na ogromne cierpienie, ponieważ nie był w stanie dokonać właściwego wyboru, gdy nadszedł odpowiedni moment. Wszystkie zgromadzone złe wspomnienia sprawiły, że bohater zamknął się w sobie i wyparł na cały świat. Nie może sobie wybaczyć za brak odwagi, a także za to, iż pozwolił, aby jego ukochana zniknęła.
                Przeczytałam tę książkę w czasie mojej kilkudniowej choroby, gdy robiłam sobie przerwy od nauki. Wciągnęła mnie niesamowicie. Jeżeli będę chciała przeczytać coś równie dobrego, z pewnością zwrócę się do Terru.
                Odłożyłam lekturę z powrotem na regał, a tuż po tym spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Kilka nieprzeczytanych wiadomości. Wśród tych od dziewczyn była jedna, która od razu mnie ucieszyła. Od razu ją wyświetliłam.


Nie sądzisz, że istnieją takie zbiegi okoliczności, które same w sobie są znakiem?


                Zastanowiłam się chwilę, a następnie wystukałam na klawiaturze.


Co dokładnie masz na myśli?


                I wysłałam. W oczekiwaniu na odpowiedź zaczęłam przeglądać resztę wiadomości. Same pytanie dotyczące mojego samopoczucia, a także krótkie przeprosiny za dzisiejsze zdarzenie.




~~~




                Rano obudził mnie powiew chłodnego powietrza. Ospale podniosłam się z łóżka, by móc rozpocząć poranne przygotowania do szkoły. Moje włosy były w okropnym stanie, dlatego postanowiłam zacząć od krótkiej kąpieli. Po umyciu włosów, szybko je wysuszyłam. Po tym wróciłam do pokoju.
Do torby spakowałam zeszyty oraz notatki, które dziś mi się przydadzą. Po zerknięciu na zegarek wzdrygnęłam się. Niecałe pół godziny do rozpoczęcia pierwszej lekcji, a ja nadal paraduję w piżamie! W tempie natychmiastowym przebrałam się w mundurek, założyłam buty, chwyciłam za torbę oraz parasol i wybiegłam z domu, w ogóle nie tykając się śniadania, które przygotowała babcia. Starałam się biec jak najszybciej, by tylko zdążyć. Niestety nie wyszło mi. W momencie, w którym stanęłam w progu drzwi wejściowych, zadzwonił dzwonek. Uświadomiona o swoim spóźnieniu, westchnęłam ze zrezygnowaniem.

-  Nie śpieszysz się na zajęcia? – po usłyszeniu znajomego głosu, odwróciłam się za siebie.
- Mogłabym o to samo zapytać Ciebie. – chłopak cicho zachichotał.
- Dobrze, dobrze. – uśmiechnął się – Jako, iż jestem przewodniczącym, mam troszkę przywilejów. – przeciągnął się – Jednym z nich są zwolnienia na rzecz załatwienia różnych rzeczy.
- To musi być ciekawe… - zamyśliłam się.
- Jak i męczące. – dodał, delikatnie mrużąc oczy – Teraz jesteś w samorządzie, dzięki temu również będziesz miała z tego zyski.
- Tak właściwie, to czym będę się zajmowała? – zapytałam – Wydaje mi się, że każdy członek zajmuje się czymś innym…
- Dobrze myślisz. – przytaknął – Jednak nie poznałaś jeszcze kilku osób. Po lekcjach możemy się spotkać w pokoju samorządu, tam wszystkich Ci przedstawię.
- Jeżeli nie sprawi to żadnego problemu…
- Rany… - westchnął – Za bardzo się przejmujesz.

                Po tym przyjął swój standardowy wyraz twarzy, a następnie podszedł przed siebie. Nie jest to pierwszy raz, gdy ktoś mi mówi, iż za bardzo przejmuję się niektórymi rzeczami. Może powinnam przestać?
                Poprawiłam torbę, a następnie udałam się w stronę swojej klasy. Nie spieszyłam się, w końcu lekcje rozpoczęły się chwilę temu, a dzięki temu mogę w spokoju przejść i przemyśleć kilka spraw. Po pierwsze – czy oby na pewno poradzę sobie w samorządzie? Jak sam Satoru wspomniał, nie jest to byle co, tutaj trzeba się starać, a także pokazywać wszystko z jak najlepszej strony. Martwię się, że nie jestem na tyle dobra, aby pełnić odpowiednie funkcje oraz obawiam się, że nie spełnię oczekiwań innych. Tak, znowu się martwię. Niepotrzebnie…
                Kolejną sprawą są egzaminy… Niby uczę się więcej niż przeciętny nastolatek, ale pomimo tego mam wrażenie, że daję z siebie za mało. Chcę przekroczyć tę barierę, która odseparowuje mnie od lepszych możliwości. Chcę się zmienić, obiecałam to ludziom, którzy pomogli mi w wielu sprawach. Chcę sprawić, że ta „stara” ja nie będzie mi przeszkadzała! Że pomimo nadchodzących przeszkód nie będę obawiała się porażek!
                Gdybym naprawdę była w stanie się zmienić, bardzo bym się ucieszyła. Wiem, że gadać każdy może, a z czynami jest o wiele gorzej, ale jestem pewna, że dzięki pomocy innych będę w stanie tego dokonać. W końcu my wszyscy zmieniamy się pod wpływem nowości. Czy jest to towarzystwo, czy ulegająca zmianie sytuacja rodzinna, każdy z nas nabiera nowych doświadczeń, a także uczy się na własnych błędach. Ja już się przekonałam, jak to jest stracić kogoś ważnego… Jak to jest nie mieć przyjaciół, a później ich zyskać. Dzięki moim kolegom oraz koleżankom nauczyłam się mówić to, o czym myślę. Robię to, ponieważ wiem, że uszanuję oni moje zdanie. Ale pomimo wszystkiego… Obawiam się. Obawiam się zbyt wielu rzeczy. To jest właśnie najgorsze.
                Po dzwonku poszłam na drugą lekcję. Stało się to, o czym wczoraj powiedział mi Tsuki – wszyscy mnie przeprosili za wcześniejsze zachowanie. Poczułam ogromną ulgę, w duchu dziękując za taki obrót spraw. Niestety Nanami nie mogła podzielić moich uczuć, ponieważ nie pojawiła się dziś w szkole. Co, jeśli od wczoraj nie może przestać się zamartwiać?
                Postanowiliśmy przełożyć grupową naukę na jutro, dzisiaj znaczna część klasy nie miała zbyt wiele czasu. W końcu mamy jakieś dwa tygodnie, po tym okresie czekają nas egzaminy.
                Na przerwie na lunch zeszłam do bufetu. Kupiłam niewielki, aczkolwiek syty chlebek oraz butelkę zielonej herbaty. Zajęłam miejsce przy wolnym stoliku, a następnie zaczęłam jeść. Zazwyczaj w porze lunchu czas leciał nadzwyczajnie wolno, jednak tym razem było inaczej. Nim zdążyłam się zorientować, zadzwonił dzwonek. Pospiesznie dokończyłam posiłek, po czym udałam się na lekcję. Wchodząc po schodach natknęłam się na Satoru.

- Znowu spóźniona? – zapytał z uśmiechem.
- Tak jakby. – odpowiedziałam tym samym gestem.
- Skoro już się widzimy, możesz ze mną przejść spotkać się z resztą. – zaproponował.
- Czy to w porządku? – zawahałam się – Nauczyciele nie będą się czepiać?
- Nie powinni…
- Więc jednak. – na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Jakoś się to usprawiedliwi. – powiedział, a następnie poszedł przed siebie.

                Postanowiłam do niego dołączyć. Chcę w końcu poznać resztę i mieć to z głowy. W końcu nie mam najmniejszego pojęcia, jakimi ludźmi mogą być towarzysze Hirose… Jeżeli są oni tak zmienni jak blondyn, to mam niemały problem.
                W pokoju samorządu znaleźliśmy się bardzo szybko. Na starcie powitał nas aromat kawy, a także uśmiechy nieznanych mi osób. Dziewczyna uczesana w koński ogon od razu podeszła do mnie z wymalowanym na twarzy szczęściem.

- Cieszę się, że w końcu mogę powitać członkinię tej samej płci. – zaczęła – Nazywam się Rena i od dzisiaj będziemy pełniły tę samą funkcję. – pozytywnie zaskoczona uścisnęłam dłoń dziewczyny.
- Nazywam się Yumi. – powiedziałam.
- Za tym biurkiem siedzi Kou. – ciemnowłosa wskazała na chłopaka o dość poważnym wyrazie twarzy.
- Liczę na owocną współpracę. – wymamrotał, starając się skupić na jakichś papierach.
- Kou jest sekretarzem, więc ma pełno papierkowej roboty. Nie zdziw się, gdy nie będzie kontaktował. – dzięki swobodności Reny poczułam niebywałą ulgę – Za nim przesiaduje nasz skarbnik, Jiwoo. Aktualnie jest na jakimś spotkaniu, więc raczej teraz się nie spotkacie, ale bez problemu go poznasz. Nie jest Japończykiem, a dodatkowo ma niebieskie oczy. Wyróżnia się wśród innych.
- Rozumiem.
- Jest jeszcze zastępca, Shun. On też gdzieś się pałęta…
- W porządku, będzie jeszcze inna okazja do poznania. – powiedziałam.
- Za tydzień będzie spotkanie, zapamiętaj. – wtrącił Satoru – Podam Ci więcej informacji, gdy przyjdzie na to czas.
- Dobrze. – spojrzałam na chłopaka – To ja już wrócę na lekcje. Do zobaczenia. – pożegnałam się.
- Do zobaczenia. – odpowiedzieli chórem.

               


~~~




                Gdy skończyły się lekcje, zaczęłam zmierzać do szatni. Od czasu rozmowy z Reną moje samopoczucie wzrosło. I znowu moje obawy się rozwiały. Wygląda na to, że w samorządzie wcale nie musi być tak źle, wręcz przeciwnie – uważam, że mogę się naprawdę dobrze czuć w ich towarzystwie!
                Gdy znalazłam się przed swoją szafką, usłyszałam dźwięk obijających się podeszw butów o podłogę. Odwróciłam głowę w stronę, z której dochodził ten dźwięk. Po chwili zobaczyłam znajomą mi twarz.

- Całe szczęście, że jeszcze Cię zastałem. – powiedział – Mam dość nietypową prośbę…
- O co chodzi?
- Wiem, że mieliśmy się uczyć od jutra, ale czy nasza dwójka mogłaby zacząć od dzisiaj? – zapytał – O ile nie prawi Ci to problemu…
- Yhm, nie, skąd. – lekko się uśmiechnęłam – Szczerze powiedziawszy, ja również wolałabym zacząć naukę wcześniej. – przyznałam niechętnie.
- To świetnie! – powiedział uradowany – Możemy spotkać się za jakąś godzinę w bibliotece? Jeszcze muszę coś załatwić…
- Jasne.
- W takim razie do zobaczenia! – powiedział, a zaraz po tym odwrócił się i zaczął biec w przeciwną stronę.

                Po chwili usłyszałam to samo, co wcześniej. Czyjeś kroki. Pewnie to znowu on, zapewne o czymś zapomniał.

- Zapomniałeś czegoś, Isei? – zapytałam, odwracając się.

                Jednak nikogo tutaj nie było. Kroki ustały, a ja wpatrywałam się w pusty korytarz. To trochę dziwne… Może po prostu wydawało mi się? Całkiem możliwe.
                Wzruszyłam ramionami, a następnie zaczęłam zmierzać w stronę biblioteki. Wolę iść tam przed czasem, niż później spieszyć się. Po drodze rozglądałam się na boki. Nawet jeśli od rozpoczęcia roku minęło już trochę czasu, to i tak w dalszym ciągu nie byłam w wielu miejscach w tej szkole. Na przykład pokój samorządu był dla mnie zupełną nowością, drugi budynek szkoły również. Ciekawe, czy są tu miejsca, o których wie tylko garstka osób…
                Gdy znalazłam się w bibliotece, zajęłam miejsce przy stoliku pod oknem. Rozpakowałam potrzebne notatki oraz przybory, a następnie spojrzałam na zegarek. Minęło dopiero niecałe pół godziny, chyba jeszcze trochę poczekam…

- No nic… - szepnęłam do siebie.

                Usiadłam na swoim miejscu. Aby zbić trochę czasu, zaczęłam samodzielnie przeglądać zrobione przez siebie notatki. Dodatkowo myślałam nad odwiedzeniem grobu matki. Przydałoby się tam pojechać… Muszę powiedzieć o tym babci.
                Czas mijał a chłopka nadal nie było. Godzina już minęła… Co, jeśli zapomniał? Niee, to raczej nie w jego stylu…

- Wybacz spóźnienie! – krzyknął Isei, gdy tylko wbiegł do biblioteki.

                Aż się wzdrygnęłam. Bibliotekarka zganiła czarnowłosego za hałas, na co ja zachichotałam. Lekko speszony chłopak zajął miejsce naprzeciw mnie. Nadął policzki, po czym spojrzał na mnie.

- To nie moja wina, Hanabusa znowu chciał mnie wymęczyć…
- W porządku. – nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Nie śmiej się! – zmarszczył czoło – Masz szczęście, że od Ciebie nie wymaga tylu rzeczy…
- Nadrabiam to swoimi obowiązkami.
- To się nie liczy.
- Liczy, liczy.

                Otworzyłam jeden z zeszytów, by móc pokazać chłopakowi bardziej zaawansowane wzory matematyczne. Z tego, co pamiętam, Isei miał problemy z przedmiotami ścisłymi. Ze mną było podobnie, ale dzięki wkuciu tych „podstaw” jakoś udało mi się je opanować.

- Nie cierpię matmy… - przygryzł wargę – Po co to komu.
- Z pewnością do czegoś się przyda…
- O ile dam radę ją opanować…
- Dasz radę, mi się udało, Tobie też powinno.
- Gdyby to było możliwe…

                Po tym obydwoje zajęliśmy się nauką. W ciszy przeglądaliśmy notatki, a także przypominaliśmy dawne materiały. Na moje szczęście nie miałam aż tak wielkich braków, więc przypominanie sobie lekcji, które były na początku roku, przyszło mi z łatwością.

- Sam się zaskakuję, ale zaczynam rozumieć niektóre rzeczy… - rzekł zaskoczony – Opisałaś wszystko tak dokładnie, że zrozumienie danego przykładu nie jest rzeczą niemożliwą.
- Cieszę się, że tak myślisz.

                Ulżyło mi. Spędziłam naprawdę mnóstwo czasu na opisaniu tego wszystkiego.

- Wiesz… - powiedział, przerywając ciszę – Cieszę się, że możemy spędzać czas tylko we dwoje.  
- Naprawdę?
- Tak.
- Przecież to nic nadzwyczajnego, to nie pierwszy raz, gdy jesteśmy sami.
- No wiem. – uśmiechnął się – Jednak tylko gdy jesteśmy sami, czuję ogromną swobodę i szczęście.

                Trochę mnie to speszyło.  

- Przesadzasz… - powiedziałam, starając się ukryć swoje zawstydzenie.  
- Wcale nie. – zaprzeczył.
- Chociaż przyznam… - zastanowiłam się chwilę – Naprawdę lubię spędzać z Tobą czas. – spojrzałam w oczy chłopakowi – Nie tylko z tego powodu, że w Twoim towarzystwie mogę być sobą, ale również dlatego, ponieważ jesteś jedną z kilku osób, które mi bardzo pomogły.

                Isei nabrał trochę kolorków na twarzy, ale pomimo tego nie przerwał kontaktu wzrokowego.

- To czyni mnie bardzo szczęśliwym, gdy tak mówisz. – zmrużył oczy – Dlatego chciałbym Ci coś wyznać…
- Wyznać? – uniosłam do góry brwi w ramach zdziwienia.
- Tak…

                I nagle do biblioteki wparował ktoś jeszcze. Głośne trzaśnięcie drzwi zwróciło uwagę wszystkich obecnych.

- Spóźniłem się? – zapytał nadzwyczajnie wesoły blondyn, gdy podszedł do naszego stolika.
- Skąd. – Isei wycedził przez zęby.
- To świetnie. – powiedział – Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem?
- Skąd. – czarnowłosy powtórzył, wzrokiem chcąc zabić kolegę.
- Co za ulga. – Tsuki posłał znaczący uśmiech błękitnookiemu, co mnie nieco zastanowiło – Będziecie mieć coś przeciwko, jeśli do was dołączę? Też mam trochę zaległości…
- Bez obaw. – wtrąciłam się – I tak mieliśmy od dzisiaj zaczynać.
- No właśnie wiem, dlatego się trochę zdziwiłem, gdy zastałem tylko waszą dwójkę. – jego oczy ponownie powędrowały na Iseia.

                Czarnowłosy wyglądał na lekko zdenerwowanego. To się jeszcze bardziej pogorszyło, gdy blondyn usiadł obok mnie.

- Dobra, to na czym skończyliście? – zapytał.
- Matematyka.
- Przyda mi się mała powtórka ze wzorów.
- Tobie się przyda powtórka ze wszystkiego. – wtrącił Isei.

                Siedzimy tutaj w trójkę dopiero od kilku minut, a ja mam ochotę już stąd uciec. Panuje tutaj taka napięta atmosfera, że aż strach cokolwiek powiedzieć…

- N-no więc… - zaczęłam, chcąc jakoś rozwiać tę nieprzyjemną atmosferę – Może teraz angielski…?
- Okej. – odpowiedzieli jednocześnie, co wcale nie poprawiło obecnej sytuacji.
- W takim razie wy tutaj poczekajcie, a pójdę po kilka książek. – powiedziałam – Tylko się nie pozabijajcie… - dodałam pod nosem.

                Gdy znalazłam się przy regale, westchnęłam z ulgą. Co się z nimi stało?! Zachowują się, jakby się nienawidzili! To mi nic nie ułatwia! Jak ja mam z nimi pracować, skoro obydwaj obdarowują się wzrokiem przepełnionym chęcią mordu?
                Starając się coś wymyślić, zaczęłam przeglądać regały w poszukiwaniu potrzebnych książek. Natknęłam się na jedną, która bardzo przykuła moją uwagę. Aktualnie mam tę samą w domu na jednej z półek. Wygląda na to, że jest więcej książek z tej serii…

- Czytasz książki od Meredith? – zapytał zaskoczony blondyn.
- Jak na razie przeczytałam tylko jedną. – wyjaśniłam – Ale była rewelacyjna, więc mam ochotę przeczytać jeszcze jedną.
- Zaskakujące… - spojrzał na regał – Teraz mało kto czyta tego typu książki.
- Wcześniej nawet nie słyszałam o tym autorze. – powiedziałam – Znajomy polecił mi właśnie tę. – wskazałam na książkę – Jest naprawdę świetna.

                Tsuki lekko się uśmiechnął.

- Znalazłaś te do nauki?
- Tylko jedną. – odpowiedziałam.
- Wystarczy, raczej więcej dziś nam się nie przyda.
- Też prawda, niedługo zacznie się ściemniać. – spojrzałam w stronę okna – Jeszcze jakieś pół godziny i możemy wracać.
- Dziś też mam Cię odprowadzić? – zapytał żartobliwie.
- Spokojnie, dziś od wypadku zabrałam ze sobą parasolkę.
- Co za ulga… - westchnął.

                Wróciliśmy do Iseia. Chłopak rozmawiał z kimś przez telefon. Wyglądał na szczęśliwego. Gdy się rozłączył, spojrzał na zegarek.

- Obrazicie się na mnie, jeśli was teraz zostawię? – zapytał – Zadzwoniła do mnie znajoma, niedługo przyjedzie do miasta, więc chce wyjaśnić ze mną kilka rzeczy.
- Nie ma problemu. – powiedziałam – Jutro też możemy się pouczyć.
- Tak… - chłopak spojrzał na mnie – W takim razie do jutra.
- Do zobaczenia.

                Tsuki usiadł na miejscu Iseia. Oparł podbródek na dłoni, a następnie spojrzał przez okno.

- A więc wraca…
- Wiesz o kogo chodzi?
- Tak myślę. – odchrząknął – Nasza przyjaciółka z dzieciństwa. W sensie moja i jego…
- Dlaczego tylko on poszedł?
- Ponieważ ja i ona nie mamy zbyt wiele do gadania…

                W jego głosie wyczułam melancholię, delikatne przygnębienie. To sprawiło, że sama poczułam się lekko przybita.
 
 
 
 
~~~

sobota, 4 października 2014

"Saved by you" - Rozdział 13.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 13. 





~~~




Do końca miesiąca kurowałam się w domu. Babcia mi nie odpuszczała, ciągle uparcie twierdziła, że jestem chora. Może było w tym trochę prawdy, jakieś tam zmęczenie oraz osłabienie odczuwałam.
W czasie mojej nieobecności sporo się uczyłam. Znajomi odwiedzali mnie codziennie. Najwięcej wizyt złożyła mi Nanami. Codziennie zdawała mi szczegółowe relacje ze swojego życia. Miło było tego słuchać, nie zaprzeczę.
                Dziewczynom udało się wyciągnąć zabieganego Tsukiego. Trochę pozrzędził, aż w końcu stwierdził, że go zaraziłam. Dostał jakiegoś tam kataru, ale bez przesady, żebym to ja była przyczyną jego choroby! Najlepiej zgonić wszystko na mnie.
               
- Ojć, przepraszam! – krzyknęła jakaś dziewczyna, gdy wpadła na mnie w progu drzwi.
- Nie szkodzi. – skinęłam łebkiem.

                Po krótkim dialogu zajęłam swoje miejsce. Po niedługiej chwili do klasy weszła Futaba. Wokół niej unosiła się dość nieprzyjemna atmosfera, więc wolałam się nie wychylać. Z pewnością znów któryś z chłopaków coś wykombinował, no i teraz Izumi jest jaka jest.

- Dzień dobry wszystkim. – przywitał się wchodzący do sali Isei.
- Więc są już prawie wszyscy. – wtrącił nasz wychowawca.
- Tsukiego dzisiaj nie będzie. – dodał czarnowłosy – Rozchorował się, leży z gorączką w domu…

                I w tej chwili oczy wszystkich spoczęły na mojej osobie.

- T-to chyba moja wina… - powiedziałam niechętnie.
- Wątpię. – zaśmiał się – Biegał mokry od treningów gdzie popadnie to ma.
- To może go odwiedzimy? – zaproponowała Nanami. Wcześniej jej nie zauważyłam… Była zbyt cicho.
- Ja mogę iść! – krzyknęła Saki.

                W końcu wyszło na to, że ja również będę musiała odwiedzić rozchorowanego blondyna.




~~~




- Co wy tu robicie…? – zapytał, zapraszając nas do środka.
- Przyszliśmy Cię odwiedzić. – oznajmiła Nanami.
- Spoko. – usiadł na sofie.
- Jak się czujesz? – zapytałam, zajmując miejsce obok niego – Skoro masz gorączkę, to powinieneś leżeć w łóżku i odpoczywać!
- Nie dramatyzuj, wystarczy mi taaki odpoczynek. – włączył telewizję.
- Coś czuję, że ta „choroba” jest tylko Twoim wymysłem. – powiedziała Saki.
- Sądzicie, że to kłamstwo…? – zmarszczył brwi.

                Przez najbliższą godzinę staraliśmy się zapędzić Tsukiego do łóżka, jednak starania poszły na marne. Jeżeli zostawiło się go choćby na moment, po powrocie już gdzieś zniknął. A podobnież Ci „chorowici” ludzie są ospali, zmęczeni i nie mają na nic siły… Bujda!
                Niedługo po poddaniu się, towarzyszki zaczęły się zbierać. Nanami musiała przygotować obiad dla siebie oraz brata, a Saki nie podała żadnej konkretnej przyczyny. Gdy dziewczyny opuściły mieszkanie, postanowiłam wrócić do blondyna.

- Pomyślałam, że przydadzą Ci się notatki z dzisiejszej lekcji, więc…

                Zatrzymałam się, gdy zobaczyłam Tsukiego głaszczącego małego, białego psiaka.

- Więc się obudziłeś, co? – zaśmiał się, na co pupil uroczo zaszczekał, a następnie pomerdał ogonkiem.

                Ja-jaki cudowny!

- O, Yumi. – spojrzał na mnie – Myślałem, że poszłaś z dziewczynami.
- Miałam taki zamiar, ale przypomniałam sobie o notatkach.
- Jakich notatkach? – kichnął.
- Na zdrowie. – lekko wywinęłam kąciki ust ku górze – Pomyślałam, że przyda Ci się nadrobienie lekcji, więc zrobiłam dla Ciebie notatki streszczające dzisiejsze zajęcia. – podałam kilka kartek blondynowi.
- Ooo, świetne! – powiedział przeglądając notatki – To miłe z Twojej strony.
- Od jutra uczymy się wspólnie, pamiętaj!
- Racja… Gorączka pewnie do jutra mi przejdzie, więc powinienem być w szkole.

                Biały psiaczek usiadł mi na kolanach. Wyglądał, jakby oczekiwał, aż zacznę go głaskać.

- Jak się wabi? – zapytałam, podnosząc zwierzaka.
- Shiro.
- Pasuje mu. – odparłam z uśmiechem.
- On ma swój czuły punkt… - zaczął opowiadać, przysuwając się do mnie – Gdy podrapiesz go po brzuchu, o tutaj, zacznie machać łapami i mruczeć.

                Tsuki podrapał pieska w brzuch, na co ten wesoło zaszczekał.




- Jest taki uroczy…
- Pomyślałem o nim to samo, gdy pierwszy raz go zobaczyłem. – przeciągnął się – Tamtego dnia mój ojciec… - nagle przerwał. Wyraz twarzy blondyna uległ zmianie. Teraz wyglądał bardziej na przybitego, niż radosnego.

                Czyżbym przywołała nie najlepsze wspomnienia…?

- Wszystko w porządku…? – zapytałam niepewnie.
- Hm? – mruknął zamyślony – Ah, tak, jak najbardziej. – wymusił śmiech – W pewien deszczowy dzień mój ojciec przyniósł go ze sobą. Znalazł go w kartonie na środku ulicy, więc nie mógł przejść obok niego obojętnie.
- Czasami ludzie bywają okrutni…
- Prawda. – przymknął oczy – Czasem aż za bardzo…

                Nie wiem dlaczego, ale nagle zrobiło mi się przykro. To tak, jakbym zrozumiała ukryte znaczenie jego słów, choć nie mam o nim najmniejszego pojęcia. Być może to dzięki emocjom, które chłopak ukazuje…

- Robi się późno, chyba powinnam iść. – powiedziałam – Mam nadzieję, że do jutra wydobrzejesz!
- Też na to liczę. – poniósł się z łóżka – Siedzenie tutaj samemu jest naprawdę nudne i męczące…
- Nie wątpię. – zaśmiałam się.

                Blondyn odprowadził mnie do drzwi frontowych. Pożegnałam się z chłopakiem, a następnie wyszłam z jego mieszkania. Czuje się o wiele lepiej po rozmowie z nim. Jednak naprawdę się obawiam, że rozpoczęciem zwykłego tematu przywołałam nieprzyjemne wspomnienia.




~~~




                Jak każdego poranka, zjadłam śniadanie, ubrałam się, przygotowałam, a następnie wyszłam do szkoły. Pełna podekscytowania dążyłam do celu melodyjnym krokiem. Ciekawe, co takiego może być przyczyną mojego nadzwyczajnie dobrego samopoczucia.
                W połowie drogi zatrzymałam się, ponieważ obok niewielkiej kawiarni dostrzegłam znajomą mi postać. Chłopak rozmawiał z jakąś dziewczyną, jednak ta czynność została dość szybko przerwana. Nastolatek zignorował towarzyszkę, po czym zaczął iść w moją stronę. Gdy tylko mnie zauważył, spojrzał na mnie zaskoczony.

- Yumi-san, hm? – przejechał dłonią po niezwykle jasnych kosmykach włosów – Wszystko wskazuje na to, że na mnie czekasz. W czym mogę Ci pomóc?
- Zauważyłam Cię, więc postanowiłam poczekać. – wyjaśniłam.
- Po co?
- Żebyśmy mogli iść razem.
- Po co? – ponowił pytanie, unosząc do góry jedną brew.
- Eee… Czy to problem?

                Nie odpowiedział. Zaczął iść w stronę szkoły. Uznałam to za jednoznaczną odpowiedź, więc nie chcąc go doganiać, zaczęłam powoli podążać za nim. Przez większość drogi słyszałam tylko dźwięk obijających się podeszw butów o chodnik. Przy bramie szkoły blondyn zatrzymał się, a następnie lekko obrócił w moją stronę. Chwilę się we mnie wpatrywał, po czym zachichotał. Poszedł przed siebie, a ja zostałam w tyle, wpatrując się w martwy punkt ze zmieszanym wyrazem twarzy.
                Do klasy weszłam równo z dzwonkiem. Przy biurku wychowawcy stały trzy, prawdopodobnie starsze ode mnie osoby. Jedną z nich był blondynek, który jest dla mnie kompletną zagadką. Raz jest miły, pomocny, a następnie całkowicie zmienia charakter tylko po to, by pomieszać mi w głowie…
                Wszyscy musieli zająć swoje miejsca i siedzieć cicho. Wygląda na to, że ta trójka ma coś ważnego do ogłoszenia.

- Czy to nie są przypadkiem członkowie samorządu szkolnego? – zapytała Fuuka.
- Tak. – pan Hanabusa potwierdził.
- Co taka elita ma nam do powiedzenia? – zażartował Yoshida.
- Coś, czego osoba o Twoim poziomie intelektualnym nie będzie w stanie zrozumieć. – odparł Hirose, mając obojętny wyraz twarzy. W klasie zapadła cisza.
- Skoro uważasz, że jesteśmy zbyt głupi, po co tu jesteś? – zapadło kolejne pytanie ze strony klasy.

                Nie byli oni zbyt przyjaźnie nastawieni co do tej trójki. Zdążyłam już zauważyć, że Hirose ma trochę niewyparzony język, ale czy to jest powód takiego zachowania mojej klasy?

- Ponieważ w tej klasie jest nadzieja. – westchnął – Znalazłem jedną dość interesującą osobę, więc chcę ją do składu.
- Masz na myśli samorząd?
- Tak. – odpowiedział, nie pozwalając profesorowi dokończyć.
- Mogę wiedzieć, kto to taki? – zapytał zaskoczony.
- Współczuję jego ofierze… - westchnęła jedna z dziewczyn.
- Ona. – wskazał ręką na mnie.

                Panu Hanabusie aż przechyliły się okularki. Ukradkiem oka spostrzegłam, że Nanami zrobiła lekko naburmuszoną minę. Reszta niestety… wyglądała, jakby było im mnie żal.

- Je-jesteś pewien? – nauczyciel nie chciał uwierzyć w wybór blondynka.
- Jak najbardziej. – odpowiedział krótko.
- Skoro tak uważasz…
- Czy sprawię problem, jeśli zabiorę ją teraz do pokoju samorządu?
- Raczej nie… Dziś nic szczególnego robić nie będziemy.
- W takim razie idealnie. – przymknął oczy.

                Po chwili przywołał mnie jednym ruchem dłoni. Zabrałam swoją torbę, a następnie podążyłam za nim w stronę drzwi. Stojąc w progu usłyszałam tylko ciche westchnięcia.

- Biedulka… - powiedziała któraś z dziewczyn – Więc to ona jest jego nową ofiarą.
- Przestańcie… - przerwała im Nanami – On wcale nie jest zły.

                Reszty nie zdołałam usłyszeć, ponieważ Hirose zamknął drzwi.

- Podsłuchiwanie jest nie w porządku, nie uważasz? – dołączył do pozostałej dwójki – No chodź. – ponaglił mnie.
- Wiem, że to nie jest dobre, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego oni mają do Ciebie „takie” nastawienie…
- Zapytaj ich. – rzucił krótko – To najlepsza opcja, prawda?
- Niby tak, ale… - zastopowałam – Co, jeśli nie będą chcieli mi powiedzieć?
- Wówczas oznaczać to będzie, że sprawa ta Cię nie dotyczy.
- Rozumiem…
- Czyżby? – nawiązał ze mną kontakt wzrokowy – Dobra, wy wracajcie. – zwrócił się do kolegów – Ja pójdę z nią i postaram się wyjaśnić część rzeczy.
- Jasne. – odpowiedzieli jednocześnie.
- Wyjaśnić? – zapytałam – Co takiego?
- Zobaczysz.

                Chłopak złapał mnie za rękę, a następnie pociągnął za sobą. Przemieszczaliśmy się przez korytarze w milczeniu. Wkrótce przeszliśmy do drugiego budynku szkoły, gdzie wstęp mają tylko wyznaczone osoby. Zaprowadził mnie do pokoju, którego jeszcze na oczy nie widziałam.

- Usiądź. – wskazał na sofę – Pewnie już zdążyłaś się domyślić, o co chodzi.
- Nie do końca… - zaprzeczyłam.
- Rany… - ziewnął – Postanowiliśmy przyjąć Cię do samorządu szkolnego.
- Mnie? – otworzyłam szerzej swoje patrzałki.
- Owszem. – przymknął oczy – Oczywiście masz prawo odmówić, do niczego nie jesteś zmuszana. – lekko się uśmiechnął.
- Ale czy oby na pewno się nadaję…? – zapytałam dla pewności.
- Po dłuższej analizie przez resztę członków odpowiedź jest jednoznaczna.

                Spoglądałam na niego wyczekując dokończenia.

- To znaczy, że nikt nie ma z tym problemu. – zmarszczył brwi.
- Więc to tak…
- Jesteś w stanie teraz dać odpowiedź, czy może potrzebujesz trochę czasu na przemyślenie?
- To byłoby nie w porządku, gdybym teraz powiedziała „nie”… W końcu wy musicie być bardzo zajętymi osobami, a jeszcze mieliście za zadanie analizowanie mojej osoby oraz członkostwa… To pewnie zajęło sporo czasu, a gdybym teraz nie zgodziła się na dołączenie, ten stracony czas poszedłby na marne… - spojrzałam na ścianę.
- Hmmmm… - Satoru uśmiechnął się wesoło – Nie pomyliłem się, Ty naprawdę jesteś interesującą osobą.
- Tak myślisz? – zrobiłam zmieszany wyraz twarzy.
- Kto wie. – wzruszył ramionami – Mam rozumieć, że jednak dołączysz?
- Tak…
- Okej, skoro to już wszystko, możesz wracać na lekcje. – przeciągnął się, a następnie opuścił pokój.

                He? I to już wszystko? Doprawdy… Jego osoba jest dla mnie kompletną zagadką…




~~~




                Gdy od Sali, w której aktualnie lekcje miała moja klasa, dzieliło mnie zaledwie dziesięć kroczków, zadzwonił dzwonek. Po chwili z pomieszczenia zaczęły wychodzić dziewczyny. Po ujrzeniu mnie, od razu przybiegły. Chwilę później dołączył do nich Isei, a kolejną chwilę później, Tsuki.

- Co was tak martwi? – zapytałam niepewnie – Przecież to nic złego…
- Ale Satoru jest…!
- Widzicie, nawet ona nie uważa go za złą osobę. – przerwała Nanami.
- Mogę wiedzieć, o co chodzi…?
- Yumi. – zaczęła Futaba – Dobrze wiesz, że z każdej kwestii jesteśmy zgodne. – wzięła głębszy wdech – Ale w tej sytuacji nie mogę zgodzić się ani z Tobą, ani z Nanami.
- Dlaczego?
- Satoru to manipulant. – zmarszczyła czoło – Jest inteligentny, to fakt. Ale właśnie ta cecha daje mu niezmiernie ogromną ilość możliwości. On jest osobą, z którą nie powinnaś mieć kontaktu.
- Wszystko wyolbrzymiacie! – krzyknęła brązowowłosa, dzięki czemu wszyscy ucichli.
- Nanami…? – krótkowłosa, ze zdziwienia, zrobiła jeden krok w tył.
- Mówicie o nim takie rzeczy, a nawet go nie znacie…! – przygryzła wargę – Mówicie, jaki to on jest okropny, jaki to z niego manipulant… Ale w takim razie kim wy jesteście, skoro nazywacie go „drugą Kumi”, podczas gdy prawie nigdy nie mieliście z nim styczności, a nawet nie znacie go osobiście?!

                Nikt nie odpowiedział. Brązowowłosa zdenerwowała się i oddaliła od nas. Nikt nie zdążył jej zatrzymać, ponieważ w mgnieniu oka zniknęła za ścianą.

- Nie chcę być niemiła, ale… - zaczęłam niepewnie – Ona ma rację. – zamknęłam oczy, a następnie zaczęłam podążać drogą, którą jeszcze niedawno przemieszczała się moja przyjaciółka.

                Zatrzymałam się na skrzyżowaniu korytarzy. Wzięłam głęboki wdech, a po tym westchnęłam ze zrezygnowaniem. W klasie układało mi się tak dobrze, jednak teraz, przez to, że poparłam tę „mniejszą” część grupy, wszystko może się posypać. Ale… Doskonale wiem, że dobrze zrobiłam. I w sumie tego nie żałuję.




~~~




                Postanowiłam pójść do domu dłuższą drogą. Po drodze zatrzymałam się przy niewielkim zbiorniku wodnym. Oparłam się o barierkę, a następnie zaczęłam obserwować pływające rybki, jednocześnie myśląc nad dzisiejszym dniem.
                Po chwili zaczęło kropić. Spojrzałam w górę. Aż roiło się od szarych chmurzysk. Obawiałam się, że nie zdążę dobiec do domu, zanim zacznie padać. Pomimo tego zaczęłam biec do domu.

- No ładnie! – poprawiłam torbę – Ledwo co wyleczyłam się z choroby, a kolejna jest tuż za mną!

                Biegłam mamrotając coś pod nosem. Nagle usłyszałam znajomy głos wykrzykujący moje imię. Odwróciłam się za siebie. Spoglądałam na chłopaka, łapiąc niewielkie wdechy.

- Co Ty tu jeszcze robisz? – zapytał, spoglądając na zegarek.
- Chciałam trochę pomyśleć nad dzisiejszym dniem, więc postanowiłam pójść tą dłuższą drogą, ale zanim zdążyłam się zorientować, zaczęło kropić.
- Dalej Cię męczy sprawa z tym nieporozumieniem? – nawiązał ze mną kontakt wzrokowy – Nie musisz się martwić, wszyscy przemyśleli swoje zachowanie. – lekko się uśmiechnął – Razem z Nanami jutro możesz spodziewać się przeprosin.
- Naprawdę?

                Deszcz zaczął padać o wiele mocniej.

- Nie stój tak. – stanął obok mnie, zasłaniając mnie parasolką – Odprowadzę Cię do domu. – zaśmiał się – Gdzie mieszkasz?
- Całkiem blisko. – odwzajemniłam gest.
- W takim razie chodźmy.
- Dziękuję Ci, Tsuki.

                I zaczęliśmy iść.




~~~

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic