sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 9.



* * *




Dzisiejszego ranka pojechałem na badania kontrolne. Trwały one kilka godzin, a oczekiwanie na wyniki dłużyło się w nieskończoność. Nie wpadłem na pomysł, aby zabrać coś ze sobą, by móc chociaż zbijać jakoś czas, a Saito miał przyjechać dopiero za jakąś godzinę. Do tego czasu skazany jestem na siedzenie w jednym miejscu i gapienie się w martwy punkt.
Martwi mnie pewna rzecz… Lekarze mówią, że nowotwór powoli zanika, że leki działają, ale pomimo tego… I tak czuję się dziwnie. Czasem zasłabnę, innym razem kręci mi się w głowie, a nawet kończy się na nagłym zaśnięciu. Doktor usprawiedliwił to nienadążaniem organizmu za lekami, ale jakoś nie wierzę w to. Staram się przez cały czas myśleć optymistycznie, ale zdarzenia takie, jak te mi w tym przeszkadzają.
                Rodzice wrócili chwilę przed tym, jak lekarz skończył wszystko sprawdzać. Wyszedł z poważnym wyrazem twarzy. Na samą myśl, co tam takiego może być przeszły przeze mnie ciarki. Zawsze wychodził zadowolony, więc coś musiało się stać, że zachowuje się aż nazbyt poważnie. Czyżby moje przypuszczenia były prawdziwe…?

- Cóż, nie wiem jak mam to odbierać. – zaczął, siadając za biurkiem – Wszystko idzie według planu, z danych wynika, że nowotwór jest coraz szybciej niszczony.
- Więc w czym tkwi problem? – zapytała Fumiko.
- W tym, że chyba popełniłem błąd.
- Błąd? – zapytałem zmieszany – To znaczy…? – coraz bardziej obawiam się odpowiedzi.
- Chyba za bardzo się pośpieszyliśmy… - westchnął – Prócz szybkiego zanikania nowotworu zauważyłem coś jeszcze… - pokazał mi zdjęcie – Chemia szkodzi na Twoje organy wewnętrzne.

                Zamarłem.

- To wszystko jest moją winą, ponieważ ustaliłem taki program oraz dałem Ci dość mocne leki. – przyznał – Gdybym dłużej nad tym pomyślał, pewnie sytuacja wyglądałaby inaczej…
- Erm… - wtrąciła matka – Może pan powiedzieć, co to oznacza…?
- Jeżeli nie zaczniemy szybko interweniować, to… - rozejrzał się po wszystkich obecnych – To organizm Ritsu może tego nie wytrzymać.
- A-ale jak?! – niebieskooka zerwała się z miejsca – Przez te wszystkie badania nic nie zauważyliście?! – podniosła głos na lekarzy – Przecież badania robione są regularnie! A tak poważne uszkodzenia organów wewnętrznych na pewno nie pojawiłyby się znikąd! Musieliście coś wcześniej widzieć! – z jej oczu wypłynęło kilka łez.
- Spokojnie, kochanie. – ojciec złapał ją za dłoń, po czym pokazał gestem, aby usiadła.
- Rozumiem pani złość. – poprawił okulary – Wcześniej nie było nic wiadome. Badania wskazywały tylko na lekkie urazy, ale przy chemii to całkiem normalne.
- Nie wzięliście pod uwagę negatywnych skutków? – zapytał ojciec – Skoro są lekkie urazy, to logiczne, że dalsze zażywanie leków może je pogorszyć. – spojrzał na doktora – Czy może się mylę?
- Nie, nie myli się pan. – powiedział.
- Więc dlaczego, do jasnej cholery, nie podjął pan odpowiednich środków ostrożności? – zmienił nieco ton głosu.
- Przestańcie… - wtrąciłem – Wina leży w każdym tutaj obecnym. – spojrzeli na mnie zaskoczeni – Na początku było mówione, że wyleczenie mnie jest niemożliwe, że potrzeba na to cudu. – rozejrzałem się po pokoju – Każdy skupił się na tym, że nowotwór był niszczony. Sam fakt, że tak zaawansowany rak jest niszczony skupił uwagę każdego.
- To był cud. – wtrącił doktor – Nie wiem jak to się stało. Przyznam, z początku uważałem za głupie podejmowanie się leczenia w takim stanie… - westchnął – Ale chyba jednak się opłaciło.
- Czy ja wiem. – spojrzałem w dół – Jesteśmy w punkcie wyjścia. – wziąłem głębszy oddech – Gdybym nie podjął się leczenia, to nowotwór pewnie zabiłby mnie. Wskazywały na to mdłości, wymiotowanie oraz kasłanie krwią, a także wiele więcej objaw. – zacząłem bawić się dłońmi – Teraz niby został on prawie całkowicie usunięty, no ale co z tego, skoro mam tak bardzo uszkodzone organy wewnętrzne, że mój organizm może temu nie podołać?
- To wszystko przez moją niedokładnie przemyślaną decyzję. – zdjął okulary, aby je przetrzeć – Ale wiesz, Ritsu… - spojrzałem na niego – Rak mógłby Cię zabić w mgnieniu oka, a organy można jeszcze wyleczyć. Do tego nie potrzeba cudu, lecz odpowiednich chirurgów.
- Więc proszę wszystko dokładnie ułożyć. – kobieta wyraźnie zaakcentowała przedostatnie słowo.
- Oczywiście. – wstał – W takim wypadku, Aku-san. – zwrócił się do innego lekarza – Proszę podać państwu adres tego szpitala.
- Tak. – kiwnął łebkiem, po czym zniknął za ścianą.
- Musimy jak najszybciej interweniować. W szpitalu, do którego państwo za chwile dostaną adres pracują sami wykwalifikowani doktorzy. – spojrzał na moją matkę – Także szansa na wyleczenie organów Ritsu jest prawie w stu procentach możliwa.
- Prawie…?
- Cóż, zawsze może zdarzyć się coś niedobrego. – przyznał nieco ciszej – Także proszę udać się tam jak najszybciej. Po wszystkich zabiegach proszę przyjść tutaj na kontrolę.
- Ile dni musi minąć?
- Dwa tygodnie. – odpowiedział.

                Lekarz wręczył nam dane dotyczące szpitalu, a następnie wyszliśmy, wcześniej się żegnając. Na korytarzu dostrzegłem Saita, Satoshiego oraz… jakąś dziewczynę. Chłopcy podeszli do mnie.

- I…? – zapytał wyższy z chłopaków.
- Jest… - zawahałem się – Całkiem dobrze! – krzyknąłem entuzjastycznie ze sztucznym uśmiechem.
- Serio? – zapytali jednocześnie.

                Spojrzałem na nich. Nie, nie mogę już okłamywać. Nie ich.

- Nie… - spojrzałem w dół.
- Co jest? – zapytał Saito, obejmując mnie jednym ramieniem.

                Westchnąłem, po czym usiadłem na jednym z krzeseł. Chłopaki usiadły po moich bokach. Satoshi w pewnym momencie spojrzał na tę dziewczynę, która siedziała kawałek dalej, a nawet uśmiechnął się do niej. Jednak nie zastanowiło mnie to na dłużej.

- Tego jest sporo… - westchnąłem ze zrezygnowaniem.

                Opowiedziałem chłopakom o wszystkim. Zaskoczeni nie wiedzieli co powiedzieć. Cóż, doskonale ich rozumiem, ponieważ niedawno to ja byłem na ich miejscu. Teraz tylko muszę liczyć na to, że w szpitalu wszystko wyjdzie dobrze.

- Co za nieodpowiedzialny lekarz… - powiedział Satoshi.
- Przestań, wina leży po stronie każdego. – wtrąciłem.
- Ale to nie zmienia faktu, że to on jest lekarzem. – dodał Saito – On powinien wszystko nadzorować oraz pilnować, czy są jakieś niezgodności…
- Możemy zmienić temat? – zaśmiałem się.
- Jasne.

                Satoshi podszedł do tej rudowłosej dziewczyny, która siedziała niedaleko. Złapał ją za rękę oraz przyprowadził do nas. Nieśmiała dziewczyna tylko lekko skinęła głową.

- Ritsu, chciałem Cię poznać z moją dziewczyną. – powiedział niepewnie – Wspominałem Ci o niej.
- Dziewczyna? – zrobiłem zaskoczoną minę – Miło mi Cię poznać. – uśmiechnąłem się serdecznie.

                Powinienem być zazdrosny? To powinno boleć? To dziwne, ponieważ jestem szczęśliwy.

- Pójdę kupić coś do jedzenia. – powiadomił Saito.
- Okej.

                Telefon rudowłosej zadzwonił, więc oddaliła się od nas na chwilę.

- Przepraszam… - powiedział chłopak.
- Za co? – zapytałem.
- Sam nie wiem. – zaśmiał się nerwowo.
- Nie masz za co. – poklepałem go po ramieniu – Cieszę się, że kogoś masz. – wywinąłem kąciki ust w górę – Dlatego nie dołuj się.
- Jeszcze jak powiedziałeś mi o swoim stanie… Bałem się, że jeśli Ci o tym powiem, to może wyniknąć coś nieprzyjemnego.
- A przestań. – usiedliśmy obok siebie na krzesełkach – Więc, jak do tego doszło?
- Gdy Ciebie nie było w mieście zaczęliśmy częściej rozmawiać. – zaczął opowiadać – Wszystko zaczęło się niecały miesiąc temu… Bez Ciebie było mi jakoś nudno, więc coraz częściej przebywałem na dworze. A że ona mieszka w pobliżu, często na siebie wpadaliśmy. Pewnego razu zapytała, czy nie chciałbym z nią gdzieś wyjść. Zgodziłem się. Wcześniej wyznała mi swoje uczucia aż dwa razy, jednak ją odrzuciłem. Podziwiam ją za to, że po tylu porażkach, jeżeli mogę tak to nazwać, miała nadal ochotę ze mną przebywać. – zaśmiał się – Po tym zaczęliśmy spotykać się znacznie częściej. Ona jest naprawdę miłą i dobrą osobą… - uśmiechnął się lekko – Zostaliśmy parą trzy dni temu.
- W dniu festiwalu. – uśmiechnąłem się pod nosem – To romantyczne wspomnienie.
- Dokładnie. – spojrzał w bok – Bawiliśmy się świetnie, a przez impuls i całą sytuację doszło do pocałunku. Przyznam, że poczułem coś do niej. – spojrzał na mnie – Dlatego postanowiłem zostać jej chłopakiem.
- Co za podobna historia… - szepnąłem – Wiesz, że spotkało mnie zupełnie to samo? No, znaczy kilka rzeczy się nieco różniło, ale większość jest zgodna.
- Byłeś na festiwalu? – zapytał.
- Tak. Aż dziwne, że się nie spotkaliśmy… - zamyśliłem się.
- Pewnie byłeś z Saitem, hm?
- Yup. – kiwnąłem łebkiem.

                Po chwili Satoshi został zawołany przez swoją dziewczynę. Wyglądała na przejętą, więc nic nie mówiłem. Chłopak pożegnał się ze mną, a następnie podszedł do rudowłosej. Obydwoje zniknęli mi z oczu po krótszej chwili. Nie musiałem się martwić, ponieważ Saito wrócił chwilę później.

- Wszystko w porządku? – zapytał, siadając obok.
- A dlaczego miałoby nie być? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- On ma dziewczynę…
- No tak. – uśmiechnąłem się – I bardzo się cieszę z tego powodu, w końcu jest moim przyjacielem.

                Spojrzałem czarnowłosemu prosto w oczy.

- To Ty jesteś moim chłopakiem, więc nie przejmuj się tym.
- Nie przejmuję, po prostu martwię się o Ciebie. – pocałował mnie w policzek, jednak gdy zaczął się oddalać, to zatrzymał swoją twarz w odległości kilku milimetrów od mojej.

                Czułem oddech chłopaka na swojej skórze. Pod wpływem impulsu przekręciłem głowę w bok oraz pocałowałem chłopaka w usta. Dłonie zacisnąłem na jego ramionach. Czarnowłosy objął mnie w pasie, po czym rozpoczął pocałunek. Jego język badał wnętrze mojej jamy ustnej. Po upływie kilku sekund przerwał. Lekko ugryzł moją dolną wargę, a następnie ją ucałował. Jedną z dłoni w przyjemny sposób gładził moje włosy. Chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w ciszy.

- Masz nie myśleć o tych durnych badaniach. – zaczął – Nie myśl o wszystkim, co sprawia Ci przykrość. – chłopak odgarnął moje włosy z czoła, po czym złożył na nim krótki, aczkolwiek czuły pocałunek.
- Tak też zrobię. – zarumieniony uśmiechnąłem się.




* * *

8 komentarzy :

  1. Mam nadzieję, że nie uśmiercisz Ritsu, bo będę płakać nocami.. Rozdział świetny, tak szybko przeczytałam, że chce więcej i więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział bardzo mnie wciągnął. Niby długi, a czyta się raz dwa. Obecna sytuacja, to chyba najlepszy możliwy scenariusz :D Satoshi ma dziewczynę! Trochę się nie spodziewałam, że się z nią zejdzie, ale to dobrze. Wszyscy są zadowoleni. ^^ Tylko, żeby Ritsu się nie pogorszyło :C

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja skala:
    1. Satoshi
    2. Saito
    3. Ritsu.

    Czemu główny bohater ostatni? Ponieważ denerwuje mnie to, że niby tak kochał Satoshiego, a już się odkochał :x Cieszę się, że Satoshi nie jest sam, ale wolałabym by przyznał, że czuł coś do Ritsu...

    Już sb ułożyłam w głowie jakie zakończenie bym chciała xD tylko nie bd mówiła na głos, bo się nie spełni :p xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie że się odkochał. :P Po prostu nie chciał niszczyć tego, co między nimi jest. Bo wiesz, zawsze gdy się z kimś decydujemy na związek, to musimy brać pod uwagę też te negatywne skutki. A dla Ritsu poświęcenie 2 lat przyjaźni było zbyt wielką stawką. To coś jak z Saitem - on chciał dla Ritsu szczęścia, ponieważ wiedział, że chłopak kocha kogoś innego. I właśnie podobna sytuacja ma miejsce z Ritsu - on chce szczęścia Satoshiego, ponieważ widzi, że ta dziewczyna jest dla niego ważna, a wcześniej widać było, że związek mógłby im nie wyjść. :P

      Meh, chyba nikt nie przewiduje mojej końcówki! :D

      Usuń
    2. Dobra ja Ci napiszę moje 2 koncepcje, ale pewnie i tak mi nic nie zdradzisz.. :C

      1. Zakończenie bd takie, że Ritsu umrze.
      2. Jakimś cudem zginie Saito albo okaże się, że był chory na jakąś chorobę i umrze... A Ritsu skończy z Satoshim.

      Choć to 2 może być raczej wytworem tylko mojej chorej wyobraźni, więc obstawiam 1. :p

      Usuń
  4. Meh, boje sie ciebie :o zostały dwa rozdzialy a nikt nie domysla sie koncowki... jestes okropna ;* ( pozytywnie :3 )

    OdpowiedzUsuń
  5. "Chłopaki usiadły po moich bokach"
    Chłopaki usiedli po moich bokach
    ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    nie uśmiercisz Ritzu prawda? Satoshi ma dziewczynę, jak widać Ritsu jest szczęśliwy...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic