poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 4.



* * *





                To już będą jakieś dwa tygodnie, odkąd wyjechałem z miasta. Rodzina wywiozła mnie na przyjemniejszą oraz spokojniejszą okolicę. Aktualnie mieszkam w domu cioci. Rodzice niestety nie mogli tutaj zostać, ponieważ pracują, ale ja to w pełni rozumiem. Satoshi co kilka dni przyjeżdża się ze mną zobaczyć. Stąd do Tokio jest tylko kilka godzin jazdy pociągiem, więc większych problemów nie ma.
                Mama opowiedziała mi historię babci Umeko, która chorowała na tę samą chorobę, co ja. Również wtedy mieszkała w tym domu. W tej okolicy poznała kogoś. Dziadka. To całkiem ciekawy zbieg okoliczności, ponieważ gdyby nie ta choroba, to moja mama nigdy by nie przyszła na świat. Babcia Umeko została po części wyleczona z choroby, jednak po kilku latach zmarła. Rany po nowotworze były zbyt ciężkie, aby ona zdołała z tego wyjść. Tutejsi ludzie mówią, że to miejsce czyni cuda, więc, kto wie, może i mnie coś się przytrafi.
                Rano obudziła mnie ciocia. Standardowo zażyłem leki, wykąpałem się, zjadłem coś. Ubrany w szlafrok wyszedłem na zewnątrz. Usiadłem na ławce, która znajdowała się w ogrodzie. Zamknąłem oczy i zacząłem rozmyślać nad wszystkim. Delikatny powiew wiatru rozwiewał kosmyki moich włosów, a szum drzew mnie uspokajał. Tutaj jest o wiele lepiej niż w Tokio. Ta spokojna okolica bardziej do mnie pasuje…

- Podoba Ci się tutaj? – zapytała ciocia siadając obok mnie.

                Byłem tak skoncentrowany na własnych myślach, że nawet nie zauważyłem kiedy ona przyszła.

- Tak, nawet bardzo. – odpowiedziałem szczerze.
- Cieszę się. Pewnie nie znasz jeszcze wielu miejsc. – stwierdziła – W pobliżu jest jezioro, a na jego drugim brzegu znajduje się jedyne drzewo wiśni, jakie tutaj jest.
- Dlaczego tylko jedno? I do tego w takim miejscu? – zapytałem.
- Kto wie…

                Postanowiłem przejść się nad to jezioro. Założyłem zwykłe, jeansowe rurki oraz niebieski sweterek. Ciocia wyjaśniła mi jak mniej-więcej tam dojść. Wyszedłem z domku, następnie zacząłem zmierzać w kierunku jeziora. Po drodze dokładnie dopytałem się pewnej staruszki o drogę, by mieć pewność, czy dobrze zmierzam. Po kilku minutach byłem na miejscu. Powoli udałem się na brzeg jeziora. Usiadłem na drewnianym mostku. Spojrzałem w niebo i zamknąłem oczy. Powoli wziąłem duży oddech, po czym wypuściłem powietrze takim samym tempem. Kocham to miejsce. Otworzyłem oczy, następnie spojrzałem na drugi brzeg jeziora. Faktycznie, jest tam już zakwitnięte drzewo wiśni. Chciałbym się przy nim znaleźć, ale marny ze mnie pływak… Ze zrezygnowaniem podniosłem się, później z kolei odwróciłem. Spoglądałem w dół, więc nie zauważyłem, że ktoś przede mną stoi.

- Ritsu? – usłyszałem.


                Zaskoczony uniosłem łebek ku górze. Promień słońca mnie oślepiał, więc nie byłem w stanie dostrzec, kto to jest. Jedyne co widziałem, to lekko rozwarte usta ze zdziwienia oraz uniesione brwi. Przysłoniłem oczy dłonią.

- Saito? – również byłem zaskoczony – Co Ty tutaj robisz?
- Tak jakby mieszkam… - wziął duży oddech – Przyjeżdżam tutaj odpocząć od mojej przewrażliwionej rodziny. – uśmiechnął się.
- Aaa…
- A Ty? Co robisz w takim miejscu?
- Jestem chory, a ta okolica jest dla mnie odpowiedniejsza niż miasto i hałas…
- Chory? Na co? – wyczułem taką troskę w jego głosie.
- Na raka…

                Gdy ponownie spojrzałem na twarz Saita, przeszły przeze mnie takie dziwne uczucia. Chłopak spoglądał na mnie przepraszającym wzrokiem, a jego wyraz twarzy mówił, że jest on zaskoczony.

- Wybacz, nie chciałem…
- Nie szkodzi, serio. – przerwałem mu z uśmiechem – Już się przyzwyczaiłem. Poza tym, leczenie przebiega pomyślnie i już niewiele brakuje do wyleczenia, także… - zorientowałem się, że strasznie szybko mówię – Chyba się rozgadałem. – zaśmiałem się nerwowo.
- Nie przeszkadza mi to. – wywinął kąciki ust w górę.

                On sprawia, że mam ochotę się od razu wygadać, otworzyć…

- Wcześniej wyglądałeś na lekko przybitego. Coś się stało?
- Wcześniej? – zastanowiłem się – Aaa, to nic takiego.

                Gdy spojrzałem na niego, to wyglądał tak, jakby chciał znać więcej szczegółów.

- Tylko chciałem dostać się na tamten brzeg jeziora. – wskazałem palcem na dane miejsce – Słyszałem, że jest to jedyne drzewo wiśni w tym mieście…

                Saito zaśmiał się cicho, a gdy zerknąłem na niego niepewnie w obawie, że powiedziałem zbyt wiele, wszystko stało się nieważne. Jego uśmiech sprawia, że nie mam ochoty myśleć o negatywnych rzeczach. Tylko dlaczego to się dzieje?

- Niedaleko jest zacumowana łódka, możemy się nią przepłynąć. – zaproponował.
- A potrafisz wiosłować? – zapytałem.
- Jasne. – odpowiedział z promiennym uśmiechem.
- W takim razie chodźmy! Chcę bardzo zobaczyć to miejsce.

                Ruszyłem w stronę łódki. Saito dotrzymywał mi tempa. Obywaj usiedliśmy na ławeczce naprzeciw siebie. Ciemnowłosy chwycił za wiosła. W mgnieniu oka byliśmy oddaleni o kilka metrów od brzegu. Z uśmiechem spoglądałem na mieniącą się wodę, a także na zbliżające się drzewo o różowych kwiatach wiśni. Kiedy znaleźliśmy się na środku, Saito zaczął wiosłować o wiele wolniej.

- Zwalniasz?
- Zobaczysz dlaczego. – puścił mi oczko.
- Okej, zaufam Ci. – odwzajemniłem gest.

                Czas spędzany z Saitem leciał bardzo szybko. Chłopak zatrzymał się kilka metrów od brzegu. Gdy tylko ujrzałem to miejsce, miałem ochotę zacząć błagać czarnowłosego, aby dopłynął do końca, ale gdy się tylko odwróciłem w jego stronę z zamiarem odezwania się, to przysłonił moje usta jednym z palców. Jego twarz znajdowała się blisko mojej. Moje serce zabiło głośniej. Wpatrywałem się w oczy chłopaka, tym razem odczuwając coś innego niż dotychczas.

- Nie bądź głośno, tylko się wsłuchaj. – szepnął, po czym zabrał palec i spojrzał w bok.

                Ja w dalszym ciągu patrzałem się na jego twarz. Nie mogłem odwrócić wzroku. Po chwili usłyszałem śpiew ptaków, ale to nie była zwyczajna melodia… To było wyjątkowe brzmienie. Zaskoczony spojrzałem w miejsce, w które spoglądał Saito. Ta melodia uspokajała mnie. Zmrużyłem oczy oraz przechyliłem głowę w bok. Zapominając o niewielkiej odległości, która dzieliła mnie i chłopaka, moja głowa spoczęła na jego ramieniu.

- Nigdy czegoś takiego nie słyszałem. – szepnąłem.
- To jeszcze nie koniec.

                Zaintrygowany skoncentrowałem całą uwagę na danym miejscu. Po kilku sekundach zawiał wiatr, który strącił z drzewa trochę kwiatów. Różowe płatki powędrowały w naszą stronę. Wraz ze świstem drzew oraz melodią ptaków, wszystko tworzyło tak niezwykłą aurę, że nie byłem w stanie odwrócić wzroku. Zafascynowany podążałem wzrokiem za wieloma kwiatami, które powiewały na wietrze, przelatując obok nas. Zapach, który ze sobą przyniosły jeszcze bardziej mnie oczarował. Rozmarzony spojrzałem na twarz Saita. Chłopak nic nie powiedział, tylko jeden raz się uśmiechnął, po czym przytulił mnie do siebie. Zamknąłem oczy i wtuliłem twarz w ramię chłopaka.

- Czy teraz jesteś szczęśliwy? – zapytał.

                Opadłem. On zrobił to wszystko tylko dlatego, ponieważ wcześniej byłem z tego powodu przybity? Na mojej twarzy pojawiły się różowiutkie wypieki, a oczy przybrały szklistego połysku. Nikt jeszcze nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Być może za bardzo to przeżywam, ale naprawdę jestem niewiarygodnie szczęśliwy.

- Nie musiałeś… - powiedziałem z uśmiechem.
- A tam… - wzruszył ramionami – Powiedziałeś, że chciałeś to zobaczyć, więc…
- Dziękuję Ci… - szepnąłem mu do ucha.

                Oddaliłem się od niego, nadal mając na twarzy promienny uśmiech.

- Wracamy? – zaproponował.
- Tak… - odpowiedziałem.





* * *




                Saito spotkał się ze mną następnego dnia. Po południu, gdy pogoda doskwierała postanowiliśmy zrobić piknik przy drzewie wiśni. Zabraliśmy koszyk wypełniony jedzeniem, a także koc. Wszystko umieściliśmy w łódce, po czym wypłynęliśmy w stronę drugiego brzegu. Spędzanie czasu z Saitem sprawia mi ogromną radość. Już dawno nie myślałem o Satoshim…

- Takie rzeczy jak wczoraj zdarzają się niemal codziennie. – oznajmił – Ale tylko pierwsze wrażenie bywa takie zaskakujące.
- Całkiem możliwe…
- Żebyś jeszcze widział jak tu jest pięknie, gdy się ściemni oraz na niebie będzie widoczny księżyc w pełni. Jego odbicie mieni się w wodzie, a wszędzie latają świetliki. Słuchanie tego może wydawać się trochę naciągane, a sytuacja normalna, ale gdy w końcu tego doświadczysz… Wszystko się zmienia.
- Doskonale wiem, co masz na myśli.
- Z pełnią może być problem, ale o ile się nie mylę, to świetliki są prawie zawsze. Możemy poczekać. – zaproponował.
- Czemu nie. – przystałem na jego propozycję.

                Czas leciał bardzo szybko. Słońce powoli zaczęło zachodzić, a na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Zrobiło się trochę chłodno, a ja niestety zapomniałem zabrać kurtkę. Na szczęście, Saito odstąpił mi swoją. Czasem czuję się przy nim jak dziewczyna…
                Saito położył się na plecach i spojrzał w niebo. Szybko do niego dołączyłem. Co chwilę mówiliśmy sobie o wzorach, jakie dostrzegamy. Po jakimś czasie nade mną przeleciała błyszcząca kuleczka. Rozejrzałem się po okolicy. Wszędzie latały świetliki.

- Tutaj jest tak zawsze? – zapytałem z ciekawością.
- Mhm. – pokiwał kilka razy łebkiem w ramach odpowiedzi.

                Poleżeliśmy jeszcze kilkanaście minut, przez cały czas rozmawiając ze sobą. Spakowaliśmy wszystkie rzeczy, po czym wypłynęliśmy. Szybko znaleźliśmy się na pierwszym brzegu. Saito odprowadził mnie pod sam dom. Naprawdę… Coraz częściej czuję się w jego towarzystwie jak dziewczyna.

- Dobranoc. – powiedział.
- Dobranoc. – uśmiechnąłem się do niego, po czym wszedłem do środka.

                Oparłem się plecami o drzwi frontowe, jednocześnie wzdychając. Przez chwilę pomyślałem o tym, aby wybiec z domu i złapać jeszcze Saita, ale co wtedy…? Co miałbym mu powiedzieć? Poważnie, coś się ze mną zaczyna dziać. Oczekuję z niecierpliwością naszego kolejnego spotkania. Ale, o ile się nie mylę, jutro przyjeżdża Satoshi… Właśnie, ciekawe co u niego. Będąc z Saitem w ogóle nie myślę o najlepszym przyjacielu. Czy w grę może wchodzić coś więcej?




* * *
_________________________
No, powiedzmy, że ten rozdział mi się nawet udał. A Wy co myślicie? Chętnie posłucham Waszych sugestii. :3

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 3.



* * *




- Spoglądam w statystyki i nie wierzę własnym oczom… - powiedział lekarz – Nowotwór, który znajdował się poza płucami został… zniszczony.

                Zapadła cisza. Żadna z obecnych tutaj osób nie wierzyła w to. Od mojego pierwszego spożycia leków minął już miesiąc. Wczoraj przyjechałem na badania kontrolne, a teraz dowiaduję się, że leki… działają! Nowotwór ustępuje, jest powoli niszczony!

- To jest naprawdę… niezwykłe. – spojrzał na mnie – Chłopcze, masz przeogromne szczęście.

                Spoglądałem raz to na matkę, raz to na Satoshiego na twarzy mając wymalowane szczęście z niedowierzaniem. Czy to oznacza, że będę mógł się całkowicie pozbyć tej choroby? Wyleczę się? Radość, jaką w tej chwili odczuwam jest nie do opisania. Satoshi mocno mnie uścisnął. Dobrze, że nie przeszkadza mu taka bliskość.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę. – szepnął mi prosto do ucha.

                Z uśmiechem na twarzy wstałem, by dowiedzieć się dalszej części. Lekarz powiedział, że w takim tempie mam szansę na całkowite pozbycie się uciążliwego nowotworu. Programu nie leczenia mi nie zmienią. Całe szczęście. Nie zniósłbym zmiany leków. Doskonale pamiętam początki, co się wtedy ze mną działo. Teraz jest już inaczej. Mój organizm przyzwyczaił się do tej chemii, teraz reaguję o niebo lepiej.

- Przebiegu leczenia zmieniać nie będziemy. – oznajmił - Wszystko będzie przebiegało tak, jak teraz. Wizyty co miesiąc, chyba że coś się stanie, wtedy przyjechanie tutaj będzie musem.
- Tak, wiem. – powiedziałem – Ale jak na razie żadnych problemów nie miałem, tylko przy przyjmowaniu leków.
- To dobra wiadomość, uwierz.

                Moja matka przez cały czas się nie odzywała. Siedziała w ciszy i spoglądała w jedno, puste miejsce. Nie wiem, co mogę o tym myśleć. Czy z nią oby na pewno wszystko w porządku?

- Jak się czujesz, mamo? – zapytałem.

                Przez chwilę milczała.

- Zbieram wszystkie myśli. – na jej twarzy zagościł niewielki uśmiech – Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilkunastu lat.
- Jaka?
- To ma związek z Twoją babcią. – spojrzała na mnie – Nikt Ci o tym nie mówił…
- Co to ma do rzeczy?
- Twoja babcia również chorowała na raka. – znieruchomiałem – Przechodziła przez podobne sytuacje co Ty. – przetarła łzy spod oczu – Później Ci wszystko opowiem, jeżeli oczywiście będziesz chciał.
- No jasne, że będę chciał wiedzieć. – objąłem ją – Musisz mi o tym opowiedzieć!

                Z dnia na dzień dowiaduję się coraz to nowszych rzeczy. Nigdy bym nie pomyślał, że  moja babcia chorowała na raka. A skoro ma to związek ze mną, to czy ona również się z tego wyleczyła? A może wydarzyło się zupełnie coś innego? Jestem bardzo ciekaw tej historii. Bardzo chętnie jej wysłucham, bo kto wie… Może ona mi pomoże w pewnych sprawach.




* * *




                Po dokładnym uszykowaniu się, wyszedłem z domu. Za kilkanaście minut mam spotkanie z psychologiem. Tak, cały czas do niego uczęszczam, pomimo tego, że już z moją psychiką wszystko gra. Wiele zawdzięczam temu człowiekowi. Gdyby nie on, pewnie w dalszym ciągu nie byłbym w stanie pokazywać swoich uczuć. Pewnie nadal gromadziłbym wszystko w sobie. To dobrze, że zdecydowałem się wtedy na pójście do niego. Gdyby nie on, miałbym teraz mały problem ze sobą.
                Szedłem przez krótki czas. Szybko dotarłem na miejsce. Wszedłem do budynku, następnie pokierowałem się w stronę gabinetu swojego psychologa. Mężczyzna czekał już na mnie w środku. Gdy tylko mnie zobaczył, odłożył wszystkie rzeczy oraz przywitał się ze mną. Wypełnił jakieś dokumenty, po czym zwrócił się do mnie.

- Więc, Ritsu, jak Ci minał dzisiejszy dzień? Podobno byłeś na badaniach kontrolnych. – zapytał zapisując coś w notesie.
- Wspaniale! – krzyknąłem entuzjastycznie – Lepiej być chyba nie mogło.
- Coś się wydarzyło?
- Nowotwór zaczął ustępować! Leczenie przebiega pomyślnie!
- W takim razie gratuluję. – szczerze się uśmiechnął – Nasze dzisiejsze spotkanie potrwa nieco krócej, ponieważ jestem jeszcze umówiony na drugą wizytę.
- Oh, rozumiem. – wyprostowałem się – W takim razie zacznijmy.
- Dobrze. – spojrzał ponownie w notatnik – O Twoje samopoczucie pytać się raczej nie będę. Odpowiedź chyba znam. – puścił mi oczko.
- Nietrudno się domyślić.

                Ciemnowłosy zadał mi jeszcze kilka podobnych do tego pytań. W końcu musi jakoś pracować, a o to tutaj chodzi. Powinienem już dawno zaprzestać chodzenia tutaj, ale ja nie mogę. Przywiązałem się do tego miejsca.

- Jeszcze jest jeden plus. – odezwał się po chwili ciszy.
- Jaki?
- Bierzesz chemię, a nadal masz na głowie te swoje aksamitne włoski. – wyraźnie zaakcentował dwa ostatnie słowa, co mnie nieco rozbawiło.
- Bez peszenia! – wykrzyknąłem teatralnie.

                Obydwaj zaśmialiśmy się. Spotkanie zleciało bardzo szybko, aż za szybko. Chętnie zostałbym dłużej, ale ktoś inny zaraz tu przychodzi. Nie chcę przeszkadzać, więc się już zmyję.

- Dobrze, przyjdę ponownie niedługo. – oznajmiłem – A tymczasem wychodzę. Do zobaczenia!
- Miłego dnia, Ritsu. – skinął głową.

                Wyszedłem z pomieszczenia. Gdy się odwróciłem, zobaczyłem przed sobą nieco wyższego chłopaka. Jego styl przypadł mi do gustu. Uśmiechnął się do mnie zalotnie, po czym wyciągnął dłoń przed siebie.

- Cześć. Saito jestem. – wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Ritsu. – uścisnąłem jego dłoń.
- Co taki chłopiec tutaj robi? – mam wrażenie, że ten uśmiech jest jakiś podejrzany.
- Zwykłe wizyty. – odwzajemniłem gest, chociaż pewnie wypadło to śmiesznie w moim wykonaniu.
- Zazdroszczę. Ja jestem zmuszany tutaj przychodzić.
- Zmuszany? – zaciekawił mnie.
- Ta, matka boi się o reputację, więc pewną rzecz uzasadnia psychologiem. Mam to gdzieś, tylko niech mi nie zawraca głowy.

                Łał. Takiego podejścia to ja się nie spodziewałem. Przypomina mi trochę moje dawne zachowanie, ale nawet ja nie byłem w stanie okazywać aż takiej obojętności.

- W takim razie, nie przeszkadzam. Miło było Cię poznać. – ukłoniłem się, po czym odszedłem.

                Czułem na sobie wzrok tego chłopaka aż do zniknięcia za ścianą.




* * *




                Ten chłopak, ten Saito… Miał w sobie coś takiego, co łatwo nie odchodzi. Cały czas mam w głowie jego osobę. Zaintrygowało mnie jego podejście. Brak zainteresowania czymkolwiek przychodzi mu z taką łatwością… Nigdy nie zdołałem osiągnąć takiego efektu. Zazdroszczę. Bardzo zazdroszczę. Ciekawe, czy go jeszcze kiedyś spotkam… Nie zaprzeczę, że chciałbym, ale… Pomimo tego trochę się obawiam. Tylko dlaczego…




* * *




- Noo weź mi chociaż zdradź jego adres! – chłopak o czarnych włosach podniósł głos na siedzącego przed nim starszego mężczyznę.
- Nie mogę. – odrzekł znudzony – Tajemnica zawodowa, nic Ci nie powiem.
- Rany, też masz problem!
- To Ty masz problem. – zmienił ton głosu na nieco poważniejszy – Po co Ty w ogóle chcesz o tym wiedzieć?
- Spodobał mi się. – nastolatek uśmiechnął się podejrzanie.
- Powiedzmy, że o nic nie pytałem.
- No dalej! Chcę się jakoś z nim spotkać.
- Może kiedyś Ci się poszczęści i znowu na siebie tutaj wpadniecie.
- Nie chcę czekać… - przymrużył oczy – Nie wiem jak to opisać, ale… Polubiłem go.
- Eh, to wbrew zasadom podawać jakiekolwiek dane ludziom z zewnątrz…
- No dalej, dalej! – chłopak wciąż naciskał wiedząc, że w końcu uda mu się wyciągnąć cenną informację.
- Ritsuki Honomiya. – westchnął – I weźże daj mi już święty spokój!

                Ciemnowłosy psycholog opuścił gabinet będąc trochę zdenerwowanym. Nastoletni chłopak, który w nim został rozejrzał się po pomieszczniu.

- Honomiya… Ritsuki… Niebawem się ponownie spotkamy. – po raz kolejny na jego twarzy zagościł niepokojący uśmiech.




* * *



NOWY BOHATER

Imię i Nazwisko: Saito Nishi.
Wiek: 18.
Opis: Jego pierwsze spotkanie z głównym bohaterem opowiadania miało miejsce przed gabinetem psychologa. Saito jest zmuszany przez matkę, aby spotykać się z psychologiem, ponieważ ona jest bardzo przewrażliwiona, jeśli chodzi o reputację ich rodziny. Nie pasuje jej to, że Saito jest odmiennej orientacji, a chcąc chronić dobre zdanie o swojej rodzinie wszystko uzasadnia tym, że jej syn chodzi na poważne terapie do psychologa. Nishi głównie nie przejmuje się tym. Bardzo zainteresował się Ritsu już po ich pierwszym spotkaniu. Ciemnowłosy jest typem zabawnej, ale także uczuciowej osoby. Chce wszystkiego, co najlepsze. 




___________________________________
Boring boring i jeszcze raz boring. Chociaż teraz pojawił się nowy bohater, co definitywnie decyduje o tym, że w 4 zastaniecie coś ciekawego, przynajmniej dla mnie ciekawego. Ten rozdział jest niewypałem, nie chciałam znowu przesuwać terminów, a miałam zapierdzielone od prób i chodzenia do szkoły etc etc tec. Gomena. Obiecuję się poprawić. c:

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic