czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 8.



* * *




                Przygotowania, przygotowania i jeszcze raz przygotowania! Całej nocy nie przespałem, non stop biegam i szukam odpowiednich rzeczy. Strasznie się przejąłem festiwalem oraz tym, że spędzę go razem z Saitem! A skoro będę z nim, to wszystko musi być idealne! Chcę, aby ten dzień wypadł świetnie.
                Około dziesiątej zjadłem śniadanie, po czym od razu wziąłem długi, zimny prysznic. Założyłem na siebie szlafrok, a następnie zacząłem suszyć włosy. Po wykonaniu tej czynności ułożyłem je. Przemyłem jeszcze jeden raz dłonie, później z kolei wyszedłem z pomieszczenia. Kiedy tylko znalazłem się w swoim pokoju gwałtownie rzuciłem się na szafę. Chcę dobrze wyglądać, ale nie mam żadnego pojęcia, co powinienem założyć. Zapewne będzie ciepło, więc zakładanie bluz tudzież koszulek z długimi rękawami będzie błędem. Szybko chwyciłem za białe rurki oraz beżową bluzkę. Założyłem na siebie ubrania, po czym poprawiłem włosy. Wróciłem do łazienki, by móc umyć zęby. Po skończeniu spojrzałem na zegarek.

- W samą porę… - powiedziałem do siebie – Saito powinien niedługo przyjść.

                W międzyczasie postanowiłem spakować wszystkie potrzebne rzeczy. Kiedy moja torba była zapełniona, udałem się do holu. Na nogi założyłem ciemne trampki, po czym po raz kolejny stanąłem przed lusterkiem. Ostatni raz wszystko poprawiłem, co do najmniejszego szczegółu. Po chwili do drzwi zadzwonił dzwonek. Z uśmiechem na twarzy odtworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się czarnowłosy. Wyglądał niby zwyczajnie, ale coś w jego wyglądzie sprawiało, że nie można było spojrzeć na to obojętnie.

- Ładnie wyglądasz. – powiedział.
- D-dziękuję. – odwróciłem wzrok – Ty też.
- Cieszę się! – odparł z szerokim uśmiechem.

                Zamknąłem drzwi frontowe na klucz, a następnie udałem się z Saitem na stację.




* * *




                Przejechaliśmy całą drogę rozmawiając na różnorodne tematy. Po dojechaniu na miejsce opuściliśmy pociąg. Rozejrzałem się po okolicy. Grupki ludzi zmierzają na festiwal. Każdy na twarzy ma wymalowany uśmiech. Niebo zaczyna robić się coraz ciemniejsze, co jest ogromnym plusem. Kiedy tylko zrobi się ciemniej, wszystko wygląda pięknie. Lampiony, oświetlenia, atrakcje… To wszystko wygląda świetnie. No i… Jestem tutaj z Saitem. Jestem pewien, że ten dzień będzie idealny.
                Niedługo słońce zaszło, a na niebie zawitały pierwsze gwiazdy. Wraz z Saitem udałem się w stronę festiwalu. Po drodze napotkaliśmy wiele par, które nie wstydziły się okazywać swoich uczuć, co dla mnie było trochę niezręczne. Niebawem dotarliśmy na miejsce. Teraz czekała nas wspinaczka po schodach. Wszędzie były poustawiane lampiony, więc oświetlenie wyglądało niezwykle. Po przejściu kilkudziesięciu stopni w końcu byliśmy dostrzec początek atrakcji. Wszystko ciągnęło się wzdłuż. Nie byłem w stanie skupić oczu na jednym punkcie. W końcu to jest mój pierwszy, prawdziwy oraz udany festiwal.

- Idziemy? – zapytał.
- Tak. – odpowiedziałem z przymrużonymi oczyma.

                Nie mogłem się powstrzymać, więc od razu podbiegłem do stoiska z dango. Zakupiłem kilka sztuk, po czym wróciłem do Saita. Wcisnąłem mu do buzi smakołyk, jednocześnie śmiejąc się. Postanowiliśmy pójść do świątyni i zażyczyć sobie czegoś miłego. W drodze zdążyliśmy zjeść wszystkie dango, a kolejka do świątyni była strasznie długa.

- Nie martw się, to nie trwa długo.
- Mam nadzieję! – zaśmiałem się.

                Tak, jak chłopak powiedział – kolejka w bardzo szybkim tempie zaczęła się skracać, aż w końcu nadeszła nasza kolej. Rzuciłem monetę przed siebie, po czym dwukrotnie klasnąłem dłońmi. Pochyliłem się delikatnie przed siebie, by móc pomyśleć nad życzeniem. Po dokładnym przemyśleniu wszystkiego wyprostowałem się, a następnie odszedłem kawałek dalej. Stanąłem przy filarze, by poczekać na Saita. Chłopak szybko do mnie dołączył.

- Nie mogę się poczekać pokazu sztucznych ogni! – oznajmiłem z entuzjazmem.
- Ja też. – uśmiechnął się – Z tego co czytałem, to włożyli dużo pracy w ten pokaz. Oby faktycznie tak było.
- Miło by było, w końcu to mój pierwszy festiwal.
- Ah tak?
- Mhm. – pokiwałem łebkiem – Zawsze coś nie wypalało, albo to ja nie miałem czasu, aby przyjść. Wpływ na to również miały wyprowadzki rodziców. Ale w końcu się udało. – wywinąłem kąciki ust w górę – No i jestem z Tobą… - dopiero po kilku sekundach uświadomiłem sobie to, że wypowiedziałem te słowa na głos.
- Cieszę się.

                Saito zaprowadził mnie do ciekawego stoiska. Na kwadratowym pudle siedział starszy pan z przyjemnym wyrazem twarzy. Wyjaśnił mi, że należy dłońmi złowić jedną ze złotych rybek, po czym włożyć ją do osobnego akwarium.

- No dalej, wsadź ręce do wody i łap! – doping Saita mnie dobijał.
- A co, jeżeli mnie ugryzie?! – odwróciłem się do niego.
- Niech się panienka nie martwi, rybki nie gryzą. – straszy pan się zaśmiał.

                Co? Panienka…?

- Hahahahaha! – czarnowłosy zaczął śmiać się na głos, aż się odwrócił.
- Z-zabawne… - zawstydzony spojrzałem na duże akwarium.

                Z lekkim wahaniem włożyłem dłonie do wody. Jedna z rybek szybko dała się złapać. Z uśmiechem na twarzy przełożyłem ją do osobnego akwarium.

- Udało się! – krzyknąłem zaskoczony.
- Gratulacje. – Saito uścisnął moją dłoń.

                Zaśmiałem się.

- Proszę. – staruszek dał mi dużego, miękkiego pluszaka – To nagroda dla panienki.

                Panienki… Do moich uszu dobiegł dźwięk powstrzymywanego śmiechu przez czarnowłosego. Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem, po czym westchnąłem z rezygnacją.

- Dziękuję. – podziękowałem ze szczerym uśmiechem.

                Oddaliliśmy się o kilka kroków.

- Taka ładna para. – powiedział staruszek.

                Na moją twarz wdarł się zdradliwy rumieniec. Buzię schowałem za pluszakiem. Na moje szczęście był duży. Kiedy ukradkiem spojrzałem na Saita, na jego policzkach również dostrzegłem różowe wypieki. Zadowolony cicho zachichotałem.

- Tutaj jest świetnie. – przerwałem tę ciszę.
- Tak sądzisz? – spojrzał na mnie – Nawet jeśli nazywają Cię „panienką”? – na jego twarzy zawitał uśmieszek.
- T-to nieistotne… - nadymałem policzki – To tylko pomyłka.
- No wiesz… - jego twarz znalazła się bardzo blisko mojej.

                Moje serce zabiło szybciej z nerwów.

- Masz taką delikatną urodę. – zaśmiał się.
- Pff. – prychnąłem.

                Moja reakcja jeszcze bardziej dodała humoru chłopakowi. 


- Chodźmy. – Saito złapał mnie za dłoń.

                Zaczął iść szybszym tempem przed siebie. Jego dłoń jest taka ciepła… Przez całą drogę nie odzywałem się. Przeszliśmy przez kilka stoisk oraz miejsc na odpoczynek. Znaleźliśmy się w lekko oddalonym miejscu. Na ziemi rozsypane były płatki drzewa wiśni, a same drzewa otaczały ten mały placyk. Dookoła znajdowało się kilka ławek. Rozejrzałem się po okolicy. Miejsce to było trochę rozświetlone.

- Ładnie tutaj, prawda? – zapytał.
- I to jak! – odwróciłem się od niego.

                Chłopak znajdował się naprzeciw mnie. Spojrzałem mu w oczy. Przez chwilę staliśmy tak w ciszy. Pojawił się lekki wiaterek, który delikatnie przesuwał kosmyki moich włosów. Szum drzew tworzył taki przyjemny klimat. Saito zrobił krok do przodu. Znajdował się bardzo blisko mnie. Dłonią przejechał po moich włosach, a następnie dotknął nią mojego policzka. Łagodnie nią przejechał. Kciukiem dotknął mojej dolnej wargi. Jego twarz zaczęła się zbliżać, więc symbolicznie zacząłem przymrużać oczy oraz przechylać głowę w bok. Moje ręce samoistnie powędrowały za szyję chłopaka. Kiedy nasze usta dzieliły milimetry, wiatr zawiał jeszcze mocniej, a płatki z drzew wiśni spadły i stworzyły przepiękną aurę wokół nas. Gdy w końcu nasze usta się zetknęły, wystrzelono pierwszy fajerwerk. Latające wokół nas płatki wiśni wcale nie opadały. Dzięki ich ilości można było wyczuć zapach, który był naprawdę przyjemny. 




               Po chwili lekko rozwarłem usta. Chłopak wsunął do nich swój język, który po chwili zetknął się z moim. Odwzajemniłem pocałunek. Jedną z dłoni przeczesywałem włosy chłopaka, natomiast drugą zaciskałem na jego ubraniu. Coraz ciężej było mi oddychać. Zaszklone od emocji oczy oraz różowe od zawstydzenia rumieńce zawitały na mojej twarzy. Kiedy wystrzelono kilka kolejnych sztucznych ogni oddaliliśmy się od siebie. Głowę schowałem w torsie chłopaka. Gdy poczułem, że jestem gotów, wyprostowałem się, a następnie spojrzałem w oczy czarnowłosemu. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, dłoń Saita ponownie znalazła się na moim ciepłym policzku. Przytulił mnie do siebie.

- Ritsu. – szepnął mi do ucha – Jesteś pierwszą i jedyną osobą, w której szczerze się zakochałem. – wytrzeszczyłem oczy, jednak, gdy zebrało się w nich kilka łez, przymknąłem je – Kocham Cię.

                To się dzieje naprawdę… On… On odwzajemnia moje uczucia.

- Ja w Tobie również się zakochałem. – powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę. – odgarnął moje włosy z czoła, po czym złożył na nim pocałunek.

                Szczęście, jakie w tej chwili odczuwam jest nie do opisania. Położyłem głowę na jego ramieniu, by móc obserwować dalszy pokaz sztucznych ogni. Na niebie pojawiały się coraz to ładniejsze fajerwerki.




                Wkrótce pokaz się skończył.

- Festiwal jeszcze się nie skończył. – powiedział – Idziemy?
- Pewnie. – odpowiedziałem radośnie.

                Tym razem szliśmy nie jako kumple, lecz jako para. Mogłem bez obaw trzymać jego dłoń.




* * *

6 komentarzy :

  1. *pisssssk* Jejku zajebiście ;* warto bylo czekac <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kyaaaa, na to czekałam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. O matulu *-* Rozpłynęłam się czytając ten rozdział. Świetny jest! Opisy genialne, a cała przedstawiona sytuacja idealna. Te fajerwerki, płatki wiśni... KAWAII *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój biedny Satoshi :C
    Wiedziałam, że tak będzie :c
    No, ale cóż... Nie zawsze ulubiony paring może wygrać :C

    OdpowiedzUsuń
  5. Hell yeah! Haha! Mój paring wygrał :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    cudownie, są parą i haha panienką Ritsu był nazwany...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic