piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 10.



* * *



                Gdy tylko usłyszałem dosyć głośny trzask drzwi, gwałtownie zerwałem się z miejsca i popędziłem w stronę, z której on dobiegł. Mam przeczucie, że był to Jun… Szybko otworzyłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz, by móc rozejrzeć się po okolicy. Niestety, nie dostrzegłem żadnej osoby. Ponownie zlustrowałem kilka miejsc, jednakże nikogo nie było w pobliżu. Cicho westchnąłem i pomyślałem o tym zdarzeniu. W sumie… To mogło wyglądać, jakbyśmy się obściskiwali… Ale dlaczego ktoś widząc nas miałby się załamywać i wybiegać? Ledwo się zamyśliłem, gdy przed moimi oczami ukazał się błękitnowłosy. Zerknął na mnie mając pogodny wyraz twarzy, a następnie rozpoczął rozmowę.

- O, Keichi. Właśnie miałem Cię o coś spytać. – zaczął – Zauważyłem, że chwilę temu wybiegał stąd Junishi, więc pomyślałem, że coś się stało.
- Więc to był Jun… - mruknąłem cicho.
- Wszystko w porządku? Nie znam go zbyt długo, ale wnioskując z jego wyrazu twarzy był bardzo podirytowany…
- Poważnie?
- Tak sądzę… - lekko się uśmiechnął – Czy z Twoją koleżanką już wszystko w porządku?
- Masz na myśli Suzuharę? – na potwierdzenie kiwnął głową – Cały czas do siebie dochodzi.
- Rozumiem… Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży.

                Akihito zaczął coś mówić, jednakże wyłączyłem się. Zacząłem myśleć o tych wszystkich sytuacjach. Wcześniej sądziłem, że zakochałem się w Kurumi, jednakże teraz nie jestem już co do tego taki pewien. To chyba normalne, że martwiłem się o koleżankę? Do tego raczej nie trzeba mieszać miłości, w dodatku biorąc pod uwagę fakt, że nie znamy się sporo czasu. Wprawdzie nie myślałem o niej od jakiegoś czasu... Eh, sam już nie wiem. No i teraz dołączyła Kumi… Niby byłem w niej zakochany, ale teraz jakoś… nie odczuwam tego samego. Pewnie byłem tylko zauroczony, kto wie… Teraz kolejną osobą, o której zaczynam myśleć jest Jun. Ale przecież to tylko mój przyjaciel… Zrobiliśmy kilka „nadzwyczajnych” rzeczy, jednak nie sądzę, abyśmy nagle zakochali się w sobie. Czym tak właściwie jest miłość?

- Hej, Aki… - przerwałem chłopakowi – Czym… jest według Ciebie miłość? – diamentooki zszokował się moim nagłym pytaniem.
- Czym jest miłość, hm…? – zamyślił się – To raczej rzecz nie do opisania. To jeden z głównych stanów istnienia, każdy człowiek ma w sobie garstkę miłości… - spojrzał na mnie pytająco – Dlaczego tak nagle o to pytasz?
- Wiesz… Już się pogubiłem… - przegryzłem wargę – Z początku myślałem, że zakochałem się w Kurumi… Jednak, gdy teraz o tym myślę, to po prostu wiem, że to zwyczajne, chwilowe zauroczenie.
- Rozumiem.
- Pamiętam także, że kiedyś byłem… zauroczony Suzuharą. Gdy była z moim bratem, ja starałem się polepszyć nasze relacje, co było egoistyczne z mojej strony oraz nie fair wobec brata. – spojrzałem w niebo – Wszystko było okej, jednak teraz postrzegam ją jedynie jako koleżankę…
- Masz dopiero szesnaście lat, to normalne, że możesz brać pod uwagę tego typu kwestie…
- Też tak sądzę, ale to nie wszystko. Jest jeszcze... pewna osoba. Byliśmy, czy może nadal jesteśmy zwykłymi przyjaciółmi, lecz to, co się ostatnio przytrafiło… Zmieniło diametralnie naszą relację. Rozmowy stały się krępujące, bycie w jej obecności sprawia, że bicie mojego serca przyspiesza… Nie wiem, czy mogę brać pod uwagę jakieś głębsze uczucie, ponieważ to wydarzyło się całkiem niedawno…
- Tutaj masz racje. Nie możesz tak szybko oceniać swoich uczuć do danej osoby. – uśmiechnął się życzliwie – Najlepiej będzie, jeżeli po prostu porozmawiasz z tą osobą.
- Tak myślisz? – spytałem dosyć niepewnie.
- Tak. – odpowiedział pewnie – Tylko pamiętaj, aby nie robić nic pochopnie. Możesz jeszcze ją odstraszyć.
- Dzięki… Jak zwykle mnie pocieszasz. – pokazałem ząbki.
- Do usług. – odwzajemnił gest.

                Po kilku sekundach zacząłem biec we wskazaną przez Akiego stronę. Powinienem porozmawiać o tych sytuacjach z Junem, dowiedzieć się, co on o tym myśli…



* * *



                Rozglądając się po jasnym obszarze, zacząłem przyspieszać tempo. Jeżeli go znajdę, muszę to wyznać… Ale jak rozpocząć temat? Co, jeżeli nagle się speszę i wywinę? Nie, nie mogę. Muszę o tym porozmawiać! Ta atmosfera robi się męcząca. Ciekawe, jak daleko pobiegł…
                Nie mogłem biec, ponieważ mój obecny stan na to nie pozwalał. Łapiąc coraz większe wdechy, desperacko szukałem Motoyoshiego. Nie minęła chwila, gdy moim oczom ukazał się idący w moją stronę jasnowłosy. Ucieszyłem się z tego powodu, jednak po dokładnym spostrzeżeniu twarzy chłopaka, przeszły przeze mnie ciarki. To znów to spojrzenie… Ten chłodny wyraz twarzy… Nie lubię tego stanu… Przeraża mnie.
- Jun, muszę Ci coś powiedzieć… - zacząłem.
- Co tym razem? – usłyszenie jego tonu głosu wbiło mnie w ziemię.
- To byłeś Ty, prawda? – spojrzałem na niego – To Ty niedawno wybiegałeś po zobaczeniu mnie, mam rację? – nie dając odpowiedzieć na pytania jasnowłosemu, zacząłem mówić – Nie wiem, o czym sobie pomyślałeś, ale między mną i Kumi nic nie ma. Po prostu ją pocieszyłem, bo wybuchła płaczem.
- Po co mi to mówisz? – w dalszym ciągu jego głos nie jest taki sam, jak kiedyś.
- Ponieważ chcę z Tobą porozmawiać. – starając się załagodzić sprawę, zrobiłem niewielki krok w przód.
- O czym?
- Bo wiesz… My ostatnio… Zrobiliśmy kilka nadzwyczajnych rzeczy… I teraz się obawiam, że mogłem coś do Ciebie po… - nim zdołałem dokończyć, Jun mi przerwał wybuchając.
- Żartujesz sobie w tej chwili ze mnie?!
- Co? Nie, przecież mówię…
- Daj sobie spokój! Nienawidzę ludzi takich, jak Ty. – zrobił się poważny – Jesteś hipokrytą.

                Po rzuceniu tych chłodnych słów, Jun odwrócił wzrok i ominął mnie. Nie miałem nawet siły, aby spojrzeć w tył i go zatrzymać. Dlaczego te słowa tak bardzo mnie zabolały? Dlaczego… Czuję, jakby podobna rzecz już się kiedyś wydarzyła? Mam deja vu… On mnie… nienawidzi? Chciałem z nim porozmawiać, a tylko pogorszyłem to wszystko… Skoro taka rzecz potrafi popsuć relację, to, jak mam mu do cholery powiedzieć, co myślę? Muszę zacząć od nowa.



* * *



                Chłopaki już zaczęli się pakować. Biegają z jednego, do drugiego pokoju z torbami i ubraniami w rękach. Cóż, chyba też powinienem to zrobić. W końcu za niedługo wyjeżdżamy. Westchnąłem, następnie ruszyłem niezbyt spiesznym tempem w stronę swojego pokoju. Obawiając się chłodnego wzroku Juna, niechętnie otworzyłem drzwi. Tak, jak się spodziewałem. Junishi spojrzał na mnie z pogardą. To naprawdę nie jest miłe…

- Co z Tobą…? – zacząłem cichym, jak i niepewnym tonem.
- Co ze mną? Denerwujesz mnie.
- Czym? – zapytałem.
- Tym, co robisz.
- Nie rozumiem Cię… Co takiego robię?
- Jesteś taki tępy, czy to kolejny sposób? – zapytał z lekkim zakpieniem.
- Naprawdę nie mam pojęcia, o co Ci chodzi, Jun…
- Uważasz, że jak ludzie będą reagować na te Twoje „wyznania”? Najpierw Kurumi, później ta Suzuhara, a teraz ja… Kto będzie kolejny, Keichi? Spokojnie, do wyjazdu jeszcze trochę czasu, zdążysz wyznać swoje „uczucia” jeszcze kilku osobom. Ale nie zapomnij zachować skruchy i zawstydzenia, to w końcu niezbędne! – w jego oczach pojawiły się świetliki – Nie wiem, czy ta pseudo przyjaźń ma jakikolwiek sens. Nie przepadam za ludźmi, którzy ślepo wyznają „uczucia” nie licząc się z osobą drugą. Nie mam zamiaru z Tobą dłużej rozmawiać, bo tylko podnosisz mi ciśnienie. Narka.

                Czy to… Naprawdę tak wygląda? No w sumie… Tutaj, w Japonii takie wyznawanie uczuć nie jest zbyt popularne… Być może to poważnie wyglądało na zakpienie… Ale, jeżeli teraz go przeproszę, to on… To wszystko jeszcze bardziej się pogorszy. Powinienem przeczekać? Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie… Dzięki temu nawet powiększę swoją wiedzę o moim obecnym podejściu do Juna. Czy to kolejna pomyłka, czy może coś bardziej prawdziwego… Chcę tylko odzyskać dawnego przyjaciela, dawną relację… Złożyłem dłoń w pięść, następnie poszedłem po walizkę, by móc zacząć się pakować.



* * *



- Za chwile wyjeżdżamy. Upewnijcie się, że macie wszystko. – powiedział Keji.

                Nie słuchając, co koszykarze mają do powiedzenia, siedząc na samym końcu autokaru wpatrywałem się w ciemne niebo. Układając usta w prostą linię, przymrużyłem oczy. Czy to tak wygląda? Jeżeli przypomnę sobie kilka sytuacji… Podczas gdy Jun mówił mi o różnych rzeczach, ja myślałem o Kurumi i w ogóle go nie słuchałem. Jak zapytał, o czym myślę, odpowiadałem wprost… Kiedy on wyglądał na zmartwionego, ja zaczynałem mówić o Kurumi... Możliwe, że powiedziałem mu o tym, że „zakochałem się” w niej… Wszystko fajnie, ale dlaczego zareagował takim oburzeniem na to wszystko? Jedynie racjonalne wyjaśnienie na to, to… Czuje coś do mnie?
                Z myśli wyrwała mnie Kumi, która troskliwie spytała o to, jak się mam.

- Wyglądasz nie najlepiej. Czy coś się stało?
- Nic szczególnego. Po prostu uświadomiłem sobie, jakim jestem idiotą.



* * *


_________________________________


Krótki rozdział, mało akcji, brak weny, zwlekałam jakieś 2 tygodnie…

Tragedia. Gomena, postaram się to jakoś zmienić. :(

Chizu Chan.

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 9.





* * *



Su… Suzuhara? – wydukałem niedowierzając.

                Dziewczyna spojrzała na mnie nieobecnym wzrokiem, po czym z jej oczu zaczęły wydobywać się łzy. Delikatnie wywinęła kąciki ust w dół, następnie gwałtownie mnie objęła. Wtopiła swą zapłakaną buzie w mój tors. Nie chciałem być niemiły, czy też oschły, więc zrobiłem to, co ona.

- Więc to naprawdę Ty… - lekko uśmiechnąłem się, jednocześnie kładąc podbródek na czubku jej głowy.

                Po upływie dłuższej chwili przerwaliśmy gest. Spojrzałem w jej zaczerwienione od płaczu oczy, później z kolei przymrużyłem swoje. Cieszę się, że ją widzę. To w końcu w niej byłem cholernie zakochany. Niestety, była to raczej jednostronna miłość. Mój brat i Suhuhara byli wtedy razem, a ja, jak głupek zakochałem się w niej. Gdy Yuu dowiedział się o moich uczuciach do niej, nasze relacje zniszczyły się. Po upłynięciu miesiąca, zerwali ze sobą, a ja odnowiłem swój związek z bratem. Od tamtego czasu nie widziałem Suzuhary. To miłe spotkać się z nią ponownie, jednak w takim stanie… To bolesne.

- Co się stało? – zapytałem.
- T-to… - dziewczyna przyjrzała się uważnie mojej twarzy, szybko po tym czynie wytrzeszczyła oczy – Takeichi…
- Hej, spokojnie. – przetarłem opuszkami palców jej mokre od łez policzki - Nie płacz już.
- Łatwo mówić… - pociągnęła noskiem – Już prawnie skończyłam osiemnaście lat, więc rodzice się mnie pozbyli. Jestem teraz zdana na siebie.
- O czym Ty… mówisz? – zapytałem niedowierzając.
- Byłam tylko balastem. Moje oceny w szkole są poniżej złych, wagarowałam, wdałam się w złe towarzystwo. Nim się zorientowałam, byłam porównywana do delikwentki. Dodać do tego moje zachowanie… Teraz chyba rozumiesz? – powiedziała, jednocześnie wydzielając łzy.
- A-ale to… To i tak nie jest wystarczający powód, aby Cię wyrzucić! – podniosłem głos, na co Suzuhara zareagowała zaskoczeniem – Widzieć Cię w takim stanie, to boli… Jednak, gdy słyszę, że ktoś Cię potraktował w taki sposób… Od razu się we mnie gotuje.
- Keichi… - zaskoczona dziewczyna przejechała zimną dłonią po mojej twarzy, przez co drgnąłem – Jest dobrze…
- Nie wierzę w to. – burknąłem – Nie wyglądasz, jakby było z Tobą w porządku.
- Przestań… Jakoś sobie poradzę…
- Wstawaj. – wyciągnąłem rękę w jej stronę, gdy się podnosiłem – Jest naprawdę późno, nawet w takiej okolicy mogą pojawić się nieprzyjemni ludzie.
- Dokąd pójdziemy? – zapytała.
- Razem z chłopakami z drużyny wynajęliśmy domki. Wiesz, trening… - przewróciłem oczami – Jutro wracamy do Tokio, a Ty razem z nami. – uśmiechnąłem się.
- O czym ty…
- Moi rodzice bardzo Cię lubią, a Yuu wyjechał... – wtrąciłem – Więc z mieszkaniem nie będzie problemu…
- Daj spokój…
- Tylko musimy wziąć Twoje rzeczy…
- Hej, słuchasz mnie w ogóle? – zapytała z lekką irytacją.
- Tak słucham. Mimo wszystko, nie mogę Cię tak po prostu zostawić. – pokazałem ząbki – Chodźmy!
- Jesteś… pewien?
- Oczywiście. – podniosłem dziewczynę – Masz ze sobą jakieś rzeczy?
- Mhm… - mruknęła.
- To weźmy je i chodźmy. Jest dosyć późno, reszta pewnie się zamartwia…
- Możliwe… W sumie, co mam do stracenia… Mam nadzieję, że nie będę wam przeszkadzać.
- Skąd. – puściłem jej oczko.

                Po chwili brązowowłosa wróciła z trzema walizkami oraz dwiema torbami. Wziąłem połowę bagażu, następnie razem ruszyliśmy w stronę obozu. Wiele osób pewnie nie zabrałoby do swojego domu osoby, której nie widziało sporo czasu. Ze mną na szczęście jest inaczej. Ufam jej, tak jak reszta mojej rodzinki. Yuu wyjechał, więc spięć nie powinno być. Fakt, może i byłem w niej zakochany, ale to przeszło. Tak myślę… Mimo wszystko szkoda mi jej. Wiem, że nie należy do osób, które z łatwością się uczą. Jej rodzice nie byli w stanie tego pojąć… Żałosne… Do tego wyrzucić ją z domu… Nienawidzę takich ludzi. Człowiek bez uczuć.
                Suzuhara nie jest pijana. Czuć od niej, aczkolwiek nie wygląda na osobę o braku świadomości. Moi rodzice zawsze ją lubili, odczuwają do niej sympatię w dalszym ciągu. To trochę dziwne… Jedna przeprowadzka tyle zmieniła… Spotkałem osoby, które straciłem. Mam szansę ponownie odnowić relacje… To niezwykłe szczęście.

- Powinnaś ich polubić. – zacząłem – Jeden z nich strasznie przypomina Yuu, jeżeli brać pod uwagę charakter... – spojrzałem na nią – O, wybacz…
- Nie szkodzi. Yuu i ja to przeszłość. – uśmiechnęła się do mnie.
- Rozumiem...



* * *



                No to mi się oberwie. Jest kilka minut po pierwszej, a ja miałem wrócić tutaj kilka godzin temu. Chociaż, kto wie, może zapomnieli i poszli spać? Oby… Znając ich wszystkich, pewnie miałbym po kilku zdarzeniach całkiem niezłą traumę…

- Chyba wszyscy już śpią… - zacząłem szeptając – Zaprowadzę Cię do łazienki.

                Złapałem Suzuharę z nadgarstek, później z kolei pociągnąłem za sobą w stronę łaźni. Uszykowałem jej czyste spodnie dresowe, luźną koszulkę oraz ręcznik. Zostawiłem wszystkie rzeczy na szafce, następnie opuściłem pomieszczenie. Nie minęła chwila, jak usłyszałem szum wody. Muszę teraz tylko pilnować, aby nikt nie wszedł do środka.

                Po jakichś dziesięciu minutach szum wody ucichł. Nikt nie zszedł do nas, oznacza to raczej, że reszta już śpi. Gdy myślałem, że wszystko jest w należytym porządku, z łazienki dobiegł głośny huk. Co ona…?

- Kumi? – zapytałem, głośniej pukając w drzwi.
- Prze-przepraszam…
- Wszystko w porządku?
- Taaak, wszystko dobrze. – zaśmiała się.

                Kumi zawsze była trochę roztrzepana… Pozytywna osoba. Mooment, co jeżeli… Ten dźwięk ich obudził?! O cholera, jeżeli chłopaki tu zejdą to… Nie będzie najlepiej. Nie dość, że będą się czepiać o to, że wróciłem o tej porze, to jeszcze zastaną Suzuharę w takim stanie. Nie, nie, nie. Lepiej, żeby w dalszym ciągu drzemali.

- Kumii, szybciej, bo oberwie nam się…
- Dobra, przebiorę się u Ciebie w pokoju.
- Chyba schodzą, bierz rzeczy i biegniemy!
- Jasne...

               Po krótszej chwili Suzuhara opuściła pomieszczenie. Zdążyła się ubrać, ale niestety… Przez to, że szybko musiała się wysuszyć, nie przetarła poniektórych części ciała. Wynikiem tego są przylegające oraz niekiedy prześwitujące części koszulki. Muszę ją szybko gdzieś ukryć, bo jeśli Ci napaleńcy ją zobaczą, to będzie nieciekawie…
                Złapałem nadgarstek dziewczyny, następnie obracając się na pięcie zrobiłem kilka szybszych kroków w przód. Wynikiem tego było wpadnięcie na kapitana. Jak wmurowany w ziemię spoglądałem na niego z nadzieją, że nie będzie się czepiał „szczegółów”. Nie minęła nawet minuta, jak za Kejim ustawiła się większa część drużyny. Stanęli sobie w rządku i zaczęli wszystko bacznie obserwować. Coo za ludzie…

- Takeichi… - zaczął trochę niechętnie, łapiąc się za czubek głowy – Lepiej, żebym nie pytał, tak?
- Ym… Teraz lepiej odpuśćmy… - uśmiechnąłem się sztucznie, na co Hisashi zareagował śmiechem – Coś nie tak? – zapytałem ze wzrokiem mordercy.
- Nie, nic… - zasłonił usta starając się zapobiec kolejnemu atakowi głupawki.
- To moja znajoma, resztę powiem później, okej?
- Dobra. – Keji położył dłoń na jednym z moich ramion – Później także porozmawiamy o Twoim późnym powrocie oraz o tym, że nie dawałeś żadnego znaku życia. – aż przeszły przeze mnie ciarki…
- T-tak… To my już pójdziemy…

                Razem z Kumi pobiegliśmy na górę. Otworzyłem drzwi od swojego pokoju, następnie wchodząc do niego razem z dziewczyną, zamknąłem drzwi. Oświeciłem światło, po czym spojrzałem na podnoszącego się z łóżka Juna. Musiałem go obudzić…

- Którą mamy godzinęęę? – zapytał ziewając.
- Ileś tam po pierwszej… - oznajmiłem.
- Więc dlaczego nie śpisz? – czy on nie widzi Kumi?
- Dopiero, co wróciłem…
- A.. – rozejrzał się po pomieszczeniu, jednak jego wzrok skupił się na jednej osobie – A to, kto?
- To jest Suzuhara Kumi, moja znajoma. Kumi, to Jun. Później wszystko wyjaśnię, teraz chodźmy spać.
- Jasne… - on jest taki nieobecny…
- Heej, Jun, masz coś przeciwko temu, abym dziś z Tobą spał? – zaskoczony zerknął na mnie.
- Ym, nie, raczej nie…
- Dzięki. Tutaj możesz się położyć, Kumi. – wskazałem na pościelone łóżko.
- Dziękuję. – powiedziała łagodnym tonem głosu.

                Po jakichś dziecięciu sekundach zająłem miejsce obok Motoyoshiego. Odległość dzieląca nasze ciała wynosiła kilka centymetrów. Znów ta dziwna atmosfera… Moje serce zaczyna walić jak szalone. Ale dlaczego ja się tak denerwuję? Przecież to wszystko już mi minęło… Czas się uspokoić. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi. Fakt, zrobiliśmy kilka rzeczy, ale to nie zmienia sytuacji między nami… Nie zmienia, prawda? Eh, sam się oszukuję. Te pocałunki bardzo wiele zmieniły. To już nie jest to samo, co kiedyś. On też pewnie odczuwa krępację. W końcu udało mi się zrozumieć… Musimy to sobie wyjaśnić. Jeżeli tego nie zrobimy, to przecież ta krępacja, to niecierpliwienie się nie zniknie. Ja i Junishi musimy szczerze porozmawiać. Jednak, co z tego wyniknie… Nie mam pojęcia.
                Odwróciłem głowę w stronę chłopaka. Spoglądał w ścianę, będąc widocznie poddenerwowanym. Nie dziwię się. Też odczuwam coś podobnego, aczkolwiek nie emanuję tym. Z nim jest chyba gorzej… Może ubiegłe zdarzenia jakoś bardziej na niego wpłynęły? Możliwe… Czuję się głupio. Jestem temu wszystkiemu współwinny. Gdybym wtedy zaprotestował, a nie uległ, sytuacja chyba wyglądałaby inaczej… To jest najbardziej prawdopodobne.
                Całkowicie obróciłem się w stronę leżącego chłopaka. Wyciągnąłem dłoń, by móc tyrpnąć go w rękę. Gdy to zrobiłem, Jun odwrócił się do mnie. Przecież widzę, jak bardzo się stresuje. Jest całkiem uroczy w takim stanie… Nie, o czym ja znów myślę… Miałem jakoś załagodzić sytuację, a chyba tylko pogarszam. Mniejsza, Keichi działaj! Zaczynając mrużyć oczy, wywinąłem kąciki ust w górę. Wyraz twarzy Junishiego zaczął się zmieniać. W ostatniej chwili udało mi się dostrzec niezwykle piękny błysk w oku, a także mało widoczne wypieki na kościach policzkowych. Nawet, gdy zamknąłem oczy obraz Juna nie zniknął z mych myśli. Mógłbym przysiąc, że w tejże chwili wyglądał jak anioł. Naprawdę piękny.

- Dobranoc. – mruknąłem, po czym zasnąłem będąc rozmarzonym o chłopaku.
- Tak, dobranoc… - odpowiedział radośnie.



* * *



                Widząc coraz większe światło, zacząłem otwierać swoje oczy. Z początku miałem je przymrużone, ponieważ spora ilość światła do nich docierała, jednak po krótszej chwili dostosowałem się. Gdy dokładnie się przebudziłem, dostrzegłem Juna, który wtulony był w mój tors. Jasne kosmyki jego włosów opadały na moją klatkę piersiową. Dodać zaspany wyraz twarzy chłopaka, to, w jaki sposób on mruczy i… No kurde, wygląda tak bardzo uroczo!
                Łagodnie objąłem Motoyoshiego w talii, by móc przesunąć go nie budząc. Ułożyłem jego łebek na miękkiej poduszce. Chciałem się podnieść, jednak nie mogłem odwrócić od niego wzroku. Czy to jest normalne…? Wgapiać się w ten sposób w kolegę? Zachowanie godne jakiegoś zboczeńca… On jest zbyt słodki…
                Pochyliłem się w stronę chłopaka, jednocześnie podpierając się ręką, następnie w bardzo czuły sposób, musnąłem jego różowiutkie usta swoimi. Troszkę zwęziłem powieki. W tej chwili przepływa przeze mnie tak wiele emocji, że to cud, iż się powstrzymuję. Gdy minęła jakaś minuta, oddaliłem się od jasnowłosego. Spojrzałem jeszcze raz lekko uchylonymi oczyma na jego twarz, jednak po chwili odwróciłem wzrok i wstałem. Muszę zacząć się kontrolować!

- Keichi…? – zapytała zaspana dziewczyna.
- Kumi? Obudziłaś się? – odpowiedziałem szeptając.
- Mhm…
- W porządku. Możemy pójść razem się przygotować…
- Nie ma sprawy. – podniosła się z łóżka – Tylko wezmę jakieś ubrania i inne rzeczy…
- Okej, łazienka jest tuż obok naszego pokoju, więc powinnaś z łatwością trafić.
- Dziękuję Ci. Naprawdę, nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie Ty…
- Przestań. To nic. – posłałem jej serdeczny uśmiech – Jesteś dla mnie naprawdę ważna, więc nie przejmuj się tym. Dobrze?
- Tak… - odpowiedziała równie serdecznym gestem.

                Po wzięciu z komody czystych ubrań oraz bielizny opuściłem pokój. Kilkoma małymi krokami doczłapałem się do łazienki. Otworzyłem drzwi, wszedłem do środka i położyłem trzymane ubrania na szafce. Podszedłem do lustra, następnie odkręciłem wodę. Przemyłem swoją twarz zimną cieczą, później z kolei przetarłem czystym, miękkim ręcznikiem. Gdy zacząłem czesać włosy, do pomieszczenia weszła Suzuhara. Mając widoczny uśmiech na twarzy, zaczęła robić te same rzeczy, co ja niedługą chwilę wcześniej…



* * *



- Dobra, wszyscy już są? – zapytał kapitan.
- Tak myślę… - powiedział jeden z chłopaków.
- Okej. Jak pewnie wiecie, dziś nasz trening dobiega końca. O dwudziestej wyjeżdżamy z powrotem do Tokio. Jednak, nie myślcie, że dziś nie będziecie ćwiczyć. Wręcz przeciwnie. Mamy piętnastą. Za chwilę każdy z was uda się na trening, jednak przed dziewiętnastą chcę tu widzieć wszystkich. Wtedy zaczniemy się pakować i robić podobne rzeczy… Rozumiecie?
- Ta…
- Cieszcie się, bo trenujecie według własnego uznania. Keichi i… Suzuhara? – gdy dostrzegł kiwnięcie głową na potwierdzenie, kontynuował – Wasza dwójka ma do tego czasu wolne. Skoro wszyscy się rozumiemy, do zobaczenia za kilka godzin.
- Okej! – zaczął pełen zapału Katzuma – Dziś koniec, więc dajmy z siebie wszystko!
- Spokojnie, spokojnie… - wtrącił Akihito – Za bardzo się nakręcasz…
- Co na to poradzę! W piątek mecz, musimy dać z siebie jak najwięcej!
- Każdy z nas to wie. – przechylił głowę na bok – Tylko nie szalejcie za bardzo… Jeden już narobił się kontuzji, nie chcemy raczej więcej takich przypadków…
- To był wypadek. – wtrąciłem dumnie.
- Tak, tak. Niech Ci będzie. – spojrzał głęboko w moje oczy – Wielka szkoda, że nie zagrasz… Uważam, że masz ogromny talent oraz predyspozycje do bycia zawodowym graczem. Mam nadzieję, ze szybko wrócisz do dobrej formy.
- Dzięki, Akihito. – po raz kolejny podniósł mnie na duchu…
- Nie ma, za co. – odpowiedział łagodnie.

                Grupa koszykarzy opuściła domek, więc zostałem w nim tylko ja i Kumi. Usiedliśmy razem na sofie, która znajdowała się w salonie. Zauważyłem, że coś ją trapi. No cóż, chyba wiem, co… Ma tylko osiemnaście lat, a już postawiono ją w takiej sytuacji… Współczuję jej. Tylko mam nadzieję, że szybko zaaklimatyzuje się u mnie.

- Wszystko w porządku? – zapytałem troskliwie.
- T-tak… - widać po niej, że za chwile się rozpłacze…
- Przestań… Nie musisz udawać. Wiem, że jest Ci ciężko. – dostrzegłem wypływające z jej oczu łzy.
- To naprawdę… - zaczęła płakać – n-nic takiego…

                Nie chcąc patrzeć na Suzuharę w takim stanie, szybko objąłem ją. Zacząłem gładzić jej włosy z nadzieją, że jakoś ją to uspokoi. Nie wiem, dlaczego, ale czułem, że w tym momencie ktoś na nas patrzał. Nie w sensie, że duchy, ktoś z lornetką w oknie, tylko osoba stojąca niedaleko nas. Nie mogłem tego sprawdzić, ponieważ obecna sytuacja nie pozwalała na to. Po chwili usłyszałem szybsze kroki oraz trzask drzwi. Razem z Kumi spojrzeliśmy w stronę drzwi frontowych.
- Ktoś tu był? – powiedzieliśmy w tym samym momencie.



* * *


_____________________________________

Yo. Wyszło, jak wyszło. Ostatnimi czasy jakoś nie mam weny. ;x
Nie wiem, obejrzę sobie jakiegoś Yaoica, może to pomoże. XD
Kto wie... 
No cóż, miejmy taką nadzieję. :3

Chizu Chan.

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic