sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 6.



* * *




                Przed siódmą wsiadłem do pociągu i wyjechałem z miasta. Nie przespałem całej nocy, ponieważ przez cały czas rozmyślałem nad tym, dlaczego Satoshi chciał mnie pocałować, a także o tym, dlaczego ja tego nie chciałem. W ostatniej chwili, gdy nasze usta miały się zetknąć, w moich myślach pojawiła się twarz Saita. Nie wiedzieć czemu poczułem się winny… Nawet nie pożegnałem się z Satoshim… Chociaż, pewnie przez moje wczorajsze zachowanie on również nie miałby ochoty na spotkanie ze mną. Tak przypuszczam.
                Dziś na szczęście nie było żadnych problemów ze stacjami, więc do swojego „nowego” domu dojechałem znacznie szybciej. Zabrałem swoje rzeczy, po czym wyszedłem. Być może takie podróże są ryzykowne, zważywszy na moją chorobę, ale patrzmy na pozytywy – nic się nie stało. Jakąś godzinę temu powiadomiłem Saita, że będę dziś wcześniej, więc może znajdzie dla mnie później czas. Byłoby miło.
                Przy skrzyżowaniu dróg niedaleko supermarketu dostrzegłem wysoką postać. Po dokładniejszym przyjrzeniu się tej osobie byłem w stanie dojść do wniosku, że jest to Saito. Od razu podbiegłem do chłopaka i przywitałem się z nim. Czarnowłosy wziął ode mnie torbę. To urocze, ale czuję się jak baba. Ukryłem jakoś swoje zawstydzenie, szybko rozpoczynając rozmowę. Chłopak powiedział mi, że znajoma jego matki otwiera salon wypoczynkowy w Tokio i dostał specjalną wejściówkę na dzień otwarcia. Może zabrać osobę towarzyszącą, więc spytał mnie, czy nie zechciałbym z nim tam pojechać. Oczywiście, zgodziłem się. Odmówienie mu było niemożliwe. I dziś znów wsiądę do pociągu i pojadę ponownie do Tokio. Gdybym wiedział wcześniej, to zostałbym w mieście oraz tam poczekał na Saita. Ale nie, lepiej mnie zaskoczyć.
                Jak się okazało, pobyt w tym ośrodku może trwać nawet kilka dni, więc czarnowłosy doradził mi spakowanie się na dłuższy czas. Zabrałem wszystkie potrzebne rzeczy, wcześniej wyjaśniając wszystko cioci, a następnie wyszedłem z domu. Saito czekał na mnie przed bramą.

- Pewnie ciężkie. – spojrzał na moją walizkę – Daj, poniosę.
- Ale Ty masz już swój bagaż, poza tym to wcale nie jest takie ciężkie. – wytknąłem mu język.
- Pf, no dobra. – nadymał policzki – Jednak, gdyby coś Ci przeszkadzało, to powiedz.
- Okej! – uśmiechnąłem się promiennie.

                To bardzo urocze.




* * *




                Po kilkugodzinnej jeździe pociągiem, której miałem już serdecznie dość oraz po przejściu kawałka drogi znaleźliśmy się w centrum miasta. Do salonu doszliśmy nawet szybko, to było tylko kilka minut drogi. W pokoju zostawiliśmy bagaże, a także rozpakowaliśmy się. Oficjalnego otwarcia jeszcze nie było, więc do godziny dwudziestej musieliśmy jakoś zbić czas poza ośrodkiem. Nie chcąc zbytnio się oddalać, postanowiliśmy posiedzieć w parku. Usiadłem na ławce, tuż obok Saita. Pomimo tego, że wcześniej w pewnym stopniu odczuwałem krępację przy jego osobie, to teraz uczucie to przeminęło.

- Miejmy nadzieję, że czas nam szybko zleci na siedzeniu w jednym miejscu. – westchnął – Jakby nie mogła pozwolić nam zostać…
- Musi zrobić jakieś pierwsze wrażenie. – uśmiechnąłem się.
- No w sumie… - wzruszył ramionami.

                Całe szczęście, że między nami panuje luźniejsza atmosfera. Nie muszę przy nim udawać kogoś, kim nie jestem. Gdy się otworzę, on to zrozumie i mnie wesprze. Znamy się od niedawna, a i tak wiem oraz czuję, że Saito jest osobą, której szczerze mogę zaufać.

- Nee, Ritsu. – w odpowiedzi tylko cicho mruknąłem – Jakiś paproch spadł Ci na włosy.

                Chłopak przysunął się, a dłoń jego powędrowała na moje włosy. Z ciekawości odwróciłem łebek, jednak kiedy nasze spojrzenia spotkały się, w dodatku z tak mało dzielącego nas dystansu, to poczułem coś… niezwykłego. Jakbym oczekiwał dalszego posunięcia się chłopaka. Ciepła dłoń Saita powoli zjeżdżała na mój policzek, a na jego buzię wkradły się różowe rumieńce. Więc nawet on potrafi się zawstydzić. Lekko wywinąłem kąciki ust w górę, natomiast oczy zacząłem delikatnie przymykać. Głowę przechyliłem w bok. Po chwili na twarzy czułem oddech Saita. Trochę zawstydzony przybliżyłem się, jednak, kiedy miało dojść do punktu kulminacyjnego pocałunku, usłyszałem jakby ktoś krzyczał moje imię. Zaskoczony odwróciłem głowę w bok, a gdy zobaczyłem kawałek dalej wkurzonego Satoshiego, to trochę się speszyłem. Chłopak błyskawicznie znalazł się przy nas. Kiedy Saito chciał zapytać, co się dzieje, został od razu uderzony w twarz z pięści. Automatycznie zerwałem się z miejsca, by szybko odepchnąć Satoshiego. Przerażony, ale też jednocześnie zdenerwowany spojrzałem na Saita. Nie wyglądał, jakby coś go bolało, ale uderzenie go to zbyt wiele.

- Co Ty wyprawiasz?! – krzyknąłem w stronę przyjaciela.
- A Ty? – zapytał poważnym tonem głosu – Kto to niby jest?
- Nie Twój interes! Dlaczego go uderzyłeś?!
- Ritsu, uspokój się, nic się nie stało… - Saito starał się to jakoś załagodzić, jednak to na nic.
- Owszem, stało się. – spojrzałem na niego – Uderzył Cię bez powodu!
- Bez powodu? – zapytał – Całowanie się z jakimś chłopakiem nie jest wystarczającym powodem?
- Jak nawet do żadnego pocałunku nie doszło! – pokręciłem głową – A nawet jeśli by doszło, to tylko i wyłącznie moja sprawa!

                Złość zaczęła ze mnie powoli uchodzić. Najpierw mówi, że jesteśmy przyjaciółmi. Później robi rzeczy takie, jak te wczoraj. A dziś? Uderzył chłopaka, którego naprawdę lubię!

- To nie ja decyduje o tym, co czuję… - powiedziałem nieco ciszej – Więc przestań!

                Czując, że znów pokazałem zbyt wiele emocji, zostawiłem chłopaków samych. Pobiegłem kawałek dalej. Po prostu nie byłem w stanie spojrzeć na żadnego z nich. Po chwili dołączył do mnie Saito. Troskliwie zapytał, czy ze mną wszystko w porządku, a przecież to on dostał w twarz. Łagodnym ruchem dłoni przejechałem po zaczerwienionym miejscu na twarzy czarnowłosego.

- Co za idiota… - szepnąłem.
- Przestań, nic się nie stało. – starał się uśmiechnąć – To moja wina, ponieważ chciałem…
- Nie żartuj nawet. – przerwałem – Ja chyba również tego chciałem… - przyznałem nieco ciszej – A przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem. – nabrałem poważnego wyrazu twarzy – To żałosne posunięcie…

                Postanowiliśmy wrócić wcześniej do ośrodka, bym mógł zrobić jakiś okład na policzek dla chłopaka. Wyjaśniliśmy sytuację właścicielce, trochę przerabiając historię, dzięki czemu mogliśmy już zostać. Z łazienki zabrałem apteczkę, po czym nakleiłem niewielki opatrunek na zranione miejsce. Kiedy wszystko dokładnie zrobiłem, odłożyłem apteczkę na miejsce. Czułem się winny wobec Saita. To z mojego powodu Satoshi go uderzył…

- Co tak właściwie go zdenerwowało? – zapytał.
- Cóż… - zawahałem się przez chwilę, czy to powiedzieć – On wie, że jestem w nim zakochany…

                Wyraz twarzy Saita uległ zmianie, ale po kilku sekundach powrócił do wcześniejszego stanu. Zaskoczyłem go, to oczywiste.

- Rozumiem… - westchnął – Więc między wami jest…
- Nic a nic. – przerwałem – To on powiedział, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, więc w ogóle nie łapię jego zachowania…
- Może tak nie jest? – spojrzałem na niego – Może tylko skłamał…?
- Po co miałby kłamać?
- Tego nie wiem, ale gdyby traktował Cię tylko jako przyjaciela, to takie zagrania z zazdrości raczej nie miałyby miejsca, nie sądzisz?

                Zastanowiłem się przez chwilę. Nagle wróciła do mnie nasza wczorajsza rozmowa. Co, jeśli Saito ma rację? Może Satoshi tak naprawdę w pewnym sensie odwzajemnia moje uczucia? A wczoraj chciał mnie pocałować, ponieważ chciał mi to wyznać w ten sposób? Może, gdybym nie przerwał, to on… Powiedziałby mi coś więcej. Kiedy odsunąłem się od niego, to chłopak się trochę speszył. Ale… Odsunąłem się od niego, ponieważ nie chciałem tego pocałunku… W ostatniej chwili pomyślałem o Saicie.

- Ja… - zacząłem po dłuższej chwili ciszy – Nie mam pojęcia… - złapałem się za głowę, ponieważ poczułem lekki zawrót.
- Wszystko w porządku?
- Tak, nic mi nie jest. – odpowiedziałem z uśmiechem.




* * *




                Od otwarcia minęło ponad pół godziny. Gości jest mnóstwo, większość zarezerwowała pokoje na kilka dni. Ja coraz częściej odczuwałem zawroty głowy. Nie wiem, czy to jakiś efekt leków, czy nie. Gdy się nasili, powiadomię o tym innych. Na razie nie będę robił szumu. Założyłem szlafrok, a następnie wyszedłem ze swojego pokoju. Udałem się do łaźni, w której siedział już Saito. Przed drzwiami do pomieszczenia poczułem mocniejszy ból w głowie. Złapałem się za nią, a drugą ręką szarpnąłem za klamkę. Wszedłem do środka. Wzrok zachodził mi mgłą, a nogi zaczynało robić się jak z waty. Chłopak widząc mnie w takim stanie, błyskawicznie podbiegł. W ostatniej chwili zdążył mnie złapać, gdy zasłabłem i upadłem. Przez lekko otwarte oczy zdołałem tylko zobaczyć kilka osób stojących nade mną, jednak szum w mojej głowie nie pozwalał mi usłyszeć, o czym rozmawiali. Chwilę później straciłem przytomność.




* * *




                Rażące w oczy światło dobijało się do moich źrenic, gdy tylko uchyliłem powieki. Kiedy chciałem unieść głowę do góry, ponownie poczułem bolesne pulsowanie. Dopiero po chwili spostrzegłem, że jestem podłączony do jakichś maszyn, a w rękach mam kilka igieł. Zaskoczony starałem się sobie przypomnieć, co mogło się wydarzyć. Moje rozmyślania przerwali rodzice, którzy wparowali do pokoju.

- Wszystko w porządku, Ritsu? – zapytała matka.
- Podobno zemdlałeś. – dodał ojciec.

                Ah, racja. To wszystko wydarzyło się w ośrodku wypoczynkowym. Począwszy od zawrotów głowy, skończywszy na straceniu przytomności. Dobrze, że był ze mną Saito.

- Tak, ale już wszystko dobrze. – uspokoiłem rodziców.
- Jesteś pewien? Nic Cię nie boli?
- Tylko trochę głowa. – uśmiechnąłem się lekko.
- Przyjechaliśmy z kimś. – oznajmiła kobieta.

                Fumiko wraz z moim ojcem opuściła pokój. Po kilku sekundach w drzwiach pojawił się Satoshi. Zaskoczony spojrzałem na niego, ale pozwoliłem mu wejść. Chłopak usiadł na krześle, tuż obok łóżka, na którym aktualnie leżałem.

- Po pierwsze, chcę Cię przeprosić. – powiedział, patrząc prosto w moje oczy – Przesadziłem z uderzeniem Twojego… przyjaciela. – wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo.
- Oj tak, przesadziłeś. – zmarszczyłem czoło.
- Nie powinienem się tak zachowywać… Możesz mi to wybaczyć?

                Jak mógłbym odmówić.

- B-być może… - nadymałem policzki.
- I też… Chciałem przeprosić za wczoraj. – o rety – Nie wziąłem pod uwagę Twoich uczuć…

                Spojrzałem na niego zaskoczony. Nie wiem co powiedzieć. Jestem bardzo szczęśliwy. Z uśmiechem na twarzy odpowiedziałem mu, że wszystko w porządku.




* * *
(Oczami Saita)




                Byłem ciekaw, czy z Ritsu już wszystko w porządku, więc udałem się do pokoju, w którym on się znajdował. Gdy stanąłem w drzwiach, zobaczyłem siedzącego przy nim Satoshiego. Ritsu jest przy nim tak bardzo szczęśliwy… Z daleka widać, że się dobrze dogadują. Chyba sobie wszystko wyjaśnili. Może to jest powód szczęścia Ritsu.

„On wie, że jestem w nim zakochany.”

                Przypomnienie sobie tych słów wbiło mnie w ziemię. Nie byłem w stanie przekroczyć progu drzwi. Opuściłem głowę i schowałem się za ścianą. Oparłem się o nią, a łebek podniosłem do góry. Spojrzałem w sufit. No tak, przecież Satoshi jest osobą, którą kocha Ritsu.

- Co za zabawny zwrot akcji. – uśmiechnąłem się pod nosem.

                Z pokoju wyszedł Satoshi, ale był tak zajęty dzwoniącym telefonem, że mnie nie zauważył. Skorzystałem z momentu, w którym Ritsu został sam w pokoju. Wszedłem do środka. Chłopak widząc mnie automatycznie się uśmiechnął.

- Przestań… - cicho szepnąłem.

                Przez Ciebie to będzie jeszcze trudniejsze…

- Coś się stało, Saito? – zapytał.
- Muszę Ci coś… powiedzieć. – ostatnie słowo wymówiłem twardo – Ja już dłużej nie mogę w to pogrywać…
- Pogrywać? O czym Ty mówisz?

                Błagam, nie rób takiej miny.

- To od początku było moim zamiarem. – powiedziałem spoglądając w ścianę – Moim celem było rozkochać Cię w sobie, a później zostawić.

                Zapadła chwila ciszy. Chwila, która była dla mnie bardzo bolesna.

- …Co? – zapytał.
- Zainteresowałeś mnie od początku, no i spodobałeś się również. – kontynuowałem – Ale, jak wcześniej mi powiedziałeś o tym, że ten chłopak jest osobą, którą kochasz, to zrozumiałem, że powinienem przestać.
- Saito? O czym Ty mówisz…?
- Widząc was razem po prostu nie mogłem.
- Co Ty…
- Zrozum i zapomnij o mnie. – muszę to zakończyć szybciej, bo mój głos się niedługo załamie – Po prostu się nudziłem, a Ty byłeś interesujący. To wszystko.
- Nie wierzę… - spojrzał w dół.
- Wybacz…

                Odwróciłem się i wyszedłem. Idąc nie odwracałem się za siebie, nie rozglądałem się. Patrzałem prosto przed siebie. Patrzałem w otchłań, która była dla mnie nieosiągalna.
                Kochać to także umieć pozwolić odejść osobie, do której coś czujemy. Którą darzymy prawdziwym, mocnym uczuciem. Chcemy głównie jej szczęścia, nawet jeśli będzie to dla nas bolesne. Ritsu jest szczęśliwy z Satoshim. Ja byłem tylko balastem. Szkoda, że dopiero teraz to zauważyłem. Ale jednego jestem pewien – że nigdy o nim nie zapomnę. Ritsu, jesteś jedyną i pierwszą osobą, którą szczerze pokochałem. Przepraszam Cię za to, co Ci powiedziałem. Żegnaj.




* * *
_______________________________________
Skończyłam wcześniej, dodaję wcześniej.
Piszcie co i jak w kom, czy macie jakieś zastrzeżenia, pomysły. Jeszcze 4 rozdziały + epilog i koniec. Później planuję rozpocząć opowiadanie nieco inne, protagonistką będzie dziewczyna. Mam nadzieję, że czytelnikom również spodoba się taki pomysł i zostaną na dłużej, ponieważ to jeszcze nie jest koniec opowiadań yaoi. ;3 W zeszycie mam zarąbane od różnorodnych pomysłów, ale trzeba to jakoś uporządkować. :D

8 komentarzy :

  1. *umarła nie wierzac w to co przeczytala* :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ze zle :D poprostu tresc mnie zabila :d

      Usuń
  2. COŚ TY ZROBIŁA. NIEEEEEEEE
    RITSU MA BYĆ Z SAITEM BO SIĘ POPŁACZĘ XD
    Chociaż i tak wiem, że spikniesz go z Satoshim ;-;
    Ale niech się chociaż pocałują! T^T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meh, spokojnie, to jeszcze nie koniec! :D

      Usuń
  3. Musiałaś mi to zrobić, musiałaś? :C
    Wiedziałam, że tak bd... Na początku nie lubiłam Saita, a teraz zmieniłaś moje uczucia tak, że szkoda mi Saito... :x
    No i już sama nie wiem za jakim paringiem jestem... :x

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie doczekam sie 16 xd / #PandusiaKtórejNieChceSieLogowacBecauseNieJestNaSwoimKompie ;c

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    Satsushi zazdrosny, Saito zakochał się, cóż rozumie, ale nie musiał tak boleśnie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic