piątek, 2 maja 2014

Rozdział 16.

Przepraszam, że dopiero teraz dodaję rozdział, ale wczoraj przez większość dnia nie miałam dostępu do internetu. 
________________


* * *



               Dzień ciężkiego meczu nadszedł. W momencie, gdy obydwie drużyny przygotowywały się na hali, to ja, Jun i Aki przesiadywaliśmy w szatni. Aktualnie chłopaki rozmawiają o jakichś zagraniach, ale ja oczywiście w ogóle ich nie słucham. Moje myśli zaprząta to, co wydarzyło się w nocy... Przecież powiedziałem tyle rzeczy, jeszcze między nami do czegoś doszło, a on dziś się zachowuje normalnie! Z tego powodu czuję się dziwnie, ponieważ jako jedyny tak bardzo to przeżywam. No i nawet nie wyjaśniliśmy sobie pewnej rzeczy, a mianowicie, czy jesteśmy razem...

- Keichi, słuchasz nas? - zapytał jeden z chłopaków.
- Co? - wybiegłem z myśli - Aa, tak, jasne...

               Akihito zmarszczył brwi, a Jun podszedł do mnie.

- Uspokój się, później porozmawiamy o tym, co między nami zaszło, ale teraz skup się, okej? - zapytał łagodnie.

              Poczułem się, jakby jasnowłosy czytał mi w myślach.

- Jasne... - przytaknąłem.
- To dobrze. - uśmiechnął się - Więc powtórzymy Ci to wszystko...

              Chłopaki zaczęli mi ponownie wszystko przedstawiać. Tym razem starałem się słuchać i nie odpływać. W końcu Jun obiecał, że porozmawiamy. Akihito przedstawił mi krótką strategię dotyczącą pierwszej połowy, a także alternatywy, gdyby coś się nie udało. Jun opisał naszych przeciwników oraz powtórzył kilka rzeczy, których dowiedział się od Hisashiego.

- Rozumiesz już?
- Tak. - odpowiedziałem - Jednak to nie zmienia faktu, że Koichi jest bardzo dobry. Nie widziałem jego gry od kilku lat, więc pewnie cholernie się poprawił...
- Wiemy. - odpowiedzieli jednocześnie - Dlatego nie możemy odpuszczać.

               Chwilę jeszcze porozmawialiśmy, jednak po kilku minutach opuściliśmy pomieszczenie, a następnie udaliśmy się na salę. Po dokładniejszym rozejrzeniu się dostrzegłem Koichiego. Tak, jak podejrzewałem. Ten miły wyraz twarzy zniknął, a zastąpiła go poważna maska. Łatwo nie będzie... Kiedy w całym pomieszczeniu rozległ się donośny dźwięk, obydwie drużyny wyszły na środek, by mecz mógł się rozpocząć.



* * *



               Od rozpoczęcia pierwszej kwarty minęło całe sześć minut. Poziom jest niesamowicie wysoki, a nasze drużyny cały czas remisują... Jeżeli my zdobędziemy jakieś punkty, to oni doganiają nas w mgnieniu oka i na odwrót. To się robi już męczące... Chociaż, lepsze to, niż przegrywać. Mamy jeszcze pół godziny, wynik z pewnością ulegnie zadziwiającej zmianie. Oby tylko na naszą korzyść.
               Kolejny kontratak. Akihito podał piłkę do Kejiego, który od razu zaczął zmierzać do kosza przeciwnej drużyny. Przed samym kapitanem stanął skoncentrowany Koichi, który wzrokiem przyprawił nawet mnie o dreszcze. Na szczęście, Keji nie przejął się tym i zmylił chłopaka. Gdy postawił kilka kroków, podał piłkę do Juna. Jasnowłosy automatycznie rzucił piłkę do kosza. Trzy punkty dla nas, dzięki czemu wysunęliśmy się na prowadzenie. Rozgrywający naszych przeciwników rozpoczął kolejny atak. Podał, jak zresztą przypuszczałem, do Koichiego. Ciemnowłosy nawet się nie przejął, swobodnie podbiegł do linii rzutów. Nie chciałem dopuścić, aby nas dogonili, więc zablokowałem chłopaka. Zwinnie odebrałem piłkę, następnie szybko ją kozłując zmierzałem do celu. Dostrzegłem, że pod koszem ustawiło się kilku wyższych ode mnie koszykarzy, więc od razu wyrzuciłem piłkę w stronę kosza. Leciała przez kilka sekund, aż w końcu... odbiła się od obręczy! Udało mi się ich zmylić, ponieważ myśląc, że piłka trafi, odeszli. Co za podejście... Wracając, szybko znalazłem się pod koszem i podskoczyłem, jednocześnie wsadzając piłkę do obręczy.

- I w końcu mamy pierwszy "Alley-Oop"! - krzyknął komentator - W dodatku jednoosobowy!

               Puściłem się obręczy i skoczyłem na nogi. Byłem zdziwiony, że przy takim wzroście potrafię zrobić wsad. Obróciłem się i wróciłem do drużyny.

- Jakim cudem taki knypek potrafi coś takiego? - usłyszałem lekceważącą uwagę jednego z przeciwników.

               Trochę mnie to zdenerwowało, ponieważ wyszło na to, że od początku mnie lekceważyli. Fakt, że nie należę do najwyższych nie oznacza, że nie mam odpowiednich umiejętności...

- Nie lekceważcie go. - ostrzegł Koichi - Może nie wygląda, ale jest trudnym przeciwnikiem.
- Serio? - zapytał retorycznie jeden.
- Tak. - odpowiedział hardo - I pilnujcie też tego w jasnych włosach. Ich dwójka jest... warta uwagi.



* * *



              Połowa drugiej kwarty. Prowadzimy pięcioma punktami. Przeciwnicy chyba przestali mnie lekceważyć, ponieważ jestem non stop blokowany przez kogoś. Z Junem podobnie... Presja jest, nie zaprzeczę, ale jak taki koleś stanie przede mną, to nic do mnie nie doleci. No błagam, w tej kwarcie w ogóle nie miałem piłki w dłoniach. Przesadzają.
               Akihito po raz kolejny rozpoczął atak. Podał do Katzumy, co było według mnie bezsensowne. W końcu Katzu jest tutaj od zbiórek, więc po co miałby biec pod kosz przeciwników? Coś mi tu nie pasuje...

- Keichi! - krzyknął Katzu. Zaraz, co?!

              Chłopak rzucił piłkę w moją stronę, co było kuźwa bezsensowne! Jestem zablokowany, więc nie ma szans, że dam radę to odebrać. Nagle, znikąd, pojawił się Keji, który złapał piłkę. Usatysfakcjonowany ominął chłopaków i w mgnieniu oka zdobył kolejne punkty dla nas. To miała być taka zmyłka? Cóż, całkiem efektowne. Bo teraz dzięki temu nawet, gdy będę blokowany, to szansa na zdobycie piłki będzie znacznie większa. A ze zręcznością kapitana wychodzi to nam na plus. Spory plus.



* * *



               Druga połowa. Prawie koniec trzeciej kwarty. Na początku prowadziliśmy nawet wieloma punktami, ale przeciwnicy się wzięli w garść i prawie wyrównali. Teraz jest przerażająco dziwnie. Ogromna presja, spore zaangażowanie i brak chęci poddania się. Nikt nie odpuszcza, nie ma jak się nawet przemieszczać, każdy jest blokowany z wzajemnością. Po upływie niecałej minuty dostrzegłem, że na trybunach zasiadają Yoshihiro i Hiroshi. To przykuło moją uwagę. Aż za bardzo...

- Psst, nie patrz w tamtą stronę! - krzyknął Jun - To Cię dekoncentruje, a teraz masz być skupiony!

               Posłuchałem chłopaka. Oni pewnie przyszli tylko ocenić naszą siłę, gdybyśmy mieli się zmierzyć w finałach. To norma... Teraz nie można pozwolić na to, aby drużyna Koichiego zdołała nas wyprzedzić. Musimy utrzymać ten wynik.



* * *



               To już prawie koniec meczu. Jeszcze dwie minuty i koniec. Nikt nie popuszcza, remisujemy 98:98, przez co możemy mieć powtórkę. Ale wątpię, aby ktokolwiek miał siły na dogrywkę. Ciężko zdobyć w tej chwili jakiekolwiek punkty... Jest to prawie niemożliwe. Nie mam żadnych pomysłów, jak oszukać ich defensywę. Komentator ogłosił, że do końca pozostało 90 sekund. Koichi przebił się przez Katzumę, przez co jeden z chłopaków z jego drużyny podał mu piłkę. Katzuma został zablokowany przez innego koszykarza, więc ciemnowłosy mógł spokojnie pobiec w stronę naszego kosza. W tej chwili wszyscy zrezygnowali, co mnie cholernie wkurzyło. Czy oni byli na to przygotowani? Wiedzieli, że coś takiego się stanie? Ja nie. Więc nie mam zamiaru się poddawać.
               Przełamałem się i zacząłem biec w stronę Koichiego. Udało mi się wyminąć kolesia, który mnie całkiem dobrze blokował. W momencie, gdy Koichi ustawił się do rzutu za trzy punkty, poczułem, że nie zdążę wybić mu tej piłki. Mimo tego nie rezygnowałem. Przyspieszyłem. Kiedy chłopak idealnie rzucił piłkę, w ostatniej chwili udało mi się jej dotknąć czubkiem palca. Pomimo tego, piłka leciała w stronę kosza. Na nasze szczęście, zamiast do niego wpaść, odbiła się od obręczy, a po hali rozległ się dźwięk zakańczający cały mecz. Spojrzałem na tablicę. Na szczęście, jest remis! Nawet ta głupia dogrywka jest lepsza niż przegrana. Zawsze jakaś szansa na zwycięstwo.
               Podbiegłem do chłopaków, którzy pogratulowali mi determinacji. Zwróciłem im uwagę o to, że tak wcześnie się poddali i zrezygnowali. Dostrzegłem, że sędziowie coś ustalają. Zapewne tę durną dogrywkę, bo co innego. W końcu jeden z mężczyzn ogłosił, że obydwie drużyny przechodzą do półfinałów. To w sumie jest na nasze korzyści, ale coś mi nie pasuje.

- Idealnie! - krzyknęła Ayako - Znów wam się upiekło. - zaśmiała się.
- Finały są już nasze. - powiedział dumnie Katzuma.
- Nie ciesz się tak, idioto. - wtrącił Keji.
- Gdyby nie determinacja Takeichiego, wynik byłby inny. - zaznaczył Hisashi - Powinniście mu podziękować.




* * *



- Zobaczymy się jutro na treningu. - oznajmił Keji - Do tego czasu odpocznijcie.

               Wszyscy rozdzieliliśmy się. Zostałem sam z Junem.

- Chodźmy do mnie. - powiedział.
- Okej...

               Ruszyliśmy w stronę domu Juna. To jakieś dziesięć minut pieszo, więc dojdziemy tam w mgnieniu oka. Jeżeli będziemy sami, to pewnie będę odczuwał lekką krępację, ba! Pewnie nawet z zawstydzenia nie będę w stanie wydukać ani jednego słowa, bo to w końcu ja. Przez większość czasu szliśmy w milczeniu, w sumie przez prawie całą drogę, aż w końcu rozpocząłem temat. Trochę porozmawialiśmy na nijakie tematy, co było troszkę uspokajające.
               Gdy znaleźliśmy się w domu Juna, od razu zająłem miejsce na sofie. Jak tylko spojrzałem mu w twarz, automatycznie zmieszałem się. Stał, wpatrując się we mnie z... obojętnością? Jakby wyczekiwał momentu, aż rozpocznę temat wczorajszej nocy. T-tylko, jak to zrobić... Aby jakoś zatuszować swoje zawstydzenie, odwróciłem głowę spoglądając na ścianę.

- N-no więc... - zacząłem - Nie wiem, jak mam nawet o to zapytać...
- O co? - stanął przede mną.
- No, bo to, co się między nami wydarzyło w nocy...
- Co konkretnie? - zapytał z uśmiechem.

               Zatkało mnie.W tym momencie nie byłem w stanie nic powiedzieć. Wszystkie sceny, które miały wczoraj miejsce zaczęły mi się przedstawiać w umyśle. Poczułem, jak się czerwienię. No, "czerwienię" to zbyt słabe określenie. Jun kucnął przede mną. Z przechyloną głową i przymrużonymi oczyma obserwował moje poczynania. Wgapiałem się w niego jak jakiś stalker. Włoski mu troszkę urosły, ponieważ teraz pocieniowane pasma sięgają do ramion. Na szczęście grzywka nie zasłania jego oczu. Uwielbiam ich kolor...

- Więc? - zapytał ponownie.

              Zawstydzony uśmiechnąłem się teatralnie i podrapałem w tył głowy. Przecież on doskonale wie, co mam na myśli, więc dlaczego tak mnie tym dobija?

- P-przecież dobrze wiesz, co mam na myśli... - powiedziałem z kaprysem.
- Być może, ale nie wiem, czy myślę o dobrej rzeczy. - puścił mi oczko.
- Poważnie? - zapytałem z rezygnacją i westchnąłem.

               Jun podniósł się, a następnie pochylił nade mną. Delikatnie odgarnął moje włosy z twarzy, po czym pocałował mnie. Chociaż, to jest bardziej cmoknięcie... Oddalił swoją twarz od mojej z lekkim uśmiechem. Wpatrywałem się w niego z uchylonymi ustami. W głębi chciałem więcej, ale odczuwałem już lekkie pieczenie na polikach. Gdy tylko zauważyłem, że Jun cicho się zaśmiał, od razu wiedziałem co jest na rzeczy. Zgarnąłem jakąś poduszkę z sofy i schowałem w niej twarz.

- Bardzo śmieszne. - skarciłem go.
- Gdy się tak rumienisz, jesteś bardzo uroczy. - powiedział, starając się powstrzymać śmiech.
- Hmpf. - prychnąłem.

               Siedziałem "obrażony" za poduszką, aż w końcu poczułem, jak Jun siada na moich nogach i stara się odebrać mi rzecz. Od razu ją rzucił gdzieś na bok, a następnie spojrzał mi w oczy z takim... podejrzanym uśmiechem. Ja oczywiście musiałem być czerwony na twarzy. Z lekkim zawstydzeniem spoglądałem w oczy Juna. Chłopak przejechał czubkiem palca po mojej szyi kończąc na brodzie, za którą uniósł mój łebek w górę. Opuszkami palców dotknął moich ust, które po chwili czule musnął swoimi. Dłonią przejechał po mojej twarzy, odgarnął mi włosy. Przerwał pocałunek, po czym mocno przytulił mnie do siebie. Jak jakiegoś pluszaka. Objąłem go czule, głowę ułożyłem na jego torsie. Przytulanie Juna jest takie... miłe...
               Jednak, teraz dobrze wiem, że muszę zapytać go wprost - czy uwierzył w moje wyznanie, czy przeszkadza mu to... I co najważniejsze - czy odwzajemnia moje uczucia.



* * *

8 komentarzy :

  1. Ej ale mnie niepokoi brak tego mordercy :( Co się z nim stało? Może biedak się gdzieś zgubił...:/ W ogóle, będzie jeszcze ten wątek, czy to już raczej koniec?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zgubił się. :P
      Z początku miałam w planie rozkręcić ten wątek, nawet w 15 już pisałam jakoś od połowy o tym, ale gdy później się zastanowiłam, to wyszłoby to trochę naciągane, a ten tytuł będzie miał jeszcze kilka rozdziałów i koniec. Więc nie chcę tym bardziej tego komplikować, bo wyszłoby jedno, wielkie niezrozumiałe i poplątane coś. :P
      Wspomnę o nim, bo muszę wyjaśnić z nim poszczególne rzeczy. :P

      Usuń
  2. Niech morderca zabije Juna, i będzie taki Creepy End, jak znajdują jego poćwiartowane ciało w szopie. >:3

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że pominęłam cały mecz, ale to dlatego, że nie mogłam doczekać się tego co się stanie między chłopakami po meczu i widzę, że zaczyna się dziać :D lecę szybciutko do kolejnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    mecz wspaniały, zremisowali ale pokazali na co ich stać...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic