piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 6.











 * * *



                Jestem przemęczony… To dopiero drugi dzień naszego treningu, a już większość drużyny zwija się z bólu i wypoczywa w pokojach. To są jakieś żarty? Przecież w takim tempie nic nie zdziałamy. Powinni trochę odpuścić, w końcu to są pierwszaki, nie są jakoś specjalnie wyćwiczeni… Ja też już odczuwam zmęczenie, co jakiś czas nogi zaczynają odmawiać mi posłuszeństwa. I jeszcze sprawa Kurumi… Podobno jeszcze jej nie odnaleziono, mam nadzieję, że nic się jej… Nie, nie mogę tak nawet myśleć! Nic jej nie mogło się stać… Przez to wszystko nie mogę się skupić, łatwo się teraz rozpraszam… Junishi chyba to zauważył, bo wygląda na lekko… zdenerwowanego? Nie, to wygląda trochę inaczej… Jakby był zazdrosny? Tak, to chyba to… Ale dlaczego miałby być zazdrosny? To chyba jednak nie jest to… Może po prostu się martwi, bo nagle nie mogę się skupić nawet na najprostszych rzeczach. Tak, to raczej o to tutaj chodzi.
                Wcześniej zadałem sobie pewne pytanie… Do tej pory nie znam odpowiedzi. Czy naprawdę mogłem zakochać się w Kurumi? Nie znamy się długo, jednak zdążyłem już ją polubić. Jest miła, zabawna, urocza, inteligentna… Mógłbym tak wymieniać sporo czasu… Czy to może być prawda, że coś do niej czuję…?

- Keichi… - powiedział jasnowłosy, jednak byłem tak zamyślony, że nie usłyszałem – Keichi! – po kilku sekundach znów zawołał, jednak tak jak wcześniej, nie usłyszałem.
- Co z nim? – zapytał Keji.
- Zapewne zadręcza go sporo myśli. Jego koleżanka, Kurumi jak mniemam, została przecież… porwana? Wszystkie fakty na to wskazują. Być może o tym myśli, co się z nią dzieje, gdzie się teraz znajduje. W końcu się znają. – dodał Hisashi, a Motoyoshi zrobił lekko podirytowaną minę.
- Hej, Keichi! – krzyknął głośno, dodatkowo szturchając mnie w ramię. Tym razem dostrzegłem to, następnie spojrzałem na niego.
- Tak…? – zapytałem zmieszany.
- Wołałem Cię kilka razy, ale nie odpowiadałeś, nie reagowałeś… Coś nie tak?  - wyglądał, jakby coś go trapiło.
- Po prostu przytłoczyła mnie sprawa z zaginięciem Kurumi, to wszystko… - oznajmiłem – Nie mogę przestać o niej myśleć… - westchnąłem.
- Skup się. – zmienił ton głosu na nadzwyczaj poważny, jego oczy wyglądały dziwnie… Pierwszy raz takie u niego dostrzegłem…
- Junishi…? – on wyglądał naprawdę dziwnie – Coś Ci się stało? – nie poznaję go.
- Jesteśmy tu, aby ćwiczyć. – cały czas ten sam ton głosu, ten sam wyraz twarzy – Skończ myśleć o zbędnych rzeczach i skup się. – co jest z nim nie tak?!
- Co z Tobą? – zapytałem podchodząc do niego – Nie poznaję Cię… - gdy chciałem dotknąć jego ramienia, on odepchnął moją dłoń – Junishi?
- Skończ zachowywać się w ten sposób! – nie wiem, czy mi się przewidziało, czy też nie, ale w kącikach jego oczu dostrzegłem kropelki łez. Zanim zdążyłem się przyjrzeć, on oddalił się ode mnie i opuścił pomieszczenie.
- Co z nim… - nic nie rozumiem… nic, a nic…

                Chłopak zniknął, nie widziałem go. Gdzie on mógł pobiec? Naprawdę się o niego martwię… Nigdy, poważnie, nigdy nie widziałem u niego takiej powagi i irytacji. Co mogło go do tego zmusić? Przecież nic nie zrobiłem… Chwilę wcześniej był wesoły, był sobą… A teraz? W mgnieniu oka zmienił swoje zachowanie… Chyba muszę go znaleźć i z nim porozmawiać… Tak, to najlepsze rozwiązanie. Przygotowałem się do opuszczenia sali, zrobiłem kilka kroków w stronę wyjścia.

- Hej, pierwszaki! – krzyknął nagle Keji – Nie myślcie, że to koniec! Teraz czeka was podsumowanie dnia. – odgarnął włosy z czoła – Zostaniecie dobrani w pary, następnie przebiegniecie daną ilość kilometrów w górę.
- Pod górę?!
- W taki gorąc…?
- Mówisz poważnie?

                Tak, jak przypuszczałem, pierwszoklasiści nie wyglądali na zadowolonych. Dlaczego mnie to nie dziwi? Uśmiechnąłem się delikatnie i pokiwałem głową. Nagle sobie przypomniałem, że Junishi gdzieś wybiegł. Kiedy zacząłem podnosić rękę do góry, by zgłosić jego nieobecność, jasnowłosy dołączył do naszej grupy i usprawiedliwił swoje nagłe zniknięcie. Chciałem zapytać, co mu się stało, jednak, gdy zacząłem iść przed siebie, ktoś złapał moją rękę. Zatrzymałem się i odwróciłem. Ku moim oczom ukazał się uśmiechnięty, naprawdę przystojny, niebieskowłosy rozgrywający.

- Takeichi, prawda? – zapytał – Jesteśmy razem w parze.
- O-okej… - odpowiedziałem.

                Jego oczy… Mają taką niezwykłą, diamentową barwę… W poniektórych miejscach zabarwiony błękitnymi paseczkami, do tego ten błysk… Czy to możliwe, aby ktoś miał tak piękne tęczówki? Pierwszy raz spotykam się z takimi, są niezwykłe… Jeszcze ten jego kolor włosów, ta jasna cera… On jest… wyjątkowo zaskakujący. Robi wrażenie…

- Jesteś Akihito, prawda? – zacząłem rozmowę po chwili ciszy.
- Zgadza się. – pokazał ząbki – To jak, zaczynamy?
- Jestem trochę zmęczony, ale czemu nie… - ledwo zauważalnie uśmiechnąłem się.
- W porządku, gdy będziesz miał dosyć, powiedz mi. Wtedy zrobimy jakąś przerwę.
- Skoro tak, to chodźmy. – lekko przymrużyłem oczy.

                Razem z błękitnowłosym udaliśmy się do lasku. To tam była wyznaczona trasa. W poniektórych miejscach zapadała się ziemia, gdzieniegdzie wyrastały gałęzie, porozrzucane były twarde kamienie. I ja mam po tym biec?! Gdy Akihito dostrzegł moją minę, zaśmiał się.

- Nie masz się, o co martwić. Jednak, postaraj się być ostrożnym. Chwila nieuwagi i możesz skończyć z kontuzją. Gdyby coś się działo, powiadom mnie o tym jak najszybciej. Odpowiadam za Twoje zdrowie. – puścił mi oczko – Będziemy biec truchtem, musimy się jakoś przystosować do tego wszystkiego.
- Dobrze. – pokiwałem łebkiem na znak zrozumienia.
- To jak, gotów? – zapytał.
- Pewnie. – uśmiechnąłem się pokazując ząbki.
- To zaczynajmy! – oby dwaj ruszyliśmy przed siebie.

                Nie minęła chwila, jak wybuchliśmy śmiechem. Nie wiem skąd się to wzięło, jednak naprawdę coś mnie mocno rozśmieszyło. Musiałem utrzymywać równowagę, ponieważ co kilka kroków zapadała się pode mną ziemia. Nie mogłem zwolnić, przerwać biegu, a nawet stracić z oczu kolegi. To jednak nie jest takie proste… Troszkę się myliłem. To trudne zadanie.
               
Od naszego startu minęło jakieś pół godziny. Do mojej głowy ponownie powróciły myśli na temat Kurumi. Po raz kolejny odłączyłem się. Czułem, że diamentooki coś do mnie mówił, jednak nie usłyszałem go. Byłem ponownie zalany złymi przypuszczeniami. Chłopak zwolnił i znalazł się tuż obok mnie. Chciał jakoś wybudzić mnie z tego „snu na jawie”. Zapomniałem o utrzymywaniu równowagi, więc, kiedy pod jedną z moich nóg pojawił się głaz, potknąłem się i poleciałem przed siebie.

- Uważaj! – krzyknął zamartwiony Akihito. Jego głos wyrwał mnie z myśli.

                Na moje szczęście, dzięki dobremu refleksowi kolegi obeszło się bez upadku. W ostatniej chwili złapał mnie. Spojrzałem na niego lekko zawstydzony, na twarzy mając niewielkie wypieki.

- W-wybacz… - powiedziałem lekko speszony – Zamyśliłem się…
- Haha, zdołałem zauważyć! – zaśmiał się w przyjemny sposób – Myślałeś o tej dziewczynie?
- Skąd wiedziałeś? – zapytałem.
- Zwykłe przypuszczenia. – chłopak uśmiechnął się – Nie myśl o tym. – poklepał mnie po głowie, jak kiedyś robił to Yuu.
- Nie wiem jak…
- Staraj się o tym nie myśleć. Im więcej się tym głowisz, tym więcej negatywnych rozwiązań do Ciebie dociera. Zaczynasz wyobrażać sobie nawet te najgorsze rzeczy, a to właśnie niszczy nas w środku. Widać, że Ci na niej zależy. Jednak, nawet dla Ciebie takie myśli mogą być złe. Po prostu staraj się myśleć pozytywnie oraz nie zadręczaj się tym. Znajdą ją, nic jej nie będzie, więc bądź spokojny. – mrużąc oczy, ponownie uśmiechnął się życzliwie – No już! Rozwesel się i skończmy to!
- Jasne… Dziękuję, Akihito.
- Nie ma sprawy. – po chwili wznowiliśmy nasz trening.



* * *



                Nareszcie… Skończyliśmy! Nie czuję nóg… To cud, że chodzę o własnych siłach. Błękitnowłosy i ja podbiegliśmy do reszty chłopaków. Gdy myślałem, że to już koniec, że mogę odpocząć, pójść spać, moje niezwykłe marzenie zniszczył Hisashi. Jak się okazało, z całej drużyny nie wrócili jeszcze tylko Junishi i Katzuma. Nie mówcie, że coś im się stało… Hej, hej, zaczyna się ściemniać, a w takich okolicznościach, w lesie, w górach nie jest za wesoło. Niemożliwe…

- Keichi, znów to robisz. – powiedział Akihito – Spokojnie. Pewnie już wracają.
- Oby…
- Może przegrupujmy się w większe zespoły i pójdźmy ich poszukać? – zaproponował Hisashi.
- To chyba dobry pomysł… - oznajmiłem.
- W takim razie, Keichi, Ayako, chodźcie ze mną.
- Dobrze, Hisashi.



* * *



                Chodzimy już tak trochę czasu… Zagłębiliśmy się w las. Niedługo się całkowicie ściemni… Gdzie oni się podziali?! Junishi jest trochę lekkomyślny, ale Katzuma jest jego całkowitym przeciwieństwem. Nie ma mowy, żeby coś im się stało… Oby. Naprawdę się o nich martwię… Jeszcze to zachowanie Motoyoshiego wcześniej… Coś jest na rzeczy! Na pewno! Muszę z nim porozmawiać… dowiedzieć się, co z nim nie tak… naprawdę go lubię, chyba nawet…

- Słyszeliście?! – wrzasnęła Ayako.
- Te szmery? Tak.
- Nic nie sły… - nim zdążyłem skończyć, z krzaków wyskoczył Junishi. Wszyscy przestraszyliśmy się.
- W końcu! Ile można na was czekać?! – burknął jasnowłosy z kaprysem.
- O to samo mogę zapytać Ciebie. – powiedział Hisashi – Co wy robicie jeszcze w lesie…? – z niedowierzenia pokręcił głową.
- Mój partner zasłabnął… Nie miałem jak go zaprowadzić do pokoju, to trochę drogi jest, a on jest ogromny! Nie dałbym rady go unieść! – nadymał policzki – To nie takie proste!
- Dobra, dobra. Zaprowadź nas do niego.
- Chodźcie za mną.

                Całą grupką udaliśmy się w stronę jakiegoś jeziorka. Na głazie przy nim leżał Katzuma, na głowie trzymając jakiś zmoczony kawałek materiału. Podeszliśmy do chłopaka i zapytaliśmy, jak się czuje. Było mu trochę słabo. Razem z Hisashim zabraliśmy go. Wcale nie był AŻ TAK ciężki, jak zapewniał jasnowłosy. Dojście do domków zajmie nam troszkę czasu…



* * *



                Dobra, udało się. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Katzu już wypoczywa w swoim pokoju… Keji i reszta chłopaków rozpalili ognisko, chyba zamierzają coś świętować. Powinienem do nich dołączyć. Jeżeli będzie alkohol to… Nie najlepiej dla mnie… Picie to mój słaby punkt. Eh, dlaczego akurat to… Nie mogę przesadzić, bo jeszcze zacznę robić i wygadywać nie wiadomo, co.
                Opuściłem pokój, który dzieliłem z Junishim, następnie niechętnie udałem się na zewnątrz. Na miejscu czekała na mnie reszta drużyny. Tak, jak przypuszczałem, kupili co nieco. Żebym tylko nie wypaplał jakiegoś sekretu lub nie odwalił jakiejś rzeczy. Błagam, żeby to się nie wydarzyło! Kilka koszykarzy było już lekko skutych. Haha, całe szczęście, nie będę tym pierwszym. Zaśmiałem się cicho pod nosem. Nagle za rękę pociągnął mnie Akihito, uśmiechając się do mnie. Taa, on chyba też już troszkę wypił… Widać po nim.
We dwóch dołączyliśmy do pozostałych. Od razu po przywitaniu się z innymi, ktoś wcisnął mi do ręki puszkę piwa. Yhm, to nie wróży nic dobrego. Proszę, Keichi, nie zrób nic głupiego. Najlepiej, jakbym od razu zezgonował, wtedy bym zasnął i nie paplał żadnych głupot. Nieee, wtedy wyjdzie na to, że jestem ciotą. Po chwili znów ujrzałem twarz błędkitnowłosego, była tuż przed moją.

- I jak? – zapytał – Przestałeś się już zadręczać?
- Zadręczać? – przez chwilę nie zorientowałem się, o co chodzi – Aaa, no tak, dzięki Tobie jakoś udaje mi się.
- To dobrze. – puścił mi oczko, jednocześnie klepiąc mnie w lewie ramię – Tsa… Chyba muszę pomóc kilku pierwszakom. Nie wyglądają najlepiej…
- Jasne… - odwróciłem głowę, ponieważ podążałem wzrokiem za oddalającym się ode mnie chłopakiem.

                No to chyba czas dołączyć do reszty… Pomyślałem, następnie otworzyłem puszkę.



* * *



                Obraz jest taki rozjaśniony, czasem się przekręca tudzież faluje! Jeej, czuje się tak zabawnie, a jednocześnie dziwnie. Nie mogę powstrzymać śmiechu… Co się ze mną dzieje. Ciężko jest mi kontrolować ciało. Moje ręce i nogi są jak z waty… Znów zaśmiałem się sam z siebie. Poważnie… Keichi, poważnie…? Musiałeś? Siedziałem z innymi nastolatkami, razem tworzyliśmy okrąg. Każdy z nas wygadywał jakieś głupoty, ale ja przekraczałem skalę. Obwiązałem sobie jakiś krawat wokół głowy, który nie mam pojęcia skąd się wziął. Mniejsza, to nie jest akurat mój największy problem.

- Wiecie, co… - zacząłem, dodatkowo czkając – Trochę… w głowie kręci… Hehe… - zacząłem kiwać się na boki.
- Heeej, chłopaki, Takeichiemu chyba już wystarczy. – brunet zaśmiał się – Może niech ktoś odprowadzi go do pokoju? Jeśli tak dalej pójdzie, to później będzie chciało mu głowę rozerwać. – wyszczerzył się.
- Tak, masz rację… Ale kto… Większość jest już bez sił. – powiedział Hisashi, rozglądając się na boki.
- Ja mogę. – wtrącił Junishi – Prawie nic nie piłem, a dzięki temu odpoczynkowi w górach jestem w całkiem dobrym stanie. – wywinął kąciki ust w górę.
- Na szczęście. Pomogę Ci podnieść tę łamagę. – zaśmiał się.
- Dzięki, dzięki. – jasnowłosy odwzajemnił nabijanie się ze mnie.

                Zostałem uniesiony w górę, następnie przytrzymywany przez jakiegoś chłopaka. Dałem radę trochę przejrzeć na oczy. Jak się okazało, do pokoju prowadził mnie nie kto inny, niż Motoyoshi. Na nim to mogę polegać. Wspiera nawalonego kumpla. Dzięki temu, że się podniosłem, widzę jakoś bardziej przejrzyście… Heh, ciekawe.
                Weszliśmy do naszego wspólnego pokoju. Junishi posadził mnie na jednym z łóżek, następnie poszedł po jakiś zimny sok, wcześniej powiadamiając mnie o tym. Było mi bardzo gorąco, więc wstałem. Rozejrzałem się po pokoju, teraz nie miałem z tym problemu. Mogę nawet ustać o własnych siłach, ha! Nim się zorientowałem, do pomieszczenia wparował poddenerwowany kolega, który trzymał szklankę zimnej cieczy. Chłopak położył napełnione naczynie na etażerce. Na chwilę się odwrócił i zaczął grzebać w szafce.

- Gorąąąco mii… - zdjąłem przewiewną koszulkę, szybko odrzucając ją gdzieś na bok.
- Poważnie? – bursztynooki odwrócił się w moją stronę. Po ujrzeniu mnie, zamarł.
- Nooo, i to jak! – przeciągnąłem się – Dalej mi gorąco…
- Keichi… - przełknął ślinę – Ubierz się z powrotem…
- Po co? – zapytałem z lekkim kaprysem – Nie chcę. – wystawiłem mu język.
- Eh, naprawdę…
- Mam się ugotować? Chyba nie wyglądam tak źle? – przejechałem opuszkami palców po swojej klatce piersiowej.
- … - oczy chłopaka automatycznie powiększyły się, jednak szybko przeobraziły się w przymrużone, zimne patrzałki, przyprawiające mnie swą oziębłością o dreszcze.
- Twoje oczy… - zanim zdążyłem dokończyć, zostałem pchnięty na łóżko.

                Uchyliłem ze zdziwienia usta. Nade mną znajdował się w stu procentach poważny Motoyoshi. Te oczy… Widziałem je dziś. Wtedy, gdy się pokłóciliśmy na treningu… Tak, to jest to samo spojrzenie. Przez nie mam ciarki… Przymrużyłem oczy, lekko się uśmiechnąłem. To powinno go zrazić!

- Nie powinieneś był tego robić, Keichi. – powaga nie zniknęła z jego twarzy nawet na sekundę.



* * *

22 komentarze :

  1. A więc szykuje sie scena gwałtu....Niestety, mam zbyt sugestywną wyobraźnie :D I dziwię się,że wogle wszscy się nie położyli pokotem przy tym ognisku :Dodpowiednio ostry trening i nawet jednym piwem się idzie załatwić ;P ...Nie to, że z doswiadczenia...:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, fajne zakończenie ;D
    Bardzo podoba mi się twój sposób pisania. Trudno się sprzeczać z tym, że rozdział długi, jednak interesujący ;]
    Czekam na kolejne

    http://czlowiek-ktory-sie-nie-narodzil.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. masz śliczny wygląd bloga :) nie przepadam za opowiadaniami w stylu anime ale to jest bardzo dobrze pisane i co najważniejsze jest długie za co są to plusy :) Postaram się to przeczytać od początku gdyż spodobał mi się ten rozdział :)

    kinja-kinjaa.blogspot.com + obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne opowiadanie.
    Podoba mi się Twój styl pisania. Wygląd bloga też jest naprawdę fajny, spodobał mi się, mimo, że nie interesuję się mangą, anime, itp.
    Z miłą chęcią przeczytam kolejne rozdziały. :))))))

    http://opowiadaniazglowywziete111.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. całkiem fajne, gdyby nie to, że nie przepadam za yaoi :P A po drugie, nie za dużo tych wielokropków? Trochę to wkurza >.<

    zapraszam do mnie tenshipisze.bloog.pl ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooooo świetny blog :)) Mimo, że nie przepadam za yaoi. Podoba mi się Twój styl pisania, wygląd bloga też booski :)

    Zapraszam do mnie:

    http://nameless.bloblo.pl/
    http://neav-opowiadania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne rozdział. :P Ciekawie to rozkręciłaś/eś. :D Bardzo fajny szablon! :P Wg nw co mam napisać xd super piszesz, nic dodać nic ująć :) http://kolorowozakreceni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział :)

    in-love-with-my-dreams.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. WHY?! Tell me WHY?! - i na tym kończy się moja umiejętność pisania po angielsku, więc przechodzę do ojczystego ;D ;p
    Dlaczego skończyłaś na takim ciekawym momencie! Nie lubię Cię za to. ;x ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj no weź. :c
      Zaczęłam już pisać kolejny rozdział. Może skończę go jutro, więc nie martw się xd

      Usuń
    2. Trzymam za słowo xD
      Nie doczekam się normalnie ;C

      Usuń
  10. Wspaniały blog!! Z niecierpliwością czekam na więcej rozdziałów!

    http://cosmetic-is-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe. Czekam na kolejny :)

    http://kedui.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. nie czytałam poprzednich rozdziałów, ale ten okazał się naprawdę ciekawy... Obserwuję :)
    Czekam na następne.
    A przy okazji, zapraszam do mnie
    http://utwory-wierszem-pisane.blogspot.com/
    i
    http://receznje-ksiazek-filmow-gier.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tam wole żeby było coś z Akihito (strasznie mi z opisu przypomina Kuroko) ale mimo to nie powstrzymuje krwotoku z nosa , próbując wyobrazić co będzie później, czy Maotoyoshi posunie się dalej ? Jeśli wiesz o czym mówię ^^ He he he ~♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo podoba mi się to jak piszesz.Opowiadanie jest ciekawe i czyta się je lekko,przez co nie można doczekać się następnego rozdziału.
    http://sylvari-nadzieja-elionu.blogspot.com/ zapraszam do mnie magia elfy itd :) ps.masz obs

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam dla Ciebie dodrą wiadomość.
    Nominuję Cię do Libster Award.
    Pytania wkrótce na moim blogu.
    Szaraamnesia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Końcówka najlepsza :D heh

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobrze, że weszłam inaczej bym nie dowiedziała się, że są dwa nowe rozdziały!! boziuu ♥
    Strasznie podoba mi się ostatni fragment :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej,
    och Junishi zazdrosny, teraz to może być i zazdrosny o Akihito, czy dojdzie do czegoś, Keichi spity boski...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic