niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 14.




* * *



                Od ostatnich zdarzeń, można nawet dodać nieprzyjemnych, minął ponad miesiąc. Naprawdę wiele się w ciągu tych tygodni zmieniło. Może zacznę opowiadać po kolei… Moje relacje z chłopakami poszły w górę. Z Akihito stopniowo poznawaliśmy się lepiej, nawet spędzaliśmy razem dużo czasu. Wspólne treningi, wypady... Te wszystkie rzeczy sprawiły, że ta wysoka bariera między nami nagle zmalała. Podobna sytuacja miała miejsce z Junem… Myślę, że zaczął mi wybaczać, ponieważ tydzień po niemiłym incydencie w klubie dla gejów, postanowił się do mnie normalnie zwracać. Chłopak zaczął zmniejszać dzielący nas dystans, wyjaśniliśmy sobie wszystkie sprawy. I to wyszło nam w sumie na dobre. Teraz, mogę z łatwością stwierdzić, iż nasza relacja powraca do dawnego stanu. Cieszy mnie to. Streszczając, ja, Jun i Aki jesteśmy sobie bliżsi.
                Co się zmieniło u mnie? Więc, moja kontuzja została „wyleczona”, teraz mogę już normalnie brać udział w treningach, ćwiczeniach. Ale niestety, jeszcze nie grałem w żadnym meczu. A, jeżeli mowa o meczu… Tak zwane ćwierćfinały już za dwa dni! Jestem mega zestresowany! Mam ogromną nadzieję, że nie wypadnę źle. Chłopaki nabrali już wprawy i pewności, w końcu zagrali dwa mecze eliminacyjne oraz jeden przed ćwierćfinałami. Nasz nowy przeciwnik jest dobrą szkołą, ale nie jakąś prestiżową.
                Dziewczyny… Kurumi wyszła już ze szpitala, ale niestety w dalszym ciągu ma spotkania z psychiatrą. Jednak wspomnienia po tak traumatycznym przeżyciu nie znikają zbyt szybko… Tego „mordercy” także nie odnaleziono. Się dobrze koleś chowa… Suzuhara wróciła do domu. Musi zdać jakieś egzaminy, a dopiero wtedy będzie mogła podjąć się nauki w tutejszych szkołach z internatem. Wygląda na to, że jej zależy, wiec trzymam za nią kciuki. Dostałem także wiadomość od Yuu. Ma przyjechać do Tokio w ciągu tygodnia. Tak wiele go ominęło…
                Ja też… Nabrałem większego dystansu do ludzi. Nie chcę powtórek z klubu. Jestem ostrożniejszy… Nawet nie tykam już alkoholu, czy też podobnych rzeczy. Nie chcę ponownie zawalić.



* * *



                Była niedziela. Na dworze całkiem słonecznie, ale ja i tak wolałem przesiedzieć w domu. Ostatnimi czasy dosyć często to robiłem. Zamiast gdzieś wyjść, spotkać się z kimś, to całymi dniami siedziałem w domu oglądając telewizję, wyjątkowo czasem w coś zagrałem. Nie miałem ochoty nigdzie wychodzić. Wolałem wypoczywać. W końcu, za dwa dni mecz. Chociaż… Może to wyjść na lekko olewackie podejście, ale tak nie jest.
                Gdy spojrzałem leniwie w bok, dostrzegłem wibrujący telefon. Niechętnie, aczkolwiek w miarę szybko chwyciłem przedmiot w dłoń, po czym spojrzałem na wyświetlacz. Wiadomość od Juna. Ciekawe, dlaczego do mnie napisał… Odblokowałem ekran, następnie zacząłem czytać wiadomość. Chłopak spytał mnie, czy chciałbym gdzieś wyjść. Wychodzi na to, że nie jestem jedynym, który przesiaduje w tak ładny dzień przed telewizją. W sumie, czemu nie. Mogę gdzieś wyjść. Szybko odpisałem koledze, następnie wysłałem pozytywną odpowiedź.
                Mam niecałą godzinę, aby się przygotować. E tam, wyrobię się bez większych problemów. W końcu to tylko zwykłe spotkanie, nie żadna randka… To nie jest randka, prawda? Nie, chyba by mnie uprzedził. Po-poza tym, nawet on pewnie nie jest jeszcze na to gotów. Tak, to zdecydowanie najzwyklejsze spotkanie. A-ale, nie zaszkodzi, jeżeli się trochę przygotuję…
                Podniosłem cztery litery z sofy, następnie szybko udałem się do swojego pokoju z niewielkim bananem na twarzy. Otworzyłem szafę, później z kolei zacząłem ją przeszukiwać w poszukiwaniu jakichś ubrań. Zdecydowałem się na biały sweterek w ciemne paski, czarne rurki oraz szarą, dłuższą wiatrówkę. Chwyciłem ubrania, po czym pobiegłem do łazienki. Szybko zarzuciłem na siebie przygotowany strój, dokładnie go poprawiając. Stanąłem przed lustrem, przeczesałem i ułożyłem włosy, umyłem zęby… Nie zeszło mi tak dużo czasu, więc mogę teraz bez pośpiechu dotrzeć na miejsce spotkania. Zbiegłem na dół, założyłem czarne, pełne buty, zarzuciłem wiatrówkę i wyszedłem z domu. Zamknąłem drzwi frontowe na zamek, następnie zacząłem iść na wcześniej umówione miejsce.



* * *



                Po dotarciu do parku, zacząłem rozglądać się za Junishim. Z początku nie mogłem go nigdzie zauważyć, jednakże chwilkę później dostrzegłem jego osobę na ławce. Siedział i spoglądał na niebo. Podbiegłem do chłopaka.

- Długo czekałeś? – zapytałem automatycznie – A tak w ogóle, to cześć. – usiadłem obok chłopaka.
- Cześć… Nie, nie czekałem długo. Dopiero, co przyszedłem. – uśmiechnął się lekko.
- To dobrze… - odetchnąłem – Bałem się, że czekałeś na mnie trochę…
- Nie, spokojnie.
- Nie ustaliliśmy nic wcześniej… Masz jakieś pomysły? – zapytałem.
- Na początek moglibyśmy pójść coś zjeść. – zaproponował.
- Czemu nie. – wzruszyłem ramionami.
- To chodźmy.

                Obydwaj podnieśliśmy się z miejsca, po czym pokierowaliśmy się w stronę pobliskiego „O’bento!”. Uwielbiam potrawy, które przyrządzają. Junishi w trakcie drogi trochę ze mną porozmawiał. Po dotarciu do lokalu, zajęliśmy miejsce przy stoliku położonym w oddali, następnie zamówiliśmy kilka rzeczy. Kelnerka zapisała zamówienie i odeszła.

- Jun, stresujesz się nadchodzącym meczem? – zapytałem.
- No pewnie, że tak. Z resztą, tak jak każdy…
- Jakoś słabo to okazujecie.
- Przecież żaden z nas nie będzie publicznie rozpaczał. – zaśmiał się.
- Tak…

                Uwielbiam jego uśmiech. Jego całokształt. To zawsze dodaje mi otuchy… Jestem pewien, że to uczucie wcale nie minęło… To nie jest ślepa pseudo-miłość, ale moje szczere uczucie. Nawet po tej niemiłej kłótni, nawet po tych wszystkich zdarzeniach ono nie minęło. Ale… Nie mogę mu tego teraz wyznać. Boję się, że on znów nie weźmie mnie na poważnie i tylko rozpocznę kolejną kłótnię. A zależy mi na dobrej relacji z nim… Muszę poczekać na odpowiedni moment. Wtedy powiem szczere „Kocham Cię”. Teraz… To jeszcze nie ta pora. Będę to odczuwał. Jestem pewien.

- Proszę, życzymy smacznego. – młoda dziewczyna położyła talerze na naszym stole, następnie oddaliła się.
- Itadakimasu. – powiedzieliśmy jednocześnie, po czym uśmiechnąłem się pod nosem.



* * *

(Oczami Juna)



                Keichi co jakiś czas na mnie spogląda, a gdy nasze oczy się spotkają, panikuje i odwraca wzrok. Coraz częściej mam wrażenie, że to, co wtedy mi mówił było prawdą… Ale nie mam jeszcze zamiaru tego uznawać. Muszę mieć pewność, że nie będzie więcej takich zdarzeń jak wtedy, w tym klubie… Chociaż, to nie była tylko jego wina… Rozumiem go w pełni, dlatego też nie mam mu tego za złe. Lubię go, nawet bardzo. Ale to strasznie delikatne określenie tego, co tak naprawdę do niego czuję. Kocham go. Od dłuższego czasu, bardzo długiego… Nie chcę jeszcze tego mówić. Poczekam…

- Hej, Jun, spróbuj tego! – krzyknął Keichi wymachując mi widelcem przed twarzą.
- Dobra, dobra. – zaśmiałem się i zjadłem małżę – Nie przepadam za owocami morza, ale to jest nawet dobre…
- Nawet?! – oburzył się, co wyglądało bardzo zabawnie.

                Tylko skinąłem głową i ponownie zaśmiałem się.

- Zdecydowanie, to nie przeminęło… - szepnąłem pod nosem.
- Słucham? Mówiłeś coś? – zapytał.
- Aaa, nie, nic takiego!
- Hmm, no okej. – ponownie zabrał się za jedzenie.

                Tak, zdecydowanie to uczucie nie przeminęło.



* * *

(Oczami Keichiego)



                Po tym, gdy wyszedłem z Junem z lokalu, zacząłem się rozglądać i rozmyślać, gdzie można by się teraz udać. Rozważałem opcję, aby wrócić do parku. Tam jest całkiem przyjemna atmosfera, a pogoda w dalszym ciągu należy do tych lepszych.

- Możemy teraz wrócić do parku, co Ty na to? – zaproponował Jun.
- Miałem właśnie zapytać o to samo…
- W takim razie się zgadzamy. – ulżyło mu.
- Więc chodźmy. – posłałem mu lekki uśmiech.

                Zaczęliśmy iść niezbyt śpiesznym tempem. Co jakiś czas ukradkiem spoglądałem na Juna, który na szczęście nie zdołał tego zauważyć. W pewnym momencie, przed sobą dostrzegłem dosyć wysokiego mężczyznę. Ubrany był w czarny, długi płaszcz sięgający za kolana. Nie rozumiem, jak on może w tym wytrzymywać w taki gorąc… Dziwny mężczyzna. Przechodząc obok, spojrzał w moje oczy mroźnym wzrokiem, co od razu wbiło mnie w ziemię. Aż przeszły przeze mnie ciarki. Odwróciłem się za nim, mając dziwną obawę. Nie wiem czemu, ale jestem przerażony…

- Coś nie tak? – zapytał Jun.
- Ten koleś… - skinąłem głową na oddalającą się sylwetkę postaci – Wytwarza tak nieprzyjemną aurę…
- Też to poczułeś?

                Chwilę z Junem wpatrywaliśmy się w podejrzanego mężczyznę.

- Zdecydowanie… - zacząłem.
- Z nim jest coś nie tak. – jasnowłosy skończył.

                Potrząsnąłem głową, po czym odwróciłem się. Zaczęliśmy ponownie zmierzać z Junem do parku.




* * *
(Oczami Keichiego)




Usiadłem obok Juna, tuż przy sporawym drzewie. Zacząłem rozmyślać, jak rozpocząć temat, aby jakoś rozluźnić atmosferę…

- Więc, jesteś gotów na swój pierwszy mecz? – jasnowłosy znów mnie wyręczył.
- Tak jakby…
- Co dokładnie masz na myśli mówiąc „tak jakby”?
- Stresuję się i w ogóle, ale jestem gotów zmierzyć się z Koichim. – powiedziałem stanowczo.
- To dobrze, że jesteś co do tego pewny. Rozumiem, że to może być dla Ciebie trudne, ale…
- Przeestań… - przeciągnąłem – Wszystko jest i będzie w porządku.
- Trzymam Cię za słowo.
- Dzięki za poparcie. – pokazałem ząbki.
- Noo i… To będzie pierwszy raz od kilku lat, kiedy zagramy razem! Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem podekscytowany!

                Zaśmiałem się.

- Domyślam się. – wywinąłem kąciki ust w górę.
- Ciekawi mnie tylko, jak będzie wyglądał mecz z Hiroshim… - nagle spoważniał.
- Hm… Z pewnością do łatwiejszych to on należeć nie będzie…
- Nie przejmuj się.
- Nie przejmuję… Tylko ciekawi mnie pewna rzecz…
- Jaka? – zapytał.
- Pamiętasz, jak wspominałem o mojej kłótni z Hiroshim?
- Hm… - zamyślił się – Coś mi świta…
- Nadal nie pamiętam, o co nam wtedy poszło…
- Czy ma to jakiś głębszy sens?
- Tak, ponieważ to ewidentnie było przyczyną mojej rezygnacji z koszykówki.

                Zapadłą chwila ciszy.

- Wspominałeś o tym… Więc, to Cię trapi?
- To zbyt mocne słowo… Po prostu ciekawi.
- Dziwne, że zapomniałeś o czymś takim… - zaznaczył.
- Prawda?
- Pomijając, miejmy nadzieję, że pójdzie nam dobrze.
- Tak. – kiwnąłem łebkiem – Oby…
- Może przejdźmy do jakiegoś luźniejszego tematu…
- Chętnie. – uśmiechnąłem się – Jun, użyczysz mi swoich nóg?
- Do czego? – zapytał.
- Położę się…
- Aaa, w takim razie nie mam żadnych przeciwwskazań.

                Ułożyłem się wygodnie na nogach Juna. Teraz miałem całkiem niezły widok. Dokładnie widziałem błękitne niebo, białe chmurki, a także uśmiechniętą twarz Motoyoshiego. Nawykowo zamknąłem oczy, przez co po chwili zasnąłem.



* * * 
(Oczami Juna)



- I zasnął… - powiedziałem cicho.

                Delikatnie przejechałem dłonią po twarzy Keichiego, spokojnie odgarnąłem włosy z jego czoła. Uwielbiam oglądać jego twarz… Gdy śpi, gdy się uśmiecha, kiedy się śmieje, rozmawia ze mną… Zawsze. Keichi poruszył noskiem, a także zaczął coś mamrotać. Myślałem, że zaczął się budzić, więc postanowiłem rozpocząć rozmowę.

- Wyspałeś się?
- Jun… - obrócił głowę, chyba nadal śpi.
- Co jest…? – nie wiem, dlaczego, ale nie mogłem przerwać rozmowy.
- Daisuki…

                Jego słowa wbiły mnie w ziemię. On nadal śpi, co bardziej świadczy o szczerości tych słów. Więc on naprawdę…

- Tak myślałem… - szepnąłem sam do siebie, lekko się uśmiechając.



* * *

Daisuki – Kocham Cię/Bardzo Cię lubię. – w tym przypadku „Kocham Cię”.




Mam nadzieję, że jest w miarę wyjaśnione...

9 komentarzy :

  1. Och & ach! Miód & malina! ;]
    Innymi słowy - słodki i śliczny rozdział ;]

    Nawet udało Ci się sprawić, że już aż tak bardzo NIE nie lubię Keichiego. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, bez przesady. XD
      pewnie już o tym wspominałam ileś tam razy, ale z tym opo dążę do końca. Zostało tylko przebrnąć przez mecze koszykówki, które nie będą tak istotne (xd), czyli 3 mecze, no to określając z góry, jeszcze jakieś 10 i koniec. A teraz mam dobry humor, egzaminy za tydzień, ale ja i tak mam to gdzieś i wolę sobie przesiedzieć cały czas pisząc coś, oglądając, więc z takimi rzeczami nie mam problemów. Dziwne, bo jak miałam mało rzeczy związanych ze szkołą, to się na niej bardzo skupiałam, a jak teraz mam straasznie dużo rzeczy, to mam to gdzieś i zajmuję się czymś innym/ ;o QvQ, ale się rozpisałam o niczym XD

      No widzisz, a to dopiero początek! Ja już sprawię, że sympatia powróci. xD

      Usuń
    2. Powodzenia na tych egzaminach ;]
      Niech Cię Azjaci oświecą mądrością :D ;p

      Usuń
    3. Ooo, dziękuję, oby tak się stało! xD

      Usuń
  2. ciekawy... fajny. tak po prostu fajny. sataniablog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj!

    W imieniu swoim i całej Załogi Ocenialni(www.Shiibuya.blogspot.com) z przyjemnością zapraszam Cię w nasze skromne progi. Chcesz uzyskać obiektywną opinię na temat swojego bloga? Jesteś ciekawy, co możesz poprawić, edytować, ulepszyć? Zastanawiasz się nad jakością Twych postów? Pragniesz, by ktoś zdiagnozował Twoją poprawność? Chcesz rozwijać się i tym samym sprawić, by inni chętniej odwiedzali Twoją stronę?
    Nasi Oceniający pomogą Ci rozwiać wszelkie wątpliwości, zanalizują treść, wyłapią słowne potyczki, przyjrzą się dokładnie Twojemu szablonowi i ramkom, doradzą Ci, jaki napis na belce będzie odpowiedni, postarają się zrozumieć adres i przesłanie bloga. Jesteś na to gotowy? Wspaniale! Nie czekaj i zgłoś się, jesteśmy tu dla Ciebie!

    Jeśli chciałbyś/chciałabyś dołączyć do naszej Załogi, serdecznie zapraszam do zakładki "Rekrutacja", ponieważ nabór jest aktualnie otwarty.

    PS Przepraszam za spam. Wiem, jak bardzo potrafi on człowieka zirytować, ale myślę, że rozumiesz, iż czasem bez niego nie da się przekazać innym usług Ocenialni. Jeśli uważasz to za stosowne, skasuj komentarz zaraz po przeczytaniu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    właśnie mnie też bardzo ciekawi o co się wtedy pokłócili, i ten facet może to był ten morderca? relacje między Koichim, a Junem się poprawiają...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic