niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 10. [END]



* * *





 Sądziłem, że wszystko doszło do sedna i się ułożyło. Przez cały czas skupiałem się na swojej chorobie oraz uczuciach. Pominąłem jedną, aczkolwiek bardzo ważną rzecz – co się stanie, jeżeli wydarzy się coś złego? Jeżeli niespodziewanie ten nowotwór powróci, a mój związek z chłopakami się posypie? Nie wziąłem pod uwagę takich rzeczy. I to był chyba mój błąd. Oczywiście, nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Po prostu przez natłok poniektórych sytuacji zaczynam tworzyć sobie czarne scenariusze.

„Operacja się powiodła.”

                To usłyszałem niedługą chwilę po przebudzeniu. Przed wszystkim byłem strasznie zdenerwowany, ale teraz… wszystko mi jedno. Nie czuję najmniejszej potrzeby, aby przejąć się czymkolwiek. Czy to zasługa tej operacji i środków, które mi wtedy podali? Być może.
                Racja, operacja się powiodła… Ale nawet po tym mój stan się prawie w ogóle nie zmienił. Nadal odczuwam zawroty głowy, dziwne jej pulsowania. Całe szczęście, że teraz nie zdarzają się takie rzeczy, jak nagłe omdlenia. Lekarze tłumaczą wszystko jedną rzeczą – tym, że mój organizm dopiero się przyzwyczaja. Oni coś ukrywają, jestem tego pewien. Co jak co, ale moim zdaniem wszystko wyszło zbyt idealnie. Być może myślę nieco pesymistycznie, ale w takiej sytuacji doświadczać samych dobrych zdarzeń? Nie, nie, nie. Coś tutaj naprawdę śmierdzi.
                Późniejsza kontrola również wypadła nadzwyczaj świetnie. Każdy tylko mówił, jak to świetnie wychodzi, że w zaskakująco szybkim tempie przyzwyczajam się do nowości. Ale co z tego, skoro ja czuję, że tak dobrze nie jest?
                Cały dzisiejszy dzień spędziłem z Saitem oraz Satoshim. Przyjaciel nie zabrał swojej dziewczyny, ponieważ ta miała coś do załatwienia. Ale to chyba dobrze… Na początku uważałem, że ich związek mi odpowiada. W końcu ja również mam kogoś, kogo szczerze kocham. Ale przeliczyłem się. Satoshi na inne spotkania przychodził ze swoją nową dziewczyną, a dla mnie patrzenie na nich było co najmniej dziwne. Czuję się z tego powodu okropnie… Tak nie powinno być. Wychodzi na to, że z Satoshim nie jest tak, jak sądziłem. Chyba w dalszym ciągu mi na nim zależy. Muszę sobie go wybić z głowy, ponieważ takie rozważanie może być uciążliwe dla każdego z nas.
                Aktualnie nasza trójka przebywa nad brzegiem jeziora. Uznałem, że to miejsce jest odpowiednie do spędzania czasu w spokoju. Przez przebywanie na wsi przyzwyczaiłem się do ciszy oraz spokoju. Hałas jest teraz irytujący.

- Podaj mi sok. – powiedział Satoshi.
- Trzymaj. – podałem kartonik chłopakowi.
- Ritsu, co zrobisz ze szkołą? – zapytał czarnowłosy po wzięciu jednego łyka.
- To znaczy?
- Przez badania opuściłeś wiele lekcji, przez tą „przeprowadzkę” tutaj również. A niedługo będą egzaminy… - wyjaśnił.
- Aaa, o to się nie martw… - lekko się uśmiechnąłem – Jestem w ogromnym tyle z materiałem, więc pozostaje mi powtarzanie klasy, ewentualnie poprawki w wakacje. – zaśmiałem się cicho.
- Nie powinno Cię to cieszyć… - spoważniał – Byłeś jednym z najlepszych uczniów w szkole…
- Ritsu taki mądry? – zapytał zaskoczony Saito.
- Dziwi Cię to? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie z lekką irytacją.
- Będzie źle, jeśli powiem, że tak? – wyszczerzył się.
- Phi. – prychnąłem.

                Chłopaki zaśmiali się w ramach odpowiedzi.

- Jeżeli faktycznie tak jest, to naprawdę szkoda. – przyznał.
- Moment, co chciałeś powiedzieć przez to „jeżeli faktycznie”?! – zacisnąłem dłoń w pięść.
- Nic, nic. – powiedział śmiejąc się.
- Wątpicie w moją inteligencję, to niemiłe. – westchnąłem, odwracając głowę w bok.
- Co jak co, ale dojście do niektórych rzeczy zajmuje Ci sporo czasu. – Satoshi zasłonił dłonią usta, aby nie wyszło na to, że się ze mnie naśmiewa. Cóż, za późno. Ja to widzę!
- Zmieniając na chwilę temat… - wtrącił mój chłopak – Kilka dni temu miałeś badania kontrolne…
- Tak. – przytaknąłem.
- I jak się czujesz? – zapytał – Wszystko z Tobą w porządku?
- Jasne. – powiedziałem z uśmiechem.

                Nie chcę ich martwić i mówić o niektórych rzeczach. Dlatego sprawę zawrotów głowy zachowam dla siebie. Po chwili Satoshi powiadomił nas, że musi się zbierać. Chwilę jeszcze z nami przesiedział, ale po tym musiał pójść. Pożegnał się, a następnie udał na stację. Zostałem sam z Saitem.

- Jeżeli coś Cię będzie trapiło, to powiedz.
- Mówisz o tym tak nagle… - zaśmiałem się nerwowo.
- Martwię się i tyle. – spojrzał na mnie – Czasem mam wrażenie, że jesteś jakiś nieobecny…
- To…

                W momencie, gdy chciałem coś powiedzieć, poczułem bardzo mocny, jak i bolesny ucisk w klatce piersiowej. Moje oczy automatycznie powiększyły się, a dłoń zacisnąłem na lewej piersi. Mając nierówny oddech wydychałem powietrze bardzo głośno. Saito nie wiedział co się dzieje.

- Ritsu?! – krzyknął przerażony.
- Spo-kojnie… - szepnąłem, gdy zacząłem odczuwać, że ból ustępuje – To nic…
- Nic…? – zapytał niedowierzając – Muszę zadzwonić po pogotowie…
- D-dobrze…
- Jak się czujesz? – zapytał wpisując numer.
- Już mi prawie przeszło. Teraz czuję tylko lekkie mrowienie…
- Jakby coś się działo, to krzycz. – zmarszczył czoło – Masz mi powiedzieć! 


                Oddalił się o kilka kroków ode mnie. Po chwili usłyszałem jak panicznie prosi o przyjazd karetki. Dokładnie opisał miejsce, w którym się obecnie znajdujemy. Gdy się rozłączył, wrócił do mnie. Tymczasem ja leżałem na plecach, wpatrując się w niebieskie, czyste niebo. Mając lekko przymrużone oczy uśmiechałem się. Mając na twarzy tak szczery uśmiech doskonale wiedziałem, co się niedługo ze mną stanie. Przymknąłem oczy, by dać upust emocjom. Kilka łez wypłynęło z moich zamkniętych oczu. Czarnowłosy odgarnął moje włosy z czoła, po czym złożył na nim uspokajający pocałunek.

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze… - powiedział, łagodnie głaszcząc moją dłoń.
- Tak… - przyznałem szeptem.
- Pogotowie niedługo przyjedzie, więc wytrzymaj do tego czasu.
- Dobrze…

                Mój umysł coraz bardziej ogarniał spokój. Nie miałem siły poruszać ciałem. Byłem bardzo znużony. Wpatrywałem się przymrużonymi oczyma w błękitne niebo, jednak po chwili ten błękit zachodził mgłą. Mgłą, którą tylko ja widziałem. Doskonale wiedziałem, że to ta pora. Saito spoglądał na mnie przerażonym wzrokiem. Niestety, nie miałem najmniejszego pojęcia jak rozwiać jego wątpliwości. Pewnie myślał o tym, co się ze mną stanie. To bolesne, że muszę go opuścić. Że muszę ich wszystkich opuścić.

- Saito… - szepnąłem cicho – Złap mnie za rękę.

                Chłopak postąpił tak, jak poprosiłem. Objął dłońmi moją, po czym wzdrygnął się. Ze smutkiem w oczach spojrzał na mnie. Przejechał jedną z dłoni po moim policzku. Ja tylko pusto się uśmiechałem w jego kierunku. Nie mam nawet siły myśleć, co się ze mną dzieje w tej chwili.

- Jesteś lodowaty… - powiedział przerażony.

                Chłopak przysunął się do mnie, po czym uniósł moją głowę, a następnie położył ją na swoich nogach. W dalszym ciągu trzymał moją dłoń. Uspokajająco przeczesywał moje włosy. Mgła, którą widziałem była coraz mocniejsza. Moje oczy zaczęły się robić szkliste.

- Saito…
- Tak? – zapytał.
- Kocham Cię…
- Tak. – powiedział cicho – Ja Ciebie też… - opuścił głowę w dół, a łzy pociekły mimowolnie po jego policzkach.

                Z uśmiechem na twarzy spoglądałem na niego. Chciałbym móc dotknąć jego twarzy, chciałbym móc rozwiać jego wątpliwości, ale… Nie jestem w stanie. Jestem zbyt osłabiony. Muszę… Muszę to powiedzieć, zanim będzie za późno.

- Saito… - szepnąłem – Nawet… - zacząłem załamującym się głosem – Nawet, jeśli pewnego dnia… zostaniemy rozdzieleni… - przełknąłem ślinę – Moje serce zawsze… będzie należeć do Ciebie. – po wypowiedzeniu tych słów moje oczy same z siebie się zamknęły, a głowa osunęła w bok. Jedyne, co byłem teraz w stanie widzieć, to ogromne światło.




* * *
(Oczami Saita)

- Ritsu…? – zapytałem z wyszczerzonymi oczyma – Hej, Ritsu…? – lekko potrząsnąłem jego ramię – Nie wygłupiaj się, no dalej… - mówiłem załamanym głosem – Otwórz oczy, nie żartuj sobie ze mnie w taki sposób! – strumień łez wypłynął z moich oczu – Ritsu… - spojrzałem załamany na jego nieobecną twarz.

                Był zimny. Wręcz lodowaty. Nie odpowiadał mi. Leżał nieruchomo, ale pomimo tego na jego twarzy gościł uśmiech. Rzęsy w dalszym ciągu były wilgotne od łez. Nie chcąc wierzyć, że Ritsu… Odszedł, zacząłem panicznie go wołać. Zagryzłem wargę tak mocno, że zaczęła z niej wypływać krew.

- Dlaczego…? – zapytałem sam siebie – Dlaczego to się musiało stać?! – uderzyłem pięścią w ziemię – Dlaczego on musiał odejść?! – spojrzałem na jego twarz – Ritsu…




* * *
(Oczami Saita)

                Siedziałem nieobecny na jednym ze szpitalnych krzeseł. Obok mnie siedzieli rodzice Ritsukiego. Płacz jego matki był tak głośny, ale pomimo tego nawet do mnie nie docierał. Wkrótce zrozumiałem. On odszedł. Schowałem twarz w dłoniach. Po chwili dołączył do nas ktoś jeszcze. Spojrzałem na niego. Satoshi stał przed nami, w ogóle nie rozumiejąc co się stało. Spoglądał raz to na mnie, raz na panią Fumiko, aż w końcu na jego twarzy pojawiło się przerażenie.

- Nie mówcie mi, że Ritsu…

              W ramach odpowiedzi tylko pokiwałem głową. Satoshi uchylił ze zdziwienia usta, po czym osunął się na podłogę. Przebywaliśmy w takiej atmosferze jeszcze przez ponad godzinę, aż w końcu jeden z lekarzy wyszedł z sali.

- Niech pan powie… prawdę. – powiedziałem – Ale niech tym razem to będzie prawda. – spojrzałem na niego wrogo.

                Zakłopotany mężczyzna spojrzał na plik kartek.

- Badania się nie myliły… - zaczął – Operacja, jak i wizyta sprzed kilku dni nie podawały złych informacji. Jego stan się polepszał… - westchnął.
- Więc dlaczego, do cholery, jego już tutaj z nami nie ma?!
- Jego serce nie nadążyło…

                Już nic nie powiedziałem. Siedziałem w milczeniu. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że jego już nie ma. To było dla mnie zbyt trudne. A moment, w którym Ritsu wyznawał mi tę rzecz nigdy nie zniknie z mojej pamięci.

„Nawet, jeśli zostaniemy rozdzieleni, moje serce zawsze będzie należeć do Ciebie.”

                Ritsu, nigdy o Tobie nie zapomnę. Byłeś najlepszą osobą, jaką w życiu spotkałem. Za to Cię kocham.




* * *
________________________________

17 komentarzy :

  1. Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale jak kocham twoje opowiadania, to to zakończenie jest po prostu koszmarne, wręcz chujowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Spodziewałam się tego xD

      Usuń
  2. Ale szybko się potoczyło :o
    Tak szybko, że jeszcze do mnie nie dociera, że to już koniec :o
    Czytając to zmieniłam zdanie... Wolałabym, by Ritsu przeżył :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + Dawaj jak najszybciej następne opowiadanie! :D
      Ciekawa jestem co tam teraz wymyślisz :]

      Usuń
  3. kur*a ja pie****** nie wierze... jak moglas ;x rycze..

    OdpowiedzUsuń
  4. No i przez ciebie się rozryczałam ;-; Mimo wszystko, do końca myślałam, że Ritsu przeżyje. Strasznie smutno zakończone :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Okej, mam łzy w oczach, ale ich nie wypuszczę xd O nie, ja się nie rozbeczę, nie doprowadzę się do stanu z zakończenia No.6, nie ma mowy. O, już znikły. Ha! Ja to mam kontrolę (^_^)
    Zaraz idę szukać epilogu. Neh, wybacz Saito, jak mówiłam 'Life is brutal.' Szczerze, nie pasował tu happy end, dobrze że tak to zakończyłaś. Eien jest na razie na moim pierwszym miejscu z Twoich opowiadań. W Keichim miałam trudności z przełknięciem koszykówki. Ta, opo o koszu, a ja pomijam sceny meczów xd
    Hm... chyba zacznę wielbić Zapytaj, trafiłam tu tylko dzięki niemu.
    Weny!
    Ayośka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gomen, epilog nigdy nie zagościł na mojego bloga XD
      Tylko ze względu na to, że opowiadanie to było tzw. testem. ;p
      Ale jeśli chcesz, mogę dodać.

      Usuń
    2. Prosię? *robi maślane oczy*

      Usuń
  6. Czeeemu? GDZIE DO CHOLERY JEST EPILOG?! *o mały włos się nie poryczała a teraz się wścieka na zakończenie*

    A tak na serio. Bardzo dobrze piszesz i mimo częstych powtórzeń i błędów logicznych i stylistycznych, naprawdę czarujesz słowami. Oby tak dalej.

    I DAWAJ TEN CHOLERNY EPILOG!

    /Mesu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już chyba wcześniej wspominałam komuś, że to opowiadanie było kompletnym niewypałem i tak właściwie myślałam nad usunięciem go z bloga oraz rozpoczęciem swojego planu pierwotnego, w którym postać Saita wgl się nie pojawiła. :P
      Ostatnimi czasy nie mam zbyt dużo czasu. To wszystko głównie przez szkołę. Z tego właśnie powodu nie sprawdzam tekstu po kilka razy, czego wynikiem są właśnie błędy, powtórzenia itp. :D Ale postaram się teraz dokładnie sprawdzać tekst. Być może z tego powodu nie będę dodawała rozdziałów zbyt często, jednak dzięki temu ich jakość będzie lepsza. :D
      W niedalekiej przyszłości mam zamiar napisać ten pierwotny pomysł co do tego tytułu - tym razem w całości xD

      Usuń
    2. :'( Smutam... Polubiłam Saito, mimo mojej początkowej niechęci do do niego... Rozumiem jak to jest z pisaniem... Sama pisze opowiadania, więc wiem o co chodzi... Może ci się wydawać, iż jest to opowiadanie niewypałem, jednak w moje skamieniałe, zimne, lodowe serduszko wielkości fistaszka trafiło, a to sukces ^^

      /Mesu

      Usuń
  7. Moim zdaniem opowiadanie świetne, zakończenie po prostu genialne, pisałam wcześniej, że pewnie się tak skończy :) świetna robota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję. ^^ Sądziłam, że mało komu spodobało się zakończenie tej wersji.

      Usuń
  8. Ja również jestem zadowolona z zakończenia naprawdę tak się wzruszylan że ...poplakalam się. Wiem czytam tego bloga 2lata po wydaniu ale dopiero teras na niego natrafilam . Więc nie bende się rospisywac ponieważ zamiezam czytać dalej. Jestem ciekawą co wymyslisz dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej,
    smutno mi, czemu, czemu Ritsu musiał umrzeć? płakać mi się chce...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic