sobota, 29 marca 2014

Rozdział 12.

Z góry piszę, że niestety w tym rozdziale nie ma większej akcji. W ogóle, to chciałam go rozbić na 2, bo wyszedł dosyć długi, ale nie będę już przeciągała, bo obiecałam "akcję" w 13. c: I oczywiście, akcje będzie w 13, myślę że nawet spora. Dlatego, od razu biorę się za pisanie. Raczej nie będę już przeciągała terminu, jak to było z tym rozdziałem. ;)

__________________________________________




* * *



- Proszę, Twoja kawa. – położyłem kubek na szklanej ławie, a następnie klapnąłem na sofie – O czym chciałeś porozmawiać?
- Być może to zabrzmi zabawnie, ale stresuję się jutrzejszym meczem… - niebieskowłosy westchnął.
- Jak mogę Ci pomóc? – zapytałem.
- Tego to ja nawet nie wiem… Jednak, jesteś raczej jedyną osobą, do której mogę się zwrócić. Rozmowa z Kejim, Hisashim lub Ayako tylko sprawiłaby, że zestresowałbym się bardziej… - oznajmił.
- Rozumiem! Więc, to z tego powodu wcześniej byłeś taki zdenerwowany.
- Wcześniej? – zapytał – Co masz dokładnie na myśli?
- No wiesz, po tym, jak przyjechaliśmy do Tokio. Pod moim domem. Wyglądałeś na trochę zakłopotanego i zmieszanego…
- T-to? – nagle zaczął trochę panikować – To chyba… Raaczej nic poważnego nie miałem na myśli… - podrapał się w tył głowy.
- Na pewno? Znamy się od jakichś dwóch tygodni i dopiero pierwszy raz zdołałem zauważyć, że zachowujesz się… panicznie?
- T-tak uważasz? – spojrzał w moje oczy swymi diamentami.
- No raczej. Zawsze mi doradzałeś w wielu sprawach, więc, jeśli teraz coś jest na rzeczy, to możesz mi powiedzieć.
- Naprawdę? – dopytał – Nie będzie to… dziwne?
- A dlaczego miałoby być?
- Chyba nie mam wyboru… - westchnął, lecz po niedługiej chwili ciszy zaczął kontynuować – To dlatego, ponieważ… ja Cię…
- Keichi!!! – po domu rozległ się kobiecy głos, na co Akihito zareagował lekką irytacją.

                Po chwili, zza rogu wyszła ubrana w długi, szary płaszcz Kumi, która na widok siedzącego niebieskowłosego trochę się zmieszała.

- Przeszkodziłam wam w czymś? – zapytała.
- Tak jakby… - odpowiedziałem, ukradkiem spoglądając na kolegę – No, Aki, możesz dokończyć?
- Nieważne… - chłopak wstał z sofy mając smutny wyraz twarzy, następnie udał się w stronę drzwi frontowych.
- To ja może pójdę na górę… - oznajmiła.

                Widząc Akiego, który zakładał już buty, podniosłem się ze skórzanej sofy, po czym pobiegłem w jego stronę. Gdy Aki miał złapać za klamkę, wyprzedziłem go, szybko chwytając jego zimnawą dłoń. Delikatnie przyciągnąłem go do siebie. Chłopak stanął przede mną. Na jego bladej, porcelanowej cerze mogłem dostrzec różowiutkie rumieńce. Spojrzałem w jego diamentowe oczy, które od całej tej sytuacji niezwykle się mieniły.

- Co jest? – zapytałem – Nie wyglądasz normalnie… Aki, co się stało?

                Chłopak w ramach odpowiedzi zrobił jeden krok w tył, jednocześnie zaciskając prawą dłoń w pięść. Wygląda, jakby był na coś zły. Jego usta wyglądają aktualnie, jak prosta kreska. Po wzięciu głębszego oddechu, rozluźnił uścisk dłoni, następnie stanął w niewielkiej odległości ode mnie. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zorientowałem się, kiedy położył dłonie na moich ramionach. Teraz w jego oczach mogłem dostrzec stuprocentową powagę. Domyślam się, do czego to zmierza, jednak nie czuję potrzeby, aby to przerywać. Można nawet powiedzieć, że podoba mi się to… Zacząłem przymykać powieki oraz uchylać usta. Nie minęło dużo czasu, jak dłoń Akiego dotknęła mojej twarzy. Ona jest taka chłodna… Odległość dzieląca nasze twarze bardzo szybko zaczęła się zmniejszać, aż w końcu usta niebieskowłosego zetknęły się z moimi. Ten pocałunek jest taki delikatny, ale i tak przyprawa mnie o ciarki. Po upłynięciu kilku sekund diamentooki przerwał pocałunek, następnie oddalił się ode mnie, robiąc kilka kroków w tył. Spojrzał na mnie mglistym wzrokiem, po czym rozpoczął rozmowę.

- To jest moja odpowiedź. – oznajmił stanowczo.

                Przez chwilę otępiale wpatrywałem się w chłopaka, jednakże po upłynięciu niewielkiej ilości czasu zrozumiałem, co zrobiliśmy.

- Dlaczego… mnie pocałowałeś? – zapytałem trochę się jąkając.
- A dlaczego Ty mnie nie odepchnąłeś? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

                Opuściłem głowę w dół.

- Nie wiem…
- Mhm… Po prostu pomyśl o tym.
- Więc… To Cię głowiło przez cały ten czas?
- Tak… - spojrzał w bok trochę speszony.
- … - przez chwilę przemilczałem – Lubisz mnie?

                On w ramach odpowiedzi kiwnął tylko twierdząco głową.

- Więc to tak…
- Teraz już wiesz. – westchnął – Rozumiem, że to może być dla Ciebie dziwne, ale wolałem Ci powiedzieć, niż się z tym kryć.
- Nie, to nie tak… Dziękuję Ci, ale muszę to wszystko przemyśleć.
- Cieszę się. – uniósł kąciki ust w górę – W takim razie lepiej wrócę do siebie. Do zobaczenia.
- Tak, do jutra. – pomachałem na pożegnanie.

                Już jutro nasz pierwszy mecz… Musimy go wygrać za wszelką cenę. Ale… Co, jeżeli to, co przed chwilą się wydarzyło, może zmienić jakąś rzecz w zachowaniu Akihita i przebieg jutrzejszego meczu?



* * *



                Szliśmy całą drużyną przez przyciemniony korytarz. Jeszcze kilka kroków i w końcu znajdziemy się w miejscu, gdzie zagramy nasz pierwszy, ważny mecz eliminacyjny. Nawet, jeżeli nie gram, to stresuję się równie dobrze, jak chłopaki z pierwszego składu. Będę ich wpierał tak bardzo, jak mi się uda. Nie możemy zawalić. Zawody są dla nas ważne… Musimy pokazać im na starcie, na co nas stać.
                Po postawieniu kilku kroków, Ayako otworzyła ogromne drzwi, przez które od razu mogliśmy przejść do głównej sali. Gdy wszedłem z chłopakami do pomieszczenia, moim oczom ukazał się tłum ludzi siedzących na trybunach. Spodziewałem się różnych osób, ale tak wielu, to nie. Miło.

- Dużo ludzi… - burknąłem.
- To normalka. – powiedział Keji.
- Gdzie są nasi przeciwnicy? – zapytał Junishi.

                Hisashi rozejrzał się po sali, następnie dyskretnie wskazał palcem na grupkę koszykarzy, którzy siedzieli całkiem niedaleko. Trochę się zdziwiłem, ponieważ ich drużyna na pierwszy rzut oka nie wygląda na dobrze zgraną. Podobnież ich umiejętności także nie są najlepsze, jak to wspominał Hisashi… Oby te informacje, które nam podał były w stu procentach prawdziwe.

- Z początku mieliśmy zagrać, jako trzeci, jednak zaszła mała zmiana planów i niestety, ale pierwszy mecz przypada nam. Macie niecałe trzydzieści minut na rozgrzewkę. Weźcie także pod uwagę fakty, o jakich wspominałem na treningu. – chłopak spojrzał na mnie – Takeichi, byłoby dobrze, gdybyś pomógł mi w ocenianiu siły przeciwnika.
- Jasne…
- Dobra, chłopaki, musimy się dokładnie przygotować!
- Tak! – przytaknęła reszta drużyny.



* * *



                Wszyscy zajęli właściwe miejsca. Ludzie na trybunach chwilowo ucichli, drużyny zebrały się w odpowiednich miejscach, a reszta zakończyła przygotowania. Sędziowie, komentatorzy, wszyscy znajdowali się na swoich miejscach. Mecz się za chwilę rozpocznie. Na środek wyszedł niski mężczyzna, który od razu ogłosił początek eliminacji. Wyczytał wszystkie drużyny oraz kolejność rozgrywek. Tak, jak wspominał Hisashi – nasza drużyna gra, jako pierwsza. Jestem pewien, że sobie poradzą. Po wypowiedzeniu wszystkich ważnych informacji, mężczyzna wrócił do reszty komentatorów. Gdy upłynęło kilka sekund, rozmowy oraz przekrzykiwania przerwał, czy też może zagłuszył dźwięk, który świadczył o rozpoczęciu pierwszych, ważnych eliminacji.

- Mecz eliminacyjny, pomiędzy prywatną akademią Shinkanjuu, a prywatnym liceum Katake rozpocznie się za dwie minuty. Zawodnicy proszeni są o wystąpienie. – oznajmił jeden z komentatorów.

                Keji, Akihito, Junishi, Katzuma oraz Yamamoto ostatni raz na nas spojrzeli, następnie udali się w wyznaczone miejsce. Po chwili, w ich ślady ruszyła drużyna przeciwników. Gdy zobaczyłem ich środkowego, zamurowało mnie. Jest OGROMNY. I ma takie nieproporcjonalne, duże dłonie… Nawet, jeżeli jego umiejętności nie są takie dobre, to i tak może być dobrym przeciwnikiem. Drużyny ustawiły się po przeciwnych stronach linii, następnie członkowie ukłonili się przed sobą.

- Niech Cię nie przerazi jego wzrost, widziałem go podczas gry. Nie jest dla nas sporym zagrożeniem. – powiedział Hisashi.
- A-ale…. Nie dziwi Cię to, że do pierwszego składu, do tego w ważnych eliminacjach, wystawili kogoś, kogo umiejętności mogą sprawić, że na wygraną nie będzie żadnych szans? – zapytałem.
- Teraz, jak tak mówisz… - spojrzał na drużynę przeciwników – Wyglądają… Na zbyt pewnych siebie… Czyżbym się pomylił? Nie, to coś innego…
- Etto… Wracając… - spojrzałem niepewnie na kolegę – Czy nasi nie wyglądają przy nich na… przerażonych?
- Przerażonych?
- N-no… Porównując mimikę, obecne zachowanie obu drużyn, to nasi wyglądają… Jakby brakowało im pewności.

                Hisashi zwrócił się w stronę chłopaków. Chwilę przyglądał się, lustrując kilka rzeczy, jednak po wykonaniu tych czynności zwrócił się ku mojej twarzy.

- Akihito wygląda inaczej niż zwykle… - powiedział.
- Poważnie?
- Tak… Zazwyczaj wykazywał stuprocentową obojętność, a teraz… Waha się, stresuje. Znam go sporo czasu, a tego typu rzeczy zdarzały się, gdy coś konkretnego było na rzeczy…

                Chyba nie powinienem mówić o tym, co wczoraj zaszło… Tak, lepiej zachowam to dla siebie.

- Więc się wahają?
- Niestety, ale muszę przyznać rację. – cicho westchnął – W takim wypadku… Wszystko zmienia kolej rzeczy. Ja też trochę skłamałem… Powiedziałem, że nie mamy się, o co martwić, ale tak naprawdę ich umiejętności są całkiem dobre…
- Mówisz poważnie?! – niechcący podniosłem głos, przez co zwróciłem na siebie uwagę kilku osób siedzących nieopodal.
- Mhm… - pokiwał głową – Obawiam się, że w takim stanie możemy nieźle dostać. Jeżeli chłopaki faktycznie się stresują i nie skupią się na grze, to… Mamy kłopoty.

                To w pewnym sensie moja wina… Obawiałem się tego, że Akihito może dzisiaj funkcjonować inaczej, ale nie spodziewałem się, że cała reszta będzie wykazywać podobne odczucia… Nawet Junishi, który wydawał się być wyjątkowo pewnym, teraz wygląda na trochę zestresowanego. Ciekawi mnie, czy na ich miejscu wyglądałbym podobnie…

- Nie martw się… Gdyby to, czego się aktualnie obawiamy naprawdę miało miejsce, zażądamy przerwy.
- Tylko, czy to oby na pewno wystarczy…
- Póki się nie upewnimy, nie dowiemy się. – po wypowiedzianych słowach przez chłopaka, z boiska dobiegł dźwięk informujący o starcie meczu.
- No to się zaczyna…
- Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Muszą się skupić i wykorzystać informacje, o jakich im wspominałem kilkakrotnie.
- Obyś miał racje… - moje dłonie zaczęły się trząść ze zdenerwowania, jednak po chwili poczułem, gdy ktoś je dotyka. Spojrzałem w bok. Ujrzałem zdumioną twarz Hisashiego.
- Rety… Ty się tym naprawdę bardzo przejmujesz… - objął moje dłonie swoimi – Jesteś bardzo zimny… Źle się czujesz? – chłopak cały czas spoglądał w moje oczy.
- N-nie… - trochę się zawstydziłem.
- Jesteś pewien? – zadał kolejne pytanie – Trochę się trzęsiesz, Twoje dłonie są lodowate, a teraz Twoja twarz robi się czerwona. – po tych słowach jeszcze bardziej się spiąłem.
- Wy-wydaje Ci się… - trochę panicznie odwróciłem wzrok od kolegi, na co on cichutko zachichotał – No co?
- Nic. Zabawnie się zachowujesz. – uśmiechnął się serdecznie.
- Cooo? O czym Ty…?
- Spokojnie. Zaczęło się. – zwrócił wzrok ku boisku – Liczę na to, że jakoś im wyjdzie.
- Mhm…




                Sędzia wyrzucił piłkę w górę, jednak nasz Junishi nie mógł się równać wzrostem ze środkowym przeciwników, czego wynikiem była strata piłki. Obstawiam, że to właśnie oni zdobędą pierwsze punkty. Harada Hajime zaczął biec kozłując piłkę. Po niedługiej chwili znalazł się tuż pod naszym koszem, następnie wykonał rzut. Na nasze nieszczęście, trafił. Pierwsze dwa punkty trafiły się naszym przeciwnikom. Kapitan wrogiej drużyny spojrzał na Kejiego.

- To było dziecinnie proste… - prychnął i odszedł.

                               Zdołałem ujrzeć na twarzy Kejiego niewielką żyłkę. Nie wiem, co dokładnie usłyszał od tego goryla, ale musiało go to nieźle wkurzyć. Chłopaki rozpoczęli kontratak. Akihito dokładnie rozejrzał się po boisku, by określić ustawienie i stan formacji. Po chwili namysłu rzucił piłkę, jednak przez to, że się zawahał, Harada ponownie odebrał mu piłkę, kończąc na rzucie za trzy punkty. Obrócił się i nawet nie spojrzał na chłopaków. Pobiegł prosto do swojej drużyny z zadartą głową. Haha, ta postawa zdecydowanie nie pasuje temu kolesiowi. Komicznie to wygląda. Nie wytrzymałem i prychnąłem śmiechem, co od razu dostrzegł ten goryl. Zatrzymał się oraz spojrzał na mnie z pytającym wyrazem twarzy. Darowałem sobie dalsze wyśmiewanie chłopaka, więc spojrzałem na Akihita. W dalszym ciągu miałem niewielkiego banana na twarzy, a on w momencie, gdy go dostrzegł, trochę się uspokoił. Po kilku sekundach, do Hisashiego i mnie przysiadła się Ayako.

- Widzę, że nie najlepiej im idzie. – zaczęła.
- Tak…
- Nie jest najgorzej. Miejmy nadzieję, że coś w nich ruszy i zaczną grać na poważnie.

                Akihito ponownie wyrzucił pomarańczową kulę, jednak tym razem piłka trafiła do rąk Junishiego, który coś mruknął pod nosem i ruszył w stronę kosza przeciwnika. Zwinnie kozłując piłkę oraz wymijając przeciwników zrobił lekkie wrażenie na ludziach. Znalazł się nieopodal kosza, więc podskoczył i wyrzucił piłkę, która po szybkiej chwili trafiła tam, gdzie trafić miała. Odwrócił się w stronę kapitana przeciwnej drużyny.

- Wysoka pewność siebie bywa czasem zgubna. – rzekł z perfidnym uśmieszkiem, na co tamten zareagował złością – Nic nie mów. – dokończył i oddalił się od przeciwników.

                Od początku meczu minęło prawie dziesięć minut, więc pierwsza kwarta za chwilę się skończy. Obyśmy chociaż zdołali wyrównać… Czym się martwię, z pewnością dadzą radę. W końcu są niesamowici. Aizawa Shoko rozpoczął kolejny atak. Najpierw spojrzał na Hajime, później na Isao. O ile się nie mylę, poda do Harady. Mam nadzieję, że oni również na to wpadli. Szybko po zmyleniu, Shoko wyrzucił piłkę. Tak, jak myślałem, podał do Harady, jednak Keji nie zapomniał o słowach Hisashiego, dzięki czemu udało mu się odebrać piłkę. Kozłując, zaczął się przemieszczać naprzód. Gdy dwójka koszykarzy z przeciwnej drużyny postanowiła go zablokować, on podał piłkę do Akihito, który po chwilowym kozłowaniu rzucił ją do Yamamoto. Chłopak podbiegł do kosza i wyrzucił piłkę. Tafił, jednak przez wyskok stracił równowagę i niestety, ale spadł na niewłaściwie ułożoną nogę, czego wynikiem było uszkodzenie jakiegoś stawu. Ayako poprosiła o czas, a także zdjęła chłopaka z boiska. Nie jest w stanie grać.

- Jesteśmy jeden punkt w tyle. – rzekł informator – To malutko. Cieszę się, że przejrzeliście na oczy. Mam teraz nadzieję, że pokażecie im, na co was stać, prawda?
- Ta. – odpowiedział Keji – Ale ten kapitanek mnie irytuje. – złapał się za czoło – Ta jego durna postawa…
- Nie daj się sprowokować. Skup się na grze. – spojrzał na nogę Yamamoto – Kolejny problem… On nie zagra już dzisiaj.
- To może ja? Z moją nogą już jest naprawdę dobrze i…
- Odpada. – powiedział stanowczo.
- Dlaczego? – zapytałem marszcząc brwi.
- Dopiero, co z Twoją nogą było nie najlepiej. Nie mogę teraz pozwolić Ci wyjść na boisko. Nie dziś. – w pewnym sensie go rozumiem, jednak…
- N-nawet, jeśli nie macie kogo wystawić? – dopytałem.
- Za Tobą siedzi mnóstwo członków naszej drużyny, wiesz?
- Ale oni nie są jeszcze zdolni do gry! Jestem pewien, że nadałbym się idealnie… - nadymałem policzki.
- Niestety, ale nie wpuścimy Cię na boisko. Liczy się Twoje zdrowie. Zrozum to… - im chyba naprawdę zależy.
- Dobrze… - wtrąciła Ayako – Więc za Yamamoto wejdzie Shidou.
- Jasne! – przytaknął.

                Beznadzieeeja. Chciałbym zagrać.

- Skończmy to i rozpocznijmy drugą kwartę! – powiedział, a może i krzyknął Katzuma.
- Jak zwykle pełen energii. – Keji pokręcił głową.

                Spojrzałem na Akihito, który był bardzo cichy. Nasze oczy się spotkały, na co ja zareagowałem podnoszącym na duchu uśmiechem. Chłopak zareagował podobnie, odwzajemnił mój uśmiech.

- Powodzenia. – powiedziałem, w dalszym ciągu się uśmiechając.
- Dzięki. – odpowiedział ze znacznie większą ulgą.

                Wydaje mi się, że teraz pójdzie im o wiele lepiej. Mam takie przeczucie.



* * *



- Koniec drugiej kwarty! – oznajmił komentator – Zawodnicy mają piętnaście minut przerwy.
               
Obydwie drużyny zeszły z boiska oraz zajęły miejsce na swoich ławkach. Junishi dalej zachowuje się ozięble w stosunku do mnie oraz unika wszelakich rozmów. Dalej mu nie przeszło… I jeszcze to wyznanie Akiego… Jestem mu wdzięczny, ale bardziej widzę go, jako przyjaciela, niż chłopaka… Chociaż, może to się zmieni. Kto wie…

- Gratuluję, chłopaki! – krzyknęła czerwonowłosa – Mamy teraz dwucyfrową przewagę!
- Zastosowaliśmy się do Twoich rad, Hisashi. To po części Twoja zasługa… - oznajmił kapitan z lekkim zawodem.
- Ale, przyznam, całkiem nieźle. Trzydzieści dwa do dwudziestu. Niezły wynik jak na początek. Do tego w niepełnym składzie…
- Jestem za zmianą formacji. – wtrącił Akihito.
- Zmiana? – zapytał informator.
- Tak. Formacja 1:1 będzie teraz dla nas bardziej korzystna.
- W porządku. – chłopak się zgodził.

                Po dłuższej rozmowie komentator ogłosił start drugiej połowy. Obydwie drużyny ponownie weszły na boisko będąc gotowymi na grę. W dalszym ciągu nie mogłem zrozumieć, dlaczego postanowili zmienić formację. Według informacji o ich drużynie, aby dobrze sobie z nimi poradzić należy blokować kilkoma osobami. Co go nakłoniło do formacji 1:1?

- Dlaczego zmieniliście formację? – zapytałem – Przecież najlepiej byłoby ich blokować w kilku…
- Spójrz na nich. – kiwnął głową na chłopaków z przeciwnego zespołu – Już wygraliśmy. – uśmiechnął się lekko.

                 Miał rację. Początkowe role się odwróciły. Teraz, to my wszystko kontrolowaliśmy. Zwycięstwo jest pewne.



* * *



- Mecz pomiędzy prywatną akademią Shinkanjuu, a prywatnym liceum Katake zwycięża prywatne liceum Katake z ilością punktów: 73. – ogłosił sędzia.

                Cała nasza drużyna podbiegła do nas z ogromnymi wyrazami szczęścia. Każdy z nich był bardzo zadowolony, co widocznie wykazywali. Cieszę się ich szczęściem.

- Gratuluję, chłopaki! – krzyknęła Ayako – Przeszliśmy przez pierwsze eliminacje! Za dwa dni będą kolejne, jeżeli je wygramy, to oficjalnie dostaniemy się do mistrzostw!
- Musimy dobrnąć aż do finałów! – rzekł entuzjastycznie Katzuma.
- Definitywnie. – dodał Keji z pełnym spokojem.
- Co wy na to, aby pójść świętować? – zaproponował Hisashi.
- W jaki sposób? – zapytałem.
- Napić się, uczcić zwycięstwo… - wyjaśnił.
- Ja tam nie mam nic przeciwko, ale, gdzie to zrobimy i jak. Nie mamy skończonych dwudziestu lat.
- Z tym nie będzie problemu… Mój znajomy jest współwłaścicielem pewnego klubu… - oznajmił.
- W takim razie, jestem za. – powiedział kapitan.
- I ja też.
- W sumie, co mamy do stracenia… - przytaknęło kilka osób z drużyny.
- Eeh… - zawahałem się.
- Co jest, Takeichi? – zapytał Akihito.
- Po prostu… Gdy ostatni raz „świętowaliśmy”, to troszkę przesadziłem i…
- I? – dopytał.
- Wydarzyło się coś ciekawego… - po przypomnieniu sobie ubiegłych wydarzeń, nieco się zarumieniłem.

                Junishi dostrzegł moją reakcję, przez co się ledwo zauważalnie uśmiechnął.

- Teraz Cię dopilnujemy, więc się nie martw. – powiedział Keji.
- Racja. Nie możemy pozwolić, aby stało Ci się coś dziwnego. – Hisashi wyraźnie podkreślił słowo „dziwnego”. Co dokładnie miał na myśli?
- S-skoro tak mówicie… - zgodziłem się.
- Idealnie! – wtrąciła Ayako – Idziecie tam wszyscy! Ja niestety nie mogę wam towarzyszyć, ale życzę powodzenia! – powiedziała i z podejrzanym uśmiechem zabrała swoje rzeczy, następnie opuściła pomieszczenie. Spojrzałem pytająco na starszego kolegę. On tylko się uśmiechnął. Co oni kombinują…?



* * *



- Witamy. – powitał nas wysoki mężczyzna.
- Dzień dobry. – odrzekł Hisashi.

                Po udaniu się na główną salę dostrzegliśmy samych… mężczyzn.

- Coo? Nie ma żadnych dziewczyn?! – zapytał Katzuma, z lekkim zawiedzeniem i paniką.
- No właśnie? Co jest grane? Męski wieczór?
- Ooh, chyba zapomniałem was wspomnieć… - odwrócił od nas wzrok.
- O czym dokładnie zapomniałeś nam powiedzieć, Hisashi? – zapytał Keji z mrozem w głosie.
- No, więc, to klub dla gejów…

                Przez chwilę wszyscy staliśmy jak wmurowani. Nikt nie wiedział, jak rozpocząć rozmowę.



* * *

_________________________________________

Noo, jeżeli przetrwaliście, to podziwiam. XD
Teraz postaram się zsynchronizować i dodawać minimum 1 rozdział w tygodniu. 
Co do innego opowiadania... Pomysłów mam pierdylion, więc kilka rozdziałów przed zakończeniem tego dodam ankietę, co było pomysłem jednego z czytelników. ^^
W takim razie, do następnego. <0v0>

7 komentarzy :

  1. Aaaale bym się wkurzył jakby mnie tak po ciężkim meczu, z tym, że w moim przypadku piłki nożnej, któryś z kretynów z drużyny wziął do klubu dla gejów ^^ Jeszcze pewnie mają tylko kolorowe drinki z parasolką :/ W ogóle, sporo tam tych gejów jest :D To jest jakieś 0,2 % społeczeństwa, a tu w jednej drużynie przynajmniej trzech :o Noo, może Keichi jest bi sądząc po jego zachowaniu, ale na jedno wychodzi :P aa i nie znoszę kosza, bo kiedyś graliśmy z takimi ludźmi, którzy sobie umyśleli, że będą grać bez koszulek. I tak się przy tym spocili, że aż po nich spływało, i za każdym razem jak się chciało takiego zblokować, to się człowiek dosłownie ślizgał...FUJ...Bleeeeh...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, nie mogłam powstrzymać śmiechu przy ostatniej części komentarza XD
      Nie dziwię się, też bym po takiej traumie znienawidziła tę grę xD
      No tak, sporo gejów, jak to bywa zwykle w yaoi/shounen-ai xd

      Usuń
  2. Woo, ten Keichi to ma powodzenie ;O
    I tak jestem za jego duetem z Junem, więc Aki niech spływa! ;p

    Z tym gejowskim klubem rozwaliłaś mnie jak nie wiem ;D
    Coś czuję, że będzie się tam działo ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, nie jesteś jedyna! Koleżanka w szkole też cały czas mnie truje, żebym tych wszystkich bohaterów wycofała, bo ona chce Jun x Kei. No ale co to za akcja bez komplikacji?:D Tej dwójki możesz się spodziewać, nie martw się. ;p
    Trzeba stworzyć bohatera, który będzie oblegany przez różnych ludzi, a co tam! xD

    No tak, dziać się będzie, nawet sporo, ale to zależy chyba od wymagać yaoistki. xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha xD
    Jesteś nie dobra ;x ;p
    Biedny Jun, co on bd bd przeżywał się się dowie?! ;C

    Ja mam za sobą 2 opowiadania Yaoi, więc jakiś tam wielkich chyba nie mam wymagań ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Hey, zostałaś nominowana do LBA ! Więcej informacji na http://vampirestoown.blogspot.com/2014/04/libster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    o tak wygrali mecz, Akihito się zakochał w Koichiim, no i jak sie okazało to klub dla gejów...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic