piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 6.











 * * *



                Jestem przemęczony… To dopiero drugi dzień naszego treningu, a już większość drużyny zwija się z bólu i wypoczywa w pokojach. To są jakieś żarty? Przecież w takim tempie nic nie zdziałamy. Powinni trochę odpuścić, w końcu to są pierwszaki, nie są jakoś specjalnie wyćwiczeni… Ja też już odczuwam zmęczenie, co jakiś czas nogi zaczynają odmawiać mi posłuszeństwa. I jeszcze sprawa Kurumi… Podobno jeszcze jej nie odnaleziono, mam nadzieję, że nic się jej… Nie, nie mogę tak nawet myśleć! Nic jej nie mogło się stać… Przez to wszystko nie mogę się skupić, łatwo się teraz rozpraszam… Junishi chyba to zauważył, bo wygląda na lekko… zdenerwowanego? Nie, to wygląda trochę inaczej… Jakby był zazdrosny? Tak, to chyba to… Ale dlaczego miałby być zazdrosny? To chyba jednak nie jest to… Może po prostu się martwi, bo nagle nie mogę się skupić nawet na najprostszych rzeczach. Tak, to raczej o to tutaj chodzi.
                Wcześniej zadałem sobie pewne pytanie… Do tej pory nie znam odpowiedzi. Czy naprawdę mogłem zakochać się w Kurumi? Nie znamy się długo, jednak zdążyłem już ją polubić. Jest miła, zabawna, urocza, inteligentna… Mógłbym tak wymieniać sporo czasu… Czy to może być prawda, że coś do niej czuję…?

- Keichi… - powiedział jasnowłosy, jednak byłem tak zamyślony, że nie usłyszałem – Keichi! – po kilku sekundach znów zawołał, jednak tak jak wcześniej, nie usłyszałem.
- Co z nim? – zapytał Keji.
- Zapewne zadręcza go sporo myśli. Jego koleżanka, Kurumi jak mniemam, została przecież… porwana? Wszystkie fakty na to wskazują. Być może o tym myśli, co się z nią dzieje, gdzie się teraz znajduje. W końcu się znają. – dodał Hisashi, a Motoyoshi zrobił lekko podirytowaną minę.
- Hej, Keichi! – krzyknął głośno, dodatkowo szturchając mnie w ramię. Tym razem dostrzegłem to, następnie spojrzałem na niego.
- Tak…? – zapytałem zmieszany.
- Wołałem Cię kilka razy, ale nie odpowiadałeś, nie reagowałeś… Coś nie tak?  - wyglądał, jakby coś go trapiło.
- Po prostu przytłoczyła mnie sprawa z zaginięciem Kurumi, to wszystko… - oznajmiłem – Nie mogę przestać o niej myśleć… - westchnąłem.
- Skup się. – zmienił ton głosu na nadzwyczaj poważny, jego oczy wyglądały dziwnie… Pierwszy raz takie u niego dostrzegłem…
- Junishi…? – on wyglądał naprawdę dziwnie – Coś Ci się stało? – nie poznaję go.
- Jesteśmy tu, aby ćwiczyć. – cały czas ten sam ton głosu, ten sam wyraz twarzy – Skończ myśleć o zbędnych rzeczach i skup się. – co jest z nim nie tak?!
- Co z Tobą? – zapytałem podchodząc do niego – Nie poznaję Cię… - gdy chciałem dotknąć jego ramienia, on odepchnął moją dłoń – Junishi?
- Skończ zachowywać się w ten sposób! – nie wiem, czy mi się przewidziało, czy też nie, ale w kącikach jego oczu dostrzegłem kropelki łez. Zanim zdążyłem się przyjrzeć, on oddalił się ode mnie i opuścił pomieszczenie.
- Co z nim… - nic nie rozumiem… nic, a nic…

                Chłopak zniknął, nie widziałem go. Gdzie on mógł pobiec? Naprawdę się o niego martwię… Nigdy, poważnie, nigdy nie widziałem u niego takiej powagi i irytacji. Co mogło go do tego zmusić? Przecież nic nie zrobiłem… Chwilę wcześniej był wesoły, był sobą… A teraz? W mgnieniu oka zmienił swoje zachowanie… Chyba muszę go znaleźć i z nim porozmawiać… Tak, to najlepsze rozwiązanie. Przygotowałem się do opuszczenia sali, zrobiłem kilka kroków w stronę wyjścia.

- Hej, pierwszaki! – krzyknął nagle Keji – Nie myślcie, że to koniec! Teraz czeka was podsumowanie dnia. – odgarnął włosy z czoła – Zostaniecie dobrani w pary, następnie przebiegniecie daną ilość kilometrów w górę.
- Pod górę?!
- W taki gorąc…?
- Mówisz poważnie?

                Tak, jak przypuszczałem, pierwszoklasiści nie wyglądali na zadowolonych. Dlaczego mnie to nie dziwi? Uśmiechnąłem się delikatnie i pokiwałem głową. Nagle sobie przypomniałem, że Junishi gdzieś wybiegł. Kiedy zacząłem podnosić rękę do góry, by zgłosić jego nieobecność, jasnowłosy dołączył do naszej grupy i usprawiedliwił swoje nagłe zniknięcie. Chciałem zapytać, co mu się stało, jednak, gdy zacząłem iść przed siebie, ktoś złapał moją rękę. Zatrzymałem się i odwróciłem. Ku moim oczom ukazał się uśmiechnięty, naprawdę przystojny, niebieskowłosy rozgrywający.

- Takeichi, prawda? – zapytał – Jesteśmy razem w parze.
- O-okej… - odpowiedziałem.

                Jego oczy… Mają taką niezwykłą, diamentową barwę… W poniektórych miejscach zabarwiony błękitnymi paseczkami, do tego ten błysk… Czy to możliwe, aby ktoś miał tak piękne tęczówki? Pierwszy raz spotykam się z takimi, są niezwykłe… Jeszcze ten jego kolor włosów, ta jasna cera… On jest… wyjątkowo zaskakujący. Robi wrażenie…

- Jesteś Akihito, prawda? – zacząłem rozmowę po chwili ciszy.
- Zgadza się. – pokazał ząbki – To jak, zaczynamy?
- Jestem trochę zmęczony, ale czemu nie… - ledwo zauważalnie uśmiechnąłem się.
- W porządku, gdy będziesz miał dosyć, powiedz mi. Wtedy zrobimy jakąś przerwę.
- Skoro tak, to chodźmy. – lekko przymrużyłem oczy.

                Razem z błękitnowłosym udaliśmy się do lasku. To tam była wyznaczona trasa. W poniektórych miejscach zapadała się ziemia, gdzieniegdzie wyrastały gałęzie, porozrzucane były twarde kamienie. I ja mam po tym biec?! Gdy Akihito dostrzegł moją minę, zaśmiał się.

- Nie masz się, o co martwić. Jednak, postaraj się być ostrożnym. Chwila nieuwagi i możesz skończyć z kontuzją. Gdyby coś się działo, powiadom mnie o tym jak najszybciej. Odpowiadam za Twoje zdrowie. – puścił mi oczko – Będziemy biec truchtem, musimy się jakoś przystosować do tego wszystkiego.
- Dobrze. – pokiwałem łebkiem na znak zrozumienia.
- To jak, gotów? – zapytał.
- Pewnie. – uśmiechnąłem się pokazując ząbki.
- To zaczynajmy! – oby dwaj ruszyliśmy przed siebie.

                Nie minęła chwila, jak wybuchliśmy śmiechem. Nie wiem skąd się to wzięło, jednak naprawdę coś mnie mocno rozśmieszyło. Musiałem utrzymywać równowagę, ponieważ co kilka kroków zapadała się pode mną ziemia. Nie mogłem zwolnić, przerwać biegu, a nawet stracić z oczu kolegi. To jednak nie jest takie proste… Troszkę się myliłem. To trudne zadanie.
               
Od naszego startu minęło jakieś pół godziny. Do mojej głowy ponownie powróciły myśli na temat Kurumi. Po raz kolejny odłączyłem się. Czułem, że diamentooki coś do mnie mówił, jednak nie usłyszałem go. Byłem ponownie zalany złymi przypuszczeniami. Chłopak zwolnił i znalazł się tuż obok mnie. Chciał jakoś wybudzić mnie z tego „snu na jawie”. Zapomniałem o utrzymywaniu równowagi, więc, kiedy pod jedną z moich nóg pojawił się głaz, potknąłem się i poleciałem przed siebie.

- Uważaj! – krzyknął zamartwiony Akihito. Jego głos wyrwał mnie z myśli.

                Na moje szczęście, dzięki dobremu refleksowi kolegi obeszło się bez upadku. W ostatniej chwili złapał mnie. Spojrzałem na niego lekko zawstydzony, na twarzy mając niewielkie wypieki.

- W-wybacz… - powiedziałem lekko speszony – Zamyśliłem się…
- Haha, zdołałem zauważyć! – zaśmiał się w przyjemny sposób – Myślałeś o tej dziewczynie?
- Skąd wiedziałeś? – zapytałem.
- Zwykłe przypuszczenia. – chłopak uśmiechnął się – Nie myśl o tym. – poklepał mnie po głowie, jak kiedyś robił to Yuu.
- Nie wiem jak…
- Staraj się o tym nie myśleć. Im więcej się tym głowisz, tym więcej negatywnych rozwiązań do Ciebie dociera. Zaczynasz wyobrażać sobie nawet te najgorsze rzeczy, a to właśnie niszczy nas w środku. Widać, że Ci na niej zależy. Jednak, nawet dla Ciebie takie myśli mogą być złe. Po prostu staraj się myśleć pozytywnie oraz nie zadręczaj się tym. Znajdą ją, nic jej nie będzie, więc bądź spokojny. – mrużąc oczy, ponownie uśmiechnął się życzliwie – No już! Rozwesel się i skończmy to!
- Jasne… Dziękuję, Akihito.
- Nie ma sprawy. – po chwili wznowiliśmy nasz trening.



* * *



                Nareszcie… Skończyliśmy! Nie czuję nóg… To cud, że chodzę o własnych siłach. Błękitnowłosy i ja podbiegliśmy do reszty chłopaków. Gdy myślałem, że to już koniec, że mogę odpocząć, pójść spać, moje niezwykłe marzenie zniszczył Hisashi. Jak się okazało, z całej drużyny nie wrócili jeszcze tylko Junishi i Katzuma. Nie mówcie, że coś im się stało… Hej, hej, zaczyna się ściemniać, a w takich okolicznościach, w lesie, w górach nie jest za wesoło. Niemożliwe…

- Keichi, znów to robisz. – powiedział Akihito – Spokojnie. Pewnie już wracają.
- Oby…
- Może przegrupujmy się w większe zespoły i pójdźmy ich poszukać? – zaproponował Hisashi.
- To chyba dobry pomysł… - oznajmiłem.
- W takim razie, Keichi, Ayako, chodźcie ze mną.
- Dobrze, Hisashi.



* * *



                Chodzimy już tak trochę czasu… Zagłębiliśmy się w las. Niedługo się całkowicie ściemni… Gdzie oni się podziali?! Junishi jest trochę lekkomyślny, ale Katzuma jest jego całkowitym przeciwieństwem. Nie ma mowy, żeby coś im się stało… Oby. Naprawdę się o nich martwię… Jeszcze to zachowanie Motoyoshiego wcześniej… Coś jest na rzeczy! Na pewno! Muszę z nim porozmawiać… dowiedzieć się, co z nim nie tak… naprawdę go lubię, chyba nawet…

- Słyszeliście?! – wrzasnęła Ayako.
- Te szmery? Tak.
- Nic nie sły… - nim zdążyłem skończyć, z krzaków wyskoczył Junishi. Wszyscy przestraszyliśmy się.
- W końcu! Ile można na was czekać?! – burknął jasnowłosy z kaprysem.
- O to samo mogę zapytać Ciebie. – powiedział Hisashi – Co wy robicie jeszcze w lesie…? – z niedowierzenia pokręcił głową.
- Mój partner zasłabnął… Nie miałem jak go zaprowadzić do pokoju, to trochę drogi jest, a on jest ogromny! Nie dałbym rady go unieść! – nadymał policzki – To nie takie proste!
- Dobra, dobra. Zaprowadź nas do niego.
- Chodźcie za mną.

                Całą grupką udaliśmy się w stronę jakiegoś jeziorka. Na głazie przy nim leżał Katzuma, na głowie trzymając jakiś zmoczony kawałek materiału. Podeszliśmy do chłopaka i zapytaliśmy, jak się czuje. Było mu trochę słabo. Razem z Hisashim zabraliśmy go. Wcale nie był AŻ TAK ciężki, jak zapewniał jasnowłosy. Dojście do domków zajmie nam troszkę czasu…



* * *



                Dobra, udało się. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Katzu już wypoczywa w swoim pokoju… Keji i reszta chłopaków rozpalili ognisko, chyba zamierzają coś świętować. Powinienem do nich dołączyć. Jeżeli będzie alkohol to… Nie najlepiej dla mnie… Picie to mój słaby punkt. Eh, dlaczego akurat to… Nie mogę przesadzić, bo jeszcze zacznę robić i wygadywać nie wiadomo, co.
                Opuściłem pokój, który dzieliłem z Junishim, następnie niechętnie udałem się na zewnątrz. Na miejscu czekała na mnie reszta drużyny. Tak, jak przypuszczałem, kupili co nieco. Żebym tylko nie wypaplał jakiegoś sekretu lub nie odwalił jakiejś rzeczy. Błagam, żeby to się nie wydarzyło! Kilka koszykarzy było już lekko skutych. Haha, całe szczęście, nie będę tym pierwszym. Zaśmiałem się cicho pod nosem. Nagle za rękę pociągnął mnie Akihito, uśmiechając się do mnie. Taa, on chyba też już troszkę wypił… Widać po nim.
We dwóch dołączyliśmy do pozostałych. Od razu po przywitaniu się z innymi, ktoś wcisnął mi do ręki puszkę piwa. Yhm, to nie wróży nic dobrego. Proszę, Keichi, nie zrób nic głupiego. Najlepiej, jakbym od razu zezgonował, wtedy bym zasnął i nie paplał żadnych głupot. Nieee, wtedy wyjdzie na to, że jestem ciotą. Po chwili znów ujrzałem twarz błędkitnowłosego, była tuż przed moją.

- I jak? – zapytał – Przestałeś się już zadręczać?
- Zadręczać? – przez chwilę nie zorientowałem się, o co chodzi – Aaa, no tak, dzięki Tobie jakoś udaje mi się.
- To dobrze. – puścił mi oczko, jednocześnie klepiąc mnie w lewie ramię – Tsa… Chyba muszę pomóc kilku pierwszakom. Nie wyglądają najlepiej…
- Jasne… - odwróciłem głowę, ponieważ podążałem wzrokiem za oddalającym się ode mnie chłopakiem.

                No to chyba czas dołączyć do reszty… Pomyślałem, następnie otworzyłem puszkę.



* * *



                Obraz jest taki rozjaśniony, czasem się przekręca tudzież faluje! Jeej, czuje się tak zabawnie, a jednocześnie dziwnie. Nie mogę powstrzymać śmiechu… Co się ze mną dzieje. Ciężko jest mi kontrolować ciało. Moje ręce i nogi są jak z waty… Znów zaśmiałem się sam z siebie. Poważnie… Keichi, poważnie…? Musiałeś? Siedziałem z innymi nastolatkami, razem tworzyliśmy okrąg. Każdy z nas wygadywał jakieś głupoty, ale ja przekraczałem skalę. Obwiązałem sobie jakiś krawat wokół głowy, który nie mam pojęcia skąd się wziął. Mniejsza, to nie jest akurat mój największy problem.

- Wiecie, co… - zacząłem, dodatkowo czkając – Trochę… w głowie kręci… Hehe… - zacząłem kiwać się na boki.
- Heeej, chłopaki, Takeichiemu chyba już wystarczy. – brunet zaśmiał się – Może niech ktoś odprowadzi go do pokoju? Jeśli tak dalej pójdzie, to później będzie chciało mu głowę rozerwać. – wyszczerzył się.
- Tak, masz rację… Ale kto… Większość jest już bez sił. – powiedział Hisashi, rozglądając się na boki.
- Ja mogę. – wtrącił Junishi – Prawie nic nie piłem, a dzięki temu odpoczynkowi w górach jestem w całkiem dobrym stanie. – wywinął kąciki ust w górę.
- Na szczęście. Pomogę Ci podnieść tę łamagę. – zaśmiał się.
- Dzięki, dzięki. – jasnowłosy odwzajemnił nabijanie się ze mnie.

                Zostałem uniesiony w górę, następnie przytrzymywany przez jakiegoś chłopaka. Dałem radę trochę przejrzeć na oczy. Jak się okazało, do pokoju prowadził mnie nie kto inny, niż Motoyoshi. Na nim to mogę polegać. Wspiera nawalonego kumpla. Dzięki temu, że się podniosłem, widzę jakoś bardziej przejrzyście… Heh, ciekawe.
                Weszliśmy do naszego wspólnego pokoju. Junishi posadził mnie na jednym z łóżek, następnie poszedł po jakiś zimny sok, wcześniej powiadamiając mnie o tym. Było mi bardzo gorąco, więc wstałem. Rozejrzałem się po pokoju, teraz nie miałem z tym problemu. Mogę nawet ustać o własnych siłach, ha! Nim się zorientowałem, do pomieszczenia wparował poddenerwowany kolega, który trzymał szklankę zimnej cieczy. Chłopak położył napełnione naczynie na etażerce. Na chwilę się odwrócił i zaczął grzebać w szafce.

- Gorąąąco mii… - zdjąłem przewiewną koszulkę, szybko odrzucając ją gdzieś na bok.
- Poważnie? – bursztynooki odwrócił się w moją stronę. Po ujrzeniu mnie, zamarł.
- Nooo, i to jak! – przeciągnąłem się – Dalej mi gorąco…
- Keichi… - przełknął ślinę – Ubierz się z powrotem…
- Po co? – zapytałem z lekkim kaprysem – Nie chcę. – wystawiłem mu język.
- Eh, naprawdę…
- Mam się ugotować? Chyba nie wyglądam tak źle? – przejechałem opuszkami palców po swojej klatce piersiowej.
- … - oczy chłopaka automatycznie powiększyły się, jednak szybko przeobraziły się w przymrużone, zimne patrzałki, przyprawiające mnie swą oziębłością o dreszcze.
- Twoje oczy… - zanim zdążyłem dokończyć, zostałem pchnięty na łóżko.

                Uchyliłem ze zdziwienia usta. Nade mną znajdował się w stu procentach poważny Motoyoshi. Te oczy… Widziałem je dziś. Wtedy, gdy się pokłóciliśmy na treningu… Tak, to jest to samo spojrzenie. Przez nie mam ciarki… Przymrużyłem oczy, lekko się uśmiechnąłem. To powinno go zrazić!

- Nie powinieneś był tego robić, Keichi. – powaga nie zniknęła z jego twarzy nawet na sekundę.



* * *

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 5.







  * * *


                Od wczoraj w mieście panuje totalny chaos. Wszędzie radiowozy, policja, straż… Zaczęto nawet zakładać kamery w tych straszniejszych uliczkach. Dano także specjalny nakaz, aby niepełnoletni, zanim się ściemni, udali się do swoich domów. Według mnie to trochę denerwujące… Nakładają nam ograniczenia, kontrolują większość ruchów. Znaczy, nie narzekam, ponieważ doceniam fakt, że nie ignorują takich rzeczy, ale ta kontrola, kamery… Trochę tego za dużo.
                Aktualnie jestem na treningu drużyny… Keji przesadza, mam nogi jak z waty. A takie rzeczy rzadko mi się zdarzały. Cały czas naciska, oszaleć można. Większość pierwszaków pada na twarz. Nasi Senpaie też są już lekko zmęczeni… Ranyy, niech on zastopuje. Jest mi coraz ciężej złapać oddech.

- Jest tutaj Takeichi?! – krzyknęła jakaś dziewczyna, nagle przerywając trening.
- Um, no tak… - uniosłem rękę do góry.
- Na szczęście!

                Pięć dziewczyn podbiegło do mnie. Wyglądały na mocno przerażone, zdenerwowane, smutne… Chwile, widziałem kilka z nim razem z Kurumi, wtedy, gdy ją poznałem…

- Stało się coś strasznego! – powiedziała jedna z nich.
- Co takiego? – zapytałem.
- Kurumi nie wróciła na noc do domu! – po tych słowach osłupiałem – Nie możemy się też do niej dodzwonić! Ma wyłączony telefon, jej ojciec się zamartwia!
- Jeszcze sprawa z tym seryjnym mordercą.. Co, jeśli on ją dopadł?! – dziewczyna zacisnęła dłoń na moim rękawie, z jej oczu zaczęły wypływać łzy.
- Zawiadomiłyście policję? – zapytał Junishi, razem z resztą chłopaków podchodząc do nas.
- Tata Kurumi zgłosił sprawę, jednak… - dziewczyna przełknęła ślinę – Policja potrzebuje konkretnych dowodów.
- A, to jest głupie z ich strony! – wtrąciła Haruka – Przecież to nie są żarty!

                Chłopaki zaczęli uspokajać koleżanki blondynki. Dziwi mnie, że przyszły z tym do mnie… Przecież nie jestem żadnym detektywem, czy też… Nie, ja nim nie jestem, ale mój ojciec jest wysoko postawionym komendantem policji. Nie chwaliłem się tym przed nikim… Jednak, to może się przydać. Zabiorę chyba ze sobą Junishiego, on jest teraz najbliższą mi osobą. No, nie licząc Yuu, którego przy mnie aktualnie nie ma. Właściwie, skoro już mowa o Yuu, coś długo z nim nie pisałem… Dziś to chyba zrobię, niech mi, chociaż doradzi w tej kwestii… Może powinienem udać się w miejsce, w którym miało miejsce ostatnie morderstwo… Taa, już to widzę. Zagrodzone policjantami, pełno paparazzi, dziennikarzy. No, wpuszczą mnie na pewno.  

- Powiecie mi, co mam z tym zrobić? Przecież nie pójdę jej tak nagle szukać… Nawet, jeśli to, gdybym ich odnalazł, co miałbym zrobić? Wątpię, abym dał radę pokonać seryjnego mordercę… Taką sprawą powinni zajmować się policjanci. Ja jestem tylko szarym licealistą. I to nie tak, że w ogóle nie jest mi jej szkoda. Wręcz przeciwnie. Jestem zaskoczony, jak i jednocześnie przerażony faktem, że ten psychol dotarł aż do tej szkoły. Poproszę o pomoc ojca, on na pewno w tym pomoże…
- Jak to? – zapytała zaciekawiona Haruka.
- Jest komendantem…
- Poważnie!? – poprawił im się trochę humor – To może bardzo pomóc! Jeśli Twój ojciec zgodzi się, nie będzie takich problemów!
- Pewnie macie rację… - westchnąłem – W takim razie, Senpai, muszę Was opuścić… - Junishi spojrzał na mnie miną zbitego psiaka – Porywam ze sobą Junishiego… – złapałem go za rękaw, następnie zacząłem ciągnąć za sobą do wyjścia.

                Wybiegliśmy z sali we dwóch. Wyciągnąłem z kieszeni telefon, wybrałem numer do ojca i zadzwoniłem. Gdy odebrał, wprowadziłem go w sytuację, opowiedziałem o wszystkim. Chwilę pomyślał, jednak na moją korzyść zgodził się. Wszystko fajnie, ale gdy spytałem o pozwolenie na wejście do miejsca, w którym miało miejsce ostatnie przestępstwo, wyśmiał mnie i odmówił, przy okazji rozłączając się. Pf, wredota. Ale dzięki niemu będziemy mogli szybciej odnaleźć Kurumi. Najlepiej będzie, jeśli powiadomię o tym jej tatę. Tak, to dobry pomysł.

- Junishi, idziemy. – szarpnąłem chłopaka za sobą.



* * *



                Motoyoshi trochę się ociągał. W sumie, to go rozumiem. Po tym treningu ciężko iść taki kawał drogi bez żadnych problemów, odpoczynków. Chłopak mamrotał coś pod nosem, ale jego urocza minka sprawiała, że nie sprzeczałem się z nim. W pewnym momencie mój wzrok przykuła jaskrawa rzecz, trochę wystawała zza krzaków. Moje serce mocno zabiło. Otrząsnąłem się z myśli, podbiegłem do wcześniej zauważonego przedmiotu. Złapałem kolorowy materiał i pociągnąłem koniuszek.

- To należy przecież do Kurumi! – tak, miała ten szal w szkole, na apelu. To z pewnością jej!
- Jesteś pewien? – chłopak zapytał.
- Tak. Miała go na rozpoczęciu… - zacząłem oglądać znalezisko – Chwile… To przecież…! – wytrzeszczyłem oczy – Wygląda jak krew…
- No, to teraz chyba wystarczający dowód na to, że Kurumi została uprowadzona?
- Zdecydowanie! – krzyknąłem, później z kolei zacząłem biec w stronę biura.
- Poczekaj na mnie… - burknął jasnowłosy, starając się dotrzymać mi tempa.



* * *



- Takeichi… - rzekł mężczyzna ze łzami w oczach – Doceniam to wszystko, naprawdę… Bardzo Ci dziękuję, że poświęcasz swój czas na to. Jestem Ci bardzo wdzięczny.
- Ależ nie ma, za co. Nie mogę tak po prostu tego zignorować… Bardzo polubiłem Kurumi.
- Cieszy mnie to. – przejechał dłonią po czole – W takim razie, nie będę zwlekał, od razu pojadę na komisariat.
- Dobrze. – mężczyzna opuścił pomieszczenie – W takim razie, Junishi…
- Chodźmy do mnie. – uśmiechnął się… przyjaźnie?
- Jasne…

                Opuściliśmy biuro, następnie udaliśmy się do domu Motoyoshiego.



* * *



                Junishi wbiegł do swojego pokoju jak opętany. W ręku trzymał jakieś zdjęcie. Jego wyszczerz od ucha, do ucha mówił sam za siebie. Co on tym razem planuje? Rany… Pokręciłem głową.

- Takeichi, patrz, co mam! – wskoczył na mnie, wywracając mnie na plecy. Upadliśmy na łóżko, ale tak jak zwykle, robiłem za siedzenie. Po otworzeniu oczu, przed swoją twarzą dostrzegłem jakieś dziwne zdjęcie.
- Co to…?
- Nie pamiętasz?! Jejku… - pokazał grymas na swojej ładnej buźce – To przecież Ty!
- O czym Ty…? – on ma na myśli TO zdjęcie?!
- Aaa, widzę, że sobie przypomniałeś! – chłopak zaśmiał się – Uwielbiam Twoją mamę za to, że zmuszała Cię do takich przebieranek!

                To zdjęcie… Jest czymś, czego nienawidzę. Jestem tam przebrany za jakąś księżniczkę... Moja matka zawsze lubiła mnie przebierać w różne rzeczy, ale to było przegięcie. Jeszcze musiałem nosić tę obcisłą bieliznę, ugh.

- Spal to… - mruknąłem.
- Co?! – zaskoczony wrzasnął – Nie ma mowy!
- No weź… Jestem w sukience.. Ile Ty w ogóle trzymasz ten złowrogi przedmiot? – nadymałem policzki.
- Mam go od zawsze… – chłopak zamyślił się.
- Poważnie? Nie mogłeś tego podrzeć, spalić, zakopać?
- Oszalałeś? – łapiąc moje ramiona, pchnął mnie w tył – Wyglądasz tutaj tak słodko i niewinnie!
- Jun… Brzmisz w tej chwili jak jakiś zboczeniec. - zmarszczyłem czoło.
- Ale to prawda! Masz taką uroczą minkę... – pojedyncza łezka kapnęła na mój polik.
- Co jest… ? Dlaczego płaczesz? - zapytałem, będąc całkowicie zmieszanym.
- To wszystko... Tyle czasu minęło... Gdy poszliśmy do gimnazjum, straciliśmy kontakt. Byłem samotny przez ten czas... Straciłem przyjaciół. – pociągnął nosem – Ale na szczęście teraz jest w porządku. - uśmiechnął się pokazując ząbki.
- Tak, tak… Rozumiem.

                Dopiero po chwili zorientowałem się, w jakiej pozycji leżymy. W sumie, to jest miłe. On się tak bardzo o mnie martwi… Cieszę się. Nie jestem mu obojętny. W końcu ktoś, kto stara się o mnie zadbać. To takie ciepłe uczucie… A w jego towarzystwie czuję się tak dobrze. Jakbym miał obok osobę, którą naprawdę cenię. Nie no, tak właśnie jest. Cenię go, szanuję, bardzo lubię. Jest moim prawdziwym przyjacielem… Chyba nawet najlepszym przyjacielem. Jest taki drobniutki, ta jego gładziutka skóra, pachnące włosy… Zawsze się rozmarzam w takich sytuacjach… Junishi tylko to ułatwia. Najbardziej dziwi mnie fakt, że mimo tego, że pocałowaliśmy się, nie czujemy jakiejś specjalnej krępacji. To wspaniale, że mam go obok siebie. Ostatni raz mocniej do siebie docisnąłem chłopaka, następnie puściłem.

- W takim razie, będę się zbierał. – oby dwaj podnieśliśmy się z łóżka – Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Jutro mamy wolne, więc mam do przemyślenia kilka spraw…
- Jasne. Odprowadzę Cię do wyjścia. – powiedział, dodatkowo otwierając drzwi.
- Dzięki. – zeszliśmy na dół po schodach..



* * *



- Wróciłem!! – krzyknąłem wchodząc do domu.
- Kei-kun? – moja mama wyszła zza rogu – Całe szczęście, tak się martwiłam! – kobieta mocno mnie przytuliła.
- Taa… - po ujrzeniu tego błysku w jej oczach, przeraziłem się – Mam sporo nauki, to ja już idę na górę…
- Poczekaj chwilkę! – blondwłosa pobiegła do salonu – Patrz, co Ci kupiłam! – wracając do mnie, w ręku trzymała coś podejrzanego…
- Co to jest…? – od wypadku zacząłem szykować się do ucieczki.
- Kupiłam Ci taką słodką piżamkę! Zobacz, tutaj jest kapturek, są uszka, ogonek… – zaczęła mi pokazywać to diabelstwo – Będzie Ci w tym do twarzy! – zaniemówiłem.
- C-c-c-o…
- Proszę, przymierz ją! Kupiłam to z myślą o Tobie…
- Jeśli przymierzę… dasz mi spokój…? – zapytałem z nadzieją.
- Tak! Ale załóż ją, kapturek i w ogóle!
- T-ta… Dobra, daj mi to! – będąc lekko podirytowanym, wyrwałem ubranie z rąk matki i pobiegłem na górę, do łazienki.

                Zdjąłem obecnie założone ubranie, po czym niechętnie, jednak będąc lekko tym zainteresowany, starałem się założyć beżową piżamę. Poprawiłem dokładnie strój. Patrząc na swoje odbicie w lustrze, wybuchnąłem nagłym śmiechem. Nie mogłem się powstrzymać, wyglądam jak idiota. Szesnastoletni chłopak ubrany w jasny kostiumik, który ma kapturek z uszami miśka oraz ogonek? Haha, nie wierzę… To jest jakaś kpina, prawda…?
                Niechętnie zszedłem na dół, mając dodatkowo na głowie zarzucony kaptur. Chociaż, muszę przyznać, ten kostium jest strasznie mięciutki. Gdy znalazłem się w salonie, mając lekko opuszczoną głowę, podszedłem do matki. Tak, jak się spodziewałem, zaczęła się ze mnie śmiać. Jednak, gdy wyciągnęła aparat, uciekłem do swojego pokoju. Nie ma mowy, że ktoś uwieczni ten upokarzający moment! Eh, jestem tak zmęczony, że nie mam nawet siły się przebierać… Mniejsza, w końcu to piżama, zasnę jakoś… Nie zwracając na nic już uwagi, wskoczyłem na łóżko i zasnąłem.



* * *



                Już ranek… Jaskrawe światło razi moje wspaniałe oczka… Nienawidzę poranków, zawsze ta niechęć do podniesienia się… Reety, mam już tego dosyć.  Słyszę głosy z dołu… Tak, pewnie mama z ojcem o czymś rozmawiają, pewnie o moim durnym stroju. Może do nich zejdę, pokażę, jak uroczo w tym wyglądam? W sumie, czemu nie.
                Podniosłem się z łóżka i stanąłem na nogi. Założyłem na głowę kapturek, poprawiłem resztę stroju. Przeraża mnie to, że spodobał mi się ten kostium… Cicho otworzyłem drzwi, aby nie usłyszano mnie. Stanąłem tuż przed stopniami. Dobra, schodzę, nic złego się nie stanie… Zacząłem iść na dół w taki sposób, aby Ci na dole zdołali mnie usłyszeć. Okej, stoję tuż za progiem. Jeden krok i każdy mnie zobaczy. Co mi tam, to tylko rodzice! Akurat w momencie, kiedy chciałem wyjść, ziewnąłem przeciągle. Aby nie wyglądało to niechlujnie, zasłoniłem łapką buzię. Wyszedłem zza progu z zamkniętymi oczkami. Stanąłem na widoku, przetarłem patrzałki.

- Yyy… - usłyszałem zaskoczonego chłopaka.

                Szybko otworzyłem oczy, ponieważ zdziwiłem się tym dźwiękiem. Co po chwili dostrzegłem?! Chłopaków z drużyny! Gdy wszyscy mnie ujrzeli, szeroko otworzyli oczy i uchylili usta. Stałem jak wryty w ziemię. Jeszcze pokazałem się chłopakom ze szkoły ubrany w to coś… Ta, wspaniaaale. 

- N-no, więc… - żaden z nas nie wiedział, jak rozpocząć rozmowę.
- Keeeichi, wyglądasz naprawdę U-RO-CZO!! – ten wspierający Junishi…
- Hehehe… - wymusiłem śmiech, przy okazji zasłaniając twarz – To.. To nie tak jak myślicie… Zostałem zmuszony… I, ten no… No wiecie… - zrobiłem zabawny dziubek, zacząłem bawić się palcami – Wieecie…
- Nie przeszkadzają nam Twoje fetysze. – oznajmił Hisashi – Ale szybko, idź się ubierz w coś NORMALNEGO – ta, musiał podkreślić to słowo… - i spakuj rzeczy.
- He?
- No wiesz, ubrania, potrzebne rzeczy… Coś, żeby Ci wystarczyło na pięć dni albo nawet więcej.
- Dlaczego?
- Zorganizowaliśmy trening. Musimy w końcu podnieść kondycję każdego z nas. – powiedział Keji – Wszystko jest już załatwione, więc zbieraj się.
- Jasne…

                Tak rozpoczął się mój dzień. Trochę zaskoczenia było, teraz oczekuję dalszej części. Jednak, coś sprawia, że nie chcę opuszczać domu… To wszystko przez tego mordercę, jeżeli Kurumi… Nie, nawet tak nie myśl! Ona musi być bezpieczna, ja… Właśnie, dlaczego tak bardzo się nią przejmuję? Nie jest mi obojętna, jestem zdenerwowany tą całą sytuacją, martwi mnie fakt, że zaginęła… Czy to możliwe, że… zakochałem się w niej?



* * *

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic