środa, 2 lipca 2014

Rozdział 5.




* * *




                Dzisiejszego dnia, z rana zgarnął mnie Satoshi. Przyjechał przed dziesiątą z planami, aby wyciągnąć mnie do Tokio. Podobno dziś otwierają jakieś wesołe miasteczko. Satoshi wszystko zorganizował, więc pozostaje nam tylko dojechać do miasta, a potrwa to troszkę. W międzyczasie, podczas jazdy pociągiem poopowiadaliśmy sobie, co przydarzyło nam się w czasie, w którym się nie widzieliśmy. Satoshi mi powiedział, że ta dziewczyna, która wcześniej wyznała mu miłość, ponownie spróbowała. Chłopak ponownie wstrzymał się z odpowiedzią. On wie o tym, że ja coś do niego czuję i pomimo tego mówił mi o tym z taką swobodą… Nie wiem co o tym myśleć. Może za bardzo to przeżywam? A może on widzi we mnie tylko przyjaciela? Kto wie… Ja również powiedziałem mu o poznaniu Saita i o tym, co dla mnie zrobił ostatnio. Zauważyłem takie lekkie zaskoczenie, gdy dowiedział się o tej wyprawie łódką, ale chyba nie muszę sobie tym zawracać głowy.
                Dziwi mnie również to, że Saito coraz częściej zaprząta moje myśli. Fakt, jestem typem osoby, która bardzo przeżywa niektóre rzeczy i je upamiętnia, zaprzeczyć nie można. Cieszę się, że go poznałem, ale… Obawiam się, że z tego wyniknie coś głębszego. Muszę przyznać, że jest to dla mnie niemały kłopot, ponieważ czuję już coś do innej osoby, a jeżeli dojdzie do zakochania się w Saicie, to chyba będę zmuszony wybierać. Meh, ale co tutaj wybierać. Nie wiem, co Saito o mnie myśli, a Satoshi raczej nie bierze pod uwagę moich uczuć. Tylko przyjaźń. Co za ciekawy zwrot akcji…
                Pociąg dojechał do miasta po kilku godzinach. Z powodu jakichś opóźnień przybyliśmy nieco później, no ale narzekać nie będę. Grunt, że jesteśmy na miejscu. Zabraliśmy potrzebne rzeczy, następnie wyszliśmy z pociągu. Satoshi dokładnie mi opowiedział, co i jak. Otwarcie jest bodajże o szesnastej, czyli mamy jeszcze godzinkę. W tym czasie możemy pójść coś zjeść, bo jak inaczej w miarę szybko zbić czas, hm?
                Po kilku minutach znajdowaliśmy się w restauracji i zamawialiśmy jedzenie. Kelnerka szybko przyniosła nam zamówione ciasto, jednak my w nieco innym tempie zjedliśmy je. Po zapłaceniu należytej kwoty opuściliśmy lokal, by móc tym razem udać się do wesołego miasteczka. Zanim dojdziemy, to akurat wybije wyznaczona godzina. Obawiam się tylko tłumów, jakie tam będą.

- A ten chłopak, ten Saito… - zaczął w międzyczasie – Skoro jesteście tak blisko, to dlaczego go nie zabrałeś?

                Zastanowiłem się chwilę.

- Cóż, mówiłeś mi, że chcesz ten dzień spędzić ze mną, więc pomyślałem, że zabranie kogoś byłoby kłopotliwe…
- Im więcej, tym raźniej, prawda? – przyspieszył.

                Nie rozumiem go. „Im więcej…” – odebrałem to tak, jakby obawiał się być ze mną sam na sam. Przecież mówił, że moje wyznanie nie wprawiło go w zakłopotanie, wręcz przeciwnie – ucieszyło go… Więc dlaczego? Podczas mojej nieobecności przemyślał wszystko i zmienił zdanie? Czy może bierze tę dziewczynę na poważnie oraz nie chce żadnych nieporozumień?

- Dziwnie się zachowujesz… - powiedziałem.
- To znaczy?
- Jak ze mną rozmawiasz, to tak jakby z przymusu, o reszcie nawet nie wspomnę…
- Wydaje Ci się… - spojrzał na mnie – Po prostu dręczy mnie pewna rzecz, ale nie martw się, to nie ma z Tobą nic wspólnego.

                Ostatnie słowa wbiły mnie w ziemię. Nie ma nic wspólnego ze mną, powiadasz?

- Aah, to mogło źle zabrzmieć… - stanął przede mną – Chodzi o to, że sprawa, która mnie dręczy nie ma nic wspólnego z Twoim wyznaniem. Chodzi o coś innego…

                Mam dziwne wrażenie, że się od siebie oddalamy, Satoshi.

                Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Irytującym milczeniu. Przez to dojście do wesołego miasteczka ciągnęło się i ciągnęło… Ale w końcu tam doszliśmy. Kolejka była przerażająco długa, ale o dziwo szybko dostaliśmy się do kasy. Zakupiliśmy dwie wejściówki, po czym udaliśmy się w stronę najbliższej kolejki.

- Więc… - zaczął – Co jako pierwsze?
- Co proponujesz? – w końcu to Ty masz rozpis, Ty wiesz co jest, a co nie…
- Z powodu Twojego stanu chyba nie można używać niektórych rzeczy, więc…
- He? Mogę, ale nie za dużo, żeby się nie przemęczyć.
- Bierzesz mocne leki, więc przejażdżka czymś takim, jak rollercoaster może być niebezpieczna… - ah, chyba ma rację.
- Ano…
- Diabelski młyn?
- Okej! – uśmiechnąłem się – Ale musimy się pośpieszyć, bo ktoś nam zajmie miejsce.
- O to się nie martw, tutaj jest dużo atrakcji, więc ludzie pewnie będą chcieli przejechać się tymi bardziej interesującymi…
- No może… - nadymałem policzki.

                Satoshi się nie mylił, kolejka nie była aż taka długa. Przed nami stało dwóch chłopaków, którzy byli chyba w podobnym wieku, co my. Przynajmniej wyglądali na młodych. Między nimi była taka luźna i miła atmosfera, że im pozazdrościłem. Jeden z nich wyciągnął rozpiskę i zaczął coś tłumaczyć drugiemu. Chłopak o ciemniejszych włosach zasłonił usta temu o jaśniejszych, po czym uśmiechnął się i… Szybko pocałował go, wcześniej zabierając rękę. Osłupiałem.

- Głąbie, tu są ludzie… - szepnął do brązowowłosego.

                Chłopak w ramach odpowiedzi tylko się zaśmiał, a następnie odwrócił w naszą stronę. Uśmiechnął się szeroko, po czym podszedł do mnie. Po nim podszedł jego chłopak.

- Wybaczcie, jeśli ten pocałunek was jakoś zraził. – zaśmiał się – Zapomniałem, że jesteśmy w towarzystwie innych.
- Nie, nie martw się. – powiedziałem – Mnie to nie przeszkadza, jemu tym bardziej. – wskazałem na Satoshiego.
- Oh, to dobrze. – wyciągnął rękę – Jestem Keichi, a to jest Jun.
- Ritsu, a to Satoshi. – uścisnąłem dłoń chłopaka.

                Porozmawialiśmy do czasu, aż zwolniły się miejsca. Wsiedliśmy do osobnej gondoli. Na moje szczęście zdążyło się już ściemnić, dzięki czemu będzie można zobaczyć oświetlone miasto z góry.

- Co Cię tak cieszy? – zapytał ciemnowłosy, siadając obok mnie. Bardzo blisko.
- Po prostu lubię patrzeć na różne widoki, a obraz Tokio z góry pewnie będzie piękny! – odwróciłem się w stronę chłopaka, całkowicie zapominając o dzielącym nas dystansie, przez co o mały włos się nie pocałowaliśmy.

                Odruchowo odsunąłem się od niego, jednocześnie zasłaniając usta dłonią oraz odwracając głowę w bok. Wydukałem kilka słów, a następnie speszony wyjrzałem przez okienko. Czułem, że się rumienię, więc moje zdenerwowanie rosło z każdą sekundą.

- Wyluzuj. – zaśmiał się, dodatkowo klepiąc mnie w plecy.
- J-jasne… - jeszcze bardziej odwróciłem głowę, aby chłopak nie dostrzegł tych czerwonych wypieków na mojej twarzy.
- Wiem, co po tym możemy zrobić. Spodoba Ci się.

                I od tejże chwili siedzieliśmy w ciszy. No, pomijając te nikłe wymiany zdań, które nie wnosiły zbyt wiele. Po przejażdżce Satoshi kazał mi iść za nim w ciszy. Weszliśmy do jakiegoś budynku, później szliśmy w nieskończoność ciągnącymi się schodami w górę. Nie wiem ile czasu minęło, straciłem już jego rachubę. Chłopak otworzył jakieś drzwi. Gdy poczułem powiew powietrza, opuściłem głowę w dół. Szedłem dalej za Satoshim nie patrząc przed siebie.

- Skoro tak bardzo lubisz patrzeć na nasze miasto, co myślisz o tym?

                Zaciekawiony podniosłem łebek do góry, a gdy zobaczyłem to, co chciał mi pokazać Satoshi zaniemówiłem. Podszedłem do barierki na dachu, by móc się dokładniej przyjrzeć wszystkiemu.

              

- Skąd wiedziałeś, że stąd jest taki piękny widok na Tokyo Tower?
- Odkąd wyjechałeś zacząłem tutaj przychodzić. – zaczął opowiadać – Raz się zasiedziałem i zostałem tutaj do momentu, aż się ściemniło. Gdy wracałem, zobaczyłem to. A skoro mówisz, że lubisz takie widoki, postanowiłem Cię tutaj przyprowadzić. – opowiadając to chłopak zabawnie bawił się palcami.

                Uśmiechnięty podziękowałem Satoshiemu za pokazanie mi tego. Ponownie odwróciłem się do barierki, jednak, gdy poczułem dotyk czarnowłosego na moim karku, wzdrygnąłem się. Zdezorientowany przekręciłem nieco głowę w jego stronę. W jego oczach mogłem dostrzec tę głębię, której nie widziałem już od jakiegoś czasu. Poważny wyraz twarzy mówił sam za siebie. Z każdą sekundą bicie mojego serca przyspieszało. W pewnym momencie Satoshi przejechał dłonią po moim policzku, a jego twarz zaczęła się zbliżać do mojej. Byłem coraz bardziej zaskoczony. Im bliżej była twarz Satoshiego, tym bardziej chciałem to przerwać. Tak, kocham go, ale… Czy to jest to, czego akurat pragnę…?

- W-wybacz… - odwróciłem głowę w bok.

                Czarnowłosy, będąc strasznie zaskoczonym oddalił się ode mnie.

- Co jest? – zapytał.
- Dlaczego chciałeś mnie pocałować?
- Dlaczego…? – przejechał dłonią po czole.
- Wcześniej mówiłeś, że jesteśmy przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi… Więc dlaczego nagle zmieniasz zdanie? Albo po prostu to jest dla Ciebie nic. – zaśmiałem się nerwowo.
- Co? Nie… Źle to odbierasz.
- W takim razie powiedz mi, dlaczego chciałeś to zrobić. – przesadzam? Chyba przesadzam.
- Nie wiem… - wzruszył ramionami.

                Było mi tak przykro, ale jednocześnie też byłem tak zdenerwowany, że nie miałem ochoty zostawać tutaj nawet na chwilę. Szybko odwróciłem się i poszedłem przed siebie, w ogóle nie patrząc na to, czy Satoshi idzie za mną, czy może został. Zbiegłem po schodach w dół, a gdy wyszedłem z budynku, od razu zadzwoniłem po taksówkę. Gdy samochód przyjechał, wsiadłem do niego, po czym podałem adres swojego domu. Jutro wrócę na wieś, wolę sam nie podróżować o tej porze.
                Moment, w którym Satoshi chciał mnie pocałować był dla mnie wyjątkowy. A dlaczego? Osoba, do której coś czuję, chciała się do mnie zbliżyć. Ale… Ja tego nie chciałem.




* * *

13 komentarzy :

  1. Hmmm uwielbiam i czekam na kolejną notkę. Mega się nie spodziewałam takiego obrotu spraw, kocham cie normalnie
    Weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy mi się wydaje, czy to nasi kochani chłopcy z Keichiego'kuna? Jak tak, to kocham cię :D Ten rozdział był na razie najlepszy ze wszystkich, oby tak dalej ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yup, to oni.
      Miło, że ktoś to zauważył i pamięta. XD

      Usuń
  3. Jasne ze oni :d w ostatnim rozdziale wybierali sie do nowo otwartego wesolego miasteczka :D Fajny pomysl z tym spotkaniem pod młynem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny pomysł z wplątaniem tu Keichiego i Juna xD
    Aż mi uśmiech na twarz wpłynął :]

    A przechodząc dalej mam pytanie: Dlaczego ty mi to robisz? :C Przez Cb coraz bardziej utożsamiam się z głównym bohaterem :x :p Jak przez spotykanie się z Satoshim będzie czuł wyrzuty sumienia w stosunku do Saita, chyba coś Ci zrobię... [grozi], bo wtedy kompletnie zacznę się z nim utożsamiać :p

    Kolejna świetna część xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grożenie to niedobre rozwiązanie! :C
      Ja już się boję, jak dalej będziesz reagowała... XD
      Cieszę się, że Ci się podoba. :)

      Usuń
  5. nie dostaniemy 6 rozdzialu wczesniej niz w niedziele.? nie doczekam sie ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ja już go zaczęłam pisać i mam taki jakby zamiar skończyć go w nocy, więc przy odrobinie szczęścia może dodam jutro xd

      Usuń
    2. oj to pisanie po nocach :D betowałam kiedys kumpeli i pamietam jak bylo z jej opowiadaniem "po nocach" :D licze ze skonczysz jak najszybciej :))

      Usuń
    3. Ja nie wiedzieć czemu w nocy mam jakiś natychmiastowy przypływ weny i wszystko mi lepiej wychodzi. :D

      Usuń
    4. to chyba dobrze :D jak idzie.? skonczylas.? (blagam powiedz ze tak xd)

      Usuń
  6. Hej,
    cudownie, wesołe miasteczko, Satsushin chciał go pocałować, jakoś dziwnie się zachowywał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic