niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 18.

* * *




               Gdy się obudziłem, jasne promienie światła dochodzące z okolic okna zaczęły razić moje oczy. Kilka razy zamrugałem, po czym rozejrzałem się po pokoju. Moje myśli były takie... mgliste. Dzisiejszego dnia czułem się co najmniej dziwnie. Podniosłem się z łóżka, a kiedy stanąłem o własnych nogach, poczułem cholernie mocny ból w okolicach pośladków, czego wynikiem było natychmiastowe zetknięcie się z podłogą. Huk był tak głośny, że z pewnością osoby siedzące w salonie usłyszałyby to. Leżałem w bezruchu przez kilka sekund, ponieważ byłem w szoku. To pewnie jest wynikiem tego, co wydarzyło się wczoraj... Nigdy bym nie pomyślał, że to będzie aż tak boleć. Z lekkim grymasem wypisanym na twarzy podniosłem się z podłogi i usiadłem na krawędzi łóżka. Wlepiłem wzrok w ścianę.

- Obudziłeś się? - zapytał Jun, otwierając drzwi od sypialni.
- Tak... - potwierdziłem kilkukrotnym kiwnięciem łebka.
- Usłyszałem stąd dość głośny huk.
- To tylko ja... - zaśmiałem się cicho.
- Wszystko w porządku? - usiadł obok mnie, nie spuszczając wzroku z mojej osoby.

              Spojrzałem na twarz chłopaka. Spoglądał na mnie z taką troską...

- Nie! - nadymałem policzki - Wszystko mnie boli! - skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej - Nawet ustać nie mogłem!

              Nie minęła dłuższa chwila, jak Jun zmienił wyraz twarzy. Wygląda, jakby go to bawiło.

- Boli Cię...? - przecież widać, że stara się powstrzymać śmiech.
- Tak! - prychnąłem i odwróciłem głowę.
- Ale nie obrażaj się! - ułożył dłonie na moich ramionach, a następnie odwrócił mnie do siebie, w ogóle nie zwracając uwagi na to, czy coś mnie boli, czy też nie.
- To się nie śmiej. - teatralnie przewróciłem oczami i udałem westchnięcie.
- Dobrze, dobrze.

               Uśmiechnął się, co wzbudziło moje podejrzenia. Z każdą sekundą jego twarz była bliżej mojej. Jego usta spoczęły na moich z lekkim wahaniem. Jakby oczekiwał mojej reakcji... Przybliżyłem się do niego. Uchyliłem usta, tym samym pozwalając, aby jasnowłosy mógł rozpocząć pocałunek. Spokojnie wsunął swój język do środka, a następnie zaczął nim rytmicznie poruszać, co chwilę dotykając się z moim. Nasz namiętny pocałunek trwał jeszcze chwilę, jednak przerwał nam Yuu wchodząc do pokoju. Widząc nas tak blisko siebie trochę się zmieszał i wyszedł.

- No to może się przygotujemy. - bardziej stwierdziłem, niż zapytałem.
- Okej. - podniósł się z promiennym uśmiechem.




* * * 




               Kiedy znaleźliśmy się w szkole, Jun od razu udał się na salę gimnastyczną, jednak ja musiałem znaleźć mojego wychowawcę, aby powiadomić go o znalezieniu korepetytora. Poszedłem na górę, a następnie niezbyt spiesznym tempem udałem się pod swoją salę. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Siedzący za biurkiem Kasukabe-sensei odłożył papiery na miejsce, po czym skierował swój wzrok na moją osobę. Okulary, które aktualnie miał umieszczone na nosie dodawały mu czegoś takiego...

- Słucham? - głos mężczyzny przerwał moje rozmyślania na temat jego okularów.
- Przyszedłem tylko powiedzieć, że znalazłem osobę, która będzie mnie nauczała.
- To dobrze. Termin prawie dobiegł końca.
- Wiem. - powiedziałem.
- Mam już dla Ciebie gotowe materiały... - oznajmił, szukając jakichś teczek na biurku - O, proszę. - wręczył mi zieloną teczkę z plikiem kartek.
- Że niby ja mam się tego wszystkiego nauczyć...? - zapytałem od niechcenia.
- Tak.
- Na kiedy...?
- Na jutro.
- Słucham?! - krzyknąłem.
- Nie wrzeszcz tak. - zmarszczył brwi - Jutro będziesz to wszystko zaliczał, zabiorę Cię z jakiejś lekcji i napiszesz...
- Ale ja jutro mam mecz. - powiedziałem - Nie będzie mnie na lekcjach.
- No to nie pojedziesz na żaden mecz. - westchnął.
- Ale...
- Takeichi... - przerwał mi - Zależy Ci na poprawie przedmiotu?
- No tak...
- Więc odpuść sobie ten jeden mecz. Nic takiego się nie stanie.
- Jasne... - szepnąłem do siebie.
- Hm? Mówiłeś coś? - zapytał.
- Nie. - burknąłem, po czym odwróciłem się.

               Opuściłem pomieszczenie, następnie udałem się na salę gimnastyczną. Gdy znalazłem się na miejscu, od razu powiadomiłem kapitana, że jutro nie będę mógł zagrać. Wszyscy chyba to zrozumieli, jednak ja w dalszym ciągu byłem niezadowolony ze wszystkiego.

- Już się uspokój. I tak jutro byś nie zagrał... - powiedział Jun.
- Jak to?
- No a co z Twoim bólem "pleców"? - wyraźnie podkreślił ostatnie słowo.
- J-już tak bardzo nie boli... - wyjaśniłem, przy okazji lekko się rumieniąc.
- Oczywiście. - pokiwał głową z niedowierzania.

              Keji i Hisashi zaczęli wprowadzać nas wszystkich w temat i przedstawiać różne schematy dotyczące jutrzejszego meczu. Jun stanął za mną, objął mnie, a głowę ułożył na moim ramieniu. To przykuło uwagę wszystkich. Aż poczułem się trochę niezręcznie. Hisashi widząc moją krępację szybko powrócił do tematu. Westchnąłem z ulgą i rozejrzałem się na boki. Moje oczy spotkały się z patrzałkami Akiego. Lekko się uśmiechnął, jednak domyśliłem się, że nie jest teraz w najlepszym humorze. Posmutniał po zobaczeniu tego. W końcu nie dziwię się. Wyznał mi, że mnie "lubi". Jednak, ja widzę w nim jedynie przyjaciela... Nie pozostaje mi nic innego, jak z nim porozmawiać.




* * *




              Po skończonym treningu, który oczywiście przesiedziałem na ławce, część drużyny udała się do szatni. Jun musiał coś załatwić, więc, gdy tylko się przebrał, od razu opuścił pomieszczenie. W szatni zostałem tylko ja i Akihito. Dobrze się złożyło, bo muszę z nim szczerze porozmawiać. Odłożyłem torbę na ławkę, po czym podszedłem do chłopaka.

- Czy wszystko... - zacząłem - Z Tobą w porządku?
- Słucham? - dopytał nie rozumiejąc, co mam na myśli.
- No wiesz... Wcześniej zobaczyłeś, jak Jun mnie objął i...
- Aa, rozumiem. - wtrącił z uśmiechem - Tak, wszystko ze mną w należytym porządku. - poprawił krawat.
- Na pewno? - zapytałem nie wierząc.

               Akihito zmniejszył uśmiech, a jego twarz przybrała znowu takiego... smutnego wyrazu.

- Nie martw się. - powiedział, spoglądając prosto w moje oczy.
- Wiem, że mi wyznawałeś, że mnie lubisz i teraz jesteś świadkiem tego wszystkiego, więc...
- Wszystko ze mną w porządku. - zapewnił.
- Po prostu widząc Cię wtedy, Twój wyraz twarzy...
- Przejdzie mi. - uśmiech nie zniknął z jego twarzy na ani jedną sekundę - Nie mam zamiaru niszczyć czyjegoś związku swoją zazdrością.

               Uśmiechać się w ten sposób, gdy osoba, którą się kocha odrzuca nasze uczucia... Podziwiam go.




* * * 




               Stałem przy bramie szkoły oczekując na Juna. Miało go nie być chwilę, a siedzę już tutaj od kilkunastu minut! Co chwilę rozglądałem się, czy aby na pewno on gdzieś nie stoi. W końcu dostrzegłem jego osobę, gdy opuszczał budynek szkoły. Kiedy tylko znalazł mnie wzrokiem, natychmiastowo podbiegł. Postanowiliśmy udać się do parku. Pogoda była całkiem niezła, więc czemu nie. Idąc, nie spieszyliśmy się zbytnio. Stawiając nie największe kroki, zmierzaliśmy w stronę centralnego parku, w którym zawsze uwielbiałem spędzać czas. Po dotarciu na miejsce, zaczęliśmy rozmyślać, gdzie się usadowić. Nasze analizy przerwał krzyk Yoshihiro, który podszedł do nas wraz z Hiroshim. Blondyn zgarnął Juna, zostawiając mnie i Hiroshiego sam na sam.

- Porozmawiajcie! - krzyknął, gdy już się od nas oddalił.

               Staliśmy przez chwilę w bezruchu oraz ciszy, jednak Hiroshi postanowił odezwać się jako pierwszy.

- Miałem w planie z Tobą porozmawiać. - oznajmił.
- O co chodzi?
- Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, ale dzień przed tym, zanim wyjechałeś, pokłóciliśmy się.
- Ta... Pamiętam...
- Nie mam Ci niczego za złe. - moje oczy automatycznie spoczęły na szatynie - Byliśmy dziećmi, takie scenki to norma... Byłoby miło, gdybyśmy mogli odbudować naszą starą relację.
- Cała nasza szóstka?
- Tak. - potwierdził - Przez wybór różnych szkół i Twój wyjazd straciliśmy w większości kontakt... Moglibyśmy się od czasu do czasu spotykać całą grupą.

               Z jednej strony się cieszę, ponieważ mam szansę odbudować dawne relacje z chłopakami, ale patrząc na to z innej perspektywy... Coś mi nie pasuje. Niedługo finały i z pewnością dane nam będzie się zmierzyć z Hiroshim oraz Yoshihiro. Chociaż, wątpię, aby Hiro był zdolny do czegoś takiego... Po prostu nie stracę czujności.

- Czemu nie. - uśmiechnąłem się.
- Co za ulga... - westchnął z wyraźnym zadowoleniem - Myślałem, że uznasz to za jakiś podstęp lub żart...
- Skądże. - zaśmiałem się.
- Porozmawiam z Koichim i Yoshihiro o tym.

               Jeszcze chwilę porozmawialiśmy, Hiro podał mi swój numer, a ja jemu swój. Szaleństwo. Pomimo tego, że to wszystko wydaje się być całkiem wiarygodne i szczere, to i tak mam lekkie obawy... Nie wiem dlaczego.

- No to ja się zbieram. - oznajmił - Tamten już zabija mnie wzrokiem. - skinął głową w stronę blondyna.
- W porządku.

             Chłopak powiedział jeszcze kilka słów i odszedł, wcześniej żegnając się ze mną. Jun od razu przyszedł do mnie, zaczynając szybko wypytywać o czym rozmawialiśmy.

- Wyszło na to, że niedługo spotkamy się całą grupą. - wyjaśniłem.
- Hmmm... To chyba w porządku?
- Też tak myślę. - spojrzałem na zegarek - Rany, trochę nam zeszło.
- Racja.
- Wracamy? Jeszcze jutro mam te zaliczenia...
- Jasne. - ruszyliśmy w stronę domu - Dużo tego masz? - zapytał, zabierając mi teczkę z materiałami - Rany... Ten koleś jest niemożliwy...
- Zgadzam się.




 * * *




             Dosyć szybko znaleźliśmy się w domu. Jun poszedł od razu na górę, jednak ja wcześniej musiałem zapytać o coś Yuu. Brązowowłosy siedział w salonie, standardowo czytając jakąś książkę. Gdy tylko mnie zobaczył, odłożył przedmiot na etażerkę, a następnie stanął przede mną.

- Rodzice od jutra będą w domu przez jakieś dwa tygodnie...
- Słucham?
- Rodzice od jutr...
- Wiem co powiedziałeś! - zmarszczyłem brwi - Co ich nagle nakłoniło do tego, żeby brać wolne?
- Nie wiem... - zamyślił się - Ale lepiej nie wspominaj nic o swojej orientacji.
- A to niby dlaczego?
- Z mamą to tam jeszcze, ale ojciec jest raczej... nietolerancyjny.

               Zamurowało mnie. Podejrzewałem, że ojciec nie należy do grupy tych tolerancyjnych, jednak nie przypuszczałem, że to będzie takie trudne. Wiem, że muszę mu o tym powiedzieć, jednak muszę zrobić to w taki sposób, aby nie miał z tym problemu. Czy może lepszym wyborem będzie ukrywanie się...?




* * *

6 komentarzy :

  1. Szczerze zaciekawiłaś mnie opowiadaniem :3
    Nie wiem do końca, co się dzieje, bo przeczytałam tylko ten rozdział (skończę pisać ten komentarz i zabieram się za opowiadanie od początku ;)), ale piszesz bardzo fajnie. Masz taki lekki styl. Jestem ciekawa jak zareaguje jego ojciec :3
    Za bardzo się nie rozpisałam, ale, kiedy przeczytam, obieuję, że nadrobię ;)
    W wolnej chwili zapraszam: http://magic-world-dramione.blogspot.com/
    Pozdrawiam MB

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć!
    Pozwolisz, że nie odniosę się na razie do treści, bo komentowanie czegoś wyrwanego w kontekstu całości jest (delikatnie mówiąc) pozbawione sensu. Najpierw sobie poczytam całość i przy najbliższym rodziale już będę rozientowana (mam nadzieję).
    Ojej, oto nadszedł ten trudny moment, jak to ująć, żeby nie urazić. Szablon jest... niewygodny. O, to dobre słowo. Szczerze mówiąc, pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, żeby była dobra szerokość, a, z nieznanego mi powodu, całość się wywalała na bok tak, że przeszkadza to w czytaniu. Pobaw się CSS lub układem (nie wiem, co tam jest w technikaliach), żeby to wyrzucić i będzie ok, może trochę za mało wyraziście, ale ok (nie znam fabuły, więc nie określę, czy ta "szarzyzna" pasuje, cy nie). Co więcej... justuj! Zwłaszcza, że masz dużo dialogów i czyta się to fatalnie. Zafascynowało mnie też, dlatego czasem wyrzucasz akapit, czasem nie. Zdecyduj się na jedną wersję i zmniejsz to wcięcie, jeśli je zostawisz (lub dogadaj się z szablonem i poszerz kolumnę postową).
    Chyba tyle, gdybyś miała jakąś wersję plikową całego opowiadania, będę wdzięczna, bo kopiuj / wklej tego wszystkiego trochę zajmuje, a wolę dużą partię tekstu czytać u siebie.
    Będę wdzięczna za informację o NN u siebie na blogu (kazenoshin.blogspot.com) nie przejmuj się zbytnio moją "krytyką", lubię sobie ponarzekać i powybrzydzać, to w sumie parę małych poprawek i nie będę miała na co wrzeszczeć ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z szablonem kombinować to ja nie będę, ponieważ raz tak zrobiłam i później miałam "lekkie" problemy z ustawieniami na blogu. :P
      Co do justowania chyba się zastosuję.
      Cóż, dziękuję za opinię. :D

      Usuń
  3. "Maść na na ból dupy" nabiera teraz nowego znaczenia :D Wogle, to prawidłowo, niech cierpi :P To naturalna reakcja obronna organizmu na gejostwo ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Nietolerancyjność niektórych (np. Komentatora powyżej) mnie przeraża. :x
    Mam nadzieję, że ojciec Keichiego jakoś to zniesie i nie bd robił takich problemów... :x
    Przyjemnie i szybko się czyta od kiedy są razem :]
    No, a w tym pogodzeniu się chłopaków również wyczuwam podstęp...

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic