poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 15.

ONE OK ROCK [Clock Strikes]




* * *



                Niecałe pół godziny temu wyszedłem z domu. Nie szedłem zbyt spiesznym tempem, w sumie w dalszym ciągu nim nie idę, mimo tego, iż jestem już spóźniony na lekcje. Mam wrażenie, że ostatnimi czasy moja frekwencja, jak i nauka drastycznie spadły w dół. Nie mówię tutaj o wagarach tudzież ucieczkach, tylko zwyczajnym zasypianiu. Przez to, że mamy teraz duży natłok treningów i sporo ćwiczeń zdarza się, że z rana jestem wyczerpany, a nawet obolały. Nauka… To także nie wygląda teraz u mnie najlepiej. Skupiłem się na grze i na… Junie. W dodatku mam dziwne wrażenie, że wczoraj, gdy zasnąłem, to coś mu powiedziałem…
                Kiedy znalazłem się przed budynkiem szkoły, niechętnie otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Rozejrzałem się. Pustka. Spokój. Cicho westchnąłem, następnie stawiając niewielkie kroki pokierowałem się w stronę klasy, w której aktualnie zajęcia miała moja barwna klasa. W momencie, w którym znalazłem się przed wejściem do niej, zacząłem sobie wyobrażać irytujące uwagi i upomnienia nauczyciela. Zakładam, że teraz tak łatwo mi nie popuści. W końcu już ostatnio był u granic wytrzymałości. Obawiam się, że tym razem dostanę naganę czy coś w tym stylu…
                Szarpnąłem za drzwi, po czym wszedłem do środka ze spuszczoną głową. Wydukałem przeprosiny, następnie zacząłem zmierzać w stronę swojej ławki. Gdy nauczyciel odchrząknął i twardo wypowiedział moje imię, odwróciłem się.

- Tak? – zapytałem, jak gdyby nigdy nic.
- Znów się spóźniłeś. – zaznaczył mroźnym tonem głosu.
- Tak…
- Nie uważasz, że zdarza się to zbyt często? – podniósł jedną brew do góry.
- … - nie odpowiedziałem.
- Proszę Cię, abyś został chwilę tutaj po lekcji. – powiedział – Chociaż, to jest raczej rozkaz, a nie prośba. – mężczyzna odwrócił się – Zajmij miejsce.

                Nieco zaskoczony zająłem swoje miejsce. Oczy całej klasy spoczywały na mojej osobie. Ale dlaczego? Przecież tylko zostanę chwilę w klasie… To nic nadzwyczajnego…

- W pewnym sensie go rozumiem… - powiedział cicho Jun – To zbyt często Ci się zdarza.
- Wiem. – spojrzałem na niego ukradkiem – I dzięki, że zostałeś ze mną wczoraj, gdy zasnąłem…

                Chłopak spojrzał na mnie lekko przymrużonymi oczami uśmiechając się łagodnie.

- Nie ma sprawy. – uśmiech się poszerzył.

                Mam dziwne wrażenie, że coś odwaliłem podczas snu… Albo to on coś zrobił…

- Zrobiłem coś dziwnego? A może powiedziałem? Wiesz, czasem zdarza mi się mówić różne rzeczy przez sen… - spojrzałem na niego niepewnie.
- Czy coś zrobiłeś? Nie…

                Westchnąłem z ulgą.

- Czy coś powiedziałeś? – znów spojrzałem na niego – Owszem. – uśmiechnął się pokazując ząbki.
- C-co takiego…? – zapytałem z teatralnym uśmiechem.
- … - jego wyraz twarzy spoważniał – Coś, co mnie bardzo ucieszyło… - lekki łuk zagościł na jego twarzy.

                Powinienem dalej pytać? On chyba i tak mi nic nie powie… Nie teraz… Znając go, trochę mnie będzie tym torturował, ale prędzej czy później powie mi o wszystkim. Taki już jest mój Jun. Mój Jun… Chciałbym móc tak oficjalnie o nim mówić… Eh, naprawdę go bardzo lubię, ale nie mogę mu tego wyznać… Może to znów źle odebrać i co wtedy? Z drugiej strony, jeżeli tego nie powiem, to ktoś mi go może sprzątnąć sprzed nosa. Co powinienem zrobić?



* * *



- Nie martw się, zajmę Ci tylko chwilę. – oznajmił nauczyciel.
- Dobrze… - kiwnąłem lekko głową.
- Spokojnie, nie mam zamiaru krzyczeć, więc nie krępuj się tak… - wyraz jego twarzy złagodniał – Pewnie doskonale wiesz, dlaczego tutaj jesteś. Ostatnio Twoje oceny, jak i frekwencja pogorszyły się.
- Zgadza się…
- Wielka szkoda, bo byłeś bardzo dobrym uczniem. – zaznaczył i podszedł bliżej – Przykro mi to mówić, ale…

                Kasukabe-sensei podszedł jeszcze bliżej, po czym stanął tuż przede mną. On… jest tak blisko…

- Jeżeli nie poprawisz się, to będę musiał wnieść wniosek o usunięcie Cię z drużyny. – oznajmił.
- S-słucham? – zapytałem spoglądając prosto w oczy bruneta z widocznym niedowierzeniem.
- Wiem, że szantaż jest nienajlepszym rozwiązaniem, ale biorąc pod uwagę przepisy będę musiał tak postąpić…
- A-ale Kasukabe…
- Bez gadania. – znów spoważniał, tonem wbijając mnie w podłogę – Popraw frekwencję i oceny, a o wszystkim zapomnimy. – czarnowłosy chwilę wpatrywał się w moją niepewną twarz.
- Dobrze… - zesmutniałem.

                Usłyszałem tylko ciche westchnięcie nauczyciela, co przykuło moją uwagę. Spojrzałem na mężczyznę. Spostrzegłem, że jego dłoń uniosła się w górę, a wyraz twarzy zmienił. Nie chcąc dopuścić do jakiegokolwiek zdarzenia, odchrząknąłem i oddaliłem się kawałek.

- Postaram się znaleźć kogoś dobrego z biologii. – oznajmiłem.
- Jasne. – burknął.
- Czy to już wszystko…?
- Jeżeli znajdziesz korepetytora, daj mi znać. Podam Ci listę materiałów do zaliczenia. – powiedział.
- Nie ma sprawy.
- W takim razie, do następnego. – zrozumiałem, że to już koniec rozmowy.
- Do widzenia. – gdy zamykałem drzwi, usłyszałem cichutkie „do widzenia”, które z pewnością miało nie być przeze mnie usłyszane.



* * *



                Gdy wyszedłem z budynku, rozejrzałem się po okolicy. Przy bramie dostrzegłem Juna. Bez chwili wahania podszedłem do chłopaka. Hej, chwila! Przecież Jun jest bardzo dobry z biologii, a z tego przedmiotu obecnie mam piekło.

- Cześć, Jun. – przywitałem się z chłopakiem.
- Yo. – odrzekł – I jak poszło?
- Nietypowo…
- To znaczy? – zapytał.
- Jeżeli się nie poprawię, to wylatuję z drużyny. – powiedziałem na jednym tchu z obojętnością.
- No co Ty? – otworzył szerzej oczy – Mówisz poważnie?
- Tak… - kiwnąłem łebkiem kilkakrotnie – Właśnie, jesteś dobry z biologii, prawda?
- No tak. – potwierdził.
- Więc, czy mógłbyś… - chwilę się zawahałem – Mnie pouczyć? – zapytałem niepewnie.
- Jasne…
- Idealnie! – westchnąłem z ulgą.
- To wszystko, co się wydarzyło? – dopytał.
- Hmm… - zastanowiłem się chwilę – Mówił jeszcze o mojej frekwencji, ale to nie będzie większym problemem.
- To wszystko?
- Tak.
- Więc nie jest źle.
- To idziemy teraz do mnie? – zapytałem zmieniając temat.
- Jasne. – posłał mi pogodny uśmiech.



* * *



                Gdy znalazłem się przed drzwiami frontowymi do domu, szarpnąłem za klamkę. Ku mojemu zdziwieniu, drzwi nie były zamknięte. Otworzyłem je szerzej, po czym wraz z Junem wszedłem do środka. Rodzice wrócili dziś wcześniej? Hmm, może…

- Chyba ktoś jednak wrócił. – zaznaczyłem.

                Wszedłem do salonu, gdzie na dużej sofie dostrzegłem postać o orzechowej burzy włosów. O ile pamiętam, nie mam w rodzinie nikogo takiego…

- Cześć…? – bardziej zapytałem, niż się przywitałem.

                Mężczyzna podniósł się z kanapy, następnie obrócił i spojrzał na mnie.

- Yuu…?
- Dobry, Keichi i… Jun? – jasnowłosy tylko kiwnął głową.
- Przyjechałeś wcześniej, niż myślałem… No i Twoje włosy, znów przefarbowałeś… Chociaż, w tym kolorze wyglądasz dojrzalej niż wcześniej, więc trzymaj się go. – puściłem mu oczko.
- Taki mam plan. – odpowiedział jakoś… normalnie.
- Więc… - zacząłem idąc w stronę sofy ciągnąc za sobą Juna – Opowiadaj, jak Ci się żyje w Ameryce?
- Dobrze. – powiedział krótko. Aż uchyliłem ze zdziwienia usta.
- Tylko tyle…? – spojrzałem na niego marszcząc brwi – Jesteś chory?
- Haha, a Ty jak zwykle. Człowiek chce być poważny, a jest od razu oskarżany o nie najlepsze samopoczucie.
- Nie dziw się! Zawsze byłeś jak dziecko, więc nagła zmiana w dojrzałą osobę po prostu Ci nie pasuje! – zaśmiałem się.
- No wiesz co? – nadymał policzki.
- Po prostu poważne zachowanie nie leży Ci w naturze. – zachichotałem.
- Ooo, więc spotkałeś swoich dawnych przyjaciół! – Yuu zwrócił wzrok na Juna, nagle zmieniając temat.
- Owszem. – powiedziałem dumnie.
- Więc teraz Ty i Junishi?
- No tak. – pokiwałem głową.
- I gracie razem w kosza?
- Yup. – potwierdziliśmy jednocześnie.
- No to ciekawie widzę. – pokazał ząbki..

                I w ten oto sposób rozpoczęła się nasza długa rozmowa.



* * *



               Nasza rozwinięta rozmowa trwała kilka godzin. Na zewnątrz zdążyło się już ściemniać, co przykuło uwagę Juna. Yuu z jasnowłosym złapali dobry kontakt i raczej się polubili. Ale ja, nie wiedzieć czemu, jestem zazdrosny, gdy widzę, jak Jun i Yuu rozmawiają, czy też śmieją się wzajemnie... Doprawdy, co się ze mną dzieje...

- No to ja się chyba będę zbierał. - oznajmił Jun.
- Tak wcześnie?
- Jutro mamy mecz przeciwko Koiechiemu, a zanim dojadę do domu, przygotuję się i zjem coś to trochę minie...
- Więc może zostaniesz tutaj na noc? - zaproponowałem.
- Nie będę się narzucał? - zapytał niepewnie.
- Skąd. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- W takim razie, chyba nie mam z tym problemu...
- To dobrze. - wywinąłem delikatnie kąciki ust w górę - Przygotować Ci pokój gościnny, czy możesz spać ze mną? - zapytałem z nadzieją, że Jun przystąpi na to drugie.
- Nie chcę sprawiać żadnych kłopotów, więc chyba będziemy dziś spali razem. - pokazał ząbki.
- Okej.

               Yuu musiał standardowo nam podokuczać, ale czego innego tu się po nim spodziewać. Przez chwilę nam dogryzał, ale w końcu poszedł na górę spać, wcześniej uprzedzając nas o tym. Zostaliśmy sami z Junem, więc postanowiliśmy coś pooglądać w telewizji. W końcu muszę w jakiś sposób odbiec myślami od jego osoby... Przebywanie w jego towarzystwie robi się dla mnie coraz trudniejsze.

- Gotowy na jutrzejszy mecz? - zapytał spoglądając na mnie.
- Można tak powiedzieć...
- Cieszę się.
- Jak myślisz, wygramy?
- Ciężko to ot tak określić... - odgarnął włosy - Koichi sam w sobie już jest poważnym przeciwnikiem, a dodać resztę drużyny... No cóż, to z pewnością będzie jeden z tych trudniejszych meczów.
- Myślę podobnie. - powiedziałem.

               Ilekroć na niego patrzę, to mam coraz większą chęć wszystko mu wyznać. To paskudne uczucie być obok osoby, którą się kocha, lecz nie móc jej tego wyznać. Chciałbym, by w końcu było po wszystkim, by Jun się o wszystkim dowiedział i to zaakceptował... Uwierzył w to... Jednak, boję się, że odbierze to tak samo, jak za pierwszym razem. Że nie uwierzy mi, nie będzie chciał tego przyjąć do wiadomości, a co najważniejsze... Nie będzie w stanie odwzajemnić moich uczuć.



* * * 



               Kilka minut zaczęliśmy przygotowywać wszystkie rzeczy na jutrzejszy dzień. Pożyczyłem Junowi jakieś ubranie do spania, po czym wybrałem coś dla siebie. Szybko przebraliśmy się, a następnie wróciliśmy do pokoju. Jun jako pierwszy położył się do łóżka, ponieważ ja jeszcze musiałem coś sprawdzić. Gdy sprawdziłem maila, położyłem się obok jasnowłosego. Cholercia, czuję, jak moje serce zaczyna bić głośniej ze zdenerwowania. Tylko leżymy obok siebie, niby takie banalne, ale i tak sprawia, że robi mi się gorąco. Podniosłem się z łóżka, następnie usiadłem na nim po turecku.


- Jun... - zacząłem - Muszę... Muszę Ci coś powiedzieć.
- Co takiego? - zapytał siadając obok mnie.
- Bo widzisz... Od jakiegoś czasu ja... - kiedy pokierowałem oczy na twarz Juna, dostrzegłem urzekający uśmiech.

               Z trudem przełknąłem ślinę, następnie odwróciłem się w stronę chłopaka.Ułożyłem dłonie na jego ramionach, które pod wpływem impulsu mocno zacisnąłem. Uniosłem głowę ku górze, dzięki czemu dostrzegłem twarz Juna. Sądziłem, że chłopak będzie zaskoczony, czy też nawet przerażony, a on... Uśmiecha się w najnormalniejszy sposób.
               W momencie, w którym zacząłem przymykać powieki, moje ręce automatycznie oplotły szyję jasnowłosego. Gdy nasze usta połączyły się, przeszły przeze mnie przyjemne dreszcze. Nawet z tak delikatnego pocałunku potrafię wyciągnąć tyle uczuć. Ręce Juna objęły mnie w talii, dzięki czemu niepewnie rozpocząłem pocałunek. Ku mojemu zdziwieniu, bursztynooki odwzajemnił go bardzo szybko, w dodatku ze sporą namiętnością. Jego język badał wnętrze moich ust, a dłonie gładziły moją skórę, delikatnie podszczypując ją. W mgnieniu oka leżałem na łóżku, a Jun znajdował się nade mną. Dłonie chłopaka błądziły po moim torsie, co chwile zaczepiając o twarde już sutki. Gdy uszczypnął jeden, bezwstydnie jęknąłem mu prosto w usta, co wyraźnie spodobało się Motoyoshiemu. Jun z każdą chwilą bardziej napierał, przez co ciężko było mi złapać oddech. Nasze serca biły głośno i szybko, a oddechy były nierówne. Po każdym dotyku Juna moje ciało płonęło. Nie mam pojęcia jak to opisać, to uczucie jest tak niesamowicie przyjemne, że chciałbym, aby trwało przez bardzo długi czas.
               Kiedy przerwaliśmy pocałunek, zawstydzony położyłem głowę na torsie Juna. Nie chciałem na razie spoglądać w jego śliczną twarz, ponieważ czułem, że jestem czerwony jak pomidor.

- Ja już sam nie wiem... - zacząłem po dłuższej chwili ciszy - Miałem tak wiele teorii i przypuszczeń co do zakochania się, do miłości, ale teraz... Nie mam pojęcia! - wziąłem kilka głębszych oddechów - Ja... Naprawdę uważam, że się w Tobie zakochałem... Nie wiem, czy mi wierzysz, czy w ogóle chcesz mi wierzyć, ale mówię prawdę! - poczułem znacznie większą ulgę - I też nie mam pojęcia, czy to jest dziwne, ale chcę, by chwile takie jak te trwały wiecznie.

               Jun uśmiechnął się szczerze oraz przytulił mnie mocno do siebie. W pewnym sensie mnie to ucieszyło, bo raczej nie odrzucił moich uczuć. Raczej... Nie minęła dłuższa chwila, gdy oddalił mnie do siebie. Niepewnie spojrzałem w twarz chłopaka, a gdy zobaczyłem, że patrzy na mnie przymrużonymi, szklistymi oczyma, usłyszałem niebywale głośne bicie własnego serca.

               Poczułem niezwykle przyjemne mrowienie, gdy nasze usta po raz kolejny połączyły się. Pojedyncza, krystaliczna łza szczęścia spłynęła w dół po mojej twarzy.



* * *
______________________________

Dobra, jakoś udało mi się napisać! Z pewnością nie wyszło tak dobrze, jak za pierwszym razem, ale chyba nie jest źle, prawda? ;x
Aaa, i jeszcze jedno. 
Dopiero 2 dni temu odczytałam wiadomość o jakimś konkursie, do którego się... dostałam? xd
No, mniejsza. Jest taka ankieta, w której trzeba głosować na najlepsze opowiadanie. Problem w tym, że trzeba się reklamować, a ja zbytnio nie mam na to czasu, a jestem troszkę w tyle. ;d
Więc, jeżeli możecie, to oddajcie głos na mnie. Będę wdzięczna XD


Po wciśnięciu linku powyżej, zostaniecie przeniesieni na bloga "SNAYS".
Gdy zjedziecie niżej, po prawej zobaczycie ankietę.
Głos oddajcie na "Rozdziały I, II Chizu-Chan"
Z góry dzięki xd


A teraz, wracając do opowiadania - teraz mam zrobiony rozpis na kilka następnych rozdziałów, w trakcie egzaminów się troszkę nudziłam, więc coś tam powymyślałam. ;d 
Miejmy nadzieję, że się ruszę i w końcu zacznę szybko pisać, bo do końca tego opowiadania zbyt wiele nie zostało, jak z resztą widać po zwrocie akcji (jeżeli można tak to nazwać xd)
I teraz mój problem tkwi w tym, że mam kilka pomysłów na nowe opowiadanie, które są jak dla mnie nieprzeciętne, ale nie mam pojęcia od którego zacząć. Na takie bardziej "wzruszające" historie mam bodajże 3 pomysły, a one będą miały po... 5 rozdziałów? Coś takiego. 
Na resztę też mam troszkę, ale chyba zacznę od tych bardziej "łapiących za serce". ;d 
Tylko teraz pomyśleć, od którego pomysłu zacząć.
Jednak, na początku zajmę się zakończeniem tej serii! :D

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 14.




* * *



                Od ostatnich zdarzeń, można nawet dodać nieprzyjemnych, minął ponad miesiąc. Naprawdę wiele się w ciągu tych tygodni zmieniło. Może zacznę opowiadać po kolei… Moje relacje z chłopakami poszły w górę. Z Akihito stopniowo poznawaliśmy się lepiej, nawet spędzaliśmy razem dużo czasu. Wspólne treningi, wypady... Te wszystkie rzeczy sprawiły, że ta wysoka bariera między nami nagle zmalała. Podobna sytuacja miała miejsce z Junem… Myślę, że zaczął mi wybaczać, ponieważ tydzień po niemiłym incydencie w klubie dla gejów, postanowił się do mnie normalnie zwracać. Chłopak zaczął zmniejszać dzielący nas dystans, wyjaśniliśmy sobie wszystkie sprawy. I to wyszło nam w sumie na dobre. Teraz, mogę z łatwością stwierdzić, iż nasza relacja powraca do dawnego stanu. Cieszy mnie to. Streszczając, ja, Jun i Aki jesteśmy sobie bliżsi.
                Co się zmieniło u mnie? Więc, moja kontuzja została „wyleczona”, teraz mogę już normalnie brać udział w treningach, ćwiczeniach. Ale niestety, jeszcze nie grałem w żadnym meczu. A, jeżeli mowa o meczu… Tak zwane ćwierćfinały już za dwa dni! Jestem mega zestresowany! Mam ogromną nadzieję, że nie wypadnę źle. Chłopaki nabrali już wprawy i pewności, w końcu zagrali dwa mecze eliminacyjne oraz jeden przed ćwierćfinałami. Nasz nowy przeciwnik jest dobrą szkołą, ale nie jakąś prestiżową.
                Dziewczyny… Kurumi wyszła już ze szpitala, ale niestety w dalszym ciągu ma spotkania z psychiatrą. Jednak wspomnienia po tak traumatycznym przeżyciu nie znikają zbyt szybko… Tego „mordercy” także nie odnaleziono. Się dobrze koleś chowa… Suzuhara wróciła do domu. Musi zdać jakieś egzaminy, a dopiero wtedy będzie mogła podjąć się nauki w tutejszych szkołach z internatem. Wygląda na to, że jej zależy, wiec trzymam za nią kciuki. Dostałem także wiadomość od Yuu. Ma przyjechać do Tokio w ciągu tygodnia. Tak wiele go ominęło…
                Ja też… Nabrałem większego dystansu do ludzi. Nie chcę powtórek z klubu. Jestem ostrożniejszy… Nawet nie tykam już alkoholu, czy też podobnych rzeczy. Nie chcę ponownie zawalić.



* * *



                Była niedziela. Na dworze całkiem słonecznie, ale ja i tak wolałem przesiedzieć w domu. Ostatnimi czasy dosyć często to robiłem. Zamiast gdzieś wyjść, spotkać się z kimś, to całymi dniami siedziałem w domu oglądając telewizję, wyjątkowo czasem w coś zagrałem. Nie miałem ochoty nigdzie wychodzić. Wolałem wypoczywać. W końcu, za dwa dni mecz. Chociaż… Może to wyjść na lekko olewackie podejście, ale tak nie jest.
                Gdy spojrzałem leniwie w bok, dostrzegłem wibrujący telefon. Niechętnie, aczkolwiek w miarę szybko chwyciłem przedmiot w dłoń, po czym spojrzałem na wyświetlacz. Wiadomość od Juna. Ciekawe, dlaczego do mnie napisał… Odblokowałem ekran, następnie zacząłem czytać wiadomość. Chłopak spytał mnie, czy chciałbym gdzieś wyjść. Wychodzi na to, że nie jestem jedynym, który przesiaduje w tak ładny dzień przed telewizją. W sumie, czemu nie. Mogę gdzieś wyjść. Szybko odpisałem koledze, następnie wysłałem pozytywną odpowiedź.
                Mam niecałą godzinę, aby się przygotować. E tam, wyrobię się bez większych problemów. W końcu to tylko zwykłe spotkanie, nie żadna randka… To nie jest randka, prawda? Nie, chyba by mnie uprzedził. Po-poza tym, nawet on pewnie nie jest jeszcze na to gotów. Tak, to zdecydowanie najzwyklejsze spotkanie. A-ale, nie zaszkodzi, jeżeli się trochę przygotuję…
                Podniosłem cztery litery z sofy, następnie szybko udałem się do swojego pokoju z niewielkim bananem na twarzy. Otworzyłem szafę, później z kolei zacząłem ją przeszukiwać w poszukiwaniu jakichś ubrań. Zdecydowałem się na biały sweterek w ciemne paski, czarne rurki oraz szarą, dłuższą wiatrówkę. Chwyciłem ubrania, po czym pobiegłem do łazienki. Szybko zarzuciłem na siebie przygotowany strój, dokładnie go poprawiając. Stanąłem przed lustrem, przeczesałem i ułożyłem włosy, umyłem zęby… Nie zeszło mi tak dużo czasu, więc mogę teraz bez pośpiechu dotrzeć na miejsce spotkania. Zbiegłem na dół, założyłem czarne, pełne buty, zarzuciłem wiatrówkę i wyszedłem z domu. Zamknąłem drzwi frontowe na zamek, następnie zacząłem iść na wcześniej umówione miejsce.



* * *



                Po dotarciu do parku, zacząłem rozglądać się za Junishim. Z początku nie mogłem go nigdzie zauważyć, jednakże chwilkę później dostrzegłem jego osobę na ławce. Siedział i spoglądał na niebo. Podbiegłem do chłopaka.

- Długo czekałeś? – zapytałem automatycznie – A tak w ogóle, to cześć. – usiadłem obok chłopaka.
- Cześć… Nie, nie czekałem długo. Dopiero, co przyszedłem. – uśmiechnął się lekko.
- To dobrze… - odetchnąłem – Bałem się, że czekałeś na mnie trochę…
- Nie, spokojnie.
- Nie ustaliliśmy nic wcześniej… Masz jakieś pomysły? – zapytałem.
- Na początek moglibyśmy pójść coś zjeść. – zaproponował.
- Czemu nie. – wzruszyłem ramionami.
- To chodźmy.

                Obydwaj podnieśliśmy się z miejsca, po czym pokierowaliśmy się w stronę pobliskiego „O’bento!”. Uwielbiam potrawy, które przyrządzają. Junishi w trakcie drogi trochę ze mną porozmawiał. Po dotarciu do lokalu, zajęliśmy miejsce przy stoliku położonym w oddali, następnie zamówiliśmy kilka rzeczy. Kelnerka zapisała zamówienie i odeszła.

- Jun, stresujesz się nadchodzącym meczem? – zapytałem.
- No pewnie, że tak. Z resztą, tak jak każdy…
- Jakoś słabo to okazujecie.
- Przecież żaden z nas nie będzie publicznie rozpaczał. – zaśmiał się.
- Tak…

                Uwielbiam jego uśmiech. Jego całokształt. To zawsze dodaje mi otuchy… Jestem pewien, że to uczucie wcale nie minęło… To nie jest ślepa pseudo-miłość, ale moje szczere uczucie. Nawet po tej niemiłej kłótni, nawet po tych wszystkich zdarzeniach ono nie minęło. Ale… Nie mogę mu tego teraz wyznać. Boję się, że on znów nie weźmie mnie na poważnie i tylko rozpocznę kolejną kłótnię. A zależy mi na dobrej relacji z nim… Muszę poczekać na odpowiedni moment. Wtedy powiem szczere „Kocham Cię”. Teraz… To jeszcze nie ta pora. Będę to odczuwał. Jestem pewien.

- Proszę, życzymy smacznego. – młoda dziewczyna położyła talerze na naszym stole, następnie oddaliła się.
- Itadakimasu. – powiedzieliśmy jednocześnie, po czym uśmiechnąłem się pod nosem.



* * *

(Oczami Juna)



                Keichi co jakiś czas na mnie spogląda, a gdy nasze oczy się spotkają, panikuje i odwraca wzrok. Coraz częściej mam wrażenie, że to, co wtedy mi mówił było prawdą… Ale nie mam jeszcze zamiaru tego uznawać. Muszę mieć pewność, że nie będzie więcej takich zdarzeń jak wtedy, w tym klubie… Chociaż, to nie była tylko jego wina… Rozumiem go w pełni, dlatego też nie mam mu tego za złe. Lubię go, nawet bardzo. Ale to strasznie delikatne określenie tego, co tak naprawdę do niego czuję. Kocham go. Od dłuższego czasu, bardzo długiego… Nie chcę jeszcze tego mówić. Poczekam…

- Hej, Jun, spróbuj tego! – krzyknął Keichi wymachując mi widelcem przed twarzą.
- Dobra, dobra. – zaśmiałem się i zjadłem małżę – Nie przepadam za owocami morza, ale to jest nawet dobre…
- Nawet?! – oburzył się, co wyglądało bardzo zabawnie.

                Tylko skinąłem głową i ponownie zaśmiałem się.

- Zdecydowanie, to nie przeminęło… - szepnąłem pod nosem.
- Słucham? Mówiłeś coś? – zapytał.
- Aaa, nie, nic takiego!
- Hmm, no okej. – ponownie zabrał się za jedzenie.

                Tak, zdecydowanie to uczucie nie przeminęło.



* * *

(Oczami Keichiego)



                Po tym, gdy wyszedłem z Junem z lokalu, zacząłem się rozglądać i rozmyślać, gdzie można by się teraz udać. Rozważałem opcję, aby wrócić do parku. Tam jest całkiem przyjemna atmosfera, a pogoda w dalszym ciągu należy do tych lepszych.

- Możemy teraz wrócić do parku, co Ty na to? – zaproponował Jun.
- Miałem właśnie zapytać o to samo…
- W takim razie się zgadzamy. – ulżyło mu.
- Więc chodźmy. – posłałem mu lekki uśmiech.

                Zaczęliśmy iść niezbyt śpiesznym tempem. Co jakiś czas ukradkiem spoglądałem na Juna, który na szczęście nie zdołał tego zauważyć. W pewnym momencie, przed sobą dostrzegłem dosyć wysokiego mężczyznę. Ubrany był w czarny, długi płaszcz sięgający za kolana. Nie rozumiem, jak on może w tym wytrzymywać w taki gorąc… Dziwny mężczyzna. Przechodząc obok, spojrzał w moje oczy mroźnym wzrokiem, co od razu wbiło mnie w ziemię. Aż przeszły przeze mnie ciarki. Odwróciłem się za nim, mając dziwną obawę. Nie wiem czemu, ale jestem przerażony…

- Coś nie tak? – zapytał Jun.
- Ten koleś… - skinąłem głową na oddalającą się sylwetkę postaci – Wytwarza tak nieprzyjemną aurę…
- Też to poczułeś?

                Chwilę z Junem wpatrywaliśmy się w podejrzanego mężczyznę.

- Zdecydowanie… - zacząłem.
- Z nim jest coś nie tak. – jasnowłosy skończył.

                Potrząsnąłem głową, po czym odwróciłem się. Zaczęliśmy ponownie zmierzać z Junem do parku.




* * *
(Oczami Keichiego)




Usiadłem obok Juna, tuż przy sporawym drzewie. Zacząłem rozmyślać, jak rozpocząć temat, aby jakoś rozluźnić atmosferę…

- Więc, jesteś gotów na swój pierwszy mecz? – jasnowłosy znów mnie wyręczył.
- Tak jakby…
- Co dokładnie masz na myśli mówiąc „tak jakby”?
- Stresuję się i w ogóle, ale jestem gotów zmierzyć się z Koichim. – powiedziałem stanowczo.
- To dobrze, że jesteś co do tego pewny. Rozumiem, że to może być dla Ciebie trudne, ale…
- Przeestań… - przeciągnąłem – Wszystko jest i będzie w porządku.
- Trzymam Cię za słowo.
- Dzięki za poparcie. – pokazałem ząbki.
- Noo i… To będzie pierwszy raz od kilku lat, kiedy zagramy razem! Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem podekscytowany!

                Zaśmiałem się.

- Domyślam się. – wywinąłem kąciki ust w górę.
- Ciekawi mnie tylko, jak będzie wyglądał mecz z Hiroshim… - nagle spoważniał.
- Hm… Z pewnością do łatwiejszych to on należeć nie będzie…
- Nie przejmuj się.
- Nie przejmuję… Tylko ciekawi mnie pewna rzecz…
- Jaka? – zapytał.
- Pamiętasz, jak wspominałem o mojej kłótni z Hiroshim?
- Hm… - zamyślił się – Coś mi świta…
- Nadal nie pamiętam, o co nam wtedy poszło…
- Czy ma to jakiś głębszy sens?
- Tak, ponieważ to ewidentnie było przyczyną mojej rezygnacji z koszykówki.

                Zapadłą chwila ciszy.

- Wspominałeś o tym… Więc, to Cię trapi?
- To zbyt mocne słowo… Po prostu ciekawi.
- Dziwne, że zapomniałeś o czymś takim… - zaznaczył.
- Prawda?
- Pomijając, miejmy nadzieję, że pójdzie nam dobrze.
- Tak. – kiwnąłem łebkiem – Oby…
- Może przejdźmy do jakiegoś luźniejszego tematu…
- Chętnie. – uśmiechnąłem się – Jun, użyczysz mi swoich nóg?
- Do czego? – zapytał.
- Położę się…
- Aaa, w takim razie nie mam żadnych przeciwwskazań.

                Ułożyłem się wygodnie na nogach Juna. Teraz miałem całkiem niezły widok. Dokładnie widziałem błękitne niebo, białe chmurki, a także uśmiechniętą twarz Motoyoshiego. Nawykowo zamknąłem oczy, przez co po chwili zasnąłem.



* * * 
(Oczami Juna)



- I zasnął… - powiedziałem cicho.

                Delikatnie przejechałem dłonią po twarzy Keichiego, spokojnie odgarnąłem włosy z jego czoła. Uwielbiam oglądać jego twarz… Gdy śpi, gdy się uśmiecha, kiedy się śmieje, rozmawia ze mną… Zawsze. Keichi poruszył noskiem, a także zaczął coś mamrotać. Myślałem, że zaczął się budzić, więc postanowiłem rozpocząć rozmowę.

- Wyspałeś się?
- Jun… - obrócił głowę, chyba nadal śpi.
- Co jest…? – nie wiem, dlaczego, ale nie mogłem przerwać rozmowy.
- Daisuki…

                Jego słowa wbiły mnie w ziemię. On nadal śpi, co bardziej świadczy o szczerości tych słów. Więc on naprawdę…

- Tak myślałem… - szepnąłem sam do siebie, lekko się uśmiechając.



* * *

Daisuki – Kocham Cię/Bardzo Cię lubię. – w tym przypadku „Kocham Cię”.




Mam nadzieję, że jest w miarę wyjaśnione...

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic