poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Saved by you" - Rozdział 10.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 10. 





~~~




                Od samego rana do moich uszu dobiegały podekscytowane głosy. Większość nie mogła się doczekać rozpoczęcia gry na orientację. Ze mną było tak samo. Odkąd tylko się obudziłam, ćwiczyłam oraz planowałam, jak doprowadzić drużynę do zwycięstwa. Może na taką nie wyglądam, ale mam bardzo dobry zmysł orientacji w terenie. Nikt wprawdzie o tym nie wie, ale to lepiej.
                Cała gra rozpocznie się bodajże o godzinie piętnastej. Do tego czasu muszę wszystko przygotować. Pokażę temu głupkowi, że bycie tak bardzo pewnym siebie nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem.
                Zabrałam czyste ubrania, a następnie udałam się do łazienki. Gdy weszłam do pomieszczenia, od razu zaczęłam się przebierać. Na nogi założyłam czarne, długie leginsy. Po tym stanęłam przed lustrem i spojrzałam w swoje odbicie. Szybko przerwałam tę czynność, później z kolei ubrałam luźną, szarą bluzę. Szczotką przeczesałam swoje długie, brązowe włosy, a prostą grzywkę ułożyłam. Przemyłam dłonie, a następnie opuściłam pokój.
                Postanowiłam coś przekąsić, aby w trakcie gry nie zasłabnąć. Gdy tylko znalazłam się w kuchni, od razu wyjęłam z lodówki przygotowaną przez Nanami sałatkę. Nałożyłam niewielką ilość na jeden z talerzy, po czym położyłam naczynie na stole. Do kubka nalałam sobie lodowatej, zimnej herbaty, a następnie zasiadłam do posiłku. Nie spieszyłam się z jedzeniem, nigdy nie lubiłam tego robić. Po zjedzeniu umyłam brudne naczynia.
                Opuściłam domek, by odetchnąć świeżym powietrzem. Usiadłam na niewielkiej, drewnianej ławeczce. Zaczęłam obserwować powoli przemieszczające się chmury na niebie. Nim zdążyłam się zorientować, moją głowę wypełniały już myśli związane z wczorajszym dniem. Z Tsukim, Iseiem, dziewczynami… Doszłam do wniosku, że chciałabym się spotkać z Terru.  Być może kiedyś zdobędę się na odwagę, aby go o to zapytać.
                Z rozmyślań wybudził mnie dźwięk zbliżających się kroków. Odwróciłam głowę w stronę podchodzącej do mnie postaci. Czarnowłosy chłopak spojrzał prosto w moje oczy, jednak tym razem na jego twarzy nie było tego serdecznego uśmiechu.

- Cześć Isei. – przywitałam się.
- Cześć.

                Sądziłam, że dzisiaj będzie zachowywał normalnie, ale on nadal…

- Wszystko w porządku? – zapytałam z nadzieją, że nie zaprzeczy.
- Tak… - westchnął – Po prostu jestem… - chłopak odwrócił wzrok, twarz zasłaniając ręką – To nic.
- Um… - podniosłam siedzenie z ławki – Po prostu wczoraj miałam wrażenie, że…
- To naprawdę nic. – przerwał mi – Zobaczymy się później, ponieważ muszę coś załatwić.

                Opuścił rękę i odwrócił się w przeciwną stronę. Wszystko trwało tak szybko, ale nawet pomimo tego jestem pewna, że w przeciągu tej chwili dostrzegłam czerwone wypieki na jego policzkach.

- Czy to możliwe, że on… - otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia – Rozchorował się?

                Jeżeli tak, to nie powinien się przemęczać, tylko leżeć w pokoju. Wydaje mi się, że powinnam powiadomić o tym naszego wychowawcę…
                Po chwili namysłu ruszyłam w stronę miejsca, gdzie opiekunowie prawie cały czas przebywali. Kiedy przeszłam jakąś połowę drogi, znajomy chłopak zawołał mnie. Tsuki wraz z Mikim podbiegł do mnie.

- Gdzie się tak śpieszysz, hmm? – zapytał.
- Muszę powiedzieć o czymś wychowawcy.
- Chyba nie chcesz dać mu łapówki, aby wygrać? – zmarszczył czoło.
- Nie, to nie to. – zaprzeczyłam – Po prostu chcę mu powiedzieć, że Isei się rozchorował.
- Rozchorował? – przechylił głowę na bok w akcie niezrozumienia.
- No tak. Od wczoraj jest jakiś dziwny, a gdy chwilę temu z nim rozmawiałam, szybko uciekł. Jednak zdołałam zauważyć na jego twarzy czerwone wypieki. To musi być gorączka! To by wyjaśniało też jego wczorajsze zachowanie! – po moim dialogu nikt nie odpowiedział.

                Chłopacy wpatrywali się we mnie z pełnym zdziwieniem. Po chwili Tsuki wybuchnął tak donośnym rechotem, że aż Miki odsunął się od niego na niewielką odległość. Niestety, on również dołączył do śmiejącego się blondyna.

- Jak można być tak głupim? – zapytał łapiąc się za brzuch.
- C-co? – zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc, o co chłopakom chodzi – Bawi was to, że się o kogoś troszczę? – nadymałam policzki.
- Nie! – w ogóle nie przestawali się śmiać – On nie jest chory, Ty głupku! – wziął głębszy wdech – Może kiedyś sama do tego dojdziesz…
- To Ty wiesz, co się dzieje?!
- Może. – odpowiedział szczerząc się.
- Ale mi nie powiesz?
- Stajesz się coraz mądrzejsza! – zaśmiał się jeszcze raz, a następnie odwrócił i odszedł, wcześniej zgarniając ze sobą Mikiego.
- Hmpf. – odwróciłam dumnie głowę na bok.

                Nie rozumiem, co go aż tak bardzo rozbawiło.




~~~




                Od ponad dziesięciu minut wszyscy przysłuchiwali się wyjaśnieniom wychowawcy. Przedstawiał nam regulamin, wszystkie zasady oraz na czym ma polegać gra. Jak się okazało, chodzi tutaj o zdobycie odpowiednich przedmiotów, a gdy już je wszystkie zbierzemy, to musimy odebrać flagę przeciwnikowi. Cała gra się zakończy, gdy zdobędziemy flagę przeciwnej drużyny oraz pięć wymaganych przedmiotów. W każdej grupie jest piętnaście członków, co daje możliwość „eliminacji”. Chodzi tutaj o zaskoczenie osoby i dotknięcie jednego z jej ramion, zanim ona to zrobi.
                Gdy dostaliśmy listę przedmiotów, opiekunowie odpowiadający za daną grupę zabrali nas do naszej flagi. Przeciwnicy byli od nas oddaleni o jakieś trzysta metrów. W obrębie stu metrów poukrywane były przedmioty. Zanim zaatakujemy, by zdobyć flagę, musimy odnaleźć je wszystkie. To może być TROCHĘ trudne, aczkolwiek z czymś banalnie łatwym nie byłoby żadnej zabawy.
                Kapitanem drużyny został Isei. Założę się o wszystko, że w przeciwnej przywódcą jest Tsuki. To daje nam całkiem sporą przewagę, ponieważ ten głupek pewnie będzie robił wszystko pod wpływem impulsu.

- Zdobycie przedmiotów może trochę potrwać… - czarnowłosy westchnął – Poukrywane w obrębie stu metrów…
- Ale mamy wysportowaną Futabę!
- Oni Tsukiego. – wtrąciła rudowłosa dziewczyna.
- On się czymś specjalnym wyróżnia? – zapytałam.
- To Ty nie wiesz? – zszokowana Nanami zwróciła się do mnie – W Gimnazjum, gdy jeszcze interesował się czymś poza swoją twarzą, należał do klubu kendo. Zajął pierwsze miejsce w krajowym konkursie…
- Kra-Krajowym?! – otworzyłam szerzej oczy.

                Czyżbym go nie doceniła?!

- Ale to nie zmienia faktu, że Izumiś jest świetna w bieganiu! To się bardziej przyda do tej gry!
- Jednak czy jego umiejętności uników i ciosów nie pomogą mu przy eliminacji innych? – zapytałam – Jakby na to nie spojrzeć, kendo nie jest łatwym sportem…
- Nie mylisz się.
- Ten las jest duży, dlatego powinniśmy chodzić w pięcioosobowych grupach. Starajmy się od siebie zbytnio nie oddalać, zawsze powinniśmy mieć inną grupę w polu widzenia. To ułatwi poszukiwanie przedmiotów. – wyjaśniłam – Musimy również zwracać uwagę na otoczenie. W pobliżu zawsze może czaić się ktoś z przeciwnej drużyny, a chwila nieuwagi doprowadzi nas do straty różnej ilości członków. Ponadto, gdy zobaczycie kogoś w oddali, nie biegnijcie w tamtą stronę na oślep. Nawet jeśli będziecie widzieć jedną osobę, to dalej może być ich więcej.
- Niesamowite… - oczy brązowowłosej przyjaciółki zabłyszczały – Wiesz o tym tak wiele, Yumi!
- Aizawa wszystko ładnie wyjaśniła. – Miki mnie pochwalił – Teraz spójrzmy… - zerknął na kartkę – „Coś, czego kolor jest zagadką”. To pierwszy przedmiot.
- Coś, czego kolor jest zagadką…? – Futaba powtórzyła.
- Hmm… - zamyśliłam się – Kolejne utrudnienie… - kątem oka zobaczyłam, że ktoś sprawdza coś w telefonie.

                Ciemna szybka odbijała twarz posiadacza. Nagle mnie olśniło.

- Lustro! – wykrzyknęłam – Czy nie zawsze zastanawiamy się, jako kolor ma lustro?
- To może być to!
- Okej, wpisuję lustro. – bursztynooki wpisał owe słowo na kartkę – Dalej jest… He? – na twarzy chłopaka malowało się zdziwienie – Głośnik, spinacz, karty do gry oraz kartonowe pudełko. – podrapał się po głowie – W przeciwieństwie do pierwszej, te zagadki były banalnie proste.
- Może nie chcieli nam zbyt utrudniać gry?
- Albo po prostu nie chciało im się wymyślać. – Yoshida zaśmiał się na głos.
- Wy… - Futaba zacisnęła pięść – Jak do cholery chcecie znaleźć spinacz w tak wielkim lesie?!
- Ah, bez obaw. – jeden z kolegów zaczął grzebać w kieszeni – Jeden przedmiot z głowy. – wyszczerzył się.
- No to skreślamy.

                Isei postanowił posłuchać moich rad. Podzielił naszą grupę na trzy mniejsze. Drużyną pierwszą dowodził on sam, drugą Futaba, natomiast przywódcą tej trzeciej byłam ja. Udaliśmy się w różne strony, jednak staraliśmy nie tracić siebie z pola widzenia. W mojej grupie był hałaśliwy Yoshida, co trochę utrudniało poszukiwania, jednak dawaliśmy radę.
                Przechodząc obok ogromnego drzewa, coś mi błysło przed oczami. Zasłoniłam dłonią patrzałki, po czym rozejrzałam się. Kawałek dalej zauważyłam niewielki przedmiot, z którego wydobywało się światło. To musi być lustro!

- Chodźmy! – krzyknęłam.

                Nie myliłam się. Na jednym z kamieni położone było niewielkie lusterko. Zabrałam przedmiot. Zawróciliśmy, by powiadomić Mikiego o kolejnym znalezionym przedmiocie. Staraliśmy się przemieszczać dość cicho, dzięki czemu w pewnym momencie usłyszałam łamiące się patyki pod nogami. Osoba ta musiała poruszać się niezwykle szybko.

- Jeśli zostaniemy w tym miejscu, to nas pewnie zauważy. – powiedziałam – Wy się schowajcie za tym drzewem, my za tym.

                Po chwili kroki ustały. Postanowiłam się rozejrzeć po okolicy. Lekko wychyliłam głowę zza drzewa, a następnie zaczęłam spoglądać w różne miejsca. Nie było widać nikogo.

- Trzymaj. – wręczyłam lusterko Nanami – Kontynuujcie powrót do Mikiego.
- Co z Tobą? – zapytała.
- Zostanę. – ponownie się rozejrzałam – Szybko!
- Dlaczegoo? Przecież mieliśmy się nie rozdzielać! – na jej twarzy pojawił się grymas.
- To wyjątkowa sytuacja. – westchnęłam – Zostanę tutaj i będę obserwować, czy ktoś nadchodzi. To dobra droga, aby dotrzeć do naszej flagi będąc niezauważonym, więc lepiej będzie, gdy jakiś obserwator tutaj zostanie. – zaśmiałam się.
- Hmmm… No zgoda, ale jak tylko powiemy Mikiemu to wrócimy z jego grupą.
- Okej. – uśmiechnęłam się.

                Nanami wraz z pozostałą trójką szybko ruszyła przed siebie. W dalszym ciągu nie słyszałam kroków, więc to może oznaczać tylko jedno. Ta osoba wpadła na podobny pomysł, co ja. Ukrycie się oraz oczekiwanie na krok przeciwnika. Byłam pewna, że jest blisko. W końcu jej kroki były bardzo głośne, no i to nie mógł być ktoś z nas. W końcu my przemieszczaliśmy się bardzo wolno i ledwo słyszalnie.
                Teraz jak tak myślę, to znowu zostałam sama… Nawet jeśli jest to tylko chwilowe, to i tak zaczynam odczuwać tę nieprzyjemną rzecz. Strach przed samotnością.

- To znowu te kroki. – szepnęłam sama do siebie.

                Ta osoba jest blisko, aż za blisko! Nie znam jej dokładnego położenia, jednak biorąc pod uwagę dźwięki, to będzie… Po drugiej stronie drzewa.
                Wzięłam spory wdech, starając się coś wymyślić. Dzieli nas taka mała odległość, a ja nie mam pojęcia jak z tego wybrnąć! Skoro stoi w tym miejscu, to doskonale musi wiedzieć, że tutaj jestem. Zaatakuje z lewej, czy z prawej?

- W porządku…

                Rozluźniłam się, a następnie przygotowałam do wyskoczenia zza drzewa. Postawiłam niewielki krok w lewą stronę, by ułatwić sobie wyskok. Zaczęłam odliczać. Trzy… Dwa… Jeden…

- Mam Cię! – krzyknęłam, gdy dotknęłam dłonią jednego z ramion przeciwnika.

                O dziwo, dłoń tej osoby spoczęła na moim ramieniu w tym samym czasie. Zaskoczona spojrzałam w górę.

- Jesteś ostatnią osobą, na którą chciałabym teraz wpaść! – wypaliłam bez chwili namysłu.
- Co z tym Twoim gadaniem, że mnie pokonasz, co? – chłopak starał się powstrzymać śmiech.
- Pokonałam! Wypadasz z gry!
- Ty też, głupia!

                Spojrzałam na swoje lewe ramię.

- Ale i tak stracili kapitana. – uśmiechnęłam się.
- Nie jestem kapitanem. – odwzajemnił gest – Chcieli mnie wybrać, ale odmówiłem. – wytknął mi język.
- Rany… - westchnęłam.

                Gdy w końcu zorientowałam się, w jak niewielkim odległości od siebie stoimy, odskoczyłam od blondyna jak oparzona. Wyprostowałam się, a następnie zaczęłam maszerować w nieznaną mi stronę.

- A Ty dokąd? – zapytał, dorównując mi kroku.
- Skoro odpadłam, to muszę jakoś powiadomić o tym innych. – wyjaśniłam.
- To zostańmy tutaj.

                Blondyn usiadł pod wielkim drzewem. Po chwili namysłu klapnęłam obok niego.

- Dlaczego ze mną zostajesz?
- Bo nikogo prócz mnie tutaj nie ma? Ponieważ ten las jest ogromny? To trochę niebezpieczne, aby zostawać samemu… Nie zostawię Cię samej w takich okolicznościach. – spojrzał przed siebie.

                To bardzo miłe, ale te słowa… Przypominają mi o innych jego słowach, które wcale nie były miłe.

- Dziękuję, ale poradzę sobie. Wiem, że masz mnie za osobę, której nie można zostawić samej, ale…
- Chwilę, co? – przerwał mi nie rozumiejąc nic, a nic – Kto tak powiedział? – zmarszczył brwi.
- Ty. – spojrzałam prosto w oczy chłopaka – Wtedy w szatni. Przy tamtym incydencie…

                Blondyn wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał.

- Już pamiętam… - westchnął – Chciałem Ci to wyjaśnić w dniu, w którym mieliśmy dyżur, ale przeszkodził mi wychowawca… - przeczesał dłonią włosy – Wcale tak o Tobie nie myślę. – dzięki temu błyskowi w jego oczach mogłam być pewna, iż chłopak nie kłamie – Powiedziałem to, aby te dziewczyny dały Ci spokój.
- Mówisz poważnie…? – uchyliłam ze zdziwienia usta.
- Tak… Chyba już wiesz jakie one są, prawda? – pokiwałam łebkiem, aby potwierdzić – Nie chciałem, aby coś Ci zrobiły, więc powiedziałem to z nadzieją, że sobie odpuszczą… Ale później Ty zaczęłaś się zachowywać w taki sposób, że nie wiedziałem jak mam Ci to wytłumaczyć… Przepraszam Cię za to.
- Jestem taką idiotką! – klepnęłam się w czoło – To ja Cię powinnam przepraszać! Zachowywałam się okropnie… Zachowywałam dystans, podchodziłam do Ciebie niechętnie tylko z tego powodu… W pierwszym dniu jak mi pomogłeś, pomyślałam, że jesteś naprawdę kimś miłym. Byłam naprawdę szczęśliwa, że poznałam kogoś takiego, więc gdy później powiedziałeś o mnie takie rzeczy, nie wiedziałam jak mam się zachować…
- Masz rację, czasem zachowywałaś się okropnie w stosunku do mnie. – uśmiechnął się – Ale w pełni to rozumiem.
- Czuję się strasznie! Ty tylko chciałeś mi pomóc… - zmrużyłam oczy – Skoro już mówimy o tym…
- Tak?
- Dlaczego? – zapytałam – Dlaczego chciałeś mi pomóc? Znaliśmy się tylko jeden dzień…
- Byłaś niesłusznie o coś oskarżana, poza tym… - wywinął lekko kąciki ust ku górze – Przypominasz mi moją znajomą.

                Znajomą…?

- Czy ta osoba… jest dla Ciebie kimś ważnym?
- Tak. – spojrzał prosto w moje oczy – Kocham ją. – blondyn wypowiedział te słowa z pełnym wyrazu uśmiechem.

                W tym momencie poczułam dziwny ucisk w klatce piersiowej.

- Chociaż moje uczucia mogą się wydać nieco absurdalne. – zaśmiał się gorzko.
- Absurdalne…? Dlaczego?

                Ugryzłam się w język za te pytania.

- Ponieważ to nie jest zbyt naturalne. – w jego głosie mogłam wyczuć smutek.

                Postanowiłam o nic więcej nie pytać. To nie było bolesne tylko dla niego, ale również dla mnie.

- Jestem szczęśliwy, że w końcu sobie to wyjaśniliśmy.
- Ja również. – odpowiedziałam radośnie.




~~~




                Od zakończenia gry minęło kilkanaście minut. Drużyna, do której należałam zwyciężyła. Wszystko trwało niecałe pięć godzin. Całe szczęście, że zakończyliśmy przed ściemnieniem się. Zabawy w lesie po zmroku mogą być niebezpieczne, zwłaszcza w takich miejscach.
                Ja, Nanami oraz Izumi siedziałyśmy w swoim pokoju odpoczywając. Wprawdzie nie musiałam tego robić, ale chciałam trochę porozmawiać z przyjaciółkami. Powiedziałam dziewczynom o tym, że „pogodziłam się” z Tsukim. Nastolatki wyglądały na podekscytowane.

- Więc jednak się nie zmienił. – brązowowłosa uśmiechnęła się.
- Prawda? – dziewczyny spojrzały na siebie.
- O czym wy mówicie? – zapytałam.
- Myślałam, że trochę się zmienił, ale jednak byłam w błędzie. Nadal jest tym troskliwym chłopakiem.

                Resztę dnia spędziłam na rozmowie z przyjaciółkami. Z powodu dzisiejszych zdarzeń nie mogłam się w stu procentach skupić. Przed snem wystukałam na telefonie wiadomość do Terru, a następnie ją wysłałam.


Nawet nie wiesz jak wspaniale się czuję! Wyjaśniłam sobie coś ważnego z kolegą. Bardzo go polubiłam od początku, a gdy usłyszałam od niego kilka niemiłych słów naprawdę się rozczarowałam. Okazało się, że on tylko chciał mnie ochronić przed nieprzyjemnymi dziewczynami. Wiesz jak mi ulżyło? To była niezwykła wiadomość! Dobranoc! :)


                Odłożyłam telefon na szafkę nocną. Położyłam głowę na miękkiej poduszce, a następnie przykryłam się niezbyt grubą kołdrą. Gdy zamknęłam oczy, otworzyłam ogromne drzwi, które prowadziły do krainy Morfeusza.




~~~

3 komentarze :

  1. - Czy to możliwe, że on… - otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia – Rozchorował się?
    Ta dramatyczna pauza i.... HAHAHA No normalnie padłam w tym momencie xD Nie dziwię się, że Tsuki i Miki mieli niezły ubaw :D
    Cała gra na orientacje bardzo mi się spodobała. Kto by przypuszczał, że główna bohaterka ma taki dobry zmysł orientacji.
    A końcowa scena z Tsukim po prostu cudo <3
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to opowiadanie tak jak pozostałe <3
    Naprawdę świetnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic