sobota, 29 marca 2014

Rozdział 12.

Z góry piszę, że niestety w tym rozdziale nie ma większej akcji. W ogóle, to chciałam go rozbić na 2, bo wyszedł dosyć długi, ale nie będę już przeciągała, bo obiecałam "akcję" w 13. c: I oczywiście, akcje będzie w 13, myślę że nawet spora. Dlatego, od razu biorę się za pisanie. Raczej nie będę już przeciągała terminu, jak to było z tym rozdziałem. ;)

__________________________________________




* * *



- Proszę, Twoja kawa. – położyłem kubek na szklanej ławie, a następnie klapnąłem na sofie – O czym chciałeś porozmawiać?
- Być może to zabrzmi zabawnie, ale stresuję się jutrzejszym meczem… - niebieskowłosy westchnął.
- Jak mogę Ci pomóc? – zapytałem.
- Tego to ja nawet nie wiem… Jednak, jesteś raczej jedyną osobą, do której mogę się zwrócić. Rozmowa z Kejim, Hisashim lub Ayako tylko sprawiłaby, że zestresowałbym się bardziej… - oznajmił.
- Rozumiem! Więc, to z tego powodu wcześniej byłeś taki zdenerwowany.
- Wcześniej? – zapytał – Co masz dokładnie na myśli?
- No wiesz, po tym, jak przyjechaliśmy do Tokio. Pod moim domem. Wyglądałeś na trochę zakłopotanego i zmieszanego…
- T-to? – nagle zaczął trochę panikować – To chyba… Raaczej nic poważnego nie miałem na myśli… - podrapał się w tył głowy.
- Na pewno? Znamy się od jakichś dwóch tygodni i dopiero pierwszy raz zdołałem zauważyć, że zachowujesz się… panicznie?
- T-tak uważasz? – spojrzał w moje oczy swymi diamentami.
- No raczej. Zawsze mi doradzałeś w wielu sprawach, więc, jeśli teraz coś jest na rzeczy, to możesz mi powiedzieć.
- Naprawdę? – dopytał – Nie będzie to… dziwne?
- A dlaczego miałoby być?
- Chyba nie mam wyboru… - westchnął, lecz po niedługiej chwili ciszy zaczął kontynuować – To dlatego, ponieważ… ja Cię…
- Keichi!!! – po domu rozległ się kobiecy głos, na co Akihito zareagował lekką irytacją.

                Po chwili, zza rogu wyszła ubrana w długi, szary płaszcz Kumi, która na widok siedzącego niebieskowłosego trochę się zmieszała.

- Przeszkodziłam wam w czymś? – zapytała.
- Tak jakby… - odpowiedziałem, ukradkiem spoglądając na kolegę – No, Aki, możesz dokończyć?
- Nieważne… - chłopak wstał z sofy mając smutny wyraz twarzy, następnie udał się w stronę drzwi frontowych.
- To ja może pójdę na górę… - oznajmiła.

                Widząc Akiego, który zakładał już buty, podniosłem się ze skórzanej sofy, po czym pobiegłem w jego stronę. Gdy Aki miał złapać za klamkę, wyprzedziłem go, szybko chwytając jego zimnawą dłoń. Delikatnie przyciągnąłem go do siebie. Chłopak stanął przede mną. Na jego bladej, porcelanowej cerze mogłem dostrzec różowiutkie rumieńce. Spojrzałem w jego diamentowe oczy, które od całej tej sytuacji niezwykle się mieniły.

- Co jest? – zapytałem – Nie wyglądasz normalnie… Aki, co się stało?

                Chłopak w ramach odpowiedzi zrobił jeden krok w tył, jednocześnie zaciskając prawą dłoń w pięść. Wygląda, jakby był na coś zły. Jego usta wyglądają aktualnie, jak prosta kreska. Po wzięciu głębszego oddechu, rozluźnił uścisk dłoni, następnie stanął w niewielkiej odległości ode mnie. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zorientowałem się, kiedy położył dłonie na moich ramionach. Teraz w jego oczach mogłem dostrzec stuprocentową powagę. Domyślam się, do czego to zmierza, jednak nie czuję potrzeby, aby to przerywać. Można nawet powiedzieć, że podoba mi się to… Zacząłem przymykać powieki oraz uchylać usta. Nie minęło dużo czasu, jak dłoń Akiego dotknęła mojej twarzy. Ona jest taka chłodna… Odległość dzieląca nasze twarze bardzo szybko zaczęła się zmniejszać, aż w końcu usta niebieskowłosego zetknęły się z moimi. Ten pocałunek jest taki delikatny, ale i tak przyprawa mnie o ciarki. Po upłynięciu kilku sekund diamentooki przerwał pocałunek, następnie oddalił się ode mnie, robiąc kilka kroków w tył. Spojrzał na mnie mglistym wzrokiem, po czym rozpoczął rozmowę.

- To jest moja odpowiedź. – oznajmił stanowczo.

                Przez chwilę otępiale wpatrywałem się w chłopaka, jednakże po upłynięciu niewielkiej ilości czasu zrozumiałem, co zrobiliśmy.

- Dlaczego… mnie pocałowałeś? – zapytałem trochę się jąkając.
- A dlaczego Ty mnie nie odepchnąłeś? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

                Opuściłem głowę w dół.

- Nie wiem…
- Mhm… Po prostu pomyśl o tym.
- Więc… To Cię głowiło przez cały ten czas?
- Tak… - spojrzał w bok trochę speszony.
- … - przez chwilę przemilczałem – Lubisz mnie?

                On w ramach odpowiedzi kiwnął tylko twierdząco głową.

- Więc to tak…
- Teraz już wiesz. – westchnął – Rozumiem, że to może być dla Ciebie dziwne, ale wolałem Ci powiedzieć, niż się z tym kryć.
- Nie, to nie tak… Dziękuję Ci, ale muszę to wszystko przemyśleć.
- Cieszę się. – uniósł kąciki ust w górę – W takim razie lepiej wrócę do siebie. Do zobaczenia.
- Tak, do jutra. – pomachałem na pożegnanie.

                Już jutro nasz pierwszy mecz… Musimy go wygrać za wszelką cenę. Ale… Co, jeżeli to, co przed chwilą się wydarzyło, może zmienić jakąś rzecz w zachowaniu Akihita i przebieg jutrzejszego meczu?



* * *



                Szliśmy całą drużyną przez przyciemniony korytarz. Jeszcze kilka kroków i w końcu znajdziemy się w miejscu, gdzie zagramy nasz pierwszy, ważny mecz eliminacyjny. Nawet, jeżeli nie gram, to stresuję się równie dobrze, jak chłopaki z pierwszego składu. Będę ich wpierał tak bardzo, jak mi się uda. Nie możemy zawalić. Zawody są dla nas ważne… Musimy pokazać im na starcie, na co nas stać.
                Po postawieniu kilku kroków, Ayako otworzyła ogromne drzwi, przez które od razu mogliśmy przejść do głównej sali. Gdy wszedłem z chłopakami do pomieszczenia, moim oczom ukazał się tłum ludzi siedzących na trybunach. Spodziewałem się różnych osób, ale tak wielu, to nie. Miło.

- Dużo ludzi… - burknąłem.
- To normalka. – powiedział Keji.
- Gdzie są nasi przeciwnicy? – zapytał Junishi.

                Hisashi rozejrzał się po sali, następnie dyskretnie wskazał palcem na grupkę koszykarzy, którzy siedzieli całkiem niedaleko. Trochę się zdziwiłem, ponieważ ich drużyna na pierwszy rzut oka nie wygląda na dobrze zgraną. Podobnież ich umiejętności także nie są najlepsze, jak to wspominał Hisashi… Oby te informacje, które nam podał były w stu procentach prawdziwe.

- Z początku mieliśmy zagrać, jako trzeci, jednak zaszła mała zmiana planów i niestety, ale pierwszy mecz przypada nam. Macie niecałe trzydzieści minut na rozgrzewkę. Weźcie także pod uwagę fakty, o jakich wspominałem na treningu. – chłopak spojrzał na mnie – Takeichi, byłoby dobrze, gdybyś pomógł mi w ocenianiu siły przeciwnika.
- Jasne…
- Dobra, chłopaki, musimy się dokładnie przygotować!
- Tak! – przytaknęła reszta drużyny.



* * *



                Wszyscy zajęli właściwe miejsca. Ludzie na trybunach chwilowo ucichli, drużyny zebrały się w odpowiednich miejscach, a reszta zakończyła przygotowania. Sędziowie, komentatorzy, wszyscy znajdowali się na swoich miejscach. Mecz się za chwilę rozpocznie. Na środek wyszedł niski mężczyzna, który od razu ogłosił początek eliminacji. Wyczytał wszystkie drużyny oraz kolejność rozgrywek. Tak, jak wspominał Hisashi – nasza drużyna gra, jako pierwsza. Jestem pewien, że sobie poradzą. Po wypowiedzeniu wszystkich ważnych informacji, mężczyzna wrócił do reszty komentatorów. Gdy upłynęło kilka sekund, rozmowy oraz przekrzykiwania przerwał, czy też może zagłuszył dźwięk, który świadczył o rozpoczęciu pierwszych, ważnych eliminacji.

- Mecz eliminacyjny, pomiędzy prywatną akademią Shinkanjuu, a prywatnym liceum Katake rozpocznie się za dwie minuty. Zawodnicy proszeni są o wystąpienie. – oznajmił jeden z komentatorów.

                Keji, Akihito, Junishi, Katzuma oraz Yamamoto ostatni raz na nas spojrzeli, następnie udali się w wyznaczone miejsce. Po chwili, w ich ślady ruszyła drużyna przeciwników. Gdy zobaczyłem ich środkowego, zamurowało mnie. Jest OGROMNY. I ma takie nieproporcjonalne, duże dłonie… Nawet, jeżeli jego umiejętności nie są takie dobre, to i tak może być dobrym przeciwnikiem. Drużyny ustawiły się po przeciwnych stronach linii, następnie członkowie ukłonili się przed sobą.

- Niech Cię nie przerazi jego wzrost, widziałem go podczas gry. Nie jest dla nas sporym zagrożeniem. – powiedział Hisashi.
- A-ale…. Nie dziwi Cię to, że do pierwszego składu, do tego w ważnych eliminacjach, wystawili kogoś, kogo umiejętności mogą sprawić, że na wygraną nie będzie żadnych szans? – zapytałem.
- Teraz, jak tak mówisz… - spojrzał na drużynę przeciwników – Wyglądają… Na zbyt pewnych siebie… Czyżbym się pomylił? Nie, to coś innego…
- Etto… Wracając… - spojrzałem niepewnie na kolegę – Czy nasi nie wyglądają przy nich na… przerażonych?
- Przerażonych?
- N-no… Porównując mimikę, obecne zachowanie obu drużyn, to nasi wyglądają… Jakby brakowało im pewności.

                Hisashi zwrócił się w stronę chłopaków. Chwilę przyglądał się, lustrując kilka rzeczy, jednak po wykonaniu tych czynności zwrócił się ku mojej twarzy.

- Akihito wygląda inaczej niż zwykle… - powiedział.
- Poważnie?
- Tak… Zazwyczaj wykazywał stuprocentową obojętność, a teraz… Waha się, stresuje. Znam go sporo czasu, a tego typu rzeczy zdarzały się, gdy coś konkretnego było na rzeczy…

                Chyba nie powinienem mówić o tym, co wczoraj zaszło… Tak, lepiej zachowam to dla siebie.

- Więc się wahają?
- Niestety, ale muszę przyznać rację. – cicho westchnął – W takim wypadku… Wszystko zmienia kolej rzeczy. Ja też trochę skłamałem… Powiedziałem, że nie mamy się, o co martwić, ale tak naprawdę ich umiejętności są całkiem dobre…
- Mówisz poważnie?! – niechcący podniosłem głos, przez co zwróciłem na siebie uwagę kilku osób siedzących nieopodal.
- Mhm… - pokiwał głową – Obawiam się, że w takim stanie możemy nieźle dostać. Jeżeli chłopaki faktycznie się stresują i nie skupią się na grze, to… Mamy kłopoty.

                To w pewnym sensie moja wina… Obawiałem się tego, że Akihito może dzisiaj funkcjonować inaczej, ale nie spodziewałem się, że cała reszta będzie wykazywać podobne odczucia… Nawet Junishi, który wydawał się być wyjątkowo pewnym, teraz wygląda na trochę zestresowanego. Ciekawi mnie, czy na ich miejscu wyglądałbym podobnie…

- Nie martw się… Gdyby to, czego się aktualnie obawiamy naprawdę miało miejsce, zażądamy przerwy.
- Tylko, czy to oby na pewno wystarczy…
- Póki się nie upewnimy, nie dowiemy się. – po wypowiedzianych słowach przez chłopaka, z boiska dobiegł dźwięk informujący o starcie meczu.
- No to się zaczyna…
- Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Muszą się skupić i wykorzystać informacje, o jakich im wspominałem kilkakrotnie.
- Obyś miał racje… - moje dłonie zaczęły się trząść ze zdenerwowania, jednak po chwili poczułem, gdy ktoś je dotyka. Spojrzałem w bok. Ujrzałem zdumioną twarz Hisashiego.
- Rety… Ty się tym naprawdę bardzo przejmujesz… - objął moje dłonie swoimi – Jesteś bardzo zimny… Źle się czujesz? – chłopak cały czas spoglądał w moje oczy.
- N-nie… - trochę się zawstydziłem.
- Jesteś pewien? – zadał kolejne pytanie – Trochę się trzęsiesz, Twoje dłonie są lodowate, a teraz Twoja twarz robi się czerwona. – po tych słowach jeszcze bardziej się spiąłem.
- Wy-wydaje Ci się… - trochę panicznie odwróciłem wzrok od kolegi, na co on cichutko zachichotał – No co?
- Nic. Zabawnie się zachowujesz. – uśmiechnął się serdecznie.
- Cooo? O czym Ty…?
- Spokojnie. Zaczęło się. – zwrócił wzrok ku boisku – Liczę na to, że jakoś im wyjdzie.
- Mhm…




                Sędzia wyrzucił piłkę w górę, jednak nasz Junishi nie mógł się równać wzrostem ze środkowym przeciwników, czego wynikiem była strata piłki. Obstawiam, że to właśnie oni zdobędą pierwsze punkty. Harada Hajime zaczął biec kozłując piłkę. Po niedługiej chwili znalazł się tuż pod naszym koszem, następnie wykonał rzut. Na nasze nieszczęście, trafił. Pierwsze dwa punkty trafiły się naszym przeciwnikom. Kapitan wrogiej drużyny spojrzał na Kejiego.

- To było dziecinnie proste… - prychnął i odszedł.

                               Zdołałem ujrzeć na twarzy Kejiego niewielką żyłkę. Nie wiem, co dokładnie usłyszał od tego goryla, ale musiało go to nieźle wkurzyć. Chłopaki rozpoczęli kontratak. Akihito dokładnie rozejrzał się po boisku, by określić ustawienie i stan formacji. Po chwili namysłu rzucił piłkę, jednak przez to, że się zawahał, Harada ponownie odebrał mu piłkę, kończąc na rzucie za trzy punkty. Obrócił się i nawet nie spojrzał na chłopaków. Pobiegł prosto do swojej drużyny z zadartą głową. Haha, ta postawa zdecydowanie nie pasuje temu kolesiowi. Komicznie to wygląda. Nie wytrzymałem i prychnąłem śmiechem, co od razu dostrzegł ten goryl. Zatrzymał się oraz spojrzał na mnie z pytającym wyrazem twarzy. Darowałem sobie dalsze wyśmiewanie chłopaka, więc spojrzałem na Akihita. W dalszym ciągu miałem niewielkiego banana na twarzy, a on w momencie, gdy go dostrzegł, trochę się uspokoił. Po kilku sekundach, do Hisashiego i mnie przysiadła się Ayako.

- Widzę, że nie najlepiej im idzie. – zaczęła.
- Tak…
- Nie jest najgorzej. Miejmy nadzieję, że coś w nich ruszy i zaczną grać na poważnie.

                Akihito ponownie wyrzucił pomarańczową kulę, jednak tym razem piłka trafiła do rąk Junishiego, który coś mruknął pod nosem i ruszył w stronę kosza przeciwnika. Zwinnie kozłując piłkę oraz wymijając przeciwników zrobił lekkie wrażenie na ludziach. Znalazł się nieopodal kosza, więc podskoczył i wyrzucił piłkę, która po szybkiej chwili trafiła tam, gdzie trafić miała. Odwrócił się w stronę kapitana przeciwnej drużyny.

- Wysoka pewność siebie bywa czasem zgubna. – rzekł z perfidnym uśmieszkiem, na co tamten zareagował złością – Nic nie mów. – dokończył i oddalił się od przeciwników.

                Od początku meczu minęło prawie dziesięć minut, więc pierwsza kwarta za chwilę się skończy. Obyśmy chociaż zdołali wyrównać… Czym się martwię, z pewnością dadzą radę. W końcu są niesamowici. Aizawa Shoko rozpoczął kolejny atak. Najpierw spojrzał na Hajime, później na Isao. O ile się nie mylę, poda do Harady. Mam nadzieję, że oni również na to wpadli. Szybko po zmyleniu, Shoko wyrzucił piłkę. Tak, jak myślałem, podał do Harady, jednak Keji nie zapomniał o słowach Hisashiego, dzięki czemu udało mu się odebrać piłkę. Kozłując, zaczął się przemieszczać naprzód. Gdy dwójka koszykarzy z przeciwnej drużyny postanowiła go zablokować, on podał piłkę do Akihito, który po chwilowym kozłowaniu rzucił ją do Yamamoto. Chłopak podbiegł do kosza i wyrzucił piłkę. Tafił, jednak przez wyskok stracił równowagę i niestety, ale spadł na niewłaściwie ułożoną nogę, czego wynikiem było uszkodzenie jakiegoś stawu. Ayako poprosiła o czas, a także zdjęła chłopaka z boiska. Nie jest w stanie grać.

- Jesteśmy jeden punkt w tyle. – rzekł informator – To malutko. Cieszę się, że przejrzeliście na oczy. Mam teraz nadzieję, że pokażecie im, na co was stać, prawda?
- Ta. – odpowiedział Keji – Ale ten kapitanek mnie irytuje. – złapał się za czoło – Ta jego durna postawa…
- Nie daj się sprowokować. Skup się na grze. – spojrzał na nogę Yamamoto – Kolejny problem… On nie zagra już dzisiaj.
- To może ja? Z moją nogą już jest naprawdę dobrze i…
- Odpada. – powiedział stanowczo.
- Dlaczego? – zapytałem marszcząc brwi.
- Dopiero, co z Twoją nogą było nie najlepiej. Nie mogę teraz pozwolić Ci wyjść na boisko. Nie dziś. – w pewnym sensie go rozumiem, jednak…
- N-nawet, jeśli nie macie kogo wystawić? – dopytałem.
- Za Tobą siedzi mnóstwo członków naszej drużyny, wiesz?
- Ale oni nie są jeszcze zdolni do gry! Jestem pewien, że nadałbym się idealnie… - nadymałem policzki.
- Niestety, ale nie wpuścimy Cię na boisko. Liczy się Twoje zdrowie. Zrozum to… - im chyba naprawdę zależy.
- Dobrze… - wtrąciła Ayako – Więc za Yamamoto wejdzie Shidou.
- Jasne! – przytaknął.

                Beznadzieeeja. Chciałbym zagrać.

- Skończmy to i rozpocznijmy drugą kwartę! – powiedział, a może i krzyknął Katzuma.
- Jak zwykle pełen energii. – Keji pokręcił głową.

                Spojrzałem na Akihito, który był bardzo cichy. Nasze oczy się spotkały, na co ja zareagowałem podnoszącym na duchu uśmiechem. Chłopak zareagował podobnie, odwzajemnił mój uśmiech.

- Powodzenia. – powiedziałem, w dalszym ciągu się uśmiechając.
- Dzięki. – odpowiedział ze znacznie większą ulgą.

                Wydaje mi się, że teraz pójdzie im o wiele lepiej. Mam takie przeczucie.



* * *



- Koniec drugiej kwarty! – oznajmił komentator – Zawodnicy mają piętnaście minut przerwy.
               
Obydwie drużyny zeszły z boiska oraz zajęły miejsce na swoich ławkach. Junishi dalej zachowuje się ozięble w stosunku do mnie oraz unika wszelakich rozmów. Dalej mu nie przeszło… I jeszcze to wyznanie Akiego… Jestem mu wdzięczny, ale bardziej widzę go, jako przyjaciela, niż chłopaka… Chociaż, może to się zmieni. Kto wie…

- Gratuluję, chłopaki! – krzyknęła czerwonowłosa – Mamy teraz dwucyfrową przewagę!
- Zastosowaliśmy się do Twoich rad, Hisashi. To po części Twoja zasługa… - oznajmił kapitan z lekkim zawodem.
- Ale, przyznam, całkiem nieźle. Trzydzieści dwa do dwudziestu. Niezły wynik jak na początek. Do tego w niepełnym składzie…
- Jestem za zmianą formacji. – wtrącił Akihito.
- Zmiana? – zapytał informator.
- Tak. Formacja 1:1 będzie teraz dla nas bardziej korzystna.
- W porządku. – chłopak się zgodził.

                Po dłuższej rozmowie komentator ogłosił start drugiej połowy. Obydwie drużyny ponownie weszły na boisko będąc gotowymi na grę. W dalszym ciągu nie mogłem zrozumieć, dlaczego postanowili zmienić formację. Według informacji o ich drużynie, aby dobrze sobie z nimi poradzić należy blokować kilkoma osobami. Co go nakłoniło do formacji 1:1?

- Dlaczego zmieniliście formację? – zapytałem – Przecież najlepiej byłoby ich blokować w kilku…
- Spójrz na nich. – kiwnął głową na chłopaków z przeciwnego zespołu – Już wygraliśmy. – uśmiechnął się lekko.

                 Miał rację. Początkowe role się odwróciły. Teraz, to my wszystko kontrolowaliśmy. Zwycięstwo jest pewne.



* * *



- Mecz pomiędzy prywatną akademią Shinkanjuu, a prywatnym liceum Katake zwycięża prywatne liceum Katake z ilością punktów: 73. – ogłosił sędzia.

                Cała nasza drużyna podbiegła do nas z ogromnymi wyrazami szczęścia. Każdy z nich był bardzo zadowolony, co widocznie wykazywali. Cieszę się ich szczęściem.

- Gratuluję, chłopaki! – krzyknęła Ayako – Przeszliśmy przez pierwsze eliminacje! Za dwa dni będą kolejne, jeżeli je wygramy, to oficjalnie dostaniemy się do mistrzostw!
- Musimy dobrnąć aż do finałów! – rzekł entuzjastycznie Katzuma.
- Definitywnie. – dodał Keji z pełnym spokojem.
- Co wy na to, aby pójść świętować? – zaproponował Hisashi.
- W jaki sposób? – zapytałem.
- Napić się, uczcić zwycięstwo… - wyjaśnił.
- Ja tam nie mam nic przeciwko, ale, gdzie to zrobimy i jak. Nie mamy skończonych dwudziestu lat.
- Z tym nie będzie problemu… Mój znajomy jest współwłaścicielem pewnego klubu… - oznajmił.
- W takim razie, jestem za. – powiedział kapitan.
- I ja też.
- W sumie, co mamy do stracenia… - przytaknęło kilka osób z drużyny.
- Eeh… - zawahałem się.
- Co jest, Takeichi? – zapytał Akihito.
- Po prostu… Gdy ostatni raz „świętowaliśmy”, to troszkę przesadziłem i…
- I? – dopytał.
- Wydarzyło się coś ciekawego… - po przypomnieniu sobie ubiegłych wydarzeń, nieco się zarumieniłem.

                Junishi dostrzegł moją reakcję, przez co się ledwo zauważalnie uśmiechnął.

- Teraz Cię dopilnujemy, więc się nie martw. – powiedział Keji.
- Racja. Nie możemy pozwolić, aby stało Ci się coś dziwnego. – Hisashi wyraźnie podkreślił słowo „dziwnego”. Co dokładnie miał na myśli?
- S-skoro tak mówicie… - zgodziłem się.
- Idealnie! – wtrąciła Ayako – Idziecie tam wszyscy! Ja niestety nie mogę wam towarzyszyć, ale życzę powodzenia! – powiedziała i z podejrzanym uśmiechem zabrała swoje rzeczy, następnie opuściła pomieszczenie. Spojrzałem pytająco na starszego kolegę. On tylko się uśmiechnął. Co oni kombinują…?



* * *



- Witamy. – powitał nas wysoki mężczyzna.
- Dzień dobry. – odrzekł Hisashi.

                Po udaniu się na główną salę dostrzegliśmy samych… mężczyzn.

- Coo? Nie ma żadnych dziewczyn?! – zapytał Katzuma, z lekkim zawiedzeniem i paniką.
- No właśnie? Co jest grane? Męski wieczór?
- Ooh, chyba zapomniałem was wspomnieć… - odwrócił od nas wzrok.
- O czym dokładnie zapomniałeś nam powiedzieć, Hisashi? – zapytał Keji z mrozem w głosie.
- No, więc, to klub dla gejów…

                Przez chwilę wszyscy staliśmy jak wmurowani. Nikt nie wiedział, jak rozpocząć rozmowę.



* * *

_________________________________________

Noo, jeżeli przetrwaliście, to podziwiam. XD
Teraz postaram się zsynchronizować i dodawać minimum 1 rozdział w tygodniu. 
Co do innego opowiadania... Pomysłów mam pierdylion, więc kilka rozdziałów przed zakończeniem tego dodam ankietę, co było pomysłem jednego z czytelników. ^^
W takim razie, do następnego. <0v0>

czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 11.






* * *



- W takim razie, widzimy się jutro przed meczem. – oznajmił Keji – Do tego czasu wypocznijcie.
- Mhm. – na potwierdzenie kiwnąłem łebkiem.
- Nie zrań się jeszcze bardziej! – rzekł kapitan, przy okazji zgarniając za sobą Akihito, który przez chwilę wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć.

                Sądząc, że błękitnowłosy coś za chwile powie, starałem się nie spuszczać wzroku z jego osoby. Chłopak, dostrzegając moją reakcję, troszkę się speszył, co w ogóle nie było do niego podobne. Gdy tylko nasze oczy się spotkały, a kontakt wzrokowy potrwał chwilkę, poczułem dziwne napięcie dobiegające ze strony kolegi. Ta cała sytuacja była dla mnie troszkę podejrzana, jednakże w momencie, w którym chciałem rozpocząć rozmowę i rozwiać swoje wieloznaczne myśli, Suzuhara lekko klepnęła mnie w ramię.

- Takeichi, pomożesz mi z bagażem? Byłabym Ci bardzo wdzięczna. – posłała mi niewielki, aczkolwiek widoczny uśmiech.
- Pewnie, już idę. – jak tylko zwróciłem swój wzrok w stronę niebieskowłosego, on wraz z Kejim oddaleni już byli ode mnie o kilkanaście kroków.

                Nie dowiedziałem się, co trapiło Akiego. Szkoda, bo jest on raczej typem poważnej, spokojnej i bezstronnej osoby, a w tamtej chwili wyglądał na poważnie zdenerwowanego, czy też nawet zakłopotanego. Być może stresuje się jutrzejszym dniem… Nie wiem, zapytam przy następnej okazji.
                Wzruszyłem ramionami, następnie podszedłem do Kumi, by pomóc jej wnieść odpowiednie rzeczy do domu. Wziąłem te cięższe walizki, po czym idąc w stronę drzwi, otworzyłem je. Wniosłem do środka bagaże i wróciłem po resztę niezbyt dużo ważących toreb. Gdy tylko wnieśliśmy wraz z Suzuharą resztę rzeczy do mieszkania, udałem się na górę, do pokoju gościnnego, którego dotychczas nikt nie używał. Na szczęście jest tutaj dosyć czysto, więc ze sprzątaniem nie będzie problemu. Po tym, jak poprawiłem kilka szczegółów, wróciłem na parter do starszej koleżanki.

- Pokój jest w dobrym stanie, trzeba będzie tylko odkurzyć i przemyć kilka rzeczy. Poza tymi szczegółami nie ma się, o co martwić.
- W porządku. – powiedziała łagodnym tonem głosu.
- Raczej szybko się zadomowisz, więc o nic się nie martw, okej? – zapytałem z nadzieją.
- Postaram się… Cały czas mam wrażenie, że tylko się narzucam i komplikuje sprawy…
- Przestań, wcale tak nie jest.
- Na pewno?
- Tak, uwierz mi. Nie mam z tym żadnego problemu. – przez chwilkę się zawahałem przy tym zdaniu, co chyba Kumi zdołała zauważyć.
- A więc jednak coś się stało… - dziewczyna zasmuciła się – Co takiego?
- To tylko nieporozumienie… Nie ma się, o co martwić… Szybko się wyjaśni i będzie po sprawie…
- Co się stało? Możesz mi powiedzieć. Chcę wiedzieć, co jest na rzeczy, zwłaszcza, jeżeli jest to z mojej winy.
- To nie do końca Twoja wina… Byłoby dobrze, a ja tylko pogorszyłem kilka spraw. – spojrzałem na jej poważną twarz – Bądź spokojna, wszystko się wyjaśni.
- W porządku. – nie odpuściła – Ale chcę wiedzieć, co się wydarzyło!
- Eh… - westchnąłem – Kojarzysz Junishiego, tak? – brązowowłosa na potwierdzenie kiwnęła głową – On tak jakby… Jest o Ciebie zazdrosny… Chociaż, czy zazdrosny… Nie mam pojęcia jak to określić… Bo wiesz, on prawdopodobnie widział nas wtedy, jak pocieszałem Cię, gdy Ty rozpłakałaś się… W momencie, kiedy chciałem to wyjaśnić on się oburzył i tak rozpoczęła się kłótnia…
- Czy wy… Jesteście w jakichś „specjalnych” stosunkach? – dziewczyna wyraźnie zaakcentowała pewne słowo.
- Etto… Może i zaszło między nami kilka rzeczy, ale nasze relacje są raczej… normalne? – sam zwątpiłem we własne słowa.
- Oczywiście… - szatynka spojrzała na mnie – Wyjaśniłeś z nim to? Powiedziałeś mu, co tak naprawdę się wydarzyło?
- Owszem, jednak on… nie uwierzył mi.
- Jeżeli problem tkwi w tym, że on myśli, że między nami coś jest to mogę osobiście wyjaśnić tę rzecz z Twoim kolegą.
- Yyy, lepiej nie. To by z pewnością wszystko pogorszyło. Powinienem sam to wyjaśnić, on pewnie myśli podobnie.
- W sumie, to możesz mieć rację… - Kumi zerknęła na zegarek – Chyba pójdę się rozejrzeć po mieście, muszę też znaleźć jakąś pracę, przecież nie będę żerowała na Tobie i Twojej rodzinie. – zaśmiała się.
- Przestań, to dopiero Twój pierwszy dzień, możesz się zgubić albo ktoś Cię zaczepi, napadnie, jesteśmy w końcu w Tokio…
- Spokojnie, Takeichi. – uśmiechnęła się szczerze – Poradzę sobie. Wrócę jak najszybciej, dobrze?
- Jeśli coś się stanie, zadzwoń na mój numer.
- Nie ma problemu. – oznajmiła, jednocześnie idąc w stronę drzwi frontowych – Więc, do później!
- Tak, do zobaczenia.

                Po usłyszeniu trzasku zamykających się drzwi, wyjąłem z kieszeni telefon komórkowy. Może powinienem poradzić się starszego, doświadczonego brata? On w końcu może znać się na tego typu sprawach, więc warto spróbować… Wystukałem na ekranie numer Yuu, następnie niezbyt wyczerpującą wiadomość do niego. Po wszystkim, wysłałem ją.

Hej, Yuu, gdybyś pokłócił się z najlepszym przyjacielem lub dziewczyną, co byś zrobił, aby jakoś załagodzić sprawę? Nie ignoruj, masz odpisać szczerze, to ważne. ;x

                W porządku, mam teraz ogromną nadzieję, że weźmie mnie na poważnie i odpowie szczerze. No oby… Heh, miałem wszystko załatwić samemu, a sięgam po rady od głupiego brata. Ale naprawdę… Przez tę kłótnię z Junem tylko wszystko pogorszyłem. Gdyby nie ona, teraz z pewnością siedzielibyśmy w salonie, oglądali telewizję i się objadali, jak zresztą zawsze. Żeby to jak najszybciej wróciło do normy. Liczę na to.
                Nim zdołałem się zorientować, zacząłem pisać wiadomość do Juna. Świadomie widząc treść, postanowiłem wysłać ją do chłopaka. Nie liczę zbytnio na jakiś wielki cud, ale chcę, aby taka rzecz jeszcze bardziej nas nie skłóciła.

Jun, skoro jutro mecz eliminacyjny, to może pójdziemy do miejsca, gdzie kiedyś wspólnie uczyliśmy się? Nie musisz mi odpowiadać, po prostu przemyśl to. Miło by było, gdybyś zdecydował się przyjść. Wyjdę z domu w ciągu 10-ciu minut.

                Tak, jak napisałem Junowi, też zrobiłem. Nie otrzymując po danym czasie odpowiedzi z obu stron, założyłem buty i przewiewną kurtkę, a następnie zamykając drzwi, opuściłem teren domu.



* * *



                Idąc spokojnie miastem, rozglądałem się po różnorodnych budynkach oraz parkach. Zanim dojdę do wyznaczonego miejsca minie jeszcze trochę czasu. Bardzo liczę na to, że jednak Jun zjawi się tam. Miło by było, gdybym jeszcze spotkał tam… innych. Kiedyś, całą grupką zbieraliśmy się w określonym miejscu, jeszcze przed zawodami. Pomagało to nam odstresować się. Być może ktoś jeszcze stosuje tę metodę, kto wie…

- Takeichi? – usłyszałem jakiś dziewczęcy głos za sobą.

                Odwróciłem się na pięcie do osoby. Ujrzałem przed sobą jedną z koleżanek Kurumi, Harukę. Ciężko było mi określić samopoczucie dziewczyny, ponieważ jej mimika była dosyć zmieszana… Na twarzy miała szczery uśmiech, jednak w jej oczach dostrzegłem cień smutku i obawy.

- Haruka, tak? – zapytałem, by mieć pewność.
- Tak. – odpowiedziała szybko.
- Coś się stało?
- Nic szczególnego… Wasz trening na wyspie dobiegł już końca?
- Mhm. – mruknąłem potwierdzająco – Właśnie… Czy z Kurumi… Czy ona została już odnaleziona? – zadałem pytanie, mając ogromną nadzieję na pozytywną odpowiedź.
- Tak… - pomimo tego, że dostałem odpowiedź, jakiej oczekiwałem, moje samopoczucie nie urosło ani trochę.
- Nie wyglądasz, jakbyś się cieszyła z tego powodu.
- To nie tak… - w mgnieniu oka przemieniła różowe usta w prostą linię.
- Czy wydarzyło się coś… konkretnego?
- Ona jest teraz w szpitalu… Jest w naprawdę ciężkim stanie. Z tego, co wiem od jej ojca, jest cała w siniakach, miała w niektórych miejscach poprzecinaną skórę, poobijaną twarz… Krążą plotki, że w momencie, gdy policja ją odnalazła, zaczęła wariować i nie chciała nikogo do siebie dopuścić.
- Mówisz poważnie? – nie mogłem uwierzyć w to, co chwilę wcześnie dokładnie usłyszałem.
- Niestety… Nie dziwię się jej reakcji. W końcu trzymana była w jakiejś ciemnej piwnicy wbrew swojej woli. W dodatku, była bita i raniona… Dlaczego to musiało się przydarzyć właśnie jej…
- C-co z tym mordercą? Chyba go złapano, prawda?
- Miejscowi plotkarze mówią, że policja po dotarciu do miejsca, w którym przetrzymywana była Kurumi, jedyne, co zastała to ślady krwi, narzędzia i kawałki szkła na podłodze.
- To jest zbyt nierealne, aby mogło mieć miejsce…
- Też tak sądzę, a jednak…
- Kurumi! W jakim szpitalu ona jest? Powinienem się z nią spotkać i…
- Nie sądzę. – dziewczyna mi przerwała – Wiesz, ona jest naprawdę w kiepskim stanie… Do tego panicznie boi się ludzi i ciężko do niej w jakikolwiek sposób dotrzeć. Pójście do niej teraz może być problemem. Rozumiesz mnie, prawda?
- Masz rację…
- Dobrze, Keichi, wracam do domu, już i tak jestem spóźniona… - spojrzała na zegarek – Do zobaczenia!
- Na razie. – pomachałem na pożegnanie.

                Więc jednak się odnalazła… Całe szczęście. Tylko szkoda, że tak bardzo ucierpiała. Oby szybko jej pomogli. Powinienem powiadomić o tym Juna? Chociaż, pewnie znowu wpadnie w szał, bo piszę mu o jakichś dziewczynach… Lepiej zachowam to dla siebie. Poprawiłem swoje włosy, a następnie ruszyłem w stronę starej szkoły podstawowej, do której kiedyś uczęszczałem.



* * *



                Gdy dotarłem na miejsce, odczułem spore zaskoczenie. Oczywiście, w pozytywnym znaczeniu. Obawiałem się, że budynek będzie ruiną, zaniedbanym miejscem, a ku memu zaskoczeniu, jego stan jest nawet… nienajgorszy. To przywodzi tak wiele wspomnień… Wielka szkoda, że jestem tutaj sam. Rozejrzałem się po obszarze. Większość rzeczy była dla mnie znajoma, z każdą z nich miałem jakieś wspomnienia. Może nie każde jest pozytywne, ale wspomnienie pozostanie wspomnieniem. Zaczynając się pogłębiać w budynek, usłyszałem jakieś dźwięki dochodzące z bliska. Po krótszej chwili moim oczom ukazał się Yoshihiro, za którym po minięciu kilku sekund ustawił się Koichi. Przyznam, to mnie bardzo zaskoczyło.

- Takeichi? – zapytał brązowowłosy, na co twierdząco kiwnąłem łebkiem – Przyszedłeś tutaj przed meczem?
- Tak, to mnie trochę uspokaja…
- No, Ichiro, mam nadzieję, że jutro zobaczę, czy jeszcze potrafisz grać. – rzekł arogancko blondyn.
- Muszę Cię zmartwić, ale nie zagram przez jakiś czas. – oznajmiłem obojętnie.
- Jak to? – zapytał ciekawie Koichi.
- Na naszym treningu nabawiłem się kontuzji, a teraz Keji nie chce mnie dopuścić do gry w najbliższym czasie…
- Rozumiem.
- Wybacz, jeżeli Cię to obrazi, ale chyba nawet Ty nie jesteś tak głupi, aby zrobić sobie coś ze zdrowiem przed ważnymi eliminacjami. – burknął Isayama.
- To był wypadek i tyle. – wzruszyłem ramionami.
- Twoja obojętność jest podejrzana. – zmarszczył brwi – Może to, dlatego, że kontuzja nie jest przypadkiem?
- Ty tak uważasz. – odwróciłem wzrok od chłopaka – Było „miło”, jednak mam jeszcze coś do załatwienia, więc się ulotnię.
- Gdzie zniknęliście? – jakiś głos dobiegł zza chłopaków.
- Idź prosto i trafisz na niespodziankę. – powiedział blondwłosy, przeczesując dłonią włosy.

                Po niedługiej chwili ciszy, moim oczom ukazał się Hiroshi, który kiedyś się ze mną przyjaźnił. Chłopak, gdy tylko mnie ujrzał i przypomniał sobie, kim jestem, uchylił ze zdziwienia usta. Ja również byłem zaskoczony, nawet bardzo. W końcu to on. Osoba, przez którą zrezygnowałem z gry w koszykówkę. Jednak, dlaczego nie pamiętam powodu… W momencie, w którym chciałem rozpocząć rozmowę i dowiedzieć się kilku rzeczy, arogancki chłopak przeszkodził mi w tym.

- Wiesz, Hiroshi, Twój kumpel nie pokaże nam swojej gry jutro. – wtrącił bezczelnie.
- To Ciebie nie dotyczy, więc się w końcu zamknij. To, czy gram, czy też nie ma z Tobą nic wspólnego... – westchnąłem i minąłem blondyna, przy okazji spoglądając na Hiroshiego ze smutkiem w oczach, następnie wzrok kierując na Sotomurę – Na razie, Koichi. – posłałem mu lekki uśmiech.
- Pewnie, powrotu do zdrowia. – odpowiedział.

                Oddaliłem się od chłopaków, po czym postanowiłem wrócić do domu. Na zewnątrz już się trochę ściemniło. Ciekawe, ile czasu zajęło mi to wszystko… Mniejsza.



* * *



                Spoglądając w lekko gwieździste niebo, zacząłem zbliżać się do swojego domu. To cud, że widać jakiekolwiek gwiazdy. Tutaj, w Tokio, jest to rzadkie zjawisko z powodu sporej ilości lamp, latarni i innych rzeczy tego typu. Od budynku dzieliło mnie kilkanaście kroków. Gdy zerknąłem w stronę domu, ujrzałem jakąś postać czekającą przy bramie. Po podejściu bliżej, dostrzegłem niebieskie kosmyki włosów wychodzące spod kaptura. Czyżby to był Akihito? Podszedłem do chłopaka.

- Akihito? – chłopak spojrzał na mnie, przy okazji ściągając z głowy kaptur.
- Dobry wieczór, Keichi. Możemy porozmawiać? – zapytał.



* * *

__________________________________________

heh, można powiedzieć, że dziś zdobyłam "inspirację" i być może moja wena wróci w szybkim czasie. :D
Niestety, tutaj nie działo się zbyt wiele, postaram się dać więcej "akcji" przy następnym. Mam już nawet jeden ciekawy pomysł na to. :P


Chizu Chan.

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic