środa, 28 maja 2014

Wstęp + Bohaterowie.

Eien ni anata to.



To cholernie kłopotliwe - kochać kogoś, jednak nie móc mu tego wyznać. Jeszcze lepiej, gdy ta osoba jest Twoim najlepszym przyjacielem, nieprawdaż? Dodatkowo, nagle dowiadujesz się o pewnej rzeczy, o której nigdy byś nie chciał się dowiedzieć. Ta rzecz całkowicie odmienia nasze życie, sprawia, że się poddajemy, wszystkiego mamy dość. Jak temu zaradzić? Czy ktoś ma jakąś propozycje...?




Bohaterowie.






IMIĘ I NAZWISKO: Ritsu Honomiya.
WIEK: 17 lat.
OPIS POSTACI: Z pozoru cichy, skryty chłopak, który zwykł wytwarzać wokół siebie tajemniczą, a zarazem przyciągającą aurę. Od dziecka non stop się przeprowadzał z powodu pracy rodziców. W wieku 15 lat wprowadził się do Osaki i do tej pory tam mieszka. Myśląc, że szybko się wyprowadzi, starał się nie wyróżniać i żyć w cieniu, jednak jego plany zmienił pewien chłopak, nieustannie starający się do niego zbliżyć.






IMIĘ I NAZWISKO: Satoshi Nakao.
WIEK: 18 lat.
OPIS POSTACI: Towarzyski oraz pełen energii chłopak, który zawsze chętny jest zawierać nowe znajomości. Szybko zaprzyjaźnił się z Ritsu, kiedy ten się wprowadził. Można powiedzieć, że Satoshi jest trochę zaborczy, a nawet bywa zazdrosny o byle co. 




niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 21. [END]

* * *




               Idealne zakończenia? To pojęcie względne. Każdy może odbierać te dwa słowa inaczej. Dla jednych takim zakończeniem jest wygrana, dla innych spotkanie tej "właściwej" osoby po długim czasie poszukiwań. A dla mnie jakie te słowa mają znaczenie? Szczerze powiedziawszy, to nie mam pojęcia.

- Tytuł zwycięzców w tegorocznych mistrzostwach koszykówki drużyn szkolnych otrzymuje Prywatne Męskie Liceum Komei.

               Westchnąłem, zamykając oczy. Pomimo przegranej, na mojej twarzy gościł niewielki, aczkolwiek widoczny uśmiech. W sumie, to cieszyłem się, że już po wszystkim. Mogę teraz skupić się na tych ważniejszych rzeczach.

- Gratulacje, Hiroshi. - wyciągnąłem dłoń w stronę chłopaka.
- Dzięki, Kei. - uśmiechnął się szczerze i uścisnął moją dłoń. 

               Czyjeś ręce objęły mnie w talii, a głowa tej osoby spoczęła na moim ramieniu. Zerknąłem w bok. Oczywiście, dostrzegłem Juna, bo kogo innego...

 - Heej, nie podrywaj mi go. - jasnowłosy nadymał policzki - Bardzo łatwo go oczarować. - objął mnie mocniej. 

               Hiro wyjechał z tak donośnym rechotem, że aż ludzie siedzący w dalszym ciągu na trybunach zwrócili na niego uwagę. Jun po chwili dołączył do niego, ale ja stałem jak kołek, co chwile spoglądając na któregoś z chłopaków. Po upływie jakiejś minuty do naszej grupki dołączył Yoshihiro, który od razu zaczął się wymądrzać. Rozmowa była całkiem przyjemna, na wczorajszym spotkaniu trochę sobie wyjaśniliśmy. Całkiem dobrze, że wyszło tak, a nie inaczej. Swoich sił możemy spróbować za rok, być może wtedy nam się uda.




* * *




               Zostałem tak jakby zmuszony do uczestnictwa w... świętowaniu. Chłopaki zakupili nawet sporo rzeczy. Począwszy od przekąsek, skończywszy na alkoholu, którego ja oczywiście tykać nie mam zamiaru. Zaprosiłem Juna na obiad, mam zamiar wyjaśnić tę głupią sytuację. Liczę na zrozumienie ze strony rodziców, w końcu orientacji nie zmienię. Muszą to zaakceptować, albo chociaż udawać, że nie mają z tym problemu.

- Za rok na pewno nam się uda! - oznajmił Katzuma.
- Bez wątpienia. - Keji się... uśmiechnął? No niemożliwe, on i uśmiech? W dodatku tak prawdziwy i serdeczny? What the hell...
- I tak daleko zaszliśmy. - powiedział Hisashi - Jesteśmy jedną z tych nowo powstałych szkół, więc trzeba przyznać, że dobrnąć do finałów w takich okolicznościach to wyczyn.
- Zawsze możemy wystartować w sezonowych zawodach, prawda? - zaproponował Aki. 
- To nie jest zły pomysł. - zaznaczył Keji, dokańczając pochłanianie tosta. 
- Więc postanowione, nasza drużyna weźmie udział we wiosennych zawodach. - Hisashi pokiwał łebkiem. 

                Nalałem sobie zimnego napoju do kubka, by móc ponownie zasiąść obok chłopaków. Chwilę porozmawiałem z Akihito, chwilę z Hiroshim, Kejim i resztą chłopaków. Powiadomiłem domowników, że przyjdę na obiad ze swoim chłopakiem, wyraźnie podkreślając te dwa ostatnie słowa. Niech się nie spodziewają nie wiadomo czego, po prostu zjemy, porozmawiamy i wyjdziemy. Już zaplanowałem wypad do wesołego miasteczka. Dziś otwierają, więc trzeba skorzystać.

- Jun, dziś idziesz do mnie na obiad. - powiadomiłem chłopaka.
- Jak too? - zapytał, spoglądając na mnie.
- Normalnie, już wszystkich powiadomiłem. 
- A to oni nie będą mieć z tym problemów? W końcu, Twój ojciec wyraźnie...
- O to się nie martw. - szturchnąłem go lekko w ramię - Zjemy u mnie, chociażby nawet w ciszy i wyjdziemy. 
- No okej... 
- Poza tym, jakby na to nie patrzeć, Yuu i moja matka nie mają z tym żadnych problemów. To, że jestem gejem przeszkadza jedynie mojemu ojcu.
- Więc może coś z tego wyjdzie... - wzruszył ramionami.
- Nie może, tylko na pewno! - pstryknąłem go w nos. 

               Oby to wypaliło. 




* * *




- Nie masz się czego bać, no dalej! - nie ma to jak dobra motywacja.
- Eh, nie w tym rzecz... - jasnowłosy pokręcił łebkiem. 
- Więc o co chodzi?
- Zastanawiam się, co powiedzieć, żeby dobrze wypaść! - wyprostował się.

               Opadłem.

- Hahahahaha, weź się tak tym nie kłopocz. - postarałem się powstrzymać śmiech - Po prostu bądź sobą. - otworzyłem drzwi od domu.

               Wraz z Junem weszliśmy do środka. Po zdjęciu niepotrzebnej garderoby, udaliśmy się w głąb mieszkania. Przed nami szybko stanęła moja matka, która automatycznie wytrzeszczyła oczy.

- Myślałam, że przyjdziesz ze swoim chłopakiem. - powiedziała.
- No i przyszedłem. - spojrzałem na jasnowłosego - Jun nim jest. - puściłem oczko mamie. 

               Widać, że kobieta była bardzo zaskoczona. Udaliśmy się za nią do jadalni. Przy stole siedziała już cała rodzinka. Yuu popijał sobie kawę i bacznie obserwował całe zajście, natomiast ojciec czytał jakiś artykuł w gazecie. Gdy zorientował się, że przyszedłem, odłożył czasopismo, następnie spojrzał na nas. 

- Z tego, co mi wiadomo, miałeś przyjść z...
- To jest mój chłopak. - wskazałem na Juna, po raz kolejny. 
- A... Rozumiem...

               Motoyoshi siedział trochę spięty, bo w końcu był skupiskiem kilku par oczu. Yuu oczywiście wszystkiemu się przyglądał, co chwilę szczerząc się pod nosem. Nie mam pojęcia, co w tej chwili chodzi po jego głowie. I chyba nie chcę wiedzieć. 

- Więc, chłopaki. - zaczęła ciemnowłosa - Jak długo jesteście ze sobą?
- Coś koło tygodnia. - odpowiedzieliśmy jednocześnie. 
- To niedługo. - zaznaczył ojciec.
- Spokojnie, będzie to trwało o wiele, wiele dłużej. - puściłem mu oczko.
- Mhm. - wrócił do obiadu. 

               Ta sztywna atmosfera mnie irytuje. Niech sobie w końcu dadzą spokój...

- No, ale skoro się dogadujecie i faktycznie coś do siebie czujecie, to dlaczego mielibyśmy wam w tym związku przeszkadzać... - oznajmiła ciemnowłosa. 
- Ale kochanie... - wtrącił ojciec.
- Daj spokój, to jest jego życie. - uśmiechnęła się serdecznie - Nie możemy za niego decydować o takich rzeczach.
- Popieram! - dodał Yuu z pełną buzią. 

               Ojciec jeszcze się rozejrzał po wszystkich obecnych, po czym westchnął. 

- Chyba nie mam nic do gadania... - przetarł oczy - Powiedzmy, że Twoja matka ma rację. 
- Mówisz poważnie? - zapytałem.
- ... - zawahał się - Tak.

               Nagle zadzwonił dzwonek. Pobiegłem do drzwi i je otworzyłem.

- Suzuhara? - zapytałem - Co Cię tu sprowadza? 
- Dzień dobry, Takeichi. - uśmiechnęła się - Czy zastałam może Yuu? 
- Tak, wejdź. - zaprosiłem ją do środka.

               Zarumieniona dziewczyna weszła do środka, a ja zawołałem brata. Zdziwiony chłopak przywitał się z brązowowłosą. Sam fakt, że przejechała taką drogę, by się z nim spotkać musiał coś oznaczać.

- Yuu, chciałabym z Tobą porozmawiać... - oznajmiła niepewnie.
- Nie ma sprawy. - chyba zrozumiał, w czym rzecz - Wejdź, zrobię nam kawy. 
- Dobrze.

               Życzę jej powodzenia.

- Jun, już czas! - zawołałem chłopaka.
- A wy dokąd? - zapytała mama.
- Do wesołego miasteczka. - odpowiedziałem.
- A, no tak. Dzisiaj przecież otwierają... 
- Właśnie. - spojrzałem na jasnowłosego - To co, idziemy?
- Pewnie. - pokiwał łebkiem i wyszedł pierwszy, wcześniej się żegnając.

               Po chwili dołączyłem do swojego chłopaka. Rozejrzałem się po okolicy, spojrzałem na niebo. Trochę się ściemniło. Uśmiechnąłem się pod nosem, następnie stając na palcach, cmoknąłem Juna w usta. Z bananem na twarzy złapałem dłoń Motoyoshiego, po czym ruszyłem przed siebie. Wcześniej wspominałem wam o idealnym zakończeniu. Teraz chyba właśnie je osiągnąłem. Trzymając Juna za rękę, zmierzałem w stronę nowo otwartego wesołego miasteczka.

- Musimy wejść na diabelski młyn! - powiedziałem.
- Żartujesz? Nie ma mowy! 
- Haha, zaciągnę Cię tam chociażby siłą!
- Przekonamy się. - nadymał policzki.

Jun... Gdy idąc naprzód, trzymam Cię za rękę, mam wrażenie, że na niebie świeci milion gwiazd.




* * *

_________________________

No więc, to już koniec. Przyznam, że odczułam wielką ulgę. Będę szczera, miałam już dość tego opowiadania. :P Ale nie chciałam go przerywać, więc postanowiłam dokończyć. No i tutaj mamy ten koniec, mam nadzieję, że wyszło w miarę. 

Już zaplanowałam nowe opowiadanie, a wstęp wraz z bohaterami pojawi się za kilka dni. :)

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 20.

* * *




               Opuszczenie terenu łóżka z pozytywnym nastawieniem było dla mnie, na tę chwilę, niemożliwe. Na samą myśl, że spotkam ojca, który z pewnością będzie patrzył na mnie z... hm, obrzydzeniem? Tak, to chyba dobre określenie. Więc, na samą myśl, że spotkam ojca, który będzie spoglądał na mnie w wymieniony wcześniej sposób mam ochotę nigdy nie wychodzić z tego pokoju. To nie tak, że się go boję, czy coś w tym stylu, ale sam sposób, jak na mnie patrzy... Wrrr!
               Pokręciłem kilkakrotnie łebkiem, następnie z zauważalnym ociąganiem podniosłem się i stanąłem na podłodze. Przeciągnąłem się, jednocześnie ziewając, po czym wyszedłem ze swojego pokoju. W momencie, gdy chciałem pójść do łazienki, by się trochę odświeżyć, zza rogu wyszedł mój ojciec. Oczywiście, gdy tylko mnie ujrzał, musiał znieruchomieć oraz wgapić się we mnie. Nie mam ochoty z nim rozmawiać...

- Pomóc Ci w czymś? - zapytałem od niechcenia.
- Raczej nie. - odpowiedział.
- Aha.
- Aha? - uniósł jedną brew ku górze.
- Tak, aha. Wątpię, że masz ochotę rozmawiać z synem-gejem, skoro Cię to odrzuca, no, oczywiście łagodnie to ujmując.
- Słuchaj, Takeichi... - no i oczywiście rozpoczął swą długą, nic nie wnoszącą wymowę - Nie powiem, że to mnie nie odrzuca, bo skłamałbym, ale też nie mam zamiaru Cię traktować w jakiś nieodpowiedni sposób. Fakt, nie należę do grona osób tolerancyjnych, ale to, że jesteś moim synem sprawia, że nie mam zamiaru Cię skreślać z listy mojej rodziny.
- Więc, gdybym nie był Twoim rodzonym synem, to byłbym skreślony?
- Tego nie powiedziałem.
- Zasugerowałeś. - ooo, ta rozmowa nie zmierza w dobrym kierunku.
- Za bardzo się przejmujesz drobnostkami.
- Drobnostkami? Więc to są dla Ciebie drobnostki? - zachichotałem z nerwów - To ja podziękuję. - uśmiechnąłem się sztucznie i zacząłem ponownie zmierzać w stronę łazienki.
- Poczekaj...
- Nie. - jaki ja się asertywny stałem, zaskakuję sam siebie - Nie mam zbyt wiele czasu, a nie mogę się spóźnić do szkoły.

               Trzasnąłem drzwiami od łazienki, dodatkowo uderzając pięścią w ścianę. To jak dla mnie zbyt wiele. Ta rozmowa była tak cholernie ciężka, że się dziwię, że mój głos się nie załamał. Tragedia. Jeszcze, gdy myślę, że muszę to samo znosić przez kolejne dwa tygodnie, to wszystkiego mi się odechciewa. Dosłownie.




* * *




               Zająłem miejsce przy stoliku pod ścianą, a po chwili dołączył do mnie Jun. Swobodnie się rozsiadł, następnie na mnie spojrzał. Z pewnością oczekuje relacji z wieczoru, ale co poradzić.

- Więęęęc? - zapytał po jakimś czasie.
- Hm? - mruknąłem leniwie w jego stronę.
- Jak Ci poszła wczorajsza rozmowa?
- Tragicznie.
- O czym tak właściwie rozmawialiście? - zaczął bawić się kubkiem.
- Wyznałem im, że jestem gejem. - jasnowłosy zaprzestał zabawy i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Poważnie? Tak o?
- No tak...
- I co? Jak to przyjął?
- Wygłosił mi rozmowę, że nie toleruje tego, ale nie skreśla mnie z "listy rodziny", bo przecież jestem jego synem... - przewróciłem oczami.
- ... - Jun wgapiał się we mnie ze zdenerwowaniem.
- Ale spokojnie, ze mną wszystko w porządku.
- Czy aby na pewno? - dopytał dla pewności.
- Tak! Nie przejmuj się. - puściłem mu oczko - Wszystko będzie dobrze... - chyba.




* * *




- Wypożyczyłem kilka filmów, idziemy do mnie? - zapytał jasnowłosy.
- Jasne, czemu nie. - uśmiechnąłem się lekko.

               Dotarcie do domu Motoyoshiego zajęło nam jakieś piętnaście minut. Rodziców chłopaka nie było w domu, co oczywiście jest plusem. Po zdjęciu butów, od razu zająłem swoje miejsce na sofie i wyczekiwałem, aż mój chłopak wróci z jakimś filmem. Mam nadzieję, że nie będzie to jakiś dramat. Zawsze się rozklejam i beczę, a nie chcę, aby Jun to widział. Jestem ewidentnie zbyt wrażliwy. Chociaż, na moje szczęście, potrafię w poniektórych chwilach przybrać maskę obojętności i wyjść z tego "cało". Jak to mówią, praktyka czyni mistrzem.

- Mam! - krzyknął chłopak wyskakując zza ściany. Aż się wzdrygnąłem - Haha, a Ty co taki przerażony? - klapnął obok mnie i objął jednym ramieniem.
- Bo Ty ni stąd ni zowąd wyskakujesz z krzykiem, a ja się zdążyłem zamyślić. - udałem grymas na twarzy.
- Aa, czyli odpłynąłeś do swojego świata... - zaśmiał się.
- Skoro tak to ujmujesz... - spojrzałem mu w oczy.

               Jun uśmiechnął się szyderczo, co mnie w pewnym sensie zaintrygowało. Nie mogłem odwrócić od niego wzroku, przez cały czas spoglądałem w jego oczy z ogromnego bliska. Nie musiałem długo czekać, aż jasnowłosy pocałuje mnie. Delikatnie przygryzł moją dolną wargę, po czym pociągnął ją w dół. Przejechał po niej językiem, a następnie wsunął mi go do ust. Od razu odwzajemniłem pocałunek. Moje ręce automatycznie powędrowały za szyję chłopaka i zaczęły mierzwić jego miękkie włosy. Gdy oprzytomniałem, zdałem sobie sprawę, że mieliśmy oglądać film. Oderwałem się od chłopaku, a po złapaniu kilku oddechów, ponownie zerknąłem na niego.

- Co z tym filmem? - zapytałem niepewnie.
- Darujmy sobie film, to jest lepsze. - ponownie zbliżył się do mnie, jednak w momencie, w którym dzieliły nas milimetry, mój telefon zadzwonił - Szlag!
- Haha, spokojnie, Jun. - uśmiechnąłem się rozbawiony.

               Odebrałem telefon. To był Hiroshi. Zaprosił mnie i Motoyoshiego na dzisiejsze spotkanie naszej dawnej paczki. Oczywiście zgodziłem się, bo po co odmawiać. Co mi szkodzi. Po dowiedzeniu się wszystkiego, co mi potrzebne, rozłączyłem się.

- To Hiro. - zwróciłem się do swojego chłopaka.
- A...
- O 18 spotykamy się z resztą w tym starym budynku podstawówki.
- Spoko. - wzruszył ramionami.

               Jun nie przejął się tym ani trochę. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Zanim ogarnąłem dobrze, co się dzieje, już siedziałem rozpalony bez koszulki. Na moją twarz wdarły się te cholerne, zdradliwe rumieńce. Kiedy Jun zaczął rozpinać mi spodnie, dodatkowo całując mnie po szyi, jęknąłem mu prosto do ucha. Przegryzłem jego małżowinę oraz zamruczałem w "wyjątkowy" sposób.

- Mały perwers. - zaśmiał się.
- Phi. - prychnąłem

               Szybko zostałem pozbawiony pozostałej części garderoby, Junowi odwzajemniłem się tym samym. Usiadłem mu prowokacyjnie na nogach i spojrzałem na niego mrużąc oczy. Uśmiechnąłem się uwodzicielsko, po czym czule pocałowałem chłopaka. Wzdrygnąłem się oraz cicho pisnąłem, gdy jasnowłosy wszedł we mnie. Tym razem to nie bolało, ale że tak bez przygotowań? 

- Takeichi... - Jun szepnął do mojego ucha. 

               Powiedział to takim seksownym tonem głosu, że aż całkowicie zalałem się rumieńcem. Jąkając się troszkę odleciałem do tyłu, na co Jun zareagował cichym śmiechem. Trzymając mnie za nadgarstki, przyciągnął mnie nieco do siebie, dodatkowo łącząc nasze usta w kolejnym, namiętnym pocałunku. Zacząłem poruszać biodrami, troszkę pomrukując. Późniejszą część stosunku, nie wiedzieć czemu, widziałem jak przez mgłę. To wszystko było jak jeden, idealny sen.





* * *




- Tak, Hiroshi... - usłyszałem głos Juna, gdy zacząłem się wybudzać - Keichiego trochę rozbolała głowa, więc się położył spać. Możecie wpaść do mnie. - przetarłem oczy i ziewnąłem.
- Co się stało? - zapytałem, będąc w stu procentach nieobecnym. 
- Mieliśmy iść na to spotkanie, ale troszkę się zmęczyłeś, więc zaprosiłem chłopaków tutaj.
- Aaa... - ponownie ziewnąłem - Jestem zmęczony...
- Nie dziwi mnie to! - zaśmiał się.

               Wywinąłem kąciki ust ku górze, dodatkowo przymrużając oczy.

- Dziękuję. - powiedziałem cicho.

              Chłopak odwzajemnił gest i klapnął obok mnie. Mocno przytulił mnie do siebie, po czym pocałował w czoło.

- To ja Ci dziękuję. 




* * *

środa, 14 maja 2014

Rozdział 19.

* * *




               Całonocna nauka z Junem wyszła mi na dobre, ponieważ dzisiejsze zaliczenie z biologii napisałem na 87%, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. Nauczyciel wyglądał na co najmniej zaskoczonego, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Darował mi dalsze poprawy i od razu zaliczył przedmiot. To całkiem miłe z jego strony. Cóż, może po prostu wyolbrzymiałem to wszystko, może on jest normalnym gościem...
           Spakowałem do torby wszystkie rzeczy, następnie zarzucając ją na ramię opuściłem pomieszczenie. Westchnąłem z ulgą, ponieważ od teraz mam spokój. Rozejrzałem się po korytarzu, po czym zacząłem zmierzać w stronę wyjścia. Skoro wszystko już załatwiłem, to po co mam zostawać? Gdy tylko znalazłem się przed drzwiami wyjściowymi, pospiesznie je pchnąłem i wyszedłem z budynku. Po spojrzeniu przed siebie dostrzegłem wracających chłopaków. Po ich zachowaniu można się domyślić, że wygrali. Chyba że po prostu dobrze grają. Podszedłem do nich i przywitałem się.

- Wygraliście? - zapytałem prosto z mostu. 
- No pewnie. - powiedział Keji, dumnie odgarniając grzywkę z czoła. 
- Wybaczcie, że wam przerywam, ale musimy szybko coś przedyskutować z dyrektorem. - wtrącił Hisashi - Jutro porozmawiamy o naszym zwycięstwie. 
- Okej. - wzruszyłem ramionami.

               Gdy chłopaki zaczęli odchodzić, Jun szybko podbiegł do mnie, by prawdopodobnie coś mi przekazać.

- Spotkamy się później? - zapytał z pozytywnym nastawieniem.
- Jasne.
- Spotkajmy się przy fontannie w centrum. 
- O której?
- Szesnasta? 
- W porządku. - uśmiechnąłem się i pocałowałem go w policzek, w ogóle nie przejmując się tym, czy ktoś mógł to widzieć.

               Odwróciłem się z bananem na twarzy, następnie poszedłem do domu.




* * * 




               Chwilę po tym, jak znalazłem się w domu, udałem się do łazienki. Zdjąłem z siebie wszystkie ubrania, a następnie stanąłem przed lustrem. Przejechałem dłonią po dobrze wyrzeźbionym torsie. Jedyne, co zwykło mi przeszkadzać, to strasznie widoczne obojczyki. Podszedłem do kabiny prysznicowej, po czym odkręciłem ciepłą wodę. Wszedłem do środka i zacząłem dokładnie pucować swoje ciało żelem. Wtarłem we włosy pachnący szampon, a następnie wszystko spłukałem. Odgarnąłem dłońmi mokre włosy do tyłu, później z kolei zakręciłem wodę oraz wyszedłem. Miękkim ręcznikiem zacząłem się szczegółowo wycierać. Na końcu przewiązałem go na biodrach. Opuściłem pomieszczenie i pokierowałem się do kuchni. Nalałem do kubka zimnej, zielonej herbaty, a z lodówki wyjąłem masło, ser oraz ogórki. Wziąłem jedną kromkę chleba i położyłem na talerz. Posmarowałem masłem, a następnie ułożyłem plasterek sera. Ogórka pokroiłem w cienkie plasterki, które szybko znalazły się na czubku kanapki. Schowałem niepotrzebne już składniki do lodówki, a kanapkę wziąłem do ręki i niezbyt pospiesznie zjadłem. Wziąłem łyka zimnej herbaty, po czym poszedłem do swojego pokoju, by wybrać jakieś ubranie. Zdecydowałem się na białe, przylegające do nóg spodnie-rurki oraz sweterek w czarno-fioletowe paski. Założyłem na siebie przygotowany strój, a na końcu spojrzałem na zegarek.

- Mam jeszcze jakieś czterdzieści minut. - mruknąłem pod nosem.

               Wróciłem do łazienki, by móc zająć się swoimi włosami. Szybko je wysuszyłem i jakoś ułożyłem. Dziś moja pocieniowana grzywka wygląda... idealnie. Nawet nie musiałem używać różnych zbędnych rzeczy, aby uzyskać taki efekt. Poprawiłem sweter, po czym poszedłem na przedpokój. Założyłem na nogi czarne trampki. W momencie, gdy chciałem złapać za klamkę, Yuu pojawił się za mną jak duch.

- Wychodzisz? - zapytał.
- Tak. - kiwnąłem kilkukrotnie łebkiem.
- Nie poczekasz? Niedługo rodzice wrócą...
- Nie. Idę się spotkać z Junem, będę później, chyba mogą poczekać... 
- Raczej tak, ale liczy się sam gest.
- Mam gdzieś ten gest. Oni okazyjnie bywają w domu, więc niech teraz nie liczą, że wszystko będzie wyglądało idealnie. - burknąłem i wyszedłem z domu, dodatkowo trzaskając drzwiami.

               Spojrzałem ponownie na zegarek.

- Pół godziny, wyrobię się. - powiedziałem cicho do siebie.




* * *




               Gdy tylko znalazłem się na miejscu, usiadłem na ławce tuż obok fontanny. Rozejrzałem się dookoła, by zobaczyć, czy przypadkiem Jun już nie idzie, jednak nie zdołałem go zauważyć. Spojrzałem w niebo i westchnąłem. Dziś jest troszkę upalnie, ale ostatecznie da się przeżyć. Gdy uniosłem rękę, by móc spojrzeć, która godzina, jakaś osoba stanęła przede mną. 

- No cześć. - ten głos... 

               Uniosłem głowę ku górze. To, co zobaczyłem sprawiło, że znieruchomiałem. Przede mną stał ten mężczyzna z klubu, z którym... trochę się wydarzyło. 

- Może się przejdziemy? - zaproponował.
- Czekam na kogoś. - powiedziałem z miną typowej zirytowanej osoby.
- No dalej, możemy pójść do mnie.
- Nie, dziękuję. - odmówiłem stanowczo, dodatkowo odwracając wzrok.

               Mężczyzna nie dał za wygraną, pochylił się i dotknął mojej dłoni, którą od razu wyrwałem. Zerwałem się z miejsca, po czym spojrzałem na niego z pogardą.

- Czekam na kogoś. - powtórzyłem.

               Ciemnowłosy tylko się uśmiechnął.

- Lubię takich jak Ty.

               W ramach odpowiedzi uniosłem jedną brew do góry. Odwróciłem wzrok od mężczyzny. Usłyszałem tylko ciche westchnięcie.

- No nic, chyba się na nic nie skusisz. - powiedział. 
- Brawo. - burknąłem.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - oznajmił z uśmieszkiem.
- Nie sądzę. 

               Gdy ciemnowłosy się odwrócił, przede mną stanął uśmiechnięty Jun.

- Cieszę się, że sam to załatwiłeś.

              Odwzajemniłem uśmiech i stanąłem bliżej chłopaka. Nie zwracając uwagi na osoby przechodzące obok, stanąłem na palcach i pocałowałem jasnowłosego prosto w usta. Automatycznie poczułem na sobie sporo par oczu, ale to nie sprawiło, że przerwałem pocałunek. 

- Więc idziemy coś zjeść? - zapytałem, odrywając się od chłopaka ze zdradliwym rumieńcem. 
- Do tego baru obok? - zaproponował - Mają tam dobre takoyaki... Zjadłbym takoyaki...
- Tak, ja też. 
- Więc chodźmy! - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą prosto do baru.




* * *




- Jesteś pewien, że nie chcesz wejść? 
- Podobno Twoi rodzice już wrócili, a ja dodatkowo mam jeszcze coś do zrobienia, więc dzisiaj odpada. - wyjaśnił na jednym tchu.
- Rozumiem... - spuściłem głowę w dół.
- Poza tym, chciałeś o czymś z nimi porozmawiać, więc już nie komplikuj. 
- No dobrze... - westchnąłem.
- Jesteś niemożliwy... - pokręcił zabawnie łebkiem i cmoknął mnie w nosek - Dobranoc! 
- Dobranoc. - odpowiedziałem z zadowoleniem, przechylając głowę na bok.

               Gdy straciłem chłopaka z oczu, odwróciłem się i podszedłem do drzwi frontowych. Otworzyłem je, następnie wszedłem do środka. W holu dostrzegłem kilka par butów, więc oni już pewnie przyjechali. Z lekką niechęcią udałem się w głąb mieszkania. Jak się okazało, wszyscy czekali na mnie z niecierpliwością. Zająłem miejsce przy stole, gdzie cała moja "rodzinka" już siedziała.

- W końcu jesteś. - zaczęła moja matka - Byłeś tak ubrany? Nie było Ci zimno?
- Nie... - odpowiedziałem. 
- Trochę Ci to zajęło. - wtrącił ojciec.

               Brunetka podała talerze z ciepłym jedzeniem, za które od razu się wszyscy zabrali. Wszyscy, z wyjątkiem mnie. Niedawno jadłem, a apetyt mi aktualnie nie doskwierał.

- Nie smakuje Ci? - zapytała matka.
- Nie w tym rzecz, po prostu... nie najlepiej się czuję. 
- Za chwilę dam Ci jakąś tabletkę. - uśmiechnęła się serdecznie. 

               Z moją mamą to jeszcze jakoś ujdzie, jeśli wyznam, że jestem gejem, ale ojciec... Łatwo nie będzie. Ale co mogę poradzić, lepiej im to teraz wyznam, aby wiedzieli, niż żeby zobaczyli mnie z Junem na mieście, jak się na przykład całujemy. Wziąłem głęboki wdech. To tylko dwa słowa. Tylko dwa słowa. Dasz radę, to jest dziecinnie proste. Powiedz to wprost, bez owijania w bawełnę. 

- Jestem gejem. - wyznałem na głos z obojętną miną.

               Usłyszałem tylko uderzenie sztućców o talerz i nagłą ciszę. Yuu wpatrywał się we mie z ogromnym zaskoczeniem, to samo rodzice. Tylko, że Yuu wiedział o mojej orientacji. Zaskoczyło go moje bezpośrednie wyznanie. 

- Takeichi, Ty... żartujesz, prawda...? - zapytała brunetka.
- Nie żartuje się w takich chwilach. - spojrzałem jej prosto w oczy. 
- Chłopcze... - zaczął ojciec - Czy Ty wiesz, co właśnie nam powiedziałeś? 
- Wiem. Interesują mnie tylko faceci. 

               Kolejna chwila ciszy, wszyscy wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem. 

- To wam przeszkadza, prawda? - zapytałem z westchnięciem.
- Nie powiem, że nie mam z tym problemu... - powiedział ojciec - Ciężko jest mi zaakceptować to, że mój syn jest homoseksualistą... - rozejrzał się po domownikach - Na czas obecny nie mam zdania. - skinął głową i odszedł od stołu. 
- Jasne... - szepnąłem. 




* * *

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 18.

* * *




               Gdy się obudziłem, jasne promienie światła dochodzące z okolic okna zaczęły razić moje oczy. Kilka razy zamrugałem, po czym rozejrzałem się po pokoju. Moje myśli były takie... mgliste. Dzisiejszego dnia czułem się co najmniej dziwnie. Podniosłem się z łóżka, a kiedy stanąłem o własnych nogach, poczułem cholernie mocny ból w okolicach pośladków, czego wynikiem było natychmiastowe zetknięcie się z podłogą. Huk był tak głośny, że z pewnością osoby siedzące w salonie usłyszałyby to. Leżałem w bezruchu przez kilka sekund, ponieważ byłem w szoku. To pewnie jest wynikiem tego, co wydarzyło się wczoraj... Nigdy bym nie pomyślał, że to będzie aż tak boleć. Z lekkim grymasem wypisanym na twarzy podniosłem się z podłogi i usiadłem na krawędzi łóżka. Wlepiłem wzrok w ścianę.

- Obudziłeś się? - zapytał Jun, otwierając drzwi od sypialni.
- Tak... - potwierdziłem kilkukrotnym kiwnięciem łebka.
- Usłyszałem stąd dość głośny huk.
- To tylko ja... - zaśmiałem się cicho.
- Wszystko w porządku? - usiadł obok mnie, nie spuszczając wzroku z mojej osoby.

              Spojrzałem na twarz chłopaka. Spoglądał na mnie z taką troską...

- Nie! - nadymałem policzki - Wszystko mnie boli! - skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej - Nawet ustać nie mogłem!

              Nie minęła dłuższa chwila, jak Jun zmienił wyraz twarzy. Wygląda, jakby go to bawiło.

- Boli Cię...? - przecież widać, że stara się powstrzymać śmiech.
- Tak! - prychnąłem i odwróciłem głowę.
- Ale nie obrażaj się! - ułożył dłonie na moich ramionach, a następnie odwrócił mnie do siebie, w ogóle nie zwracając uwagi na to, czy coś mnie boli, czy też nie.
- To się nie śmiej. - teatralnie przewróciłem oczami i udałem westchnięcie.
- Dobrze, dobrze.

               Uśmiechnął się, co wzbudziło moje podejrzenia. Z każdą sekundą jego twarz była bliżej mojej. Jego usta spoczęły na moich z lekkim wahaniem. Jakby oczekiwał mojej reakcji... Przybliżyłem się do niego. Uchyliłem usta, tym samym pozwalając, aby jasnowłosy mógł rozpocząć pocałunek. Spokojnie wsunął swój język do środka, a następnie zaczął nim rytmicznie poruszać, co chwilę dotykając się z moim. Nasz namiętny pocałunek trwał jeszcze chwilę, jednak przerwał nam Yuu wchodząc do pokoju. Widząc nas tak blisko siebie trochę się zmieszał i wyszedł.

- No to może się przygotujemy. - bardziej stwierdziłem, niż zapytałem.
- Okej. - podniósł się z promiennym uśmiechem.




* * * 




               Kiedy znaleźliśmy się w szkole, Jun od razu udał się na salę gimnastyczną, jednak ja musiałem znaleźć mojego wychowawcę, aby powiadomić go o znalezieniu korepetytora. Poszedłem na górę, a następnie niezbyt spiesznym tempem udałem się pod swoją salę. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Siedzący za biurkiem Kasukabe-sensei odłożył papiery na miejsce, po czym skierował swój wzrok na moją osobę. Okulary, które aktualnie miał umieszczone na nosie dodawały mu czegoś takiego...

- Słucham? - głos mężczyzny przerwał moje rozmyślania na temat jego okularów.
- Przyszedłem tylko powiedzieć, że znalazłem osobę, która będzie mnie nauczała.
- To dobrze. Termin prawie dobiegł końca.
- Wiem. - powiedziałem.
- Mam już dla Ciebie gotowe materiały... - oznajmił, szukając jakichś teczek na biurku - O, proszę. - wręczył mi zieloną teczkę z plikiem kartek.
- Że niby ja mam się tego wszystkiego nauczyć...? - zapytałem od niechcenia.
- Tak.
- Na kiedy...?
- Na jutro.
- Słucham?! - krzyknąłem.
- Nie wrzeszcz tak. - zmarszczył brwi - Jutro będziesz to wszystko zaliczał, zabiorę Cię z jakiejś lekcji i napiszesz...
- Ale ja jutro mam mecz. - powiedziałem - Nie będzie mnie na lekcjach.
- No to nie pojedziesz na żaden mecz. - westchnął.
- Ale...
- Takeichi... - przerwał mi - Zależy Ci na poprawie przedmiotu?
- No tak...
- Więc odpuść sobie ten jeden mecz. Nic takiego się nie stanie.
- Jasne... - szepnąłem do siebie.
- Hm? Mówiłeś coś? - zapytał.
- Nie. - burknąłem, po czym odwróciłem się.

               Opuściłem pomieszczenie, następnie udałem się na salę gimnastyczną. Gdy znalazłem się na miejscu, od razu powiadomiłem kapitana, że jutro nie będę mógł zagrać. Wszyscy chyba to zrozumieli, jednak ja w dalszym ciągu byłem niezadowolony ze wszystkiego.

- Już się uspokój. I tak jutro byś nie zagrał... - powiedział Jun.
- Jak to?
- No a co z Twoim bólem "pleców"? - wyraźnie podkreślił ostatnie słowo.
- J-już tak bardzo nie boli... - wyjaśniłem, przy okazji lekko się rumieniąc.
- Oczywiście. - pokiwał głową z niedowierzania.

              Keji i Hisashi zaczęli wprowadzać nas wszystkich w temat i przedstawiać różne schematy dotyczące jutrzejszego meczu. Jun stanął za mną, objął mnie, a głowę ułożył na moim ramieniu. To przykuło uwagę wszystkich. Aż poczułem się trochę niezręcznie. Hisashi widząc moją krępację szybko powrócił do tematu. Westchnąłem z ulgą i rozejrzałem się na boki. Moje oczy spotkały się z patrzałkami Akiego. Lekko się uśmiechnął, jednak domyśliłem się, że nie jest teraz w najlepszym humorze. Posmutniał po zobaczeniu tego. W końcu nie dziwię się. Wyznał mi, że mnie "lubi". Jednak, ja widzę w nim jedynie przyjaciela... Nie pozostaje mi nic innego, jak z nim porozmawiać.




* * *




              Po skończonym treningu, który oczywiście przesiedziałem na ławce, część drużyny udała się do szatni. Jun musiał coś załatwić, więc, gdy tylko się przebrał, od razu opuścił pomieszczenie. W szatni zostałem tylko ja i Akihito. Dobrze się złożyło, bo muszę z nim szczerze porozmawiać. Odłożyłem torbę na ławkę, po czym podszedłem do chłopaka.

- Czy wszystko... - zacząłem - Z Tobą w porządku?
- Słucham? - dopytał nie rozumiejąc, co mam na myśli.
- No wiesz... Wcześniej zobaczyłeś, jak Jun mnie objął i...
- Aa, rozumiem. - wtrącił z uśmiechem - Tak, wszystko ze mną w należytym porządku. - poprawił krawat.
- Na pewno? - zapytałem nie wierząc.

               Akihito zmniejszył uśmiech, a jego twarz przybrała znowu takiego... smutnego wyrazu.

- Nie martw się. - powiedział, spoglądając prosto w moje oczy.
- Wiem, że mi wyznawałeś, że mnie lubisz i teraz jesteś świadkiem tego wszystkiego, więc...
- Wszystko ze mną w porządku. - zapewnił.
- Po prostu widząc Cię wtedy, Twój wyraz twarzy...
- Przejdzie mi. - uśmiech nie zniknął z jego twarzy na ani jedną sekundę - Nie mam zamiaru niszczyć czyjegoś związku swoją zazdrością.

               Uśmiechać się w ten sposób, gdy osoba, którą się kocha odrzuca nasze uczucia... Podziwiam go.




* * * 




               Stałem przy bramie szkoły oczekując na Juna. Miało go nie być chwilę, a siedzę już tutaj od kilkunastu minut! Co chwilę rozglądałem się, czy aby na pewno on gdzieś nie stoi. W końcu dostrzegłem jego osobę, gdy opuszczał budynek szkoły. Kiedy tylko znalazł mnie wzrokiem, natychmiastowo podbiegł. Postanowiliśmy udać się do parku. Pogoda była całkiem niezła, więc czemu nie. Idąc, nie spieszyliśmy się zbytnio. Stawiając nie największe kroki, zmierzaliśmy w stronę centralnego parku, w którym zawsze uwielbiałem spędzać czas. Po dotarciu na miejsce, zaczęliśmy rozmyślać, gdzie się usadowić. Nasze analizy przerwał krzyk Yoshihiro, który podszedł do nas wraz z Hiroshim. Blondyn zgarnął Juna, zostawiając mnie i Hiroshiego sam na sam.

- Porozmawiajcie! - krzyknął, gdy już się od nas oddalił.

               Staliśmy przez chwilę w bezruchu oraz ciszy, jednak Hiroshi postanowił odezwać się jako pierwszy.

- Miałem w planie z Tobą porozmawiać. - oznajmił.
- O co chodzi?
- Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, ale dzień przed tym, zanim wyjechałeś, pokłóciliśmy się.
- Ta... Pamiętam...
- Nie mam Ci niczego za złe. - moje oczy automatycznie spoczęły na szatynie - Byliśmy dziećmi, takie scenki to norma... Byłoby miło, gdybyśmy mogli odbudować naszą starą relację.
- Cała nasza szóstka?
- Tak. - potwierdził - Przez wybór różnych szkół i Twój wyjazd straciliśmy w większości kontakt... Moglibyśmy się od czasu do czasu spotykać całą grupą.

               Z jednej strony się cieszę, ponieważ mam szansę odbudować dawne relacje z chłopakami, ale patrząc na to z innej perspektywy... Coś mi nie pasuje. Niedługo finały i z pewnością dane nam będzie się zmierzyć z Hiroshim oraz Yoshihiro. Chociaż, wątpię, aby Hiro był zdolny do czegoś takiego... Po prostu nie stracę czujności.

- Czemu nie. - uśmiechnąłem się.
- Co za ulga... - westchnął z wyraźnym zadowoleniem - Myślałem, że uznasz to za jakiś podstęp lub żart...
- Skądże. - zaśmiałem się.
- Porozmawiam z Koichim i Yoshihiro o tym.

               Jeszcze chwilę porozmawialiśmy, Hiro podał mi swój numer, a ja jemu swój. Szaleństwo. Pomimo tego, że to wszystko wydaje się być całkiem wiarygodne i szczere, to i tak mam lekkie obawy... Nie wiem dlaczego.

- No to ja się zbieram. - oznajmił - Tamten już zabija mnie wzrokiem. - skinął głową w stronę blondyna.
- W porządku.

             Chłopak powiedział jeszcze kilka słów i odszedł, wcześniej żegnając się ze mną. Jun od razu przyszedł do mnie, zaczynając szybko wypytywać o czym rozmawialiśmy.

- Wyszło na to, że niedługo spotkamy się całą grupą. - wyjaśniłem.
- Hmmm... To chyba w porządku?
- Też tak myślę. - spojrzałem na zegarek - Rany, trochę nam zeszło.
- Racja.
- Wracamy? Jeszcze jutro mam te zaliczenia...
- Jasne. - ruszyliśmy w stronę domu - Dużo tego masz? - zapytał, zabierając mi teczkę z materiałami - Rany... Ten koleś jest niemożliwy...
- Zgadzam się.




 * * *




             Dosyć szybko znaleźliśmy się w domu. Jun poszedł od razu na górę, jednak ja wcześniej musiałem zapytać o coś Yuu. Brązowowłosy siedział w salonie, standardowo czytając jakąś książkę. Gdy tylko mnie zobaczył, odłożył przedmiot na etażerkę, a następnie stanął przede mną.

- Rodzice od jutra będą w domu przez jakieś dwa tygodnie...
- Słucham?
- Rodzice od jutr...
- Wiem co powiedziałeś! - zmarszczyłem brwi - Co ich nagle nakłoniło do tego, żeby brać wolne?
- Nie wiem... - zamyślił się - Ale lepiej nie wspominaj nic o swojej orientacji.
- A to niby dlaczego?
- Z mamą to tam jeszcze, ale ojciec jest raczej... nietolerancyjny.

               Zamurowało mnie. Podejrzewałem, że ojciec nie należy do grupy tych tolerancyjnych, jednak nie przypuszczałem, że to będzie takie trudne. Wiem, że muszę mu o tym powiedzieć, jednak muszę zrobić to w taki sposób, aby nie miał z tym problemu. Czy może lepszym wyborem będzie ukrywanie się...?




* * *

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 17.



* * *




               Będąc wtulonym w jasnowłosego wiedziałem, że to jest ta chwila, w której muszę go zapytać, czy uwierzył w moje wyznanie. Sam fakt, że przyjął to i wie o moich uczuciach mi w sumie wystarczy, ale gdyby był w stanie odwzajemnić je choć trochę, to... Byłoby wspaniale.

- Wiesz, Jun... - zacząłem, nadal obejmując chłopaka.
- Hm? - mruknął.
- Ja tylko chcę wiedzieć, czy wierzysz w moje uczucia do Ciebie. - oznajmiłem stanowczo.

               Po wypowiedzeniu tych słów poczułem znaczną ulgę. Jakby kamień spadł mi z serca.

- Gdy za pierwszym razem Ci to wyznawałem, to mi nie uwierzyłeś, za co w pewnym sensie Ci się nie dziwię, ale tym razem... - przerwałem, ponieważ poczułem, że chłopak oddala mnie od siebie.
- Ja w nie nie wierzę... - spojrzał w moje oczy.

               Z niedowierzania uchyliłem usta. Czy ja się przesłyszałem, czy znów zawaliłem?

- Ale...
- Nie mam powodu do wierzenia w nie, skoro dobrze wiem, że to prawda. - wywinął kąciki ust ku górze, jednocześnie sprawiając, że nie wiedziałem jak na to zareagować.

               Więc on jednak wie, że to jest prawdziwe uczucie? Jestem zbyt tępy w tych sprawach... Westchnąłem z pociechą, że w końcu mi się udało, jednak szybko przybrałem swoją kamienną twarz, ponieważ na myśl nasunęły mi się wyobrażenia, czy chłopak w ogóle jakoś odwzajemnia moją...

- Tak. - powiedział, przez co spojrzałem na niego - Bardzo łatwo rozgryźć, o czym myślisz.
- Więc, Ty...
- Tak, kocham Cię. - powiedział - Jak w ogóle mogłeś myśleć, że jest inaczej...? - uniósł jedną brew - Czy to nie jest oczywiste, biorąc pod uwagę chociażby moje reakcje na pewne rzeczy?
- Chyba tak... - uśmiechnąłem się pod nosem.

              Nigdy bym nie przypuszczał, że zakocham się w najlepszym przyjacielu, a co najlepsze - że on we mnie również. Sam fakt, że znamy się od tylu lat, a to wszystko wyszło dopiero teraz jest już nadzwyczajny. A teraz wszystko sobie wyjaśniliśmy, no i nawet całowaliśmy się... Nie był to nasz pierwszy pocałunek, ale moje ciało po raz pierwszy reagowało w ten sposób. Nie mogę tego opisać słowami, to było po prostu niesamowite. Ilekroć na niego spojrzę, zobaczę go, dotknę, pocałuję - moje serce bije za każdym razem tak samo. Teraz tylko muszę zapytać...

- S-skoro to już wszystko wiadome... - zacząłem z lekką trudnością.
- Tak?
- Skoro czujemy do siebie to samo i... - odczułem krępację - Między nami doszło do różnych rzeczy, to...
- To? - złapał mnie za słowo, mając uśmiech na twarzy.
- No wiesz... Czy my...
- "Czy my" co? - zapytał, uśmiechając się w podstępny sposób.
- Czy my... - spojrzałem na niego, mając czerwoniutkie wypieki na twarzy - Czy teraz jesteśmy razem... ?

               Moja twarz nabrała niepewnego wyrazu, a oczy zaczęły błyszczeć niczym gwiazdy. Nie wiedziałem, że wypowiedzenie tych kilku słów będzie aż tak trudne...

- A jak myślisz? - wyszczerzył się, ukazując białe perełki.

               Po raz kolejny nie miałem pojęcia, jak odpowiedzieć. Nie chodzi o to, że nie znałem odpowiedzi, tylko o to, iż byłem tak cholernie zawstydzony, że nie mogłem sformułować żadnego zdania w logiczny sposób. Skrępowany odwróciłem głowę na bok i spojrzałem w dół. W momencie, gdy chciałem coś wydukać, usłyszałem chichot Juna, a następnie dotyk jego dłoni na moich włosach.

- Dlaczego pytasz o tak oczywiste rzeczy? - przeczesał dłonią kilka kosmyków - Nie powiem, że to źle, ponieważ sprawianie, że się krępujesz jest całkiem ciekawe, no ale... - zasłonił dłonią usta.

               Czy on się ze mnie śmieje?

- Hej, nie śmiej się!
- Wybacz, wybacz. - jakoś się powstrzymał - Tak, Keichi, jesteśmy teraz razem.

               Uśmiechnąłem się wyrażając znaczną ulgę, jak i szczęście. Teraz to już jest potwierdzone... W końcu mogę bez obaw powiedzieć "mój Jun"... Mogę go pocałować bez obaw, że zniszczę nasz związek... A także mogę powiedzieć, że jest osobą, która najwięcej dla mnie znaczy.

- Jeśli chcesz, to możesz dziś zostać u mnie na noc. - spojrzałem na niego, mając nadzieję, że przystąpi na moją propozycję.
- A co, oczekujesz czegoś? - zapytał z tym samym, podejrzanym uśmieszkiem.
- Nie powiem, że nie, ale... - przerwałem.
- Ale...?
- N-nieważne, weź idź się spakuj, czy coś... - ponagliłem go ruchem rąk.
- Za chwilę wrócę. - puścił mi oczko.




* * *




               Wraz z Junem weszliśmy do mojego domu. Od razu poczułem zapach ciasteczek, które to Yuu zwykł robić. Złapałem Juna za rękę, po czym zaciągnąłem go do kuchni. Zajęliśmy miejsce przy blacie. Brat coś tam mamrotał, żebyśmy mu nie przeszkadzali, ale szybko się uciszył, gdy woda zaczęła mu się gotować. Widzieć tak zabieganego, a jednocześnie skoncentrowanego Yuu był co najmniej interesujący.

- Nie przeszkadzamy mu? Wygląda na zapracowanego... - zapytał niepewnie jasnowłosy.
- Skąd. - uśmiech, który w tej chwili posłałem chłopakowi, był inny, niż te, które posyłałem dotychczas. Na moje nieszczęście Yuu to zauważył.
- Heeej. - zaczął wywijać wałkiem we wszystkie strony - Coś mi tu nie pasuje.
- Odłóż to, bo zrobisz sobie jeszcze krzywdę. - nadymałem policzki.
- Albo komuś w pobliżu. - dodał mój chłopak.
- Ale naprawdę... Wyglądacie jakoś inaczej... - podrapał się w tył głowy - Juun, coś Ty mu zrobił?
- Jeszcze nic. - odpowiedział z bananem na twarzy.

               Zapadła "chwila" ciszy. Widać, że Yuu spoważniał. Odłożył przedmiot na szafkę, następnie stanął tuż przed nami. Coś mi się wydaje, że ta rozmowa może być trudna. W końcu nie wiem, jakie szatyn ma podejście do homoseksualizmu. W dodatku, jak to odbierze wiedząc, że jednym z nich jest jego rodzony brat...

- Nie mówcie, że wy jesteście... parą? - zapytał zszokowany.

               W ramach odpowiedzi tylko skinęliśmy głowami.

- Keichi... - spojrzał prosto w moje oczy - Jesteś gejem?
- Na to wychodzi... - odpowiedziałem ze spokojem w głosie.
- Rozumiem...
- Nie tolerujesz tego?
- Toleruję. - oznajmił, wracając do swojego standardowego wyrazu twarzy - Po prostu zawsze myślałem, że wolisz dziewczyny...
- Raczej każdy tak myślał. - wzruszyłem ramionami - Zostawię was na chwilę samych, ogarnę tylko pokój i wrócę.
- Okej. - odpowiedzieli chórem.




* * *
(Oczami Juna)




- Więc, Jun, czas na kilka pytań. - Yuu uśmiechnął się do mnie podejrzanie - Skoro Keichiego nie ma, nie muszę się powstrzymywać.
- Lepiej, żebyś jednak sobie darował... - powiedziałem.
- Hej, mam prawo wiedzieć, do czego doszło między Tobą, a moim bratem!
- Zapytać możesz, ale ja nie muszę Ci odpowiadać. - pokazałem język.
- Haa, dobra, dobra! Już rozumiem! - zaczął wymachiwać mi palcem przed twarzą - Doszło między wami do czegoś, dlatego Ty nie chcesz mi nic powiedzieć!
- Serio...? - zapytałem retorycznie.
- Tak, tak!
- Niech Ci będzie... - może teraz się odczepi i przestanie wypytywać o to wszystko.
- A, więc jednak!
- Ty masz poważnie dwadzieścia pięć lat...? - zapytałem z niedowierzania.

               Nasza "sprzeczka" jeszcze chwila potrwała, ale Yuu, jak to Yuu musiał w końcu wyjechać z tematem przechwałek. Zaczął mi opowiadać, jakie to on ma przeżycia i wspomnienia z Keichim.

- A to nie wszystko! - powiedział dosyć głośno...
- Och, tak?
- No jasne! Nawet widziałem go nago, ba! Kąpaliśmy się razem!

             Haha, no to teraz mnie zaskoczył. Nie miałem pojęcia, że potrafi wyciągnąć aż takie przeżycia z przeszłości, a jednak... Kilkunastosekundową ciszę przerwał niekontrolowany wybuch mojego śmiechu.




* * *
(Oczami Keichiego)




               Gdy schodziłem na dół, nagle usłyszałem donośny rechot Juna. Już zaczęły mi po głowie chodzić rzeczy, o jakich Yuu mógł mu wspomnieć. Zbiegłem szybko na dół, następnie wparowałem do kuchni. Pierwsze, co dostrzegłem, to zwijający się ze śmiechu Jun, a kolejne, to stojący obok niego ze założonymi rękoma Yuu o dosyć śmiesznym wyrazie twarzy.

- Yuu, co Ty mu powiedziałeś...? - spytałem z rezygnacją, którą bez problemu dało się wyczuć w moim głosie - Chociaż, nie chcę wiedzieć. 
- Pff. - prychnął i odwrócił dumnie głowę na bok.

               Zabrałem Juna i poszedłem na górę. Gdy wszedłem do swojego pokoju, spojrzałem z lekką niepewnością na jasnowłosego. W końcu nie wiem, co ten baran mu powiedział...

- Co on Ci powiedział? - zapytałem, marszcząc brwi.
- Yuu? - kiwnąłem łebkiem - Nic, o co musisz się zamartwiać. 
- Dobrze... 

               Na zewnątrz zdążyło się już ściemnić. Niebo przybrało ciemną barwę. Gdy podszedłem do okna, by je zasłonić, ujrzałem coś niezwykłego. Księżyc w pełni, otoczony srebrnymi, białymi oraz szarymi chmurami. Im dalej od księżyca, tym chmura ciemniejsza. To wszystko rozchodziło się na tak daleki zasięg... W poniektórych miejscach można dostrzec świecące gwiazdy. Dokładnie ukazany księżyc był rzadkością. A widzieć to wszystko w takim zestawieniu to coś pięknego.

- Na co tak patrzysz? - zapytał Jun, podchodząc do mnie - Co za widok...
- Prawda? 
- Ty zawsze lubiłeś oglądać gwiazdy, niebo, księżyc... - wywinął kąciki ust ku górze - Teraz nie dziwię Ci się. 



               Nie mogłem oderwać oczu od tego widoku. Pierwszy raz widzę coś takiego... Ten dzień jest idealny... Wyznałem wszystko Junowi, który odwzajemnia moje uczucia. Zostaliśmy parą. Zdołałem zobaczyć niebywale piękny widok. Czy może być coś, co sprawi, że ten dzień będzie... Chyba tak.

- Jestem pewien... - szepnąłem do siebie.
- Mówiłeś coś? - zapytał.
- Nic szczególnego. - pokręciłem przecząco głową.

              Ostatni raz spojrzałem na twarz jasnowłosego, po czym oplatając ręce wokół jego szyi, pocałowałem go. Nieco pewniej rozpocząłem pocałunek, który Jun od razu odwzajemnił. Jego dłonie wędrowały po moich plecach, co było całkiem przyjemne. Język Juna co chwilę dotykał się z moim. Chłopak zaczynał bardzo napierać, a ja z trudem łapałem oddech. Bicie mojego serca z pewnością było w tej chwili słyszalne dla każdego z nas. Jasnowłosy wsunął dłoń pod moją koszulę i zaczął błądzić po moim torsie jej wewnętrzną częścią. Ja natomiast zacisnąłem nadgarstek na jego ramieniu. Pod wpływem "impulsu" zacząłem ocierać się o ciało Juna. Chęć zrobienia z nim tego zawładnęła nade mną.
               Przejechałem dłońmi po klatce piersiowej chłopaka, a gdy znalazły się w odpowiednim miejscu, zacisnąłem je i pociągnąłem chłopaka za sobą. Upadłem plecami na łóżko, a Jun na mnie. Nasze usta w dalszym ciągu były połączone. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, szybko zsunąłem koszulkę z Juna, po czym wyrzuciłem ją gdzieś na bok. Nie chcąc przerywać, lekko przejechałem językiem po dolnej wardze jasnowłosego, którą po chwili delikatnie ugryzłem, a następnie ucałowałem. Jun nie chcąc tracić czasu, jedną dłonią sprawnie rozpinał guziki od mojej koszuli. Gdy całkowicie ją rozpiął, zsunął ze mnie, później z kolei zrobił to samo, co ja chwilę wcześniej z jego ubraniem. Jun oderwał się od moich ust, po czym przyjemnie zaczął całować mnie po szyi, przy okazji zostawiając kilka malinek. Opuszkami palców wędrował po moim podbrzuszu, co sprawiało, że miałem motyle. Moje ciało trzęsło się z podniecenia. Kiedy Jun spojrzał w moje oczy, które błądziły po jego osobie, odgarnął włosy z mojego czoła.

- Jesteś pewien? - w ramach odpowiedzi skinąłem głową.

               Chłopak szybko podszedł do biurka, z którego wyciągnął jakiś lubrykant. Gdy wrócił, zajął się resztą moich ubrań. Nie minęła chwila, jak leżałem całkowicie nagi pod Junem. Nie przejmując się tym ani trochę, łagodnie przejechałem językiem po szyi jasnowłosego. Zająłem się jego spodniami. Nie musiałem się z nimi długo męczyć. Wzdrygnąłem, gdy Jun przejechał dłonią po mojej męskości. Mglistym wzrokiem dałem mu znak, że jestem co do wszystkiego pewny. Zacząłem wydawać niewiarygodne jęki, gdy dłoń chłopaka robiła mi dobrze. Jest mi tak bardzo gorąco, a zarazem przyjemnie, że nie mogę przestać wydawać tych zawstydzających jęków. Rzucałem głową we wszystkie strony, a plecy wywijałem w łuk. Udało mi się złapać jakiś oddech, kiedy doszedłem. Nie mogąc unormować swojego oddechu, kilka razy zakasłałem.
               Gdy Jun wylał na dłoń żel z opakowania, wiedziałem, na co muszę się przygotować. W momencie, kiedy chłopak rozchylił moje nogi, a śliskim już palcem przejechał po wrażliwym miejscu, spojrzałem w sufit. Wiem, do czego to wszystko zmierza, jestem na to gotów, ale i tak... Boję się. 

- Nie bój się. - spojrzał w moje oczy z głębią - Musisz się rozluźnić... 
- Mhm... - kiwnąłem łebkiem.

               Usta jasnowłosego ponownie spoczęły na moich, a jeden z jego palców wsunął się do mojego wnętrza. Cicho jęknąłem. To uczucie jest takie... dziwne... 

- Boli? - zapytał troskliwie.
- Nie, ale... to jest takie... dziwne...

               Po kilkunastu sekundach do wnętrza wsunął się drugi palec, który w niezbyt przyjemny sposób rozciągał je. To nie boli, aczkolwiek... Nie wiem jak to opisać słowami... 

- Rozluźnij wszystkie mięśnie.

               Kiedy trzy palce wchodziły we mnie bezproblemowo, Jun zaczął nimi poruszać we wszystkie strony wewnątrz. Nagle, niespodziewanie przeszły przeze mnie dziwne dreszcze, a ja samoistnie wydałem z siebie pewien jęk. Moje ciało drży. Chłopak wysunął palce z mojego wnętrza, a następnie pochylił się nade mną. Czule pocałował mnie w czoło.

- Jesteś gotów?
- Tak. - potwierdziłem.

               Gdy chłopak zaczął we mnie powoli wchodzić, jęknąłem tuż przy jego uchu. Z początku nie odczuwałem niczego, jednakże po chwili poczułem mocny, rozrywający ból. Syknąłem z lekkim grymasem. Kiedy calusieńki członek Juna był we mnie, z ulgą zarzuciłem ręce na jego plecy. Po kilku sekundach jasnowłosy delikatnie poruszył biodrami, jednak w dalszym ciągu odczuwałem ból, który na szczęście był już niewielki. Jeszcze kilka spokojnych ruchów i się przystosowałem. Teraz, gdy Jun poruszał się wewnątrz mnie doznawałem samych przyjemnych uczuć. Co kilka pchnięć przechodziły przeze mnie dreszcze, które sprawiały, że jęczałem wniebogłosy, a moje ciało wyginało się we wszystkie strony. 
               Gdy Jun przyspieszył, nie było mowy o niewydawaniu żadnych jęków. Namiętnie pocałowałem chłopaka, językiem badałem wnętrze jego ust. Począwszy od zębów, skończywszy na podniebieniu. Głośne cmoknięcie, świadczące o zakończeniu pocałunku odbiło się od ścian pokoju. W momencie, kiedy Jun poruszał się naprawdę szybko, zacząłem zakrywać dłońmi swoją twarz. Rzucałem głową na wszystkie strony, ponieważ znów odczuwałem to niezwykle przyjemne uczucie. Z moich oczu zaczęły wydobywać się łzy, które jasnowłosy starł palcami. Złożył kilka pocałunków na mojej twarzy, po czym doszedł we mnie. Opadł na mnie, w dalszym ciągu masując mój tors. Ugryzł mnie w ucho, a następnie pocałował to miejsce. Szturchnął swoim noskiem mój, a następnie spojrzał na mnie z cudownym uśmiechem. W ramach odpowiedzi przymrużyłem oczy.

- Kocham Cię. - powiedziałem, po czym z moich oczu wypłynęło kilka kolejnych łez. 
- Ja Ciebie też. - gdy wypowiedział te słowa, złożył czuły, delikatny pocałunek na moich ustach.

               Nie uważam, że uprawianie seksu z Junem było błędem. Wręcz przeciwnie. To było coś, co z pewnością nigdy nie popadnie w niepamięć. Kocham go i chcę, aby to uczucie nigdy nie minęło. 




* * *

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 16.

Przepraszam, że dopiero teraz dodaję rozdział, ale wczoraj przez większość dnia nie miałam dostępu do internetu. 
________________


* * *



               Dzień ciężkiego meczu nadszedł. W momencie, gdy obydwie drużyny przygotowywały się na hali, to ja, Jun i Aki przesiadywaliśmy w szatni. Aktualnie chłopaki rozmawiają o jakichś zagraniach, ale ja oczywiście w ogóle ich nie słucham. Moje myśli zaprząta to, co wydarzyło się w nocy... Przecież powiedziałem tyle rzeczy, jeszcze między nami do czegoś doszło, a on dziś się zachowuje normalnie! Z tego powodu czuję się dziwnie, ponieważ jako jedyny tak bardzo to przeżywam. No i nawet nie wyjaśniliśmy sobie pewnej rzeczy, a mianowicie, czy jesteśmy razem...

- Keichi, słuchasz nas? - zapytał jeden z chłopaków.
- Co? - wybiegłem z myśli - Aa, tak, jasne...

               Akihito zmarszczył brwi, a Jun podszedł do mnie.

- Uspokój się, później porozmawiamy o tym, co między nami zaszło, ale teraz skup się, okej? - zapytał łagodnie.

              Poczułem się, jakby jasnowłosy czytał mi w myślach.

- Jasne... - przytaknąłem.
- To dobrze. - uśmiechnął się - Więc powtórzymy Ci to wszystko...

              Chłopaki zaczęli mi ponownie wszystko przedstawiać. Tym razem starałem się słuchać i nie odpływać. W końcu Jun obiecał, że porozmawiamy. Akihito przedstawił mi krótką strategię dotyczącą pierwszej połowy, a także alternatywy, gdyby coś się nie udało. Jun opisał naszych przeciwników oraz powtórzył kilka rzeczy, których dowiedział się od Hisashiego.

- Rozumiesz już?
- Tak. - odpowiedziałem - Jednak to nie zmienia faktu, że Koichi jest bardzo dobry. Nie widziałem jego gry od kilku lat, więc pewnie cholernie się poprawił...
- Wiemy. - odpowiedzieli jednocześnie - Dlatego nie możemy odpuszczać.

               Chwilę jeszcze porozmawialiśmy, jednak po kilku minutach opuściliśmy pomieszczenie, a następnie udaliśmy się na salę. Po dokładniejszym rozejrzeniu się dostrzegłem Koichiego. Tak, jak podejrzewałem. Ten miły wyraz twarzy zniknął, a zastąpiła go poważna maska. Łatwo nie będzie... Kiedy w całym pomieszczeniu rozległ się donośny dźwięk, obydwie drużyny wyszły na środek, by mecz mógł się rozpocząć.



* * *



               Od rozpoczęcia pierwszej kwarty minęło całe sześć minut. Poziom jest niesamowicie wysoki, a nasze drużyny cały czas remisują... Jeżeli my zdobędziemy jakieś punkty, to oni doganiają nas w mgnieniu oka i na odwrót. To się robi już męczące... Chociaż, lepsze to, niż przegrywać. Mamy jeszcze pół godziny, wynik z pewnością ulegnie zadziwiającej zmianie. Oby tylko na naszą korzyść.
               Kolejny kontratak. Akihito podał piłkę do Kejiego, który od razu zaczął zmierzać do kosza przeciwnej drużyny. Przed samym kapitanem stanął skoncentrowany Koichi, który wzrokiem przyprawił nawet mnie o dreszcze. Na szczęście, Keji nie przejął się tym i zmylił chłopaka. Gdy postawił kilka kroków, podał piłkę do Juna. Jasnowłosy automatycznie rzucił piłkę do kosza. Trzy punkty dla nas, dzięki czemu wysunęliśmy się na prowadzenie. Rozgrywający naszych przeciwników rozpoczął kolejny atak. Podał, jak zresztą przypuszczałem, do Koichiego. Ciemnowłosy nawet się nie przejął, swobodnie podbiegł do linii rzutów. Nie chciałem dopuścić, aby nas dogonili, więc zablokowałem chłopaka. Zwinnie odebrałem piłkę, następnie szybko ją kozłując zmierzałem do celu. Dostrzegłem, że pod koszem ustawiło się kilku wyższych ode mnie koszykarzy, więc od razu wyrzuciłem piłkę w stronę kosza. Leciała przez kilka sekund, aż w końcu... odbiła się od obręczy! Udało mi się ich zmylić, ponieważ myśląc, że piłka trafi, odeszli. Co za podejście... Wracając, szybko znalazłem się pod koszem i podskoczyłem, jednocześnie wsadzając piłkę do obręczy.

- I w końcu mamy pierwszy "Alley-Oop"! - krzyknął komentator - W dodatku jednoosobowy!

               Puściłem się obręczy i skoczyłem na nogi. Byłem zdziwiony, że przy takim wzroście potrafię zrobić wsad. Obróciłem się i wróciłem do drużyny.

- Jakim cudem taki knypek potrafi coś takiego? - usłyszałem lekceważącą uwagę jednego z przeciwników.

               Trochę mnie to zdenerwowało, ponieważ wyszło na to, że od początku mnie lekceważyli. Fakt, że nie należę do najwyższych nie oznacza, że nie mam odpowiednich umiejętności...

- Nie lekceważcie go. - ostrzegł Koichi - Może nie wygląda, ale jest trudnym przeciwnikiem.
- Serio? - zapytał retorycznie jeden.
- Tak. - odpowiedział hardo - I pilnujcie też tego w jasnych włosach. Ich dwójka jest... warta uwagi.



* * *



              Połowa drugiej kwarty. Prowadzimy pięcioma punktami. Przeciwnicy chyba przestali mnie lekceważyć, ponieważ jestem non stop blokowany przez kogoś. Z Junem podobnie... Presja jest, nie zaprzeczę, ale jak taki koleś stanie przede mną, to nic do mnie nie doleci. No błagam, w tej kwarcie w ogóle nie miałem piłki w dłoniach. Przesadzają.
               Akihito po raz kolejny rozpoczął atak. Podał do Katzumy, co było według mnie bezsensowne. W końcu Katzu jest tutaj od zbiórek, więc po co miałby biec pod kosz przeciwników? Coś mi tu nie pasuje...

- Keichi! - krzyknął Katzu. Zaraz, co?!

              Chłopak rzucił piłkę w moją stronę, co było kuźwa bezsensowne! Jestem zablokowany, więc nie ma szans, że dam radę to odebrać. Nagle, znikąd, pojawił się Keji, który złapał piłkę. Usatysfakcjonowany ominął chłopaków i w mgnieniu oka zdobył kolejne punkty dla nas. To miała być taka zmyłka? Cóż, całkiem efektowne. Bo teraz dzięki temu nawet, gdy będę blokowany, to szansa na zdobycie piłki będzie znacznie większa. A ze zręcznością kapitana wychodzi to nam na plus. Spory plus.



* * *



               Druga połowa. Prawie koniec trzeciej kwarty. Na początku prowadziliśmy nawet wieloma punktami, ale przeciwnicy się wzięli w garść i prawie wyrównali. Teraz jest przerażająco dziwnie. Ogromna presja, spore zaangażowanie i brak chęci poddania się. Nikt nie odpuszcza, nie ma jak się nawet przemieszczać, każdy jest blokowany z wzajemnością. Po upływie niecałej minuty dostrzegłem, że na trybunach zasiadają Yoshihiro i Hiroshi. To przykuło moją uwagę. Aż za bardzo...

- Psst, nie patrz w tamtą stronę! - krzyknął Jun - To Cię dekoncentruje, a teraz masz być skupiony!

               Posłuchałem chłopaka. Oni pewnie przyszli tylko ocenić naszą siłę, gdybyśmy mieli się zmierzyć w finałach. To norma... Teraz nie można pozwolić na to, aby drużyna Koichiego zdołała nas wyprzedzić. Musimy utrzymać ten wynik.



* * *



               To już prawie koniec meczu. Jeszcze dwie minuty i koniec. Nikt nie popuszcza, remisujemy 98:98, przez co możemy mieć powtórkę. Ale wątpię, aby ktokolwiek miał siły na dogrywkę. Ciężko zdobyć w tej chwili jakiekolwiek punkty... Jest to prawie niemożliwe. Nie mam żadnych pomysłów, jak oszukać ich defensywę. Komentator ogłosił, że do końca pozostało 90 sekund. Koichi przebił się przez Katzumę, przez co jeden z chłopaków z jego drużyny podał mu piłkę. Katzuma został zablokowany przez innego koszykarza, więc ciemnowłosy mógł spokojnie pobiec w stronę naszego kosza. W tej chwili wszyscy zrezygnowali, co mnie cholernie wkurzyło. Czy oni byli na to przygotowani? Wiedzieli, że coś takiego się stanie? Ja nie. Więc nie mam zamiaru się poddawać.
               Przełamałem się i zacząłem biec w stronę Koichiego. Udało mi się wyminąć kolesia, który mnie całkiem dobrze blokował. W momencie, gdy Koichi ustawił się do rzutu za trzy punkty, poczułem, że nie zdążę wybić mu tej piłki. Mimo tego nie rezygnowałem. Przyspieszyłem. Kiedy chłopak idealnie rzucił piłkę, w ostatniej chwili udało mi się jej dotknąć czubkiem palca. Pomimo tego, piłka leciała w stronę kosza. Na nasze szczęście, zamiast do niego wpaść, odbiła się od obręczy, a po hali rozległ się dźwięk zakańczający cały mecz. Spojrzałem na tablicę. Na szczęście, jest remis! Nawet ta głupia dogrywka jest lepsza niż przegrana. Zawsze jakaś szansa na zwycięstwo.
               Podbiegłem do chłopaków, którzy pogratulowali mi determinacji. Zwróciłem im uwagę o to, że tak wcześnie się poddali i zrezygnowali. Dostrzegłem, że sędziowie coś ustalają. Zapewne tę durną dogrywkę, bo co innego. W końcu jeden z mężczyzn ogłosił, że obydwie drużyny przechodzą do półfinałów. To w sumie jest na nasze korzyści, ale coś mi nie pasuje.

- Idealnie! - krzyknęła Ayako - Znów wam się upiekło. - zaśmiała się.
- Finały są już nasze. - powiedział dumnie Katzuma.
- Nie ciesz się tak, idioto. - wtrącił Keji.
- Gdyby nie determinacja Takeichiego, wynik byłby inny. - zaznaczył Hisashi - Powinniście mu podziękować.




* * *



- Zobaczymy się jutro na treningu. - oznajmił Keji - Do tego czasu odpocznijcie.

               Wszyscy rozdzieliliśmy się. Zostałem sam z Junem.

- Chodźmy do mnie. - powiedział.
- Okej...

               Ruszyliśmy w stronę domu Juna. To jakieś dziesięć minut pieszo, więc dojdziemy tam w mgnieniu oka. Jeżeli będziemy sami, to pewnie będę odczuwał lekką krępację, ba! Pewnie nawet z zawstydzenia nie będę w stanie wydukać ani jednego słowa, bo to w końcu ja. Przez większość czasu szliśmy w milczeniu, w sumie przez prawie całą drogę, aż w końcu rozpocząłem temat. Trochę porozmawialiśmy na nijakie tematy, co było troszkę uspokajające.
               Gdy znaleźliśmy się w domu Juna, od razu zająłem miejsce na sofie. Jak tylko spojrzałem mu w twarz, automatycznie zmieszałem się. Stał, wpatrując się we mnie z... obojętnością? Jakby wyczekiwał momentu, aż rozpocznę temat wczorajszej nocy. T-tylko, jak to zrobić... Aby jakoś zatuszować swoje zawstydzenie, odwróciłem głowę spoglądając na ścianę.

- N-no więc... - zacząłem - Nie wiem, jak mam nawet o to zapytać...
- O co? - stanął przede mną.
- No, bo to, co się między nami wydarzyło w nocy...
- Co konkretnie? - zapytał z uśmiechem.

               Zatkało mnie.W tym momencie nie byłem w stanie nic powiedzieć. Wszystkie sceny, które miały wczoraj miejsce zaczęły mi się przedstawiać w umyśle. Poczułem, jak się czerwienię. No, "czerwienię" to zbyt słabe określenie. Jun kucnął przede mną. Z przechyloną głową i przymrużonymi oczyma obserwował moje poczynania. Wgapiałem się w niego jak jakiś stalker. Włoski mu troszkę urosły, ponieważ teraz pocieniowane pasma sięgają do ramion. Na szczęście grzywka nie zasłania jego oczu. Uwielbiam ich kolor...

- Więc? - zapytał ponownie.

              Zawstydzony uśmiechnąłem się teatralnie i podrapałem w tył głowy. Przecież on doskonale wie, co mam na myśli, więc dlaczego tak mnie tym dobija?

- P-przecież dobrze wiesz, co mam na myśli... - powiedziałem z kaprysem.
- Być może, ale nie wiem, czy myślę o dobrej rzeczy. - puścił mi oczko.
- Poważnie? - zapytałem z rezygnacją i westchnąłem.

               Jun podniósł się, a następnie pochylił nade mną. Delikatnie odgarnął moje włosy z twarzy, po czym pocałował mnie. Chociaż, to jest bardziej cmoknięcie... Oddalił swoją twarz od mojej z lekkim uśmiechem. Wpatrywałem się w niego z uchylonymi ustami. W głębi chciałem więcej, ale odczuwałem już lekkie pieczenie na polikach. Gdy tylko zauważyłem, że Jun cicho się zaśmiał, od razu wiedziałem co jest na rzeczy. Zgarnąłem jakąś poduszkę z sofy i schowałem w niej twarz.

- Bardzo śmieszne. - skarciłem go.
- Gdy się tak rumienisz, jesteś bardzo uroczy. - powiedział, starając się powstrzymać śmiech.
- Hmpf. - prychnąłem.

               Siedziałem "obrażony" za poduszką, aż w końcu poczułem, jak Jun siada na moich nogach i stara się odebrać mi rzecz. Od razu ją rzucił gdzieś na bok, a następnie spojrzał mi w oczy z takim... podejrzanym uśmiechem. Ja oczywiście musiałem być czerwony na twarzy. Z lekkim zawstydzeniem spoglądałem w oczy Juna. Chłopak przejechał czubkiem palca po mojej szyi kończąc na brodzie, za którą uniósł mój łebek w górę. Opuszkami palców dotknął moich ust, które po chwili czule musnął swoimi. Dłonią przejechał po mojej twarzy, odgarnął mi włosy. Przerwał pocałunek, po czym mocno przytulił mnie do siebie. Jak jakiegoś pluszaka. Objąłem go czule, głowę ułożyłem na jego torsie. Przytulanie Juna jest takie... miłe...
               Jednak, teraz dobrze wiem, że muszę zapytać go wprost - czy uwierzył w moje wyznanie, czy przeszkadza mu to... I co najważniejsze - czy odwzajemnia moje uczucia.



* * *

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic