niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 21. [END]

* * *




               Idealne zakończenia? To pojęcie względne. Każdy może odbierać te dwa słowa inaczej. Dla jednych takim zakończeniem jest wygrana, dla innych spotkanie tej "właściwej" osoby po długim czasie poszukiwań. A dla mnie jakie te słowa mają znaczenie? Szczerze powiedziawszy, to nie mam pojęcia.

- Tytuł zwycięzców w tegorocznych mistrzostwach koszykówki drużyn szkolnych otrzymuje Prywatne Męskie Liceum Komei.

               Westchnąłem, zamykając oczy. Pomimo przegranej, na mojej twarzy gościł niewielki, aczkolwiek widoczny uśmiech. W sumie, to cieszyłem się, że już po wszystkim. Mogę teraz skupić się na tych ważniejszych rzeczach.

- Gratulacje, Hiroshi. - wyciągnąłem dłoń w stronę chłopaka.
- Dzięki, Kei. - uśmiechnął się szczerze i uścisnął moją dłoń. 

               Czyjeś ręce objęły mnie w talii, a głowa tej osoby spoczęła na moim ramieniu. Zerknąłem w bok. Oczywiście, dostrzegłem Juna, bo kogo innego...

 - Heej, nie podrywaj mi go. - jasnowłosy nadymał policzki - Bardzo łatwo go oczarować. - objął mnie mocniej. 

               Hiro wyjechał z tak donośnym rechotem, że aż ludzie siedzący w dalszym ciągu na trybunach zwrócili na niego uwagę. Jun po chwili dołączył do niego, ale ja stałem jak kołek, co chwile spoglądając na któregoś z chłopaków. Po upływie jakiejś minuty do naszej grupki dołączył Yoshihiro, który od razu zaczął się wymądrzać. Rozmowa była całkiem przyjemna, na wczorajszym spotkaniu trochę sobie wyjaśniliśmy. Całkiem dobrze, że wyszło tak, a nie inaczej. Swoich sił możemy spróbować za rok, być może wtedy nam się uda.




* * *




               Zostałem tak jakby zmuszony do uczestnictwa w... świętowaniu. Chłopaki zakupili nawet sporo rzeczy. Począwszy od przekąsek, skończywszy na alkoholu, którego ja oczywiście tykać nie mam zamiaru. Zaprosiłem Juna na obiad, mam zamiar wyjaśnić tę głupią sytuację. Liczę na zrozumienie ze strony rodziców, w końcu orientacji nie zmienię. Muszą to zaakceptować, albo chociaż udawać, że nie mają z tym problemu.

- Za rok na pewno nam się uda! - oznajmił Katzuma.
- Bez wątpienia. - Keji się... uśmiechnął? No niemożliwe, on i uśmiech? W dodatku tak prawdziwy i serdeczny? What the hell...
- I tak daleko zaszliśmy. - powiedział Hisashi - Jesteśmy jedną z tych nowo powstałych szkół, więc trzeba przyznać, że dobrnąć do finałów w takich okolicznościach to wyczyn.
- Zawsze możemy wystartować w sezonowych zawodach, prawda? - zaproponował Aki. 
- To nie jest zły pomysł. - zaznaczył Keji, dokańczając pochłanianie tosta. 
- Więc postanowione, nasza drużyna weźmie udział we wiosennych zawodach. - Hisashi pokiwał łebkiem. 

                Nalałem sobie zimnego napoju do kubka, by móc ponownie zasiąść obok chłopaków. Chwilę porozmawiałem z Akihito, chwilę z Hiroshim, Kejim i resztą chłopaków. Powiadomiłem domowników, że przyjdę na obiad ze swoim chłopakiem, wyraźnie podkreślając te dwa ostatnie słowa. Niech się nie spodziewają nie wiadomo czego, po prostu zjemy, porozmawiamy i wyjdziemy. Już zaplanowałem wypad do wesołego miasteczka. Dziś otwierają, więc trzeba skorzystać.

- Jun, dziś idziesz do mnie na obiad. - powiadomiłem chłopaka.
- Jak too? - zapytał, spoglądając na mnie.
- Normalnie, już wszystkich powiadomiłem. 
- A to oni nie będą mieć z tym problemów? W końcu, Twój ojciec wyraźnie...
- O to się nie martw. - szturchnąłem go lekko w ramię - Zjemy u mnie, chociażby nawet w ciszy i wyjdziemy. 
- No okej... 
- Poza tym, jakby na to nie patrzeć, Yuu i moja matka nie mają z tym żadnych problemów. To, że jestem gejem przeszkadza jedynie mojemu ojcu.
- Więc może coś z tego wyjdzie... - wzruszył ramionami.
- Nie może, tylko na pewno! - pstryknąłem go w nos. 

               Oby to wypaliło. 




* * *




- Nie masz się czego bać, no dalej! - nie ma to jak dobra motywacja.
- Eh, nie w tym rzecz... - jasnowłosy pokręcił łebkiem. 
- Więc o co chodzi?
- Zastanawiam się, co powiedzieć, żeby dobrze wypaść! - wyprostował się.

               Opadłem.

- Hahahahaha, weź się tak tym nie kłopocz. - postarałem się powstrzymać śmiech - Po prostu bądź sobą. - otworzyłem drzwi od domu.

               Wraz z Junem weszliśmy do środka. Po zdjęciu niepotrzebnej garderoby, udaliśmy się w głąb mieszkania. Przed nami szybko stanęła moja matka, która automatycznie wytrzeszczyła oczy.

- Myślałam, że przyjdziesz ze swoim chłopakiem. - powiedziała.
- No i przyszedłem. - spojrzałem na jasnowłosego - Jun nim jest. - puściłem oczko mamie. 

               Widać, że kobieta była bardzo zaskoczona. Udaliśmy się za nią do jadalni. Przy stole siedziała już cała rodzinka. Yuu popijał sobie kawę i bacznie obserwował całe zajście, natomiast ojciec czytał jakiś artykuł w gazecie. Gdy zorientował się, że przyszedłem, odłożył czasopismo, następnie spojrzał na nas. 

- Z tego, co mi wiadomo, miałeś przyjść z...
- To jest mój chłopak. - wskazałem na Juna, po raz kolejny. 
- A... Rozumiem...

               Motoyoshi siedział trochę spięty, bo w końcu był skupiskiem kilku par oczu. Yuu oczywiście wszystkiemu się przyglądał, co chwilę szczerząc się pod nosem. Nie mam pojęcia, co w tej chwili chodzi po jego głowie. I chyba nie chcę wiedzieć. 

- Więc, chłopaki. - zaczęła ciemnowłosa - Jak długo jesteście ze sobą?
- Coś koło tygodnia. - odpowiedzieliśmy jednocześnie. 
- To niedługo. - zaznaczył ojciec.
- Spokojnie, będzie to trwało o wiele, wiele dłużej. - puściłem mu oczko.
- Mhm. - wrócił do obiadu. 

               Ta sztywna atmosfera mnie irytuje. Niech sobie w końcu dadzą spokój...

- No, ale skoro się dogadujecie i faktycznie coś do siebie czujecie, to dlaczego mielibyśmy wam w tym związku przeszkadzać... - oznajmiła ciemnowłosa. 
- Ale kochanie... - wtrącił ojciec.
- Daj spokój, to jest jego życie. - uśmiechnęła się serdecznie - Nie możemy za niego decydować o takich rzeczach.
- Popieram! - dodał Yuu z pełną buzią. 

               Ojciec jeszcze się rozejrzał po wszystkich obecnych, po czym westchnął. 

- Chyba nie mam nic do gadania... - przetarł oczy - Powiedzmy, że Twoja matka ma rację. 
- Mówisz poważnie? - zapytałem.
- ... - zawahał się - Tak.

               Nagle zadzwonił dzwonek. Pobiegłem do drzwi i je otworzyłem.

- Suzuhara? - zapytałem - Co Cię tu sprowadza? 
- Dzień dobry, Takeichi. - uśmiechnęła się - Czy zastałam może Yuu? 
- Tak, wejdź. - zaprosiłem ją do środka.

               Zarumieniona dziewczyna weszła do środka, a ja zawołałem brata. Zdziwiony chłopak przywitał się z brązowowłosą. Sam fakt, że przejechała taką drogę, by się z nim spotkać musiał coś oznaczać.

- Yuu, chciałabym z Tobą porozmawiać... - oznajmiła niepewnie.
- Nie ma sprawy. - chyba zrozumiał, w czym rzecz - Wejdź, zrobię nam kawy. 
- Dobrze.

               Życzę jej powodzenia.

- Jun, już czas! - zawołałem chłopaka.
- A wy dokąd? - zapytała mama.
- Do wesołego miasteczka. - odpowiedziałem.
- A, no tak. Dzisiaj przecież otwierają... 
- Właśnie. - spojrzałem na jasnowłosego - To co, idziemy?
- Pewnie. - pokiwał łebkiem i wyszedł pierwszy, wcześniej się żegnając.

               Po chwili dołączyłem do swojego chłopaka. Rozejrzałem się po okolicy, spojrzałem na niebo. Trochę się ściemniło. Uśmiechnąłem się pod nosem, następnie stając na palcach, cmoknąłem Juna w usta. Z bananem na twarzy złapałem dłoń Motoyoshiego, po czym ruszyłem przed siebie. Wcześniej wspominałem wam o idealnym zakończeniu. Teraz chyba właśnie je osiągnąłem. Trzymając Juna za rękę, zmierzałem w stronę nowo otwartego wesołego miasteczka.

- Musimy wejść na diabelski młyn! - powiedziałem.
- Żartujesz? Nie ma mowy! 
- Haha, zaciągnę Cię tam chociażby siłą!
- Przekonamy się. - nadymał policzki.

Jun... Gdy idąc naprzód, trzymam Cię za rękę, mam wrażenie, że na niebie świeci milion gwiazd.




* * *

_________________________

No więc, to już koniec. Przyznam, że odczułam wielką ulgę. Będę szczera, miałam już dość tego opowiadania. :P Ale nie chciałam go przerywać, więc postanowiłam dokończyć. No i tutaj mamy ten koniec, mam nadzieję, że wyszło w miarę. 

Już zaplanowałam nowe opowiadanie, a wstęp wraz z bohaterami pojawi się za kilka dni. :)

11 komentarzy :

  1. Dopiero dziś trafiłam na Twojego bloga. Bardzo podoba mi się jak piszesz. Jest zwięźle i na temat, starannie dobierasz słownictwo i całość jest dopracowana :D żałuję, że dopiero dziś odkryłam Twoje opowiadania, bo bardzo przyjemnie i przede wszystkim szybko sie to czyta ;) chętnie poczekam, aż zaczniesz tworzyć nowe opowiadanie :D ogólnie to całość jest raczej przymyślana i widać, że sie starasz ;) w wolnych chwilach zapraszam do poczytania moich rozdziałów :) http://gunsnrosesandme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. to co się w końcu stało z tym mordercą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogółem na początku planowałam w ogóle zmienić przebieg zdarzeń. W 14 bodajże rozdziale, jak Jun i Keichi przechodzili się po mieście, to obok nich przechodził typ, co wytwarzał taką "nieprzyjemną aurę". To był ten morderca. W 15 rozdziale, jak Keichi się spóźnił do szkoły, miał zastać właśnie tego kolesia, bo jego wychowawca się rozchorował, a zastąpić go miał właśnie ten nowy nauczyciel, który był tym mordercą. Gdy Keichi miał zostać po lekcjach, ten morderca miał się do niego trochę dobierać. Chłopaki mieli zbierać informacje od różnych osób i wyszłoby na to, że nie tylko Keichi był przez niego dotykany, ale także kilka innych dziewczyn oraz chłopaków ze szkoły. W finale Kurumi miała wrócić i wtedy im powiedzieć, że to jest ta osoba, która ją porwała, a cała sprawa zostałaby wyjaśniona aresztowaniem go.

      Jednak, jak nad tym dłużej myślałam, to musiałabym poświęcić na to opowiadanie jeszcze sporo czasu, a ja naprawdę miałam go już dość, także przepraszam. ;p
      Można przyjąć, że koleś zniknął z miasta. ;/

      Usuń
    2. było napisać że ten morderca zabił tekecziego to by było jeszcze krucej

      Usuń
    3. tekecziego XDDDDDDDDDDDD

      To by w ogóle było sprzeczne ze wszystkim :D

      Usuń
  3. Ha ha ha ha :D Leżę ze śmiechu po przeczytaniu Twojej rozmowy z anonimowym komentatorem (wyżej) :D
    Fajnie wymyśliłaś to z tym mordercą i ubolewam, że nie pociągnęłaś tego wątku :C No, ale skoro opowiadanie Cię męczył to rozumiem :)

    Szkoda, że to już koniec, choć tak przyjemny :]

    Mam nadzieję, że w kolejne opowiadanie wkręcę się tak jak w to :]

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiedzę, że to już koniec...
    Rozdział mi się bardzo podobał, a szczególnie ten dialog z wesołym miasteczkiem. Wyszedł ekstra i mam nadzieje, że nie skończysz pisania, bo naprawdę dobrze Ci to idzie :) Pozdrawiam
    http://dark-years.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne opowiadanko. Szkoda, że nie pociągnęłaś dalej wątku z mordercą... Zawsze mógł... no nie wiem... O! Takiego Hiroshiego przerobić na mielonkę i chłopaki wtedy... Eee, wiesz co? Może ja nie będę kontynuować xd Przyznaję, że na początku myślałam, że mordercą jest Yuu. (O_O) Nie pytaj czemu, sama nie wiem.
    Czuję, że zagoszczę tu na dłużej (n_n)
    Życzę ogromu weny i chęci do pisania.
    Pozdrawiam
    Ayośka

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafilam na Twojego bloga dopiero teraz i szkoda ze nie wszyesniej, wspaniale piszesz Nah, myslalam ze on bedzie s hiroshim, ze w jakims momencie hiro wkroczy i zrobi rozpierdziel, ze jak dobieral sie do niego ten facet t hiroshi wbije i mu przywali hehe i bedzie pieknie. Do ostatniego rodzialu na cos czekalam haha ale moze przezt to ze kai byl hiro haha:-)
    Ale nie opowoadanie bardzo dobrze napisane :-)

    ~B

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju, naprawdę fantastyczne opowiadanie. Mam nadzieję,że niedługo będę pisać jak ty :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak to koniec? Jak to genialne opowiadanie może cię męczyć? Ja chcę drugi sezon! I wgl o co się pokłócili z Hiro? A na początku jak przeczytałam ten wstęp o bohaterach to myślałam, że on będzie z Hiro i tak przez jakieś 3/4 opowiadania na to czekałam XD (no i ten scenariusz spodobałby mi się bardziej, no ale ten też nie jest zły ;)). No, ale i tak uważam, że opko jest świetne :D.
    Weny do kolejnych opowiadań :*
    ~Eleila

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic