poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 8.






* * *



                Siedziałem zniechęcony na ławce, która znajdowała się w pobliżu boiska. Ospale przyglądałem się ćwiczącym chłopakom. Jak ja im zazdroszczę… Mogą ćwiczyć, grać, biegać, a ja? Muszę tutaj siedzieć. Przez tę durną kontuzję mogę teraz jedynie pomarzyć o zagraniu meczu. Wielka szkoda. W końcu byłem na to pozytywnie nastawiony. Byłem gotów powrócić do gry... Wyjść na boisko, stanąć naprzeciw innej drużynie, zagrać pełen emocji mecz… A jedna moja głupia wpadka wszystko zrujnowała!
                Dodatkowo rozmowy z Junem, z najbliższą mi osobą, są nadzwyczaj krępujące! Dlaczego? Przecież… wszystko powinno było wrócić do normy… Przecież wczoraj nie odczuwałem tego zdenerwowania, tego napięcia… Więc dlaczego teraz to powróciło? Jakby na to spojrzeć… Myślę teraz poważniej nad Motoyoshim, niż nad Kurumi. Więc czy moje rzekome uczucie do niej nie było tylko przypuszczeniem? Czy to możliwe, że poczułem coś do kolegi? A-ale… To nie może być prawdą… Przecież Jun myśli o mnie jak o zwyczajnym przyjacielu… Jeżeli wyjechałbym z takim czymś, jeżeli powiedziałbym mu o tym, że chyba coś do niego poczułem… To przecież doszczętnie zniszczyłoby naszą relację! Nie chcę tego! Chcę… chcę nasz dawniejszy związek! Dlaczego to się dzieje…

- Powinienem zawiadomić o mojej kontuzji Koichiego… - mruknąłem sam do siebie.

                Wyciągnąłem z kieszeni telefon komórkowy, następnie wpisując wcześniej zaplanowaną wiadomość, wysłałem ją do kolegi.

- Dobrze, on powinien o tym wiedzieć… - spojrzałem na ćwiczących kolegów – Heh, naprawdę im zazdroszczę…



* * *



                Idzie im naprawdę niesamowicie! Są tak bardzo ze sobą zgrani… Z pewnością wygrają eliminacje. Obserwuję ich grę już kilka godzin, może powinienem się przejść… W końcu muszę jakoś odetchnąć, odbiec myślami gdzieś indziej. Nie chcę cały czas zadręczać głowy wyobrażeniami typu „zazdroszczę im”, czy też „gdybym tylko mógł zagrać…”
Raczej pójdę do parku. Z tego, co słyszałem, jest tu jakiś.

- Heej, Hisashi! – krzyknąłem wstając z miejsca – Ja się idę przejść. – oznajmiłem już znacznie ciszej, ponieważ chłopak znalazł się bliżej mojej osoby.
- Hmm, no dobrze, ale nie przemęczaj się zbytnio. Twoja noga nie została dokładnie wyleczona, nie możesz jej nadużywać. W porządku?
- Tak… Wrócę niedługo. Chcę tylko trochę odetchnąć.
- W takim razie nie mam nic przeciwko. – trochę się obrócił – Ale pamiętaj… - ponownie wtrącił, tym razem mając o wiele poważniejszy wyraz twarzy – Jeżeli dowiem się, że coś zrobiłeś, inaczej porozmawiamy.
- J-jasne… - pomachałem na pożegnanie koledze, następnie odwróciłem się i poszedłem przed siebie.

                Starałem się nie nadużywać „uszkodzonej” kończyny, więc nie spieszyłem się. Szedłem spokojnym, równym tempem. Od czasu, do czasu rozglądałem się po obszarze. Tutaj jest tak ładnie, tak bardzo spokojnie… Wiele drzew, roślin, z pozoru serdeczni i pozytywni ludzie. Podoba mi się. Prócz tego znajduje się tutaj plaża! Bez przerwy świeci słońce, a klimat jest naprawdę przyjemny! Może mógłbym tutaj zamieszkać w przyszłości… Heh, byłoby rewelacyjnie.  



* * *



                No i jestem. Tak, jak przypuszczałem, wspaniałe miejsce. Wygląd jest naprawdę niesamowity. Tak kolorowo, nadzwyczaj dopracowanie. Spoglądając na różne rzeczy, stawiałem niewielkie kroki w przód. Upatrzyłem sobie idealne miejsce do odpoczynku. Pełne zielonej trawy, naprawdę jest to przyjemnie wyglądający teren. Podszedłem do ustalonego celu, usiadłem tuż obok sporawego drzewa. Chyba nie stanie się nic złego, jeżeli się zdrzemnę? Nie powinno… Ten obszar nie wygląda na pełen „złoczyńców”, więc raczej nikt mnie nie okradnie.
                Złożyłem wcześniej trzymaną w rękach miękką bluzę, następnie układając ją na niewielkim wzniesieniu, położyłem na niej łebek. Spojrzałem lekko przymrużonymi oczyma w pełne jasnych chmur niebo, wziąłem sporawy oddech, aż w końcu skierowałem powieki w dół. Widząc całkowitą ciemność, zasnąłem.




* * *




                Tak bardzo wygodnie… Nie mam ochoty otwierać oczu i powracać do głupiej rzeczywistości. Gdyby tylko nasze sny mogły się ziścić… Byłoby wspaniale. Z jednej strony to idealnie, wszystko, o czym tylko marzymy mogłoby mieć miejsce. Ale co wtedy? Bezbłędne życie jest nudne. Pomimo tego, że bywają momenty, w których mam ochotę przenieść się do któregoś z moich snów, to jednak po jakimś czasie przemyśleń jestem zupełnie przeciwnego zdania. Lubię swoje obecne życie. Wszystko, co się w nim dzieje. Czy tak pozostanie do końca? Kto wie.
                Niechętnie, aczkolwiek w miarę szybko uniosłem powieki do góry. O kurde! Jest już ciemno! Ile ja niby spałem? Pora nie wygląda na wieczór, bardziej na początek nocy. Rety, chłopaki pewnie się zamartwiają, a ja sobie spałem tyle czasu. No, wspaniale. Zwinnym oraz szybkim ruchem chwyciłem telefon komórkowy, by móc sprawdzić, jaka godzina ma aktualnie miejsce.

- Po północy… - westchnąłem – No to mi się oberwie…

                Zabrałem swoją bluzę, jednocześnie podnosząc się z ziemi. Dokładnie poprawiłem swój ubiór, następnie chowając komórkę do tylnej kieszeni spodni, ruszyłem prędszym tempem do domu. Zrobiłem kilka większych, jak też szybszych kroków, czego skutkiem było poczucie lekkiego bólu w okolicach kolana. Musiałem zwolnić. Tym razem szedłem dosyć wolno, a przez to, że zraniłem ponownie swoją nogę, zacząłem utykać.
                Chcę zobaczyć Junishiego… Czekaj, co? Dlaczego o tym pomyślałem? Dlaczego mam przed oczami jego twarz… Dlaczego nagle myślę o tych wszystkich rzeczach? To nie jest normalne… Wychodzę w tej chwili na jakiegoś obsesyjnego zboczeńca. Bo w sumie… Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Racja, Jun jest mi bliski, ale nie wyobrażam sobie jego, jako mojego… chłopaka? Niee, nie, nie, nie! To nie wyszłoby. Problem tkwi w tym, że zawsze, gdy jestem w jego pobliżu czuję krępację. Momenty, w których widzę go z innymi, chociażby jego rozmowy z jakimiś dziewczynami, takie rzeczy są dla mnie bolesne. Jestem zazdrosny? Nie wiem. Czy on znaczy dla mnie coś więcej, niż normalny przyjaciel? Z pewnością.

- Biedna dziewczyna… - szepnęła jakaś kobieta, która akurat przechodziła obok mnie.

                Po usłyszeniu tych słów, rozejrzałem się. W odległości maksymalnie dwóch metrów ode mnie, pod murem siedziała jakaś dziewczyna. Głowę pochyloną miała w przód, lekko pofalowane włosy zakrywały jej twarz całkowicie. Podszedłem bliżej.

- Czuć od niej alkohol… - mruknąłem do siebie.

                Kucnąłem tuż przed jej osobą. Nie miałem pojęcia, jak rozpocząć rozmowę. Jeśli uzna mnie za jakiegoś napastnika? Może wtedy zacząć krzyczeć tudzież wołać o pomoc i co wtedy? Nie wyjdę najlepiej w oczach innych osób. Muszę zrobić to jakoś delikatnie…

- Etto… - zacząłem niepewnie – Wszystko z Tobą w porządku?

                Gdy dokładniej wsłuchałem się w mruczenie dziewczyny zrozumiałem, że popłakiwała. Co jakiś czas zaciągała noskiem oraz wydawała innego typu jęki. Ktoś ją pobił? Zrobił coś gorszego? Ona nie wygląda najlepiej… Coś się musiało stać.

- Przepraszam… - ponownie zacząłem rozmowę – Czy coś się stało?

                Po kilku sekundach brązowowłosa uniosła rękę. Myślałem, że dostanę z liścia, jednak myliłem się. Dziewczyna odgarnęła z twarzy kosmyki włosów, następnie spojrzała na mnie. Jak tylko ujrzałem jej buzię, moje oczy przeobraziły się w gigantyczne, zaskoczone patrzałki.

- Su… Suzuhara? – wydukałem niedowierzając.



* * *


____________________________________________


Ohayou & Gomenasai, zwlekałam z rozdziałem, a i tak jest cholernie krótki. ;/
Na szczęście zdążyłam zrobić już rozpis akcji na kilka kolejnych rozdziałów, więc następny powinien pojawić się dosyć szybko. Oczywiście, będę także rozwijała sceny, by nie wyszedł on tak krótki, jak obecny. ;)
Chciałam jeszcze, jakby to ująć, zaprosić „zwolenniczki” yaoi, yuri, wszystkiego na bloga Subete no Anata. Są tam naprawdę interesujące opowiadania, które szczerze polecam. Jest, co czytać, a treść Was nie zawiedzie. :3


 ~ Chizu Chan.

7 komentarzy :

  1. Umm, jak ja kocham Beast i wszystkie ich piosenki <3 ;]

    Zaciekawiła mnie ta Suzuhara... Co jej się stało?! ;O
    Dlaczego zawsze musisz kończyć w najciekawszych momentach?! ;C
    Czekam z niecierpliwością na 9-ty rozdział i mam nadzieję, że będzie dłuższy niż ten. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki nawyk. xD
      Tak, będzie dłuższy. Teraz nie wiem czemu, ale wyszedł taki jakiś krótki. ;/

      Usuń
    2. Przewidujesz już kiedy dodasz następny? xD

      Usuń
    3. Jeżeli dobrze pójdzie, zacznę pisać jutro, zajmie mi to minimum 2 dni, więc pewnie dodam jakoś w czwartek. :P W najgorszym wypadku piątek xd

      Usuń
  2. "przecież Jun myśli o mnie jak o zwyczajnym przyjacielu" :D Jeśli w Japonii przyjaciele całują się i... liżą sobie sutki to....:D No, będę unikał takich znajomości ^^ I akcja widzę przyjmuje niespodziewane zwroty, co mnie baardzo cieszy :) W naszym pięknym kraju jakby spróbował sobie taki delikwent uciąć drzemkę w parku, to obudziłby się szturchany końcem policyjnej pałki i zaraz dostałby mandat za włóczęgostwo :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że rozdział jest napisany w ciekawy i dziwny sposób. Nie jestem przyzwyczajona do czytania opowiadań pisanych od strony narratora - bohater komentuje i opowiada. Mam zamiar przeczytać wszystkie rozdziały w wolnym czasie i postaram się każdy skomentować :D
    Proponuję plecenie za polecenie - jeśli się zgadzasz napisz w temacie na moim blogu.
    http://cursed-psychopath.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    świetnie, co? to on też jest teraz zakochany? i ciekawi mnie co to za dziewczyna...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic