środa, 14 maja 2014

Rozdział 19.

* * *




               Całonocna nauka z Junem wyszła mi na dobre, ponieważ dzisiejsze zaliczenie z biologii napisałem na 87%, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. Nauczyciel wyglądał na co najmniej zaskoczonego, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Darował mi dalsze poprawy i od razu zaliczył przedmiot. To całkiem miłe z jego strony. Cóż, może po prostu wyolbrzymiałem to wszystko, może on jest normalnym gościem...
           Spakowałem do torby wszystkie rzeczy, następnie zarzucając ją na ramię opuściłem pomieszczenie. Westchnąłem z ulgą, ponieważ od teraz mam spokój. Rozejrzałem się po korytarzu, po czym zacząłem zmierzać w stronę wyjścia. Skoro wszystko już załatwiłem, to po co mam zostawać? Gdy tylko znalazłem się przed drzwiami wyjściowymi, pospiesznie je pchnąłem i wyszedłem z budynku. Po spojrzeniu przed siebie dostrzegłem wracających chłopaków. Po ich zachowaniu można się domyślić, że wygrali. Chyba że po prostu dobrze grają. Podszedłem do nich i przywitałem się.

- Wygraliście? - zapytałem prosto z mostu. 
- No pewnie. - powiedział Keji, dumnie odgarniając grzywkę z czoła. 
- Wybaczcie, że wam przerywam, ale musimy szybko coś przedyskutować z dyrektorem. - wtrącił Hisashi - Jutro porozmawiamy o naszym zwycięstwie. 
- Okej. - wzruszyłem ramionami.

               Gdy chłopaki zaczęli odchodzić, Jun szybko podbiegł do mnie, by prawdopodobnie coś mi przekazać.

- Spotkamy się później? - zapytał z pozytywnym nastawieniem.
- Jasne.
- Spotkajmy się przy fontannie w centrum. 
- O której?
- Szesnasta? 
- W porządku. - uśmiechnąłem się i pocałowałem go w policzek, w ogóle nie przejmując się tym, czy ktoś mógł to widzieć.

               Odwróciłem się z bananem na twarzy, następnie poszedłem do domu.




* * * 




               Chwilę po tym, jak znalazłem się w domu, udałem się do łazienki. Zdjąłem z siebie wszystkie ubrania, a następnie stanąłem przed lustrem. Przejechałem dłonią po dobrze wyrzeźbionym torsie. Jedyne, co zwykło mi przeszkadzać, to strasznie widoczne obojczyki. Podszedłem do kabiny prysznicowej, po czym odkręciłem ciepłą wodę. Wszedłem do środka i zacząłem dokładnie pucować swoje ciało żelem. Wtarłem we włosy pachnący szampon, a następnie wszystko spłukałem. Odgarnąłem dłońmi mokre włosy do tyłu, później z kolei zakręciłem wodę oraz wyszedłem. Miękkim ręcznikiem zacząłem się szczegółowo wycierać. Na końcu przewiązałem go na biodrach. Opuściłem pomieszczenie i pokierowałem się do kuchni. Nalałem do kubka zimnej, zielonej herbaty, a z lodówki wyjąłem masło, ser oraz ogórki. Wziąłem jedną kromkę chleba i położyłem na talerz. Posmarowałem masłem, a następnie ułożyłem plasterek sera. Ogórka pokroiłem w cienkie plasterki, które szybko znalazły się na czubku kanapki. Schowałem niepotrzebne już składniki do lodówki, a kanapkę wziąłem do ręki i niezbyt pospiesznie zjadłem. Wziąłem łyka zimnej herbaty, po czym poszedłem do swojego pokoju, by wybrać jakieś ubranie. Zdecydowałem się na białe, przylegające do nóg spodnie-rurki oraz sweterek w czarno-fioletowe paski. Założyłem na siebie przygotowany strój, a na końcu spojrzałem na zegarek.

- Mam jeszcze jakieś czterdzieści minut. - mruknąłem pod nosem.

               Wróciłem do łazienki, by móc zająć się swoimi włosami. Szybko je wysuszyłem i jakoś ułożyłem. Dziś moja pocieniowana grzywka wygląda... idealnie. Nawet nie musiałem używać różnych zbędnych rzeczy, aby uzyskać taki efekt. Poprawiłem sweter, po czym poszedłem na przedpokój. Założyłem na nogi czarne trampki. W momencie, gdy chciałem złapać za klamkę, Yuu pojawił się za mną jak duch.

- Wychodzisz? - zapytał.
- Tak. - kiwnąłem kilkukrotnie łebkiem.
- Nie poczekasz? Niedługo rodzice wrócą...
- Nie. Idę się spotkać z Junem, będę później, chyba mogą poczekać... 
- Raczej tak, ale liczy się sam gest.
- Mam gdzieś ten gest. Oni okazyjnie bywają w domu, więc niech teraz nie liczą, że wszystko będzie wyglądało idealnie. - burknąłem i wyszedłem z domu, dodatkowo trzaskając drzwiami.

               Spojrzałem ponownie na zegarek.

- Pół godziny, wyrobię się. - powiedziałem cicho do siebie.




* * *




               Gdy tylko znalazłem się na miejscu, usiadłem na ławce tuż obok fontanny. Rozejrzałem się dookoła, by zobaczyć, czy przypadkiem Jun już nie idzie, jednak nie zdołałem go zauważyć. Spojrzałem w niebo i westchnąłem. Dziś jest troszkę upalnie, ale ostatecznie da się przeżyć. Gdy uniosłem rękę, by móc spojrzeć, która godzina, jakaś osoba stanęła przede mną. 

- No cześć. - ten głos... 

               Uniosłem głowę ku górze. To, co zobaczyłem sprawiło, że znieruchomiałem. Przede mną stał ten mężczyzna z klubu, z którym... trochę się wydarzyło. 

- Może się przejdziemy? - zaproponował.
- Czekam na kogoś. - powiedziałem z miną typowej zirytowanej osoby.
- No dalej, możemy pójść do mnie.
- Nie, dziękuję. - odmówiłem stanowczo, dodatkowo odwracając wzrok.

               Mężczyzna nie dał za wygraną, pochylił się i dotknął mojej dłoni, którą od razu wyrwałem. Zerwałem się z miejsca, po czym spojrzałem na niego z pogardą.

- Czekam na kogoś. - powtórzyłem.

               Ciemnowłosy tylko się uśmiechnął.

- Lubię takich jak Ty.

               W ramach odpowiedzi uniosłem jedną brew do góry. Odwróciłem wzrok od mężczyzny. Usłyszałem tylko ciche westchnięcie.

- No nic, chyba się na nic nie skusisz. - powiedział. 
- Brawo. - burknąłem.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - oznajmił z uśmieszkiem.
- Nie sądzę. 

               Gdy ciemnowłosy się odwrócił, przede mną stanął uśmiechnięty Jun.

- Cieszę się, że sam to załatwiłeś.

              Odwzajemniłem uśmiech i stanąłem bliżej chłopaka. Nie zwracając uwagi na osoby przechodzące obok, stanąłem na palcach i pocałowałem jasnowłosego prosto w usta. Automatycznie poczułem na sobie sporo par oczu, ale to nie sprawiło, że przerwałem pocałunek. 

- Więc idziemy coś zjeść? - zapytałem, odrywając się od chłopaka ze zdradliwym rumieńcem. 
- Do tego baru obok? - zaproponował - Mają tam dobre takoyaki... Zjadłbym takoyaki...
- Tak, ja też. 
- Więc chodźmy! - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą prosto do baru.




* * *




- Jesteś pewien, że nie chcesz wejść? 
- Podobno Twoi rodzice już wrócili, a ja dodatkowo mam jeszcze coś do zrobienia, więc dzisiaj odpada. - wyjaśnił na jednym tchu.
- Rozumiem... - spuściłem głowę w dół.
- Poza tym, chciałeś o czymś z nimi porozmawiać, więc już nie komplikuj. 
- No dobrze... - westchnąłem.
- Jesteś niemożliwy... - pokręcił zabawnie łebkiem i cmoknął mnie w nosek - Dobranoc! 
- Dobranoc. - odpowiedziałem z zadowoleniem, przechylając głowę na bok.

               Gdy straciłem chłopaka z oczu, odwróciłem się i podszedłem do drzwi frontowych. Otworzyłem je, następnie wszedłem do środka. W holu dostrzegłem kilka par butów, więc oni już pewnie przyjechali. Z lekką niechęcią udałem się w głąb mieszkania. Jak się okazało, wszyscy czekali na mnie z niecierpliwością. Zająłem miejsce przy stole, gdzie cała moja "rodzinka" już siedziała.

- W końcu jesteś. - zaczęła moja matka - Byłeś tak ubrany? Nie było Ci zimno?
- Nie... - odpowiedziałem. 
- Trochę Ci to zajęło. - wtrącił ojciec.

               Brunetka podała talerze z ciepłym jedzeniem, za które od razu się wszyscy zabrali. Wszyscy, z wyjątkiem mnie. Niedawno jadłem, a apetyt mi aktualnie nie doskwierał.

- Nie smakuje Ci? - zapytała matka.
- Nie w tym rzecz, po prostu... nie najlepiej się czuję. 
- Za chwilę dam Ci jakąś tabletkę. - uśmiechnęła się serdecznie. 

               Z moją mamą to jeszcze jakoś ujdzie, jeśli wyznam, że jestem gejem, ale ojciec... Łatwo nie będzie. Ale co mogę poradzić, lepiej im to teraz wyznam, aby wiedzieli, niż żeby zobaczyli mnie z Junem na mieście, jak się na przykład całujemy. Wziąłem głęboki wdech. To tylko dwa słowa. Tylko dwa słowa. Dasz radę, to jest dziecinnie proste. Powiedz to wprost, bez owijania w bawełnę. 

- Jestem gejem. - wyznałem na głos z obojętną miną.

               Usłyszałem tylko uderzenie sztućców o talerz i nagłą ciszę. Yuu wpatrywał się we mie z ogromnym zaskoczeniem, to samo rodzice. Tylko, że Yuu wiedział o mojej orientacji. Zaskoczyło go moje bezpośrednie wyznanie. 

- Takeichi, Ty... żartujesz, prawda...? - zapytała brunetka.
- Nie żartuje się w takich chwilach. - spojrzałem jej prosto w oczy. 
- Chłopcze... - zaczął ojciec - Czy Ty wiesz, co właśnie nam powiedziałeś? 
- Wiem. Interesują mnie tylko faceci. 

               Kolejna chwila ciszy, wszyscy wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem. 

- To wam przeszkadza, prawda? - zapytałem z westchnięciem.
- Nie powiem, że nie mam z tym problemu... - powiedział ojciec - Ciężko jest mi zaakceptować to, że mój syn jest homoseksualistą... - rozejrzał się po domownikach - Na czas obecny nie mam zdania. - skinął głową i odszedł od stołu. 
- Jasne... - szepnąłem. 




* * *

8 komentarzy :

  1. Nie czytam tego typu opowiadań, nie lubię Yaoi, ale spoko styl pisania :)
    http://harrystylesfanfictionzuzia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię Yaoi, Mangi itp., ale blog i opowiadania ogólnie fajne.

    http://swiat-jedynaczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że to nie ma zupełnie nic wspólnego z mangą......:)

      Usuń
  3. Nie lubię Yaoi, wolę Yuri, więc wybacz, ale nie przeczytam :)
    Życzę za to powodzenia w pisaniu!
    http://vita-in-terra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe, widzę, że coś się dzieje. Przyznaję, że przeczytałam to i początek dopiero, więc zadanie nieodrobione. Ale mniej więcej rozientowałam się w symuacji, więc może chociaż na dwa mam zaliczone... Hmm, co zauważyłam... że czasami starasz się usilnie wmówić czytelnikowi, że rzecz dzieje się w Japonii, po czym serwujesz mu informację o kanapkach z serem czy podawaniu sobie numerów telefonu ustnie ( w Japonii telefony posiadają opcję podobną do IRDY, zapisującą na blisko znajdującym się telefonie swój numer i o ile się orientuję, są do niego przypisane, nie jak u nas, że możesz zmienić kartę), które zupełnie temu przeczą. Zdecyduj się na jedną wersję, bo kogoś zaznajomionego z realiami to może drażnić, choć ja osobiście uznaję za dość koślawy ukłon w stronę europejskich standardów. Piszesz dobrze, chociasz czasami zastanawiam się, czy przemyślałaś narrację męską pierwszoosobową (typowy facet, bez względu na to, co woli w łóżku raczej nie prawi elaboratów na temat różowego swetra czy rurek). Pewnie za bardzo ględzę, ale to mi się rzuca w oczy. A odnośnie Kurenai no Ito, to na zdjęciu jest Tosiek, czyli Hijikata, (niestety) główna postać filmu. A liczyłam na choć trochę rozwiniętego rudego... Acha, wrzuciłam nowy post ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główny bohater mieszkał przez jakiś czas w Ameryce, więc takie standardy mogły mu przejść, a co do jedzenia, to chyba nie jest to coś nadzwyczajnego. :D
      Wiem jak jest z telefonami w Japonii, ale pewnie większa część czytelników nie zrozumiałaby o co chodzi w tym. Więc postawiłam na napisanie w normalny sposób, że podali sobie numery. W końcu wolę się skupić tutaj bardziej na relacji bohaterów, niż tłumaczeniu standardów w tym kraju. :D

      Tosiek? o.O Patrząc po fioletowych włosach sądziłam, że jest to Saito. :D Moim ulubionym bohaterem był Okita, no ale nie było go za dużo. ;/

      Muszę szybko nadrobić to Twoje opowiadanie, bo aktualnie jestem przy "II-5" ;D

      Usuń
  5. Czemu tak mało?! :o
    To chyba najkrótszy rozdział :O

    No, ale i tak świetny :D
    Keichi jest taki otwarty z okazywaniem uczuć przy ludziach xD i to mi się podoba! Przynajmniej widać, że kocha Juna :D

    A reakcja ojca nie była taka zła, więc jest git :]

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    wyznał prawdę rodzicom, nie jest źle, ale mam nadzieję, że ojciec go zaakceptuje takiego jakim jest...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic