niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 7.






o  o  o



                Przepraszam, Keichi, ale naprawdę… Coraz ciężej jest mi się kontrolować. To nie jest takie proste, jeszcze ten gest… Dlaczego to zrobiłeś? To boli… Bawisz się moimi uczuciami, przynajmniej ja tak to odbieram. Przestań, proszę Cię, to nie jest dobre rozwiązanie. Dlaczego robisz taką minę? Nie obawiasz się mnie? Uśmiechasz się w taki uroczy sposób, mrużysz oczy, na Twojej buzi widnieją różowiutkie wypieki… Twoja twarz jest taka piękna… Zawsze Cię podziwiałem, nigdy nie chciałem Cię zranić. Zależy mi na Tobie, ale Ty… Ty nie dostrzegasz tego. Dlaczego? Moja klatka piersiowa jest mocno zaciśnięta. To tylko dzięki Tobie, dzięki Twojej osobie odczuwam takie rzeczy… Mimo, iż minęło kilka lat, moje uczucia do Ciebie wcale nie zmieniły się. Kiedyś jakoś radziłem sobie z tym wszystkim, zawsze trzymałeś się z Hiroshim, ale dawałem radę. Teraz, gdy mam Cię tuż obok siebie, sytuacja powtarza się… Zakochujesz się w jakiejś dziewczynie… Boję się, że stracę Cię po raz kolejny. Nie chcę tego, tym razem nie wytrzymam…
                Nie boisz się mnie? Spoglądam na Twoją osobę tak zimnym, poważnym spojrzeniem, a Ty zamiast zepchnąć mnie, czy też wyzwać, uśmiechasz się do mnie. Dlaczego? Testujesz mnie? Bawisz się ze mną? Nie mam pojęcia, jak odebrać ten gest… Ty przecież nie wiesz, że jestem w Tobie zakochany. Skąd miałbyś to wiedzieć, heh… Boję się myśleć, co by się stało, gdybyś dowiedział się o mojej orientacji i uczuciu do Ciebie. To mnie trapi. Teraz pewnie myślisz, co ja takiego wyprawiam… Szczerze? Nie mam pojęcia. Emocje zawładnęły nade mną. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, co się za chwilę wydarzy. Oby…

- Co takiego zrobiłem? Przecież… - nim zdążył skończyć, zamknąłem jego usta delikatnym pocałunkiem.

                Lekko uchyliłem powieki, aby zobaczyć jego reakcję. Tak, jak przypuszczałem, jest trochę zaskoczony… Te ogromne gałki oczne mówią same za siebie. To nasz drugi pocałunek… Pierwszy miał miejsce całkiem niedawno. Cieszę się, że Keichi nie odczuwa żadnej krępacji. Całe szczęście. Jednak możliwe jest, że ten pocałunek może wszystko zmienić.

- Nnn… - zaczął się trochę opierać, jednak nie dam rady teraz tego przerwać, przepraszam.

                Mocno złapałem nadgarstki chłopaka, tym samym dociskając je do miękkiej pościeli. Usiadłem na jego biodrach, dodatkowo przerywając wierzganie nogami. Czy on mnie przez to znienawidzi? Ja… nie chcę tego, ale… nie mogę się przestać kontrolować. Starając się być jak najbardziej delikatnym, lekko wsunąłem swój język do ust chłopaka. Słyszałem, jak jęknął. Nadal się opiera… Zacząłem czule masować jego język swoim. Czuję, że na mojej twarzy pojawiają się kolorki. To jest jednak trochę zawstydzające…

- Yhmm… - ponownie jęknął.

                Przestaje się przeciwstawiać, jest coraz lepiej i przyjemniej. Keichi zaczął odwzajemniać pocałunek. Aby go urozmaicić, zręcznie zacząłem masować jego sutki opuszkami palców. Ten czyn przyprawił go o drgawki. Wygląda tak uroczo… Jego poliki robią się już czerwone od zawstydzenia. Słodki…

- Kei-chan… - spojrzałem na jego urzekającą twarz.
- Hnnh… - nie może wypowiedzieć nawet jednego słowa… wspaniały…

                Zszedłem niżej. Zacząłem pieszczotliwie masować językiem jego sutki poprzez ruch okrężny. Te dźwięki, które on wydaje… Są ukojeniem dla mych uszu. Nie wierzę, że to się dzieje. To jest wspaniałe doświadczenie. Przerwałem pieszczotę i uniosłem głowę do góry. Keichi spojrzał na mnie mglistym wzrokiem. Poczułem taki ucisk przy sercu… Coś nadzwyczajnego… Otrząsnąłem się, następnie jedną dłonią złapałem za rozporek. Rozsunąłem go, jednak, gdy zacząłem zdejmować spodnie, Keichi złapał moją rękę. Spanikował.

- N-nie możemy, Junishi… - spojrzał na mnie z tak wyjątkową miną – To zaszło za daleko…
- … - nie mogłem wykrztusić nawet jednej sylaby – T-ta… - spojrzałem na bok speszony.
- To po części moja wina… Zamiast przerwać to wszystko, uległem i zacząłem robić to, co Ty.
- Mhm… - zrobiło mi się głupio – Przepraszam…
- Dlaczego to zrobiłeś? – gwałtownie się wyprostowałem.
- T-to pewnie z powodu tego treningu, tego, że wypiłem trochę… można nawet zaliczyć nagły przypływ emocji… hehe… - przecież mu nie powiem tak nagle, że jestem w nim od dawna zakochany!
- A… - zarumienił się – Ro-rozumiem… - zapadła niezręczna chwila ciszy.



* * *



                Przypływ emocji? Trening? Alkohol? Nie wierzę! Normalna osoba nie zrobiłaby takich rzeczy! On mi o czymś nie mówi… Co się dzieje, Junishi?! Dlaczego posunąłeś się aż tak daleko? My prawie… Gdybym się nie otrząsnął, pewnie zrobilibyśmy to. Nie, nie, nie… nieee! Przecież jesteśmy przyjaciółmi… To nie ma sensu. On coś ukrywa, jestem tego pewien. Ale dlaczego nie chce mi tego wyznać? Ufamy sobie, znaczy tak myślę. Co to za uczucie? Miejsca, które on dotykał płoną. Nie wiem, jak mam to określić… Jednocześnie przyjemne, jak i dziwne uczucie. Czy to normalne? Nie mam pojęcia, jak zacząć rozmowę. On chyba też. Taka niezręczna cisza… Jak rozpocząć jakąkolwiek rozmowę? To napięcie… Nigdy w jego towarzystwie nie odczuwałem takiego czegoś. Muszę się przespać.

- W-wiesz… - spojrzeliśmy sobie w oczy, jednak po kilku sekundach spanikowaliśmy i odwróciliśmy się – Chyb… chyba się prześpię… - przeciągałem przerwy, przez co Junishi spojrzał na mnie zaskoczony – A-ale nie w tym sensie! – zarumieniłem się – Jestem zmęczony…
- Jasne… - skrępowany odwrócił wzrok – Ja pójdę wziąć prysznic… To na razie… - podniósł się i wyszedł z pokoju.

                Złapałem się za głowę i pokręciłem nią. Co się kurde dzieje?! Dlaczego ta rozmowa była taka kłopotliwa?! To jest problematyczne… Chcę nasz dawny związek. Bez krępacji, bez kłopotliwości, bez tego wszystkiego! Jeden durny pocałunek to wszystko zmienił! Cały czas to czuję… Tak mi gorąco… Moje serce bije jak szalone, nie mogę normalnie oddychać.
                Po kilku minutach myślenia dałem sobie spokój, by móc spokojnie zasnąć. Ta, spokojnie, bo dam radę… Położyłem gorącą od zdenerwowania głowę na jasnej poduszce, resztę ciała przykryłem cieńszą kołdrą. Gorąco… Ale jeśli się nie przykryję, mogę się rozchorować. W nocy temperatura nie należy do najwyższych. Z ociąganiem zamknąłem oczy, aby w końcu zasnąć…



* * *



- Wstawać lenie! – krzyknął Keji wbijając się do mojego pokoju – Szykować się i ćwiczyć!

                Podniosłem głowę z poduszki i odwróciłem ją w stronę chłopaka. Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem. Keji zrobił krok do tyłu. Po raz kolejny odwróciłem głowę, jednak tym razem spojrzałem na Junishiego. Jego zaspana buzia oraz ten nieobecny wyraz twarzy… Nim zdołałem się zorientować, jasnowłosy dostrzegł, że od iluś sekund wgapiam się w niego jak zakochany. Dopiero, gdy uchylił usta ze zdezorientowania spostrzegłem, w jakiej sytuacji się obecnie znajduję. Gwałtownie podniosłem się z łózka i podszedłem do kapitana.

- Jasne, tylko wiesz, no… Muszę wziąć prysznic! Tak, prysznic!

Podbiegłem do komody, wyciągnąłem suchy ręcznik, czarną koszulkę, a także dresy, które troszkę przypominały rurki. Nie lubię nosić spodni z kroczem w kolanach lub też z workami zamiast nogawek. Wziąłem do rąk kupkę ubrań, następnie nie patrząc na twarze chłopaków wybiegłem z pokoju. Jak opętany wparowałem do łazienki, rzuciłem wcześniej trzymane rzeczy na szafkę, później z kolei stanąłem przed umywalką. Odkręciłem wodę, którą szybko chlapnąłem sobie w twarz.

- Cholera! – uderzyłem pięścią w mebel – Co to miało być?! – krople zimnej wody spływały po mojej twarzy na dół – Teraz to na pewno coś sobie pomyśli…

                Odgarnąłem grzywkę z czoła, w następnej kolejności podszedłem do kabiny prysznicowej. Odkręciłem wodę, wcześniej ustawiając temperaturę wody. Zrobiłem kilka kroków w tył, by móc swobodnie zdjąć resztę ubrań. Niezbyt pospiesznym ruchem zdjąłem spodnie, wcześniej rozpinając rozporek, następnie bokserki. Po tym czynie wszedłem do kabiny.



* * *



                Dobra, włosy wysuszone, ubrany też jestem. Mogę dołączyć od reszty. Wziąłem duży oddech i łapiąc za klamkę, wyszedłem z pomieszczenia. Rozejrzałem się po korytarzu. Pusto. Wszyscy chyba już wyszli na zewnątrz. Tak, raczej tak. Pewnie są tam, gdzie zawsze. Na polu do gry w koszykówkę. Keji ustalił, że będzie to nasze „miejsce zbiórek”. Z początku miałem go za oziębłego aroganta, ale okazał się całkiem miłym gościem. No i dobrze robi za kapitana. Co do rozgrywającego też się myliłem. Myślałem, że jest jakimś cichym, niezbyt udzielającym chłopakiem, a jak się okazało? To dzięki niemu nie zadręczam głowy strasznymi myślami. Dzięki, chłopaki.
                Wyszedłem na zewnątrz. Wiatr jest naprawdę przyjemny… Rozejrzałem się na boki, w oddali ujrzałem wymachującego rękoma chłopaka.

- To Keji. – powiedziałem uśmiechając się.

                Pobiegłem w ich stronę. Do celu dotarłem po jakichś dwóch minutach. Kapitan ponownie zaczął ustalać dwuosobowe drużyny. Może znowu wypadnie na Akihito, polubiłem go. Przypomina mi trochę Yuu… Miło byłoby z nim ponownie porozmawiać. Tylko we dwóch, tak na luzie. Heh…

- Keichi, będziesz w parze z Junishim. – moje serce głośno zabiło – Biegacie przy brzegu aż się ściemni.
- Czy musimy być w parze? – zapytał Motoyoshi, co od razu przykuło moją uwagę.
- Wszyscy inni są już dobrani. Pokłóciliście się? – zapytał kapitan.
- N-nie w tym rzecz… - westchnął – Ciężko to wyjaśnić.
- W takim razie ćwiczcie razem. Nie musicie ze sobą rozmawiać. – oznajmił i odszedł.

                Całej rozmowie przysłuchiwał się Hisashi, który zaraz po Kejim oddalił się od nas. Spojrzałem lekko zakłopotany na jasnowłosego. On też nie wyglądał na zbytnio szczęśliwego. Wiedziałem… Ta rzecz popsuła naszą relację. Czy tak będzie już zawsze? Nie chcę tego…

- Chodźmy. – powiedział trochę poważnym tonem głosu.
- Mhm… - na potwierdzenie kiwnąłem głową.



* * *



                Od rozpoczęcia naszego treningu minęło kilka godzin. Jestem wyczerpany. Nie dość, że świeci słońce, to jeszcze biegamy w miejscu, gdzie jest go całkiem sporo! I tak do czasu, aż ono zajdzie. Możliwe, że poćwiczymy jeszcze dwie godzinki. Co tam, w końcu jesteśmy taacy wytrzymali! Zdołałem także zauważyć, że Junishi zerka na mnie, co jakiś czas. Sprawdza moje zachowanie? Jak się czuję? Co robię? Jak mi z tym wszystkim jest? Raaany, za dużo o tym myślę! No bez żartów, za bardzo się tym przejmuję.

                Wolniej, nie daję rady… Nogi powolutku zaczynają odmawiać mi posłuszeństwa. Nie wytrzymam jeszcze sporo czasu. Łagodnie przetarłem oczy, które już zalane miałem od potu. Gdy tylko wrócę, pierwsze, co zrobię, to pobiegnę się wykąpać. Eh, jejku… Junishi, jak Ty możesz nie być jeszcze zmęczony… Ta woda kusi… Mam ochotę do niej wskoczyć. Musi być chłodna…
                Zatrzymałem się. Mój czyn dostrzegł bursztynooki, który z zaciekawienia aż podszedł do mnie! No patrzcie!

- Co robisz? – zapytał.
- Popływam. – odpowiedziałem spoglądając na mieniącą się wodę.
- Mamy trening…
- Na którym ćwiczymy już od kilku godzin.
- A-ale…
- Daj spokój, Jun. Idziesz, czy nie? – zapytałem lekko uśmiechając się, dodatkowo spoglądając prosto w jego oczy.
- Ym… Czemu nie… - to dziwne napięcie panuje nadal, jednak uściski w pobliżu klatki piersiowej minęły.

                Obydwaj wskoczyliśmy do ochłodzonej wody. Od razu zanurzyłem się w niej całkowicie. Uwielbiam pływać pod wodą. To uczucie, relaks, spokój… Mógłbym tak przez wieczność. Słyszałem głos Junishiego, który dobiegał z góry, niestety jednak nie byłem w stanie dosłyszeć, o czym mówił. Chociaż, pewnie mi się wydaje. Wynurzyłem się z wody, jednocześnie odgarniając z twarzy mokre kosmyki włosów. Jestem dosyć daleko od brzegu. Ledwo dotykam dna. Nagle, znienacka coś ochlapało moją twarz. Przetarłem mokre oczy, następnie dostrzegłem przed sobą jasnowłosego. Szykował się do ponownego ochlapania mnie. Nim zdążył to zrobić, średnia ilość cieczy trafiła w jego buzię. Po chwili we dwóch zaczęliśmy się ochlapywać jak szaleni. Towarzyszył nam ciągły śmiech oraz banan na twarzy. Zrobiłem jeden krok w kierunku chłopaka.

- Auć! – złapałem się za kolano i zamknąłem oczy.
- Co się stało? – zapytał podchodząc do mnie.
- Poczułem, jak coś przeskakuje mi w kolanie… - syknąłem – A-ale już w porządku…
- Na pewno?! – zmienił ton głosu na trochę paniczny.
- Tak. – lekko wywinąłem kąciki ust w górę.

                Skłamałem. Boli jak cholera. Ale, po co mam go zamartwiać? Znając Motoyoshiego pewnie zacząłby się zadręczać, że jest to jego wina. Nie chcę, aby myślał w ten sposób. Po prostu będę odwracał od tego uwagę… Ta, jeśli mi się uda. Jeszcze niedługo mecz… Eh, dlaczego teraz?

- Na pewno wszystko w porządku? – dopytywał troskliwie.
- Tak. – pokazałem ząbki.
- Jeśli kłamiesz, to…
- Mówię prawdę…
- Mam nadzieję. – spojrzał na mnie.
- M-może już wracajmy? – zmieniłem temat.
- Okej. – badał moje zachowanie wzrokiem.

                Zamyśliłem się, czego wynikiem było stanięcie na zranionej kończynie. Poczułem, jakby coś mi ją rozrywało. Z bólu ugięły mi się nogi, przez co zanurzyłem się całkowicie w wodzie. Nie mogłem ich wyprostować, jakbym dostał jakiegoś skurczu. Wcześniej nie wziąłem żadnego wdechu, więc nie było mowy o wytrzymaniu pod wodą. Kończył mi się tlen, a nie mogłem wydostać się na powierzchnię. Zaczyna mi się kręcić w głowie. Jest mi coraz obojętniej… Nie mówcie, że tak ma wyglądać przyczyna mojej śmierci? Bez żartów proszę.

- Keichi! – usłyszałem zmieniający się ton głosu.

                Po chwili coś złapało mnie w talii i wynurzyło z wody. Automatycznie zacząłem łapać oddech, jednocześnie kasłając. Niechcący złapałem się za ramiona osoby, która mnie uratowała. Wziąłem jeszcze kilka sporawych oddechów mając przy tym zamknięte powieki. Minęło kilka sekund, więc czując się już w miarę dobrze, otworzyłem oczy. Mając je lekko przymrużone, spojrzałem w twarz tajemniczej postaci. Ujrzałem przerażoną twarz Junishiego. W kącikach jego oczu dostrzegłem kilka kropelek mieniących się łez. Martwi się o mnie? Bał się, że coś mi się stało?

- Dlaczego płaczesz? – zapytałem będąc jeszcze troszkę zmieszanym.
- Rany, jesteś kompletnym idiotą! – objął mnie, wtedy poczułem, że do moich oczu pędzi strumień łez – Jeśli coś by Ci się stało?!

                Nic nie mówiłem. Tylko wtopiłem twarz w jego mokre ciało. Dałem upust emocjom. Ogrom łez zaczął wypływać z moich patrzałek. Jest mi teraz tak przyjemnie…

- Naprawdę się martwiłem… - docisnął mnie mocniej – Dlaczego nic nie powiedziałeś?

                Nie odpowiedziałem. Uwalniałem swoje emocje. Łzy spływały po mojej cerze strumieniem. Co jakiś czas zaciągałem noskiem. Nie wiedziałem, że całej sytuacji przyglądał się Hisashi. Spoglądał na nas z plaży.

- Wracajmy. Pomogę Ci dojść. – kolejne skojarzenie…
- O-okej… - troszeczkę nabrałem kolorków na polikach.
- Hahaha, niemożliwe… - chyba domyślił się, o czym pomyślałem.

                Objąłem szyję Junishiego jedną ręką, natomiast on złapał mnie dosyć mocno w talii. Muszę uważać na moją prawą nogę. Cztery dni do mojego pierwszego meczu, a ja z kontuzją… Obawiam się, że chłopaki nie pozwolą mi zagrać. Nie w takim stanie.



* * *



                Całą grupą zasiedliśmy przy stole. Usiąść pomógł mi Junishi, który zaraz po tym czynie klapnął tuż obok mnie. W najbardziej widocznym miejscu miejsce zajął Keji. Gdy wszyscy uspokoili się, kapitan zaczął temat. Z początku mówił nam o nadchodzącym meczu, Ayako przedstawiła drużynę, natomiast Hisashi miał przekazać nam kilka ważnych, jak również przydatnych informacji.

- Jak wcześniej Ayako napomknęła, nasz pierwszy mecz ma się odbyć przeciwko prywatnej akademii Shinkanjuu. Są to eliminacje, więc nie możemy zawalić. Musimy wygrać, tym samym pokazując pozostałym drużynom, na co nas stać. – powiedział informator.
- Masz rację… Nie możemy tego przegrać. Musimy wygrać mistrzostwa! – rzekł Katzuma.
- Udało mi się dowiedzieć kilka dosyć ważnych rzeczy na ich temat. Obserwowałem ich mecze towarzyskie, na których dawali z siebie całkiem wiele.
- Zacznijmy od kapitana. – wtrąciła Ayako – Harada Hajime.
- Posiada całkiem dobre cechy przywódcze. Jest w miarę dobrym obserwatorem, jednak… Jego minusem jest dziwny nawyk. Za każdym razem, gdy robi rzut za trzy punkty, tuż po odpowiednim ustawieniu, robi lekki krok w tył. Dopiero wtedy rzuca. Jeżeli przeciwnik będzie o tym wiedział, z łatwością odbierze mu piłkę.
- Aizawa Shoko. – rzekła czerwonowłosa.
- Rozgrywający. Jeżeli chodzi o jego rolę, to pełni ją wyjątkowo dobrze. Niestety, za bardzo polega na Haradzie, bardzo często podaje do niego piłki. Bardzo łatwo zorientować się, do kogo rzuci. Zawsze przed tym spogląda na tę osobę. Gdy spojrzy na trzy różne, podaje do drugiej. Gdy zerknie na dwóch, do pierwszego. To denny nawyk, więc nie bójcie się, że go zmieni.
- Kasai Hideki.
- Skrzydłowy. Specjalista od zbiórek i przechwytów. Do tego jest bardzo głośny. Potrafi zdenerwować… Dobrze, pomińmy te dodatki. Skacze dosyć wysoko, więc łatwo zdobywa piłki, gdy te nie trafią do kosza. To jest trudny zawodnik. Jego minusem jest dosyć szybkie męczenie się. Około pięć mega skoków i koniec.
- Aiba Isao.
- Środkowy. Nie jest specjalnym zagrożeniem. Niech nie przerazi was jego wzrost, pomimo tego, że ma te dwa metry, naprawdę niesamowicie łatwo jest wyrwać mu piłkę. Szybko się dekoncentruje, wystarczy, że ujrzy kogoś z drużyny w tarapatach. Wtedy ciężko jest mu się skupić. Zablokuje go ktoś, druga osoba odbierze piłkę i koniec. To jest największy minus tej drużyny.
- Nie dziwi was to? – zapytałem.
- Co takiego? – rzekł Hisashi wraz z Ayako.
- Dlaczego wystawili tak słabego środkowego do pierwszego składu?
- Ciężko stwierdzić…
- Według mnie jest to trochę podejrzane. – rozejrzałem się – Żadna myśląca drużyna nie ryzykowałaby w ten sposób w eliminacjach, nie sądzicie?
- Masz trochę racji…
- Nie można ich od razu ignorować. Nie możemy tracić warty, musimy brać ich za równych sobie. Jedna nasza pomyłka i koniec. – westchnąłem.
- Ale Keichi… - zaczął kapitan – Ty nie zagrasz. – moje serce mocno zabiło.
- Słucham? – zapytałem, jakbym niedosłyszał.
- Nie mogę Cię wypuścić na boisko w takim stanie. Przykro mi, ale ten pierwszy mecz przesiedzisz na ławce.
- On ma trochę racji… - wtrącił jasnowłosy.
- J-jasne… - odwróciłem głowę na bok i spojrzałem w dół.

                Było mi trochę przykro, w końcu przygotowałem się na to, tyle czasu nie grałem na serio, a jedna, głupia kontuzja wszystko zrujnowała. Jednak, rozumiem ich. Nie mogę się w takiej sytuacji kłócić.

- Jutro ćwiczymy pracę zespołową. Keichiego zastąpi Yamamoto.
- Dobrze. – na potwierdzenie pokiwał głową.
- Do pierwszego meczu zostały cztery dni. Musimy dać z siebie jak najwięcej.
- Mhm… - mruknąłem cicho.

                Pięknie. Pierwszy mecz, to tutaj musimy pokazać, na co na stać, a ja przesiedzę na ławce. Cudownie…



* * *

 ___________________________________

Trochę zwlekałam z tym rozdziałem, pisałam go chyba 3 dni.
Teraz takie pytanie do Was - jak uważacie, poprawiłam się, jeżeli chodzi o pisanie?;p
Znaczy, czy robię teraz mniej błędów interpunkcyjnych etc. 
Patrząc od początku, aż do teraz. Jest lepiej? :P


~ Chizu Chan.

15 komentarzy :

  1. zaczęłam czytać urywek rozdziału i mnie zaciekawił. biorę się za czytanie od pierwszego :D

    obserwujemy? zacznij, odwdzięczę się :) Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze? Nie wciągnęło mnie. Po prostu nie mój klimat. Sorka :> Ale pisz dalej :)
    Skomentujesz? (z zapytaj)
    http://icken.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział,chyba jak dotąd najlepszy.Pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Warto było czekać xD
    Nie żebym była zboczona czy coś [zawstydzony] ;p

    Niestety na pytanie czy się poprawiłaś nie mogę odpowiedzieć, ponieważ zaczęłam czytać jak już w żadnej części nie było błędów i dla mnie świetnie piszesz od samego początku, ja jak pisałam moje pierwsze opowiadanie, miałam pełno literówek, u Cb nie znalazłam żadnej ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + Wklejam jak obiecałam ;p
      http://www.youtube.com/watch?v=98i1LTJEVCk

      Usuń
  5. Nareszcie jest ta akcja *-* ^^
    czytam i czekam na każdy post, kocham Twój sposób pisania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie mogę, kończy się w takim momencie kiedy się wciągnęłam. :0 nie wiem co dalej ze sobą zrobić teraz XD czekam na kolejne z niecierpliwością.
    Pewnie, że jest lepiej. Normujesz emocje. Wszystkiego jest po trochu. Ładna akcja i opisy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że jest lepiej! Świetny rozdział, tyle emocji! :)

    http://unnormall.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Wybacz, ale nie przebrnąłem przez początek...Doczytałem do połowy, a potem przeskoczyłem do kolejnej części, jak dla mnie to za dużo. I weźże daj tym ludziom troche luzu noo:D Gdzie to od rana im kazywać biegać "aż się ściemni"? :D I to bez śniadania pragnę zaznaczyc ^^ Jeśli chodzi o to czy się poprawiłaś...O interpunkcji nie powiem, bo sam wstawiam przecinki kiedy mi pasuje :D Do ortografii nigdy nie miałem zaś zastrzeżeń, powtórzeń też nie wychwyciłem :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział ! Naprawde mi się podoba *_*
    Zapraszam do mnie na 2 rozdział opowiadania
    http://nowe-opowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś niesamowita! Prosiłabym o więcej 'akcji' i czekam niecierpliwie ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. cudowne! podoba mi sie lekkość opowiadania, a razarem ma coś cięszkiego, pomysłowo napisanie a rozdział nie nudzi.
    http://ciemnepokolenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojeju, fantastyczne! Kurczę, już naprawdę dawno nie widziałam, by ktoś wkładał tyle pracy i serca w swojego bloga, w jego treść, w to, co pisze. A Y, jak mówisz, ten rozdział pisałaś 3 dni, podczas gdy wiele blogerek swoje wspaniałe opowiadania (znaczy poszczególne rozdziały) o One Direction pisze pewnie nie więcej niż godzinę, i bynajmniej nie jest to oznaka ogromnego talentu, tylko raczej olewackiego podejścia. Tak więc - podziwiam :)
    Pozdrawiam serdecznie.
    Zapraszam: konie-filmy-ksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Fantastyczny rozdział ♥ aż zarumieniłam się na samym początku.
    Zakochałam się w tych chłopakach, a na dodatek dałaś piosenkę One Ok Rock, boże xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej,
    ech pierwszy mecz, a już s nim nie zagra przez tą kontuzję... Junishi powinien powiedzieć co do niego czuje...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic