wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 7.



* * *




                Moje obawy dotyczące zasłabnięcia wyparowały w chwili, gdy lekarz powiadomił mnie o moim stanie. Te wszystkie zawroty głowy były tylko dlatego, ponieważ leki zbyt obciążały mój organizm. Wszystko idzie zgodnie z planami, nowotwór zaczyna być niszczony. Teraz naprawdę wierzę w to, że mam szansę na całkowite wyjście z tej choroby.
                Ale… No właśnie, ale. Do moich myśli ponownie powróciły słowa Saita. Nie wierzę, że to może być prawda… Zrobił to wszystko z nudów? Bez żartów… Naprawdę sądziłem, że z tego może wyjść coś fajnego. Myślę nawet, że coś do niego poczułem. A teraz… Wszystko jest beznadziejne. Jest mi przykro, bardzo przykro. Nie dlatego, ponieważ mi o tym powiedział, lecz dlatego, bo nie zatrzymałem go i nie wyjaśniłem z nim tego. Nie byłem w stanie. Stchórzyłem… Pociesza mnie fakt, że mam jego numer telefonu, a także wiem, gdzie mieszka. Dlatego, gdy tylko zdobędę się na odwagę na pewno będę starał się o rozmowę z nim.
                Nie wspominałem o tym Satoshiemu. Pytał, co ze mną, a także gdzie jest Saito, ale nie odpowiedziałem. Nawet jeśli teraz sobie wszystko wyjaśniliśmy, to i tak nie jestem w stanie poruszać tamtego tematu. Czy Satoshi coś do mnie czuje, czy może nie… Nie mam pojęcia. Chyba nie chcę wiedzieć… Widocznie wyobrażałem sobie zbyt wiele. Wątpię, aby widział we mnie kogoś więcej, niż przyjaciela. Najwidoczniej muszę sobie odpuścić. Nic z tego nie wyjdzie, nie ma prawa wyjść. Po prostu od momentu, w którym Satoshi poznał prawdę o moich uczuciach do niego, wszystko uległo zmianie. Sądziłem, że rzeczy nadal są takie same, ale nie. Byłem w błędzie. Taki związek nie ma przyszłości.
                Zdążyliśmy już przyjechać do mojego domu. Czarnowłosy towarzyszył mi przez cały czas. Nie dawałem po sobie znać, że jest ze mną coś nie tak. Myśl, że mogę zobaczyć Saita, jednak nie móc nic z tym zrobić mnie przytłacza.

- Gdzie jest to jezioro z ładnym widokiem? – zapytał.
- Zaprowadzić Cię tam?
- Jasne. – uśmiechnął się – Tak dużo opowiadałeś o tym miejscu, więc chcę je zobaczyć.
- Nie ma sprawy.

                Dojście do jeziora zajmie nam kilka minut. W czasie, gdy zmierzaliśmy do celu porozmawialiśmy ze sobą na różne, banalne tematy. Po przejściu dróżki między krzakami zastałem to, czego najbardziej się obawiałem. Kilka kroków przede mną siedział Saito, który bawił się z małym szczeniaczkiem. Patrzałem na niego ze smutkiem w oczach, jednak on nie zauważył mnie. Uśmiechał się do tego psiaka w taki miły sposób, lecz pomimo tego mogłem dostrzec tę pustkę w jego oczach. Kiedy Satoshi się odezwał, ponieważ w końcu mnie dogonił, czarnowłosy chłopak odwrócił się w naszą stronę. Nasze oczy się spotkały, przez co spuściłem głowę w dół. Chłopak wstał oraz podniósł pieska. Zaczął iść w naszą stronę. Ponownie się na niego spojrzałem, a gdy dzielił nas zaledwie krok, zebrałem się na odwagę.

- Sa…

                Zamurowało mnie. Czarnowłosy w mgnieniu sekundy odwrócił ode mnie wzrok oraz wyminął, kompletnie ignorując moją osobę. Zaskoczony obejrzałem się za siebie. Nikogo już tam nie było. Satoshi usiadł na trawie.

- A jemu co? – zapytał, spoglądając w niebo.
- Nie wiem…
- Pokłóciliście się?
- Chyba…

                Posiedziałem z chłopakiem jeszcze przez jakąś godzinę. Satoshi musiał w końcu wrócić do domu. Pożegnałem się z nim, po czym wróciłem do siebie. Na miejscu ledwo zdążyłem się przebrać, kiedy przerwał mi telefon. Jak się okazało, to rodzice. Niedługo będą na stacji, więc muszę tam mniej więcej teraz wyjść. Ciekaw jestem, co mają mi tym razem do powiedzenia.
                Założyłem buty, a następnie wyszedłem z domu. Po drodze usłyszałem znajome głosy, dopiero po chwili zrozumiałem, że jeden z nich należy do Saita. Zaciekawiony schowałem się za murem, by móc lepiej słyszeć rozmowę. Tak, jestem wścibski, ale muszę wiedzieć co się z nim dzieje, nawet jeżeli sytuacja wymaga podsłuchiwania. Wyjrzałem zza muru. Saito stał naprzeciw jakiejś kobiety. Wyglądał na zmartwionego, jak i jednocześnie zdenerwowanego. Postanowiłem wsłuchać się w dialog.

- Ale już z nim w porządku? – zapytała troskliwie kobieta.
- Nie wiem, chyba… - odpowiedział drapiąc się po głowie.
- Jak to chyba? W końcu to Twój przyjaciel, jak możesz nie wiedzieć? – westchnęła – Czuję się po części winna, bo to ja dałam Ci ten bilet do ośrodka…
- Bez obaw, z Ritsu chyba wszystko w porządku.

                Rozmawiają o mnie?! Muszę wiedzieć więcej.

- Pani Himiko mówiła, że nie rozmawiacie ze sobą teraz. Coś się stało?
- Nieważne…
- Saito, powiedz mi co się dzieje…
- Po prostu on już kogoś ma, a ja nie chcę robić za przeszkodę, jasne? – zdenerwował się trochę.
- Czekaj, co chcesz przez to powiedzieć? – zapytała nie rozumiejąc o co chodzi.
- To, że specjalnie powiedziałem mu niemiłe rzeczy, żeby łatwiej wymazał sobie moją osobę z głowy. – zakrył twarz – Tak ciężko to zrozumieć…?
- Czy to nie w porządku wobec tego chłopaka?

                Nie słyszałem dalszej części. Z niedowierzania wyłączyłem się. Więc to jednak było kłamstwo? Powiedział to specjalnie…? Wiedziałem! To było podejrzane. Niemożliwe, żeby Saito był w stanie zrobić coś takiego.

- Saito! – krzyknąłem, wychodząc zza muru.
- Ritsu? – spojrzał na mnie zaskoczony.
- Musimy porozmawiać! – zrobiłem z ust prostą linię.

                Chłopak powiedział coś do ciemnowłosej kobiety, po czym jakby z wahaniem udał się w moją stronę. Sądziłem, że to będzie proste, ale gdy chłopak stanął przede mną i spojrzał prosto w moje oczy, to dopiero wtedy poczułem, że temat ten będzie ciężki.

- O co chodzi? – zapytał poważnym tonem głosu – Przecież mówiłem Ci, żebyś o mnie zapomniał…
- Mamy coś do omówienia. – zmarszczyłem brwi – Okłamałeś mnie.

                Saito aż uchylił ze zdziwienia usta.

- Podsłuchiwałeś…? – uniósł jedną brew do góry.
- T-to nie ma znaczenia! – nadymałem policzki – Dlaczego powiedziałeś mi takie okrutne rzeczy? – założyłem rękę na rękę – I w dodatku to były same kłamstwa!

                Zmieszany chłopak odwrócił wzrok. Przymknął oczy i westchnął.

- To nie do końca tak, jak Ci się wydaje…
- Więc powiedz mi jak, proszę… - podszedłem bliżej niego – Bardzo mi na Tobie zależy, więc nie chcę Cię stracić w taki sposób… - powiedziałem miłym głosem.

                Zaskoczony kolega spojrzał na mnie.

- A-ale czy to nie ten Satoshi jest osobą, do której coś czujesz…?
- To trochę skomplikowane… - zastanowiłem się przez chwilę, jak mam mu o tym powiedzieć – Racja, czuję do niego coś więcej, ale dla nas pozostaje tylko opcja przyjaźni…
- Dlaczego?
- Po prostu nie sądzę, aby taki związek miał jakąkolwiek przyszłość…
- Aha… - podrapał się po głowie – Ja właśnie myślałem, że zależy Ci na nim aż za bardzo…
- Eh?
- Dlatego miałem wrażenie, że swoją obecnością wszystko komplikuję…
- Ale dlaczego powiedziałeś mi coś takiego? – zapytałem.
- Ponieważ myślałem, że jeżeli zniknę, to będziesz mógł być z nim szczęśliwy…

                Zdanie to kilkakrotnie odbiło się echem w mojej głowie. Lekko się uśmiechnąłem. Pomimo tego, że odczuwałem przeogromną radość, to do moich oczu napłynęło kilka łez.

- Ja… Naprawdę Cię lubię, nawet bardzo… Dlatego to było dla mnie niebywale ciężkie. – spojrzałem na niego ze łzami w oczach – R-ritsu…?
- Głupku… - przetarłem oczy – Nigdy więcej nie rób takich rzeczy! – podszedłem jeszcze bliżej, po czym wtuliłem twarz w tors chłopaka – Jesteś dla mnie naprawdę bardzo ważny… Nie chcę Cię stracić.
- Tak… Przepraszam… - objął mnie.

                Od tego momentu staliśmy tak w ciszy przez kilka minut. Dopiero po chwili sobie przypomniałem, że rodzice czekają na mnie na stacji. Spanikowałem i oderwałem się od chłopaka. Wyjaśniłem mu wszystko w pośpiechu, on natomiast postanowił się ze mną tam udać.




* * *




- Rozmawiałam z Twoim lekarzem, niedługo będziesz musiał jechać na kolejne badania. – spojrzała na ojca – To już będą dwa miesiące od rozpoczęcia Twojego leczenia.
- Czas dość szybko zleciał. – przeczesałem dłonią włosy.
- Przyjechałam jeszcze z innego powodu. – zainteresowała mnie – Zawsze mówiłeś, że chciałbyś wziąć udział w jakimś festiwalu, ale nigdy nie było niczego wyjątkowego.
- No tak. – przyznałem – Albo pogoda była słaba, albo organizacja nie taka dobra. A gdy już był porządnie zorganizowany, to ja nie mogłem iść…
- Za kilka dni będzie Festiwal Sztucznych Ogni. – powiedziała – Prezentuje się naprawdę niezwykle, ponoć ma być wiele atrakcji.
- Naprawdę?
- Tak, ale najlepiej by było, gdybyś kogoś ze sobą zabrał.
- Chyba nawet wiem kogo… - spojrzałem ukradkiem na Saita, który czekał na mnie kawałek dalej, po czym uśmiechnąłem się – Przyjadę.
- W porządku. – rodzice spojrzeli na siebie – Na nas już pora. Gdybyś czegoś potrzebował, dzwoń. – matka przytuliła mnie na pożegnanie.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Ritsu. – uśmiechnęła się, a następnie udała się do samochodu.

        Odwróciłem się na pięcie. Spokojnie podszedłem do chłopaka. Nie spieszyłem się, ponieważ w myślach układałem plan zaproszenia Saita na festiwal. Zanim spostrzegłem znalazłem się przed nim. Nie wiedząc jak rozpocząć temat, stałem i wpatrywałem się w niego.

- Coś nie tak?
- Niee, nie. – zaprzeczyłem – Mama powiedziała mi, że za kilka dni odbędzie się Festiwal Sztucznych Ogni.
- Aa, słyszałem. – spojrzał prosto w moje oczy – Chciałbyś tam pójść? – zapytał z uśmiechem.
- N-no, może… - przyznałem zawstydzony.
- W takim razie będzie mi miło, jeżeli ze chcesz się tam ze mną udać. – w tym momencie w jego oczach mogłem dostrzec stuprocentową powagę.

        Właśnie dzięki temu doskonale wiem, że chłopak nie mógłby mnie wykorzystać. Moje zaufanie do niego nie było błędem.

- Oczywiście, że chcę. – powiedziałem, lekko mrużąc oczy.

        Chłopak w ramach odpowiedzi tylko zmienił wyraz twarzy. Aż moje serce zabiło szybciej. Odwrócił się i poszedł przed siebie. Stałem oszołomiony nie wierząc we własną reakcję.

- Idzieesz? – zapytał przeciągle, spoglądając na mnie.
- Mhm! – szybko do niego podbiegłem.

        Chyba niedługo będę mógł to szczerze przyznać.




* * *

9 komentarzy :

  1. Nie wytrzymam do 10. Mam nadzieję, że w 8 będzie chociaż pocałunek, bo walnę głową o ścianę i umrę. Uwielbiam twoje opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. masz błąd, na głównej stronie ' Rozdział 8. (Data dodania: 10.02.14 o godzinie 16:00)' Luty ;p

      Usuń
    2. oo racja, dziękuję :D

      Usuń
  2. O matulu, ale się wciągnęłam. Przeczytałam teraz ciurkiem trzy rozdziały. Kiedy zaczynałam, to chciałam być na bieżąco z dodawanymi postami. Teraz żałuję... AAAA! Nie znoszę czekać, jak coś mnie wciągnie xD
    Mam już mętlik. Nie mam pojęcia, jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Ale to dobrze. Będzie ten element zaskoczenia w następnych rozdziałach ^^ Festiwal Sztucznych Ogni zapowiada się interesująco :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Co z 8 rozdziałem ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za niecałe pół godziny będę w domu. Szybko sprawdzę i dodam. :D

      Usuń
  4. Nie było mnie parę dni, a tu już 2 nowe rozdziały :O
    Idziesz jak burza :D

    Coraz bardziej jestem pewna, że mój paring przegra, ale cóż... Trudno się mówi :C
    Choć polubiłam Saito to jakoś do końca chyba nie zmieni mi się aż tak mój stosunek do niego, by mu kibicować... :x :p

    Z chęcią przeczytałabym następna część, ale jutro mam do pracy na rano, więc jutro nadrobię xD

    Ps. Muszę częściej zaglądać na Twojego bloga! xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh... ja myślę, że on jednak umrze :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    och i wyjaśniło się wszystko, pojdą tam razem na festiwal ognii...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic